Przeczytasz w 1-2 minuty
źródło: FB Gibały

W Tłusty Czwartek, kiedy naród tonie w lukrze, a cholesterol rośnie szybciej niż sondaże w PowerPoincie, na ulice Krakowa wyruszył on – Łukasz Gibała. Z przylepionym uśmiechem numer 74 (bo poprzednie 73 najwyraźniej nie przeszły focusów) rozdawał mieszkańcom pączki. Kampania wyborcza trwa więc w najlepsze. A raczej: w najsłodsze.

Tylko po co radny rozdaje pączki?

Wyobrażam sobie te narady:

– Panie Łukaszu, trzeba wyjść do ludzi.

– To może z projektem uchwały?

– Nie, nie, broń Boże. Z pączkiem.

I tak oto radny stoi na ulicy jak żywy roll-up z marmoladą i rozdaje kalorie w imię demokracji. Jest sztuczny uśmiech. Jest lukier. Jest zdjęcie na Facebooka.

Najlepsze jest to, że ten uśmiech – ten legendarny, kampanijny uśmiech – wyglądał jakby ktoś go przykleił taśmą dwustronną.

źródło: FB Gibały

A przecież pamiętamy, że Gibała miał przeszłość w partii Janusza Palikota. A tam, jak wiemy, polityczny performance bywał bardziej ekspresyjny niż parada smoków. Palikot chodził kiedyś z wibratorem, świńskim łbem czy pistoletem, robiąc z polityki kabaret w wersji bez cenzury. Więc pytanie brzmi: co dalej?

Dziś pączek. Jutro może gofrownica na Plantach? Pojutrze wata cukrową przed magistratem?

A jak i tego będzie mało, to Gibała zacznie uszczęśliwiać krakowian wibratorem?

Palikot z dildo

Absurd polega na tym, że zamiast rozmowy o konkretach, dostajemy festyn. Zamiast wizji – lukier. Zamiast planu dla miasta – nadzienie różane.

ZOBACZ TAKŻE: UJAWNIAMY! Jak (i za ile) media pomagają Gibale zostać prezydentem

Bo jeśli polityka ma polegać na rozdawaniu pączków, to ja poproszę dwie sztuki: jedną z marmoladą, a drugą z programem. Tę drugą, jak dotąd, od Gibały dostać najtrudniej.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także