Przeczytasz w 2-4 minuty
fot. Łukasz Michalik

Jeszcze dobrze nie zebrano podpisów pod wnioskiem referendalnym. Jeszcze nie wiadomo, kiedy – ani nawet czy – referendum w ogóle się odbędzie. Jeszcze nie wiadomo, czy mieszkańcy będą chcieli odwołać Aleksandra Miszalskiego. A już ruszyła polityczna giełda nazwisk i zakulisowe przymiarki do wskazania jego następcy.

Gibała? Jako nieformalny lider referendum, nie po to dąży do odwołania prezydenta, by nie chcieć zająć jego fotela. Pod Gibałę podpięli się już i Konfederacji (czyli słynny złodziej patelni z IKEA Berkowicz) i skrajne lewactwo (przyszła pani poseł Owca). Jak przyjdzie co do czego, to pewnie się pokłócą w pierwszym możliwym terminie, ale na razie walczą dzielnie ramię w ramię. To jednak oczywistości. Wszyscy o tym mówią, wszyscy o tym piszą, wszyscy to widzą.

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: "Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem" [WYWIAD]

Najciekawiej jest jednak w Prawie i Sprawiedliwości. 

Tu wchodzimy w krakowską tradycję. Bo zanim jeszcze opadnie pierwszy kurz, zanim komitety policzą podpisy, zanim eksperci ogłoszą, że „wszystko jest możliwe” – na horyzoncie pojawia się ON. Dyżurny kandydat. Nazwisko, które powraca jak hejnał z Mariackiej wieży.

Andrzejewski.

A ściślej: Mariusz Andrzejewski – ekonomista, profesor, człowiek z doświadczeniem państwowym i akademickim. W krakowskiej polityce funkcjonuje trochę jak polityczny rezerwista: nie zawsze na boisku, ale zawsze w kadrze. Kiedy tylko zaczyna się spekulacyjny sezon, jego nazwisko wypływa jako „poważna opcja”.

Dlaczego właśnie on?

Po pierwsze: rozpoznawalność w środowiskach prawicowych i akademickich. Był wiceministrem finansów za czasów rządów PiS-u. Współtworzył program PiS-u. I wreszcie startował już z list PiS-u w wyborach do europarlamentu. Członkiem PiS-u jednak nie jest.

Po drugie: wizerunek człowieka merytorycznego, z zapleczem eksperckim. Jest profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Ekonomicznego. Kandydował na rektora UEK-u w ostatnich wyborach, ale ostatecznie się wycofał "z powodów rodzinnych". Odznaczony kilkoma krzyżami i orderami.

Po trzecie: brak zużycia w codziennej, ostrej miejskiej wojnie. Kiedyś wyskoczył z jakimś pomysłem budowy toru Formuły 1 w Nowej Hucie, ale generalnie nie kojarzy się z polityczną "naparzanką". Na pewno nie ma tak zużytej twarzy, jak Gibała. Co więcej: ma twarz! Może nie tak rozpoznawalną, ale...

Po czwarte: jeszcze nic nie zepsuł. Bo za wiele się nie narobił w miejskiej polityce, więc byłyby kandydatem "świeżym", a nawet "obywatelskim". Niczym Nawrocki. Mógłby udawać, że nie jest "pisiorem", a kandydatem "obywatelskim". Na pewno nie kojarzy się z twardym elektoratem PiS-u.

Po piąte: dobrze wygląda. A w polityce to ważne.

Mariusz Andrzejewski / Zdjęcie pochodzi z FB Mariusza Andrzejewskiego

Kraków to dziś miasto mocno spolaryzowane, lecz jednocześnie coraz bardziej wrażliwe na kwestie jakości życia: transport, zieleń, chaos inwestycyjny, mieszkania. Kandydat partii ogólnopolskiej musi przekonać wyborców, że nie jest tylko politycznym szyldem, lecz realną alternatywą dla obecnego układu.

Referendum – jeśli do niego dojdzie – stanie się czymś więcej niż oceną jednej osoby. Będzie testem nastrojów. Testem zmęczenia. Testem tego, czy mieszkańcy chcą rewolucji, czy raczej korekty kursu.

A PiS? Partia znajdzie się w klasycznej sytuacji: czy postawić na sprawdzone nazwisko, które „zawsze jest pod ręką”, czy jednak zaryzykować świeżą twarz? Problem w tym, że świeże twarze nie rosną na Plantach jak kasztany.

ZOBACZ TAKŻE: Lider krakowskiego PSL-u: "Miszalski sam dolewa oliwy do ognia" [WYWIAD]

Twarze zużyte lub mocno kojarzone z PiS-em, w Krakowie raczej większych szans nie mają. Ale Andrzejewski? ON już może namieszać. I, paradoksalnie, w starcie w wyborach może mu zaszkodzić sam... PiS. A konkretniej, ci wszyscy lokalni liderzy z wybujałym ego, dla których polityka to sens życia, uważający, że to oni są najlepszymi kandydatami na prezydenta, mimo że ich poparcie ani przez moment nie jest większe niż poparcie partii. Jednak to oni już kilka razy nie zgodzili się, by to profesor UEK-u reprezentował ich w wyborach. Najbliżej tego celu był w 2018 roku, ale wówczas partia postawiała ostatecznie na Małgorzatę Wassermann.  

Dzis jednak w kuluarach znów słychać: „A może jednak Andrzejewski?”.

ZOBACZ TAKŻE: Urynowicz: "Referendum to potyczka Miszalskiego i Gibały" [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także