Kampania ruszyła na całego! Do zakładów pracy, biur, korporacji i instytucji, gdzie zwykle królują regulaminy, pieczątki i zapach drukarki laserowej, zaczęły trafiać nowe „materiały informacyjne”. Leżą grzecznie na stolikach: jedne udają ambitną publicystykę, drugie – kolorowe komiksy z wielkimi literami i jeszcze większym przesłaniem. Oferta kompletna. Segmentacja rynku dopracowana.
Dla bardziej inteligenckiej klienteli – broszurka: kreska oszczędna, ironia podszyta poczuciem wyższości, hasła, które mają sprawiać wrażenie, że czytelnik sam doszedł do wniosków. Dla reszty – wersja obrazkowa. Komiks. Bo przecież nie każdy ma czas czytać całe zdania. Niektórzy wolą, jak im się pokazuje palcem i mówi wolno.
To nie jest prasa. To gadzinówka w dwóch formatach: „dla kumatych” i „dla tych, co wolą oglądać”. Jedna do kawy, druga do poczekalni. Obie z tym samym przekazem, tylko inną czcionką.
ZOBACZ TAKŻE: Wiemy, ile miasto zapłaci za organizację referendum
A nad tym wszystkim unosi się głos Gibały – prosty, donośny, skierowany dokładnie tam, gdzie trzeba. Bez niuansów, bez wątpliwości. Bo po co pokazywać rzeczywistość, skoro można ją wykreować i narysować w trzech kadrach i dymku?
Najzabawniejsze (albo najsmutniejsze) jest to, że nikt już nawet nie udaje, że chodzi o debatę. To raczej test: czy wolisz czytać, czy oglądać? Jeśli czytasz – dostaniesz „analizę”. Jeśli oglądasz – dostaniesz bohatera w pelerynie i antagonistę rysowanego czarną kreską.
ZOBACZ TAKŻE: Desperacka walka Gibały i Młodzieży Wszechpolskiej o podpisy
Krakowianie widzieli już wiele. Ale tak bezczelnego wciskania propagandy w wersji „light” i „extra light” dawno nie było. Teraz pozostaje tylko pytanie: czy następnym krokiem będzie audiobook? Dla tych, którym nawet komiks to za dużo wysiłku.
Bo gadzinówka, jak widać, nie zniknęła. Ona po prostu dostosowała się do poziomu odbiorcy.




















