Mówią, że to „oddolna inicjatywa mieszkańców”. Ale gdy zaczynasz zadawać pytania, entuzjazm gaśnie szybciej niż wiarygodność ich argumentów.
Na ulicach Krakowa trwa zbiórka podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Niebieskie kamizelki, hasła o nepotyzmie, betonozie i „potrojonym długu”. Problem w tym, że gdy pytasz o liczby, terminy i fakty – zapada cisza. Albo padają odpowiedzi, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego.
Rozmawiałem z kilkoma osobami zbierającymi podpisy. Każda z nich przyznała, że dostaje wynagrodzenie. Stawka zależy od liczby podpisów zebranych na godzinę. – Da się dorobić – usłyszałem. To oczywiście nic złego. Ale trudno mówić o spontanicznym zrywie obywatelskim, gdy za każdy podpis ktoś inkasuje prowizję.
ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?
Argumenty? „Miszalski potroił zadłużenie”. Tyle że dług miasta nie „wystrzelił” w sposób, o którym mówili ankieterzy. „Referendum pod koniec roku”. Nie. Jeśli do niego dojdzie, terminy są zupełnie inne. „20 procent terenów zielonych w całym Krakowie”. Źródło? „Post na Facebooku”.
Gdy dopytuję o alternatywę, słyszę: „Nie mam pojęcia”. Gdy pytam, kto administruje danymi osobowymi – odpowiedzi są mgliste. Gdy pytam, kto za tym stoi, pada nazwa stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, którego liderem jest Łukasz Gibała.
Dlaczego miałbym się podpisać?
Rozmawiałem z sześcioma osobami, które w niebieskich kamizelkach zbierają podpisy pod listą referendalną.
Od pierwszej z nich, na Rondzie Mogilskim, dowiedziałem się, że jak tylko podpiszę listę, a – podobnie jak ja – postąpi 60 tysięcy krakowian, to prezydent z automatu zostanie odwołany. Ta krótka wymiana zdań zainspirowała mnie do kolejnych pogawędek ze zbierającymi podpisy pracownikami.
„Miszalski potroił zadłużenie”
Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać?
Pracownik 2: – Jak pan podpisze to odbędzie się referendum i odwołamy prezydenta.
– A dlaczego chcemy go odwołać?
– Kurczę, ja nie lubię robić personalnych zarzutów. Ogólnie to ludzie zrzucają mu nepotyzm, niewykonywanie zobowiązań, do których się sam zobowiązał, niewywiązywanie się z obietnic wyborczych, zgadzanie się na niefajne projekty, jeśli chodzi o infrastrukturę krakowską. I, przede wszystkim, jakieś absurdalne zadłużenie miasta.
– A jakie jest zadłużenie miasta?
Po tym pytaniu nastała cisza, dlatego postanowiłem pomóc.
– Jak Majchrowski kończył ostatnią kadencję, to zadłużenie wynosiło coś między 6 a 7 mld.
– No to Miszalski już to chyba podwoił albo potroił to zadłużenie.
[Zadłużenie Krakowa na początku 2026 roku przekroczyło 7,85 mld złotych – dop. autor]
„Referendum pod koniec roku”
Ja: – Kiedy odbędzie się to referendum?
Pracownik 3: – Pod koniec roku.
– A wybory?
– Chyba też pod koniec roku. Bo to zawsze tak długo trwa. Przetwarzają, analizują…
[Jeśli dojdzie do referendum, to odbędzie się najpóźniej w czerwcu. W razie odwołania prezydenta, wybory odbędą się najpóźniej we wrześniu – dop. autor]
„Stawki są różne”
Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać?
Pracownik 4: – Strefa Czystego Transportu to rozwiązanie bardzo niesprawiedliwe
– Akurat mieszkam w Krakowie i jestem zwolennikiem SCT.
– No bo w dłuższym okresie jest to dobry program. Ale z gmin ościennych i tak cały ten smog napływa do Krakowa, więc SCT nie wpływa tak na nasze powietrze. Poza tym problemem są też podwyżki cen wywozu śmieci czy biletów MPK.
– Gibała zbiera te podpisy?
Nie. My nie jesteśmy ani od Gibały ani od PiS-u. Ani od Konfederacji, bo to też często słyszę. Jesteśmy bezpartyjni. Oni wszyscy też zbierają, ale my jesteśmy niezależni.
– A kto jest administratorem danych osobowych?
– Jan Hoffman jest jednym z inicjatorów. To taki działacz krakowski. Nie wiem, czy jest bezpartyjny, dokładnie nie kojarzę.
– Płacą wam chociaż za to stanie tutaj?
– No pewnie, coś tam dostajemy. Zależy ile podpisów się zbierze. Różne stawki są. Da się dorobić.
„Gibała nie będzie startował”
Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać?
Pracownik 5: – Przede wszystkim betonoza w całym Krakowie…
– O betonozie to już za Majchrowskiego mówili.
– Ale wie pan, chodzi nam o to, żeby tej betonozy nie było. Bo Miszalski nawet powiedział, że nie chce zostawić nawet 20 procent terenów zielonych w Krakowie.
– Serio?! Kiedy tak powiedział?
– Był post o tym na Facebooku.
– Jaki?
– No że chce zostawić 20 procent terenu zielonego. 20 procent w całym Krakowie! Więc nie wiem, gdzie będziemy wychodzić na spacer, z psem…
(…)
– Kto zbiera te podpisy, tak dokładnie?
– My jesteśmy Kraków dla Mieszkańców, stowarzyszenie.
– Czyli Gibała?
– Tak, tak.
– A już była Pani bliska, bym się podpisał.
(śmiech)
– Dlaczego zbiera Pani dla Gibały?
– My jesteśmy Kraków dla Mieszkańców. Walczymy ogólnie dla Krakowa. Ze wszystkim tak naprawdę.
– Żeby Gibała został prezydentem?
– Nie. Gibała prawdopodobnie w ogóle nie będzie startował.
– Bez jaj. Już trzy razy startował.
– No ale nawet pisał na internecie, że nie wie, czy będzie startował. Więc nie jest to stricte tak dla niego. Jest to ogólnie dla Krakowa.
– No to na kogo głosować, jak odwołamy Miszalskiego?
– Nie mam pojęcia.
– No ale jaka jest alternatywa?
Zależy co wystawią. Wiadomo, że politycy muszą potrafić kłamać, bo taka jest polityka. Gdyby nie kłamali, to nikt by na nich nie głosował.
„Stawka zależy od zebranych podpisów na godzinę”
Ja: – Jak się podpiszę, to będzie Pani coś z tego miała?
Pracownik 6: – No taaak!
– A ile Pani zarobi za mój podpis?
– Nie mam pojęcia, zależy ile będę miała wszystkich. Mamy płacone na godzinę. To znaczy, stawka zależy do tego, ile podpisów mamy na godzinę.
– To może ja sobie dorobię?
– Może pan przyjść.
– A ile osób zbiera?
– Z naszego biura około 60. Dziś w terenie zbiera około 30.
– Po domach też chodzicie?
– Tak. To się door to door nazywa. I chodzimy po blokach.
(…)
– A gdzie trafiają te podpisy?
– Nie wiem dokładnie, ale do skarbnicy. Najpierw to idzie do naszego biura i ktoś to przelicza. Potem idzie to wyżej i ktoś to przelicza jeszcze raz. A potem do skarbnicy. Tak nam powiedzieli. Ja nie wiem, co to za skarbnica.
Referendum to decyzja z konsekwencjami
Jeśli referendum ma być poważnym narzędziem demokracji, to musi opierać się na faktach, odpowiedzialności i jasnym celu. Tymczasem z rozmów wyłania się obraz akcji, w której łatwo rzuca się ciężkie oskarżenia, trudniej podać liczby, a najtrudniej wskazać jakąkolwiek realną alternatywę.
Odwołanie prezydenta miasta to nie facebookowy komentarz ani sonda uliczna. To decyzja, która paraliżuje samorząd na miesiące i kosztuje wszystkich mieszkańców czas, pieniądze i stabilność. Jeśli ktoś chce mnie przekonać do takiego kroku, musi zaproponować coś więcej niż hasła o „betonozie” i „potrojonym długu”.
Bo podpis pod listą to nie jest gest „przeciw komuś”. To jest ruch „za czymś”. Za konkretną wizją miasta, za konkretną odpowiedzialnością i za kimś, kto potrafi wziąć stery, jeśli obecny prezydent straci mandat. Tymczasem gdy pytam: „kto zamiast?”, słyszę: „nie mam pojęcia”. A to wystarczający powód, by długopis jednak schować do kieszeni.
ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?





















