Siedemnaście lat. Trzy starty. Lata budowania zaplecza. Setki spotkań. Druga tura. Tysiące plakatów. A potem jedno zdanie na Facebooku: „Nie zależy mi na funkcjach i wygraniu wyborów”. Jeśli to prawda, to właśnie jesteśmy świadkami najbardziej kosztownego hobby w historii krakowskiej polityki. Bo wierzycie, że to prawda, prawda?
Mnie nie zależy na funkcjach i wygraniu wyborów
– ogłosił na Facebooku Łukasz Gibała. I nie, to nie jest fejk. On serio tak napisał. SERIO!
Ach. Ulga. Wreszcie ktoś startuje w wyborach nie po to, żeby je wygrać.
To musi być nowa filozofia polityki. Startować trzy razy na prezydenta Krakowa, prowadzić kampanie, budować zaplecze, tworzyć komitet, zbierać podpisy, inwestować czas, energię, pieniądze i… robić to wszystko „dla sportu”. Z czystej rekreacji. Może to odpowiednik maratonu? Jedni biegają w Cracovia Maraton, inni startują w wyborach samorządowych. Hobby jak każde inne.
Gibała od 17 lat przebiera nogami, by zostać prezydentem
– to Jacek Majchrowski w tym wywiadzie.
Fotel prezydenta Krakowa od zawsze był jego celem
– to Anna Grodzka, była koleżanka partyjna Gibały w tej rozmowie.
Kandydowanie to nie jest spontaniczny spacer po Plantach. To miesiące organizacji, strategii, spotkań, sztabów, billboardów, debat. To pierdyliady wydanych pieniędzy. To budowanie marki politycznej przez lata. To – akurat w przypadku Gibały – aktywność publiczna wykraczająca daleko poza ustawowy czas kampanii.
Ale nie, to nie dlatego, że komuś zależy na funkcji. To zapewne projekt terapeutyczny. Może chodzi o rozwój osobisty? O hart ducha po przegranej w drugiej turze? O trening odporności na stres?
Bo przecież nikt rozsądny nie startuje trzy razy (a z chwilę może i czwarty) w wyborach po to, żeby wygrać. Prawda? PRAWDA?!
Możliwe, że mamy do czynienia z nową szkołą politycznej ascezy: kandydowanie bez pragnienia zwycięstwa. Wchodzenie do drugiej tury przez przypadek. Mobilizowanie dziesiątek tysięcy wyborców ot tak, for fun.
ZOBACZ TAKŻE: UJAWNIAMY! Jak (i za ile) media pomagają Gibale zostać prezydentem
A może to najwyższy poziom minimalizmu? "Funkcje są nieważne". W końcu prezydentura miasta to tylko detal. Taki drobiazg jak zarządzanie budżetem miliardów złotych i kierowanie jednym z największych miast w Polsce.
Być może powinniśmy docenić tę nową jakość. Polityk, który nie chce władzy, ale konsekwentnie o nią zabiega. Kandydat, który nie zabiega o wygraną, ale robi wszystko, by zdobyć jak najwięcej głosów.
To już nie jest zwykła sprzeczność. To poziom mistrzowski.
Hipokryzja level master? Nie. Powiedzmy elegancko: retoryczny freestyle.
ZOBACZ TAKŻE: O jeden most za daleko. "Po trupach do prezydentury"
Bo jeśli naprawdę nie chodzi o funkcję i wygraną, to pozostaje jedno pytanie: Po co w ogóle startować?
Dla sportu? Dla adrenaliny? Dla piękna demokracji? A może po prostu brzmi to lepiej na Facebooku niż: "Zależy mi bardzo, ale tym razem się nie udało"?
Tylko czy jest w Krakowie jeszcze ktoś, kto się na to nabierze?






















