Przeczytasz w 3-6 minuty
Zbierający podpisy na Rondzie Mogilskim / fot. Kanał Krakowski

Mówią, że to „oddolna inicjatywa mieszkańców”. Ale gdy zaczynasz zadawać pytania, entuzjazm gaśnie szybciej niż wiarygodność ich argumentów.

Na ulicach Krakowa trwa zbiórka podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Niebieskie kamizelki, hasła o nepotyzmie, betonozie i „potrojonym długu”. Problem w tym, że gdy pytasz o liczby, terminy i fakty – zapada cisza. Albo padają odpowiedzi, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego.

Rozmawiałem z kilkoma osobami zbierającymi podpisy. Każda z nich przyznała, że dostaje wynagrodzenie. Stawka zależy od liczby podpisów zebranych na godzinę. – Da się dorobić – usłyszałem. To oczywiście nic złego. Ale trudno mówić o spontanicznym zrywie obywatelskim, gdy za każdy podpis ktoś inkasuje prowizję.

ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?

Argumenty? „Miszalski potroił zadłużenie”. Tyle że dług miasta nie „wystrzelił” w sposób, o którym mówili ankieterzy. „Referendum pod koniec roku”. Nie. Jeśli do niego dojdzie, terminy są zupełnie inne. „20 procent terenów zielonych w całym Krakowie”. Źródło? „Post na Facebooku”.

Gdy dopytuję o alternatywę, słyszę: „Nie mam pojęcia”. Gdy pytam, kto administruje danymi osobowymi – odpowiedzi są mgliste. Gdy pytam, kto za tym stoi, pada nazwa stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, którego liderem jest Łukasz Gibała.

Dlaczego miałbym się podpisać?

Rozmawiałem z sześcioma osobami, które w niebieskich kamizelkach zbierają podpisy pod listą referendalną.

Od pierwszej z nich, na Rondzie Mogilskim, dowiedziałem się, że jak tylko podpiszę listę, a – podobnie jak ja – postąpi 60 tysięcy krakowian, to prezydent z automatu zostanie odwołany. Ta krótka wymiana zdań zainspirowała mnie do kolejnych pogawędek ze zbierającymi podpisy pracownikami.

„Miszalski potroił zadłużenie”

Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać?

Pracownik 2: – Jak pan podpisze to odbędzie się referendum i odwołamy prezydenta.

– A dlaczego chcemy go odwołać?

– Kurczę, ja nie lubię robić personalnych zarzutów. Ogólnie to ludzie zrzucają mu nepotyzm, niewykonywanie zobowiązań, do których się sam zobowiązał, niewywiązywanie się z obietnic wyborczych, zgadzanie się na niefajne projekty, jeśli chodzi o infrastrukturę krakowską. I, przede wszystkim, jakieś absurdalne zadłużenie miasta.

– A jakie jest zadłużenie miasta?

Po tym pytaniu nastała cisza, dlatego postanowiłem pomóc.

– Jak Majchrowski kończył ostatnią kadencję, to zadłużenie wynosiło coś między 6 a 7 mld.

– No to Miszalski już to chyba podwoił albo potroił to zadłużenie.

[Zadłużenie Krakowa na początku 2026 roku przekroczyło 7,85 mld złotych – dop. autor]

„Referendum pod koniec roku”

Ja: – Kiedy odbędzie się to referendum?

Pracownik 3: – Pod koniec roku.

– A wybory?

– Chyba też pod koniec roku. Bo to zawsze tak długo trwa. Przetwarzają, analizują…

[Jeśli dojdzie do referendum, to odbędzie się najpóźniej w czerwcu. W razie odwołania prezydenta, wybory odbędą się najpóźniej we wrześniu – dop. autor]

fot. Kanał Krakowski

„Stawki są różne”

Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać?

Pracownik 4: – Strefa Czystego Transportu to rozwiązanie bardzo niesprawiedliwe

– Akurat mieszkam w Krakowie i jestem zwolennikiem SCT.

– No bo w dłuższym okresie jest to dobry program. Ale z gmin ościennych i tak cały ten smog napływa do Krakowa, więc SCT nie wpływa tak na nasze powietrze. Poza tym problemem są też podwyżki cen wywozu śmieci czy biletów MPK.

– Gibała zbiera te podpisy?

Nie. My nie jesteśmy ani od Gibały ani od PiS-u. Ani od Konfederacji, bo to też często słyszę. Jesteśmy bezpartyjni. Oni wszyscy też zbierają, ale my jesteśmy niezależni.

– A kto jest administratorem danych osobowych?

– Jan Hoffman jest jednym z inicjatorów. To taki działacz krakowski. Nie wiem, czy jest bezpartyjny, dokładnie nie kojarzę.

– Płacą wam chociaż za to stanie tutaj?

– No pewnie, coś tam dostajemy. Zależy ile podpisów się zbierze. Różne stawki są. Da się dorobić.

Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

„Gibała nie będzie startował”

Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać?

Pracownik 5: – Przede wszystkim betonoza w całym Krakowie…

– O betonozie to już za Majchrowskiego mówili.

– Ale wie pan, chodzi nam o to, żeby tej betonozy nie było. Bo Miszalski nawet powiedział, że nie chce zostawić nawet 20 procent terenów zielonych w Krakowie.

– Serio?! Kiedy tak powiedział?

– Był post o tym na Facebooku.

– Jaki?

– No że chce zostawić 20 procent terenu zielonego. 20 procent w całym Krakowie! Więc nie wiem, gdzie będziemy wychodzić na spacer, z psem…

(…)

– Kto zbiera te podpisy, tak dokładnie?

– My jesteśmy Kraków dla Mieszkańców, stowarzyszenie.

– Czyli Gibała?

– Tak, tak.

– A już była Pani bliska, bym się podpisał.

(śmiech)

– Dlaczego zbiera Pani dla Gibały?

– My jesteśmy Kraków dla Mieszkańców. Walczymy ogólnie dla Krakowa. Ze wszystkim tak naprawdę.

– Żeby Gibała został prezydentem?

– Nie. Gibała prawdopodobnie w ogóle nie będzie startował.

– Bez jaj. Już trzy razy startował.

– No ale nawet pisał na internecie, że nie wie, czy będzie startował. Więc nie jest to stricte tak dla niego. Jest to ogólnie dla Krakowa.

– No to na kogo głosować, jak odwołamy Miszalskiego?

– Nie mam pojęcia.

– No ale jaka jest alternatywa?

Zależy co wystawią. Wiadomo, że politycy muszą potrafić kłamać, bo taka jest polityka. Gdyby nie kłamali, to nikt by na nich nie głosował.

Inicjatorzy referendum / fot. Kanał Krakowski

„Stawka zależy od zebranych podpisów na godzinę”

Ja: – Jak się podpiszę, to będzie Pani coś z tego miała?

Pracownik 6: – No taaak!

– A ile Pani zarobi za mój podpis?  

– Nie mam pojęcia, zależy ile będę miała wszystkich. Mamy płacone na godzinę. To znaczy, stawka zależy do tego, ile podpisów mamy na godzinę.

– To może ja sobie dorobię?

– Może pan przyjść.

– A ile osób zbiera?

– Z naszego biura około 60. Dziś w terenie zbiera około 30.

– Po domach też chodzicie?

– Tak. To się door to door nazywa. I chodzimy po blokach.

(…)

– A gdzie trafiają te podpisy?

– Nie wiem dokładnie, ale do skarbnicy. Najpierw to idzie do naszego biura i ktoś to przelicza. Potem idzie to wyżej i ktoś to przelicza jeszcze raz. A potem do skarbnicy. Tak nam powiedzieli. Ja nie wiem, co to za skarbnica.

Referendum to decyzja z konsekwencjami 

Jeśli referendum ma być poważnym narzędziem demokracji, to musi opierać się na faktach, odpowiedzialności i jasnym celu. Tymczasem z rozmów wyłania się obraz akcji, w której łatwo rzuca się ciężkie oskarżenia, trudniej podać liczby, a najtrudniej wskazać jakąkolwiek realną alternatywę.

Odwołanie prezydenta miasta to nie facebookowy komentarz ani sonda uliczna. To decyzja, która paraliżuje samorząd na miesiące i kosztuje wszystkich mieszkańców czas, pieniądze i stabilność. Jeśli ktoś chce mnie przekonać do takiego kroku, musi zaproponować coś więcej niż hasła o „betonozie” i „potrojonym długu”.

Bo podpis pod listą to nie jest gest „przeciw komuś”. To jest ruch „za czymś”. Za konkretną wizją miasta, za konkretną odpowiedzialnością i za kimś, kto potrafi wziąć stery, jeśli obecny prezydent straci mandat. Tymczasem gdy pytam: „kto zamiast?”, słyszę: „nie mam pojęcia”. A to wystarczający powód, by długopis jednak schować do kieszeni.

ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także