Zaczynali od 500 złotych przychodu w skali całego roku. Tak: 500 złotych! Finansowa pustynia. Hobbystyczny projekt na granicy przetrwania. A potem pojawił się ON: Łukasz Gibała. I nagle wydarzył się cud. Przychody zaczęły rosnąć lawinowo: do dziesiątek, a później do ponad 160 tysięcy złotych rocznie. Przypadek?
Łukasz Gibała prezydentem Krakowa chciałby zostać od dawna. Bardzo dawna. Tak dawna, że w krakowskich kuluarach to już nie ambicja, tylko stały element krajobrazu. Jak gołębie na Rynku i korki na Alejach. W realizacji tego planu Łukaszowi potrzebne były media. Przychylne mu media. I w te media postanowił zainwestować.
W moim przekonaniu, rządzenie Krakowem to jego plan już od dawna. To, co robił, gdy jeszcze był posłem Ruchu Palikota wskazywało, że chce być prezydentem
– mówiła Anna Grodzka, z którą rozmawiałem będąc jeszcze dziennikarzem portalu KRKnews.pl, co możecie przeczytać tutaj.
Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem
– to z kolei Jacek Majchrowski w rozmowie z Kanałem Krakowskim, którą możecie przeczytać tutaj.
500 złotych przychodu rocznie
Ale po kolei. Niegdyś w Krakowie pojawił się portal Krowoderska. Na początku był to projekt niemal romantyczny. Mocno satyryczny, prześmiewczy, bezczelny, ironiczny do bólu. Założony przez pasjonatów, którzy potrafili grillować władze miasta jednym akapitem, a prezydenta Jacka Majchrowskiego krytykowali z wdziękiem, jakiego próżno było szukać w oficjalnych mediach. Czytało się to dobrze. Momentami nawet bardzo zabawnie.
Problem był jeden: ironią i żartem dzieci nie wykarmisz, na chleb nie zrobisz. Więc tu kończą się żarty, a zaczynają liczby.
Fakty są takie:
Fundacja będąca wydawcą portalu Krowoderska:
- w 2018 roku osiągnęła 4 100 zł przychodu,
- w 2019 roku – 500 zł.
Finansowa pustynia. Publicystyczna wolność, ale w portfelu echo.
Współpraca z Gibałą
I nagle kwiecień 2020 roku. Portal już oficjalnie chwali się współpracą z… Łukaszem Gibałą. Tym samym, który w tym czasie intensywnie budował swoje polityczne zaplecze i szukał przychylności mediów, które mogłyby pomóc mu w drodze do fotela prezydenta Krakowa.
Umowa zostaje podpisana.
A potem dzieje się coś, co księgowi lubią najbardziej.
- 2020 rok – przychody fundacji: 80 tys. zł,
- 2021 – 150 tys. zł,
- 2022 – 150 tys. zł,
- 2023 – 161 tys. zł,
- 2024 – 98 tys. zł.
Z 500 zł do dziesiątek, a potem setek tysięcy. Skok godny tyczkarza olimpijskiego.
Oczywiście: korelacja to nie dowód. Nikt nie twierdzi, że podpisanie umowy z Łukaszem Gibałą automatycznie przełożyło się na zmianę tonu, linii redakcyjnej czy nagły przypływ sympatii. Ale trudno nie zauważyć, że moment finansowego przełomu portalu zbiegł się w czasie z politycznymi ambicjami człowieka, który od lat chce zostać prezydentem Krakowa.
Prezydenckie ambicje Gibały
Krowoderska przestała tonąć. Zaczęła pływać. A z czasem całkiem sprawnie utrzymywać się na powierzchni. I to już nie była publicystyczna partyzantka ani ironiczny „fanzin” tworzony po godzinach, lecz projekt, który nagle znalazł stabilne źródło (lub źródła) finansowania.
Czy to opowieść o naturalnym dojrzewaniu mediów? O tym, że nawet najbardziej buntownicza satyra w końcu musi zapłacić rachunki? A może o tym, jak polityczne ambicje spotykają się z medialnymi potrzebami, dokładnie w tym samym czasie i miejscu?
Kraków zna takie historie. Tu przypadki lubią chodzić parami, a zbiegi okoliczności regularnie układają się w ciągi.
Jedno natomiast nie ulega wątpliwości: Łukasz Gibała od lat bardzo chce zostać prezydentem Krakowa. I, jak pokazują nie tylko deklaracje, ale też twarde liczby: do tego celu nie idzie na skróty, lecz bardzo konsekwentnie buduje swoje zaplecze. Również to medialne.
ZOBACZ TAKŻE: Wiemy, ile miasto zapłaci za organizację referendum






















