Przeczytasz w 1-2 minuty
Poseł Łukasz Kmita z żoną / fot. FB Łukasza Kmity

W PiS od lat powtarza się jedną zasadę: dyscyplina, mobilizacja i pełna gotowość do działania. Kiedy jest konwencja – działacze mają być na sali. Kiedy lider przemawia – działacze mają klaskać. A kiedy partia wzywa – działacze mają przyjechać.

Chyba że… wcześniej zaplanowali urlop z żoną.

Taką właśnie strategię polityczną zaprezentował lider małopolskiego PiS, były kandydat na prezydenta Krakowa, Łukasz Kmita, który nie pojawił się na partyjnej konwencji w Krakowie, na której Jarosław Kaczyński ogłaszał nazwisko potencjalnego premiera. Zamiast tego Kmita wybrał wypoczynek.

Miałem zaplanowany urlop z żoną.

– tłumaczył w rozmowie z Radiem Kraków.

Trzeba przyznać: szczerość godna podziwu. Kiedy inni politycy produkują elaboraty o „obowiązkach parlamentarnych” albo „spotkaniach z wyborcami”, Kmita postawił na prostotę. Urlop to urlop.

W tej samej rozmowie przekonywał też, że wszystko było zaplanowane wcześniej.

Ten wyjazd był zaplanowany wcześniej, jeszcze przed ogłoszeniem terminu konwencji.

Czyli klasyczny konflikt kalendarzy: partia kontra małżeństwo. I – jak się okazuje – nawet w partii słynącej z żelaznej dyscypliny ktoś potrafi powiedzieć: stop, najpierw wakacje.

To zresztą dość symboliczny obrazek polskiej polityki. Na scenie – wielkie słowa o odpowiedzialności za państwo, mobilizacji i historycznej misji. A za kulisami – zwykły dylemat: czy bardziej opłaca się konwencja partyjna, czy jednak spokojny urlop z żoną.

Lider małopolskiego PiS dokonał wyboru.

I jeśli ktoś zastanawiał się, kto ma w tej historii większą siłę polityczną niż partia – wygląda na to, że odpowiedź jest prosta: żona!

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także