Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje

Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje

08 kwietnia 2026 | 09:42

Milion złotych łapówki, groźby „połamania nóg”, uderzenie kobiety pięścią w twarz i wyroki sądów. Dziś ten sam człowiek stoi na czele „obywatelskiej” kampanii referendalnej w Krakowie i mówi mieszkańcom, jak ratować miasto. Historia Mateusza Jaśki pokazuje, jak cienka bywa granica między polityką a czymś znacznie mroczniejszym. Ten prawomocnie skazany członek rady Dzielnicy V Krowodrza w Krakowie, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej polityki lokalnej. Jego nazwisko kojarzone jest jednak z gangsterskimi porachunkami i tajemniczym zniknięciem (rodzina twierdzi, że morderstwem!) Sylwestra Suszka, założyciela pierwszej polskiej giełdy kryptowalut. Mateusz Jaśko współpracował z bandytami i kibolami Kanał Krakowski prześledził tę błyskawiczną karierę na podstawie wyroków sądowych i własnych ustaleń. Siekiera w Ferrari, miliardy w bitcoinach i zlecenie od kryminalistów Historia zaczyna się od Sylwestra Suszka i giełdy BitBay (później ZondaCrypto). W 2014 roku platforma osiągała dzienne obroty rzędu miliarda złotych. Suszek szybko dorobił się luksusowego życia: apartamenty, supersamochody, helikopter. W 2018 roku kontrola KNF i reportaż „Superwizjera” ujawniły powiązania części udziałowców z grupami wyłudzającymi VAT. Doszło do gróźb, prób łapówek i aktu wandalizmu – siekiery wbitej w szybę jednego z Ferrari Suszka. W efekcie przeniósł firmę za granicę. 10 marca 2022 roku Suszek zniknął po spotkaniu na bazie paliwowej w Czeladzi. Samochodu nie odnaleziono, monitoring niczego nie wyjaśnił. Rodzina podejrzewa porwanie lub morderstwo. Sprawa pozostaje nierozwiązana. W tle tej historii pojawia się Mateusz Jaśko. Według ustaleń sądu działał na zlecenie osób z kryminalną przeszłością. Skontaktował się z dziennikarzem TVN Michałem Fują, który przygotowywał materiał o giełdzie kryptowalut. Zaczęło się od propozycji 100 tys. zł, skończyło na milionie – za „odpuszczenie” tematu. Gdy Fuja odmówił, Jaśko groził mu m.in. „połamaniem nóg”. Dziennikarz wraz z rodziną musiał się ukrywać. Sąd Apelacyjny w Krakowie zaostrzył wyrok: zamiast 20 tys. zł grzywny orzekł 4 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata oraz 10 tys. zł grzywny. Sędzia Tomasz Szymański, członek składu orzekającego i rzecznik Sądu Apelacyjnego, w wywiadzie dla Kanału Krakowskiego mówił wprost: Mateusz J. nie ukrywał, że działał na zlecenie innych osób z przeszłością kryminalną. Sąd pierwszej instancji ustalił także, że J. w ramach swojej działalności współpracował także z pseudokibicami Wisły, a to się kojarzy jednoznacznie […]. Poza tym w grę wchodziły też duże pieniądze, bo skończyło się na propozycji miliona złotych za ‘odpuszczenie’ tematu. Mateusz J. mówił też, że są w stanie wszystko zrobić, żeby publikacja się nie ukazała. Sędzia podkreślił realność gróźb: konsekwentne działanie, powiązania z kibolami i kryminalistami oraz ogromne stawki finansowe. Cały wywiad przeczytacie tutaj: Współtwórca Rynku Krowoderskiego współpracował z bandytami [WYWIAD] Chciał zostać prezydentem Krakowa Jak się okazało, nie był to pierwszy kryminalny wybryk naszego lokalnego bohatera. Do zatartych już wyroków Jaśki dotarła Wirtualna Polska. Jej dziennikarze śledczy zrobili to zaraz po tym, gdy Jaśko ogłosił swój start w wyborach na… prezydenta Krakowa. źródło: WP Portal opisuje, jak wiosną 2011 roku niespełna 23-letni wówczas Jaśko zaczepił grupę osób na ul. Kazimierza Wielkiego w Krakowie. Nie skończyło się na słowach – ciosy uzbrojonego w nóż Jaśki poczuły na swojej twarzy trzy osoby, w tym jedna kobieta! Oto zeznania poszkodowanej Aleksandry: Podszedł do nas chłopak. Jakub poprosił, by się od nas odczepił, mężczyzna uderzył go w twarz. Nie wiem, ile razy go uderzył. Wiem natomiast, że Kuba przewrócił się po tym uderzeniu. Do tego mężczyzny podeszła Sabina i zaczęła go szarpać, żeby zostawił Kubę. Mężczyzna, gdy Sabina do niego podeszła, chwycił i położył ją na ziemi. Ja wówczas podbiegłam, mówiąc: „co ty robisz, dlaczego bijesz kobietę”. Wydawało mi się, że uderzył Sabinę w twarz. Mężczyzna nie reagował jednak na moje słowa. Próbowałam go od Sabiny odciągnąć, on mnie jednak uderzył w twarz z pięści w lewy policzek. Do kolejnego incydentu z udziałem Jaśki doszło 21 lipca 2012 r. w Krakowie, gdy on i dwóch znajomych zaatakowali trzech przechodniów, powodując ciężkie obrażenia jednego z nich, w tym złamanie kości udowej wymagające endoprotezy. Następnie, w marcu 2014 r., ponownie naruszył nietykalność cielesną, uderzając głową mężczyznę przed krakowskim klubem, co skutkowało złamaniem nosa i karą pięciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. źródło: WP Cały tekst przeczytacie tutaj: Kryptowaluty, groźby wobec dziennikarza i próba korupcji. Niedoszły prezydent Krakowa skazany Gdy prawda o potencjalnym kandydacie na prezydenta wyszła na jaw, Jaśko ostatecznie wycofał się ze startu w wyborach. Kariery w polityce i medich jednak nie porzucił. Skazany bandyta ratuje Kraków Mimo prawomocnego wyroku Jaśko zachował mandat członka rady dzielnicy. Skazany za groźby i próbę korupcji stał się medialną gwiazdą – pisały o nim m.in.: Wirtualna Polska, TVN24, RMF FM, Onet. Sprawa trafiła nawet na poziom rządowy w kontekście regulacji kryptowalut. Nadal zasiada też w radzie dzielnicy, bo prawo okazało się „elastyczne” – mandat nie wygasł Sędzia Tomasz Szymański w naszym wywiadzie skomentował sytuację z niedowierzaniem: Jeśli osoba, która stara się o funkcję publiczną, nie może być karana, to skazanie za przestępstwo powinno powodować, że ta osoba takiej funkcji nie powinna piastować. Poza swoją działalnością polityczną, Jaśko znany jest też ze swojej działalności medialnej. Na co dzień tworzy profil Co jest nie tak z Krakowem oraz współtworzy Rynek Krowoderski, zbrojne ramię medialne Łukasza Gibały. Mateusz Jaśko jest także współtwórcą Rynku Krowoderskiego / źródło: Rynek Krowoderski Jest też oczywiście jedną z czołowych twarzy krakowskiego referendum przeciwko prezydentowi Miszalskiemu. Zbierał podpisy, montuje filmy, grozi prezydentowi, zalewa media społecznościowe treściami w stylu dramatycznych oskarżeń. To najzwyklejszy cyngiel do wynajęcia – tylko zamiast spluwy ma kamerę i telefon z nielimitowanym internetem. Dostaje robotę, robi robotę. Tyle. Koniec. Gdy zapytano Jaśkę o konkretne rozwiązania problemów Krakowa, odpowiedział szczerze: Teraz ciężko powiedzieć, co trzeba by zrobić. źródło: FB Paradoks tej sytuacji jest uderzający. Człowiek skazany za groźby i próbę korupcji dziś występuje w roli moralnego arbitra i tłumaczy mieszkańcom, czym jest „dobro Krakowa”. Jeszcze niedawno próbował uciszyć dziennikarza milionem złotych, dziś przekonuje, że działa w imię obywatelskiej uczciwości. ZOBACZ TAKŻE: Patologia po krakowsku. Odsłaniamy kulisy referendum i "martwych dusz" Co więcej, udowodnił, że w dzisiejszej Polsce można mieć na koncie prawomocny wyrok, współpracę z kryminalistami oraz pseudokibicami, a jednocześnie zostać ogólnopolską twarzą kampanii referendalnej i „obywatelskiej rewolucji”. Wystarczy kamera, trochę emocji i ktoś, kto pociąga za sznurki.

Więcej…

Podpisy zmarłych i TYSIĄCE błędów! Mamy dokładne dane w sprawie referendum

Podpisy zmarłych i TYSIĄCE błędów! Mamy dokładne dane w sprawie referendum

07 kwietnia 2026 | 13:13

Blisko 30 procent podpisów pod listą referendalną w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i rady miasta zakwestionował komisarz wyborczy. Największe poruszenie budzi fakt, że na listach znalazły się podpisy osób zmarłych – takich przypadków było 48. Sprawa trafiła do krakowskiej prokuratury. Komisarz wyborczy podsumował weryfikację podpisów pod wnioskiem o referendum. Sprawdzono łącznie 84 887 pozycji, z czego 61 146 uznano za prawidłowe – to więcej niż wymagane 58 356 podpisów, więc referendum się odbędzie. Komisarz Wyborczy poinformował, że został skierowany wniosek do Prokuratury Rejonowej w Krakowie o podejrzeniu popełnieniaprzestępstwa w związku z ujawnieniem na listach poparcia pod referendum danych osób nieżyjących (48 pozycji).#referendum #Kraków — Michał Ciechowski (@M_Ciechowski) April 7, 2026 Pozostałych podpisów nie weryfikowano. Organizatorzy twierdzą, że złożyli ich ponad 130 tysięcy, jednak po osiągnięciu wymaganego progu dalsze liczenie nie było konieczne. Jednocześnie aż 27,97% wpisów okazało się nieważnych (23 741 pozycji). Najczęstsze powody odrzucenia to: błędy w adresach i numerach PESEL (m.in. niepełne lub nieczytelne dane), brak wymaganych danych osobowych lub podpisu, brak praw wyborczych lub podpisy osób spoza właściwego okręgu, wielokrotne podpisy tej samej osoby, niezgodności danych z rejestrem. źródło: PKW Mimo dużej liczby błędów liczba ważnych podpisów przekroczyła wymagany próg. Komisarz wyborczy ustalił datę referendum na 24 maja.  

Więcej…

Miszalski przemówił. "Zrozumiałem zawiedzione nadzieje i wyciągnąłem wnioski"

Miszalski przemówił. "Zrozumiałem zawiedzione nadzieje i wyciągnąłem wnioski"

01 kwietnia 2026 | 11:36

– Przeciwnicy są zawsze bardziej zdeterminowani niż cicha, milcząca większość, która jest zadowolona z tego, co w mieście się dzieje. Zawsze są głośniejsi. Dlatego jeśli ktoś chce, żebym dokończył swoją kadencję, w dzień referendum powinien zostać w domu – mówi Aleksander Miszalski. Prezydent Krakowa po raz pierwszy od dłuższego czasu udzielił długiego wywiadu w tradycyjnych mediach. Rozmowa ukazała się w "Rzeczpospolitej". – Od samego początku mówiło się, że są pewne osoby zdeterminowane, żeby w trakcie tej kadencji do referendum doprowadzić. Wszyscy w Krakowie wiedzieli. Ale dziś referendum to bardziej efekt rozczarowania mieszkańców Krakowa i muszę zrobić wszystko, żeby uwierzyli, że usłyszałem ich głos, zrozumiałem ich zawiedzione nadzieje i wyciągnąłem wnioski – stwierdził Miszalski. Aleksander Miszalski udzielił wywiadu Rzeczpospolitej / źródło: regiony.rp.pl Dodał, że jego kadencję uratować może niska frekwencja, która nie pozwoli na to, by wynik referendum był "wiążący". – Prezydenci i burmistrzowie bronią się wtedy, kiedy w referendum nie ma wystarczającej frekwencji. Ta strategia wydaje się najbardziej optymalna. Przeciwnicy są zawsze bardziej zdeterminowani niż cicha, milcząca większość, która jest zadowolona z tego, co w mieście się dzieje. Zawsze są głośniejsi. Dlatego jeśli ktoś chce, żebym dokończył swoją kadencję, w dzień referendum powinien zostać w domu – przyznał prezydent. Zawsze jestem optymistą, ale przyjmuję to z pokorą. Wierzę, że to, co do tej pory zrobiłem – nawet jeśli nie zawsze potrafiliśmy to dobrze zakomunikować – mieszkańcy na końcu wezmą pod uwagę. I stwierdzą, że warto dać mi dokończyć tę kadencję, a po pełnych pięciu latach zweryfikować, czy to, co obiecywałem, broni się czy nie. Ponad półtora roku w skali całej kadencji to moim zdaniem dosyć krótki okres, żeby to oceniać. Cała rozmowa dostępna jest tutaj: Aleksander Miszalski: Mamy pomysł na Kraków przyszłości

Więcej…

Skandal z podpisami pod referendum. Kulisy zbiórki budzą poważne wątpliwości

Skandal z podpisami pod referendum. Kulisy zbiórki budzą poważne wątpliwości

31 marca 2026 | 09:05

Co czwarty podpis pod listą referendalną w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i rady miasta był nieważny – ustalił Kanał Krakowski. Sprawa może mieć dalszy ciąg, bo teraz komisarz wyborczy zdecyduje, czy skala nieprawidłowości jest na tyle poważna, by zawiadomić prokuraturę. W grę wchodzi bowiem nie tylko bałagan organizacyjny, ale potencjalnie również wykorzystanie nielegalnie pozyskanych danych. Krajowe Biuro Wyborcze w Krakowie zweryfikowało 80 tysięcy podpisów złożonych pod wnioskiem referendalnym. Około 60 tysięcy (czyli tyle, ile wymaga prawo, by referendum w ogóle się odbyło) uznano za prawidłowe. Pozostałe 25 procent – czyli co czwarty podpis – zostały odrzucone jako nieważne. Organizatorzy referenum podczas konferencji prasowej / fot. Kanał Krakowski Lista nieprawidłowości jest długa i niepokojąca. Wśród zakwestionowanych podpisów znalazły się m.in. osoby niezamieszkujące w Krakowie, wpisy z nieaktualnymi lub błędnymi numerami PESEL, a także – co szczególnie bulwersujące – tzw. „martwe dusze”, czyli osoby zmarłe. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, część tych przypadków może nie być przypadkowa. Na listach mieli pojawiać się zmarli z tych samych roczników, na przykład osoby, które odeszły w 2015 roku. To rodzi poważne pytania. Taki schemat może sugerować, że ktoś posłużył się gotową bazą danych – być może pozyskaną w sposób nieuprawniony. Jeśli te podejrzenia się potwierdzą, sprawa nabierze zupełnie innego ciężaru gatunkowego. Torby z podpisami / fot. Kanał Krakowski Zawiadomienie do prokuratury złożyli już sami organizatorzy referendum. Teraz komisarz wyborczy analizuje, czy konieczne jest kolejne zgłoszenie – tym razem ze względu na skalę i charakter wykrytych nieprawidłowości. Kluczowe będzie ustalenie, czy mamy do czynienia z incydentalnymi błędami, czy z działaniem systemowym. Jedno jest pewne: zamiast obywatelskiego impulsu do demokratycznej kontroli władzy, wokół referendum narasta atmosfera wątpliwości. A te – niezależnie od dalszych decyzji – już dziś mogą podważać wiarygodność całej inicjatywy. ZOBACZ TAKŻE: Emocjonalny szantaż przed referendum. Oto, jak chcą Cię zagonić do urny W poniedziałek – jako pierwsi – informowaliśmy, że Krajowe Biuro Wyborcze w Krakowie zweryfikowało już wymaganą liczbę podpisów pod wnioskiem referendalnym. Postanowienie o terminie referendum ma zostać wydane po świętach wielkanocnych – najprawdopodobniej we wtorek lub środę. Najbardziej prawdopodobną datą przeprowadzenia plebiscytu jest 24 maja.

Więcej…

Szokujące kulisy zbiórki podpisów: „Najemnicy, akord i martwe dusze”

Szokujące kulisy zbiórki podpisów: „Najemnicy, akord i martwe dusze”

30 marca 2026 | 14:05

– To tradycja Łukasza Gibały. Jak nie wygrywa wyborów, próbuje odwołać prezydenta w referendum – stwierdził poseł Dominik Jaśkowiec. W Radiu Kraków polityk KO odniósł się do informacji, że pod listą referendalną znalazły się podpisy osób zmarłych. – Jest wiele martwych dusz, osób bez prawa wyborczego w Krakowie. To wynika z prostego faktu. Wielkie pieniądze wpompowano w zbieranie podpisów. Wolontariusze to byli najemnicy, którzy szli na akord. Zbierali podpisy od wszystkich. Jest wiele ukraińskich PESEL-i. Nagle jest problem. Co trzeba z tym problemem zrobić? Trzeba zbudować jakąś teorię spiskową – powiedział Jaśkowiec. Jego zdaniem organizatorzy referendum sami złożyli zawiadomienie do prokuratury w sprawie sfałszowanych podpisów, aby wykonać „ruch wyprzedzający”. – Jakby oni tego nie złożyli, pewnie komisarz wyborczy by złożył wniosek o sprawdzenie. To wyprzedzający ruch – powiedział Jaśkowiec. Cała rozmowa dostępna jest tutaj:  źródło: Radio Kraków

Więcej…

Papier droższy niż beton? Biurokracja winduje ceny mieszkań

Papier droższy niż beton? Biurokracja winduje ceny mieszkań

30 marca 2026 | 09:24

66 tysięcy brakujących mieszkań, ceny dobiegające do 18 tys. zł za metr i Plan Ogólny wstrzymany przez referendum. VI Krakowskie Forum Dialogu nie zostawiło złudzeń: problem jest znany, gorzej z jego rozwiązaniem. Kraków się nie zatrzymuje. To chyba najprostszy wniosek z ostatniego Krakowskiego Forum Dialogu. Miasto nie zamierza się wyludniać, tylko dalej rosnąć, a to oznacza jedno: mieszkań potrzeba i będzie potrzeba jeszcze więcej. Dziś brakuje ich około 66 tysięcy. I tu zaczyna się klasyczny krakowski paradoks. Wszyscy wiedzą, że trzeba budować, wszyscy mówią o Planie Ogólnym, który ma to poukładać… ale dokument poczeka. Dlaczego? Bo trwa akcja referendalna. Czyli przyszłość miasta chwilowo została zapauzowana. fot. PZFD Kraków W międzyczasie liczby robią swoje. Średnia cena metra to już około 17 tys. zł, a za chwilę może być bliżej 18. Stabilizacja? Tak. Tylko że na poziomie, który dla wielu jest po prostu poza zasięgiem. Do tego dochodzi stara, dobra biurokracja. Według analiz potrafi podbić cenę mieszkania nawet o 16,5 proc.. Czyli zanim powstanie blok, swoje musi „zarobić” papier. fot. PZFD Kraków Na forum wybrzmiało też coś, co jeszcze kilka lat temu byłoby herezją: Kraków powinien budować wyżej. Nawet powyżej 15 pięter. Bo skoro nie ma gdzie się rozlewać, to trzeba iść w górę. Proste – przynajmniej w teorii. I jeszcze jedno: bez deweloperów tej historii nie będzie. Odpowiadają za prawie całą nową zabudowę w Polsce i – czy się to komuś podoba, czy nie – są jednym z głównych graczy w tej układance.

Więcej…

Referendum to ściema?! Oto konkretne osoby, które stoją za całą akcją

Referendum to ściema?! Oto konkretne osoby, które stoją za całą akcją

27 marca 2026 | 09:57

Każdego dnia pozuje na niezależnego, niezaangażowanego eksperta w dziedzinie polityki. Sam zmieniał partie jak rękawiczki. Chce rozwiązywać problemy zwykłych mieszkańców. Jednak co on może o tym wiedzieć? Jeździ luksusowymi autami i żyje z milionowych pożyczek od swojego ojca – tak Łukasza Gibałę opisują autorzy strony ktostoizareferendum.info. Witryna właśnie pojawiła się w sieci. Jej autorzy deklarują, że chcą pokazać, kto stoi za inicjatywą referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa oraz rady miasta. Jak wskazują twórcy strony, główną postacią stojącą za inicjatywą referendum ma być Łukasz Gibała. źródło: ktostoizareferendum.info Oprócz niego wymieniają także Konrada Berkowicza... źródło: ktostoizareferendum.info ...oraz Ryszarda Terleckiego: źródło: ktostoizareferendum.info Autorzy witryny poświęcają również uwagę działalności samego Gibały. Przypominają m.in., że jego firma miała ponad 234 miliony złotych długu wobec spółki należącej do jego ojca. Wskazują przy tym, że przy pensji prezydenta Krakowa spłata takiego zobowiązania zajęłaby nawet 860 lat. Na stronie pojawia się także bardziej ogólna krytyka dotycząca zmienności poglądów politycznych: Czy chcesz prezydenta, który co chwilę zmienia poglądy? Poglądy Gibały zmieniają się z sondażami. Każdy przystanek jego politycznej podróży koreluje z aktualnym układem sił. Łukasz Gibała to polityczny kameleon – z prawicy przez centrum aż po ruchy miejskie wspierane przez PiS. Stronę znajdziecie po tym linkiem: Kto stoi za referendum?

Więcej…

Kasacja w sprawie Strefy Czystego Transportu. "Narusza zasadę równości obywateli"

Kasacja w sprawie Strefy Czystego Transportu. "Narusza zasadę równości obywateli"

26 marca 2026 | 10:06

Jest kolejny etap sporu o Strefę Czystego Transportu w Krakowie. Wojewoda małopolski złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego na styczniowy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego – ustaliło Radio Kraków. Przypomnijmy: WSA rozpatrywał skargę wojewody na uchwałę Rady Miasta Krakowa wprowadzającą SCT. Sąd w większości ją oddalił, uznając jedynie dwa zapisy za zasadne. Wojewoda od początku zapowiadał jednak dalsze kroki prawne i po zapoznaniu się z uzasadnieniem wyroku zdecydował się na kasację. Jak przekazało biuro wojewody, argumentacja sądu nie przekonała urzędu. Zdaniem wojewody obecne zasady funkcjonowania strefy naruszają konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa. Chodzi przede wszystkim o różnice między ulgami dla mieszkańców Krakowa a bardziej rygorystycznymi przepisami dla osób spoza miasta. W opinii wojewody, Kraków – jako ważny ośrodek z dostępem do szkół, szpitali i urzędów – powinien być równie dostępny dla wszystkich mieszkańców regionu. Sprawą zajmie się teraz Naczelny Sąd Administracyjny, który może albo oddalić kasację, albo skierować uchwałę do ponownego rozpatrzenia. Na rozstrzygnięcie trzeba będzie jednak poczekać – czas oczekiwania na rozprawę to nawet dwa lata. Do tego momentu wyrok WSA pozostaje nieprawomocny, a strefa funkcjonuje na dotychczasowych zasadach. Gdyby jednak Kraków wdrożył zmiany wynikające z wyroku WSA, oznaczałoby to m.in. zwolnienie z opłat za wjazd dla osób płacących podatki w mieście, choć niezameldowanych, a także dla pacjentów dojeżdżających do krakowskich placówek medycznych. Dodatkowe korekty zaproponował prezydent miasta. W planach jest m.in. bezpłatny dojazd do parkingów Park&Ride i wybranych placów targowych, a także ulgi dla mieszkańców Małopolski w trudnej sytuacji materialnej, przedsiębiorców oraz organizacji pożytku publicznego. Utrzymane mają zostać również obecne opłaty za wjazd starszymi samochodami – co najmniej do końca 2028 roku. Zmiany w Strefie Czystego Transportu mogą wejść w życie najwcześniej latem. źródło: Radio Kraków

Więcej…

Kłamstwa i manipulacje Berkowicza i Gibały. Najpierw sensacja, potem kompromitacja

Kłamstwa i manipulacje Berkowicza i Gibały. Najpierw sensacja, potem kompromitacja

22 marca 2026 | 18:45

Katyń wykorzystany do sensacji, wydatki miejskie do politycznego ataku. Różne tematy, ale identyczna metoda. Głośne tezy, brak weryfikacji i cisza, gdy pojawiają się fakty. Przypadki kłamstwa i manipulacji Berkowicza i Gibały coraz częściej zaczynają się ze sobą niepokojąco zazębiać. Kolejna sensacyjna „bomba” posła Konrada Berkowicza okazała się zwykłym fejkiem. W sprawie rzekomej sprzedaży orderu Virtuti Militari związanego z ofiarą Katynia fakty są bezlitosne: nie było kradzieży, nie było skandalu. Była za to dezinformacja, którą rozpowszechnił Berkowicz, znana prorosyjska onuca. A co gorsza, ten styl uprawiania polityki najwyraźniej zaczyna się rozlewać szerzej. Bo po kłamstwo i manipulację coraz śmielej sięga... Łukasz Gibała! Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Wyobraźcie sobie historię, która rozpala internet do czerwoności: Order Virtuti Militari bohatera Katynia, kapitana Juliusza Romana Heinzla (oficera, który walczył z bolszewikami, a potem został zamordowany przez NKWD w Charkowie) rzekomo został wystawiony na sprzedaż przez handlarza z Charkowa. „Z pierwszej ręki”. Bez historii. Bez dowodów. Za to z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Internet wybucha. Pojawiają się głosy o możliwym bezczeszczeniu pamięci, komentarze o międzynarodowym skandalu, wezwania do interwencji państwa. Emocje sięgają zenitu. A kto pierwszy podaje tę informację dalej, nadając jej rozgłos? Poseł Konrad Berkowicz. Wpis Berkowicza na FB Schemat jest znajomy: szybki wpis, mocne oskarżenia, zero weryfikacji. „Patrzcie, Polacy! Nasz order z Katynia na ukraińskiej aukcji!” – przekaz prosty, chwytliwy i idealnie skrojony pod emocje. Bo przecież temat Katynia nie wymaga dodatkowego podkręcania – wystarczy go dotknąć, by wywołać reakcję. Tyle że tym razem rzeczywistość bardzo szybko powiedziała: sprawdzam. Rodzina kapitana Heinzla jednoznacznie oświadczyła, że oryginalny order od lat znajduje się w ich posiadaniu. Potwierdzono również, że przedmiot z aukcji to nie żaden historyczny artefakt, lecz wtórnik – kopia, bez wartości historycznej. Cała historia okazała się albo próbą oszustwa, albo prowokacją żerującą na tragedii. Więcej przeczytacie na stronie Radia Kraków: Pamiątka z Katynia na aukcji w Ukrainie? IPN się oburzył, ale nie sprawdził faktów Prawdziwe były tylko emocje, które ktoś świadomie rozpalił. A co z autorem sensacji? Berkowicz milczy. Jak zawsze, kiedy przyłapie się go na kłamstwie. Nie przeprosił, nie wyjaśnił, nie przyznał błędu. Bo po co? To nie pierwszy raz. To jego standard. Rozpowszechniać fake newsy, budzić emocje, a potem zniknąć, kiedy prawda wychodzi na jaw. Konrad Berkowicz / fot. wikimedia W ogóle ten Berkowicz to dziwny typ. Nie dość, że ruska onuca, to jeszcze kłamca, manipulator i złodziej! (Tak, tak, nie zapominajmy o tym, że pan - tfu - poseł, chciał wynieść patelnię z IKEA!). Niezłe kombo, jak na posła. Reprezentanta krakowian w Sejmie RP.  To nie jest polityk. To jest maszyna do manipulacji. Zakłamany do szpiku kości. Poseł, który traktuje pamięć o Katyniu jak narzędzie do własnych gierek. Kłamca, który udaje patriotę, a w rzeczywistości pluje na groby naszych bohaterów, bo fałszywa sensacja lepiej się klika niż prawda. Co więcej, ten sposób działania zaczyna być powielany. Od Berkowicza manipulacji i perfidnego kłamstwa – jak widać – uczą się inni. Podobny schemat widać w działaniach Łukasza Gibały i jego środowiska. Ostatnio jego stowarzyszenie zostało przyłapane na wprowadzaniu opinii publicznej w błąd w sprawie wydatków na catering w urzędzie miasta. Najpierw mocne oskarżenia, potem zderzenie z faktami. Więcej na ten temat piszemy tutaj: Ohydne kłamstwa Gibały o „cateringowych milionach” Problem polega na czymś więcej niż pojedynczych wpadkach. Chodzi o standard działania: szybciej opublikować niż sprawdzić, mocniej uderzyć niż pomyśleć o konsekwencjach. A gdy w grę wchodzą tematy historyczne czy publiczne pieniądze, skutki są szczególnie poważne. Najgroźniejsze jednak nie jest jedno kłamstwo, tylko system, w którym kłamstwo opłaca się bardziej niż prawda. Bo daje szybkie emocje, kliknięcia i polityczne paliwo, co w przypadku Berkowicza i Gibały widać szczególnie dobrze.

Więcej…

Prorosyjska onuca zbierała podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego

Prorosyjska onuca zbierała podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego

20 marca 2026 | 10:48

Mamy kolejny sygnał, że ktoś bardzo chce destabilizacji stolicy Małopolski. Tym razem w roli głównej nie kryminaliści (dzień dobry, panie Jaśko), nie politycy ogarnięci żądzą władzy (dzień dobry, panie Gibała), nie działacze Konfederacji marzący o „skoku na Kraków” (dzień dobry, panie Berkowicz), lecz Ena Zychowicz – osoba, której profil w mediach społecznościowych wygląda jak podręcznik rosyjskiej propagandy. To ta sama Ena Zychowicz, która jeszcze niedawno pisała, że „ta wojna to wielki biznes i nie w smak Ukraińcom jej zakończenie”. To ona twierdzi, że „Rosja nie jest naszym wrogiem”, broni Władimira Putina i mówi o potrzebie „przyjaźni polsko-rosyjskiej”. źródło: FB Eny Zychowicz To również ta sama osoba, która wzywa do opuszczenia Unii Europejskiej, oskarża Niemcy o planowanie bankructwa Polski, a Izrael  o przygotowywanie wysiedleń. Jednocześnie wychwala Leszka Sykulskiego jako „najwybitniejszego geopolityka kraju” i chyba jest wręcz zakochana w Grzegorzu Braunie. źródło: FB Eny Zychowicz Kim jest Leszek Sykulski? Jego działalność określana jest jako prorosyjska. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Stanisław Żaryn określił tezy Sykulskiego jako „wpisujące się w propagandę Rosji”. Paweł Gotowiecki, rektor Akademii Nauk Stosowanych w Ostrowcu Świętokrzyskim, na której wykładał Sykulski, uważa, że działania Polskiego Ruchu Antywojennego godzą w polską rację stanu. Trudno uznać to za działalność obywatelską. To raczej przykład postawy, której narracja w ogromnej mierze pokrywa się z przekazem rosyjskiej propagandy: „to nie nasza wojna”, „Zełenski to oszust”, „Rosja to partner, a nawet przyjaciel”, „Unia Europejska i Niemcy działają przeciw Polsce”. źródło: FB Eny Zychowicz I właśnie ta osoba osobiście zbierała podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa oraz rady miasta. Wygląda to na kolejny etap działań, które mają prowadzić do chaosu i destabilizacji, a – w dalszej perspektywie – do przejęcia władzy w Krakowie przez środowiska, które każdy, kto śledzi lokalną politykę, potrafi bez problemu zdefiniować.  Gdy bezpośrednia destabilizacja przez partie polityczne i Łukasza Gibałę nie przynosi efektów, pojawiają się osoby i środowiska od lat powielające antyzachodnie, antyżydowskie i prorosyjskie narracje.  źródło: FB Eny Zychowicz Zychowicz jest też protegowaną Adama Hareńczyka, który nie tylko jest zwolennikiem Brauna, ale i nie miał żadnego problemu z tym, by pojawiać się w towarzystwie kryminalisty na politycznym wiecu. Więcej piszemy o tym tutaj: To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty źródło: FB Eny Zychowicz Destabilizacja rzadko zaczyna się od czołgów. Częściej zaczyna się od ludzi, którzy przekonują, że nie ma się czego bać i że to wszystko w naszym „najlepszym interesie”. Jeśli ktoś nadal wierzy, że to wszystko przypadek, to pozostaje tylko jedno pytanie: ile jeszcze „zbiegów okoliczności” potrzeba, żeby zobaczyć schemat? ZOBACZ TAKŻE: Miasto sprząta ulice, a referendalni bohaterowie... płaczą po nielegalnych słupach

Więcej…

Kulisy brudnej gry. Gibała i człowiek Terleckiego razem przy stole

Kulisy brudnej gry. Gibała i człowiek Terleckiego razem przy stole

19 marca 2026 | 20:04

Kiedyś krzyczał, że z PiS-em nie ma o czym rozmawiać, bo to „zaraza” i trzeba ich odciąć od tlenu. Dzisiaj ten sam Łukasz Gibała siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską – żelazną pięścią Ryszarda Terleckiego w Krakowie, zbieraczką podpisów pod obaleniem Aleksandra Miszalskiego. Kobietą, która jeszcze wczoraj była dla Gibały symbolem wszystkiego, co najgorsze w polskiej polityce. I robi to w trakcie sesji rady miasta. Na żywo. Bez wstydu. Z widelcem w jednej ręce i – zapewne – z kalkulatorem w drugiej. Sprawę jako pierwszy opisał i nagłośnił portal kr24.pl. Paparazzi tego portalu jest też autorem powyższego zdjęcia. Cały tekst przeczytacie tutaj: Wybrali kolację zamiast sesji Rady Miasta! Co ustalał Gibała z radną PiS-u? To nie jest wpadka. To nie jest „przypadkowe spotkanie”. To jest klasyczna, cyniczna, krakowska polityka na poziomie kanalizacji. Jak referendum przejdzie – bierzemy miasto.  Jak nie przejdzie – osłabiamy zarówno KO, jak i podzielony już mocno PiS. Jak Paderewska skoczy do klubu Gibały – mamy bombę. Jak nie skoczy – i tak mamy układ o przekazie i cichym niegryzieniu się w kampanii. Łukasz Gibała kiedyś mówił o „kordonie sanitarnym” wokół PiS-u tak, jakby to było jego osobiste przykazanie moralne.  źródło: Gazeta Krakowska Minęło kilka lat, trochę wyborów, trochę porażek, trochę kalkulacji i proszę bardzo: były poseł Ruchu Palikota siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską. Tak, tą Paderewską. Prawą ręką Terleckiego, człowieka od brudnej roboty w małopolskim PiS-ie. Kolekcjonerką podpisów pod wnioskiem o odwołanie Miszalskiego. Radną, która jeszcze niedawno była dla wielu w Krakowie synonimem „twardego pisowskiego betonu”. To nie jest przypadkowe spotkanie przy kawie w lobby. To jest obiad w trakcie sesji rady miasta. W trakcie. Kiedy większość radnych kręci się po sali i udaje, że coś tam dyskutuje lub załatwia w kuluarach. Gibała i Paderewska już załatwiają konkrety. Według dziennikarza kr24.pl, który przyłapał tę parę na wspólnym posiłku, sa trzy opcje: Paderewska naprawdę rozważa skok do łódki Gibały (wtedy gratulacje dla ruchu Kraków Dla Mieszkańców – właśnie zyskaliście bardzo doświadczoną, bezwzględną działaczkę. Oboje uzgadniają, że jak referendum będzie wiążące, to nie będą sobie nawzajem rzucać kłód pod nogi i wystawią jednego silnego kandydata (czytaj: Gibałę), a PiS-owi dadzą coś w zamian – na przykład ciche przyzwolenie na utrzymanie wpływów w kilku kluczowych komisjach. Dogadują szczegóły kampanii referendalnej i ustalają przekaz. I o to właśnie chodzi. Nie o ideę. Nie o wartości. Nie o „kordon sanitarny”. Chodzi o władzę w Krakowie tu i teraz. Gibała nigdy nie był ideowcem. Był zawsze pragmatykiem z dobrym PR-em i wyczuciem chwili. Kiedy opłacało się być anty-PiSem – był anty-PiSem najgłośniejszym w mieście. Kiedy opłacało się zacząć rozmawiać – zaczął rozmawiać. I to nie jest nawet hipokryzja w klasycznym sensie. To jest jawna pogarda dla wyborców. Bo jeśli dziś można jeść obiad z kimś, kogo wczoraj nazywało się polityczną „zarazą”, to znaczy, że jedyną realną wartością w tej grze jest władza. A reszta to tylko dekoracja dla naiwnych.

Więcej…

Gibała naprawdę zapytał o TO prezydenta! Udaje głupiego?

Gibała naprawdę zapytał o TO prezydenta! Udaje głupiego?

19 marca 2026 | 11:32

Są politycy, którzy rozwiązują problemy. Są też tacy, którzy je diagnozują. A potem jest trzeci poziom – Gibała – który przez pięć dni ignoruje gotowe odpowiedzi, żeby z powagą odkryć je jako własne pytania. Jeśli coś już zostało opublikowane, opisane i wyjaśnione, możesz być pewien: prędzej czy później pojawi się interpelacja z pytaniem dokładnie o to samo. Tylko z lekkim opóźnieniem i dużą dawką samozadowolenia. Wyobraźcie sobie polityka, który żyje w rzeczywistości z pięciodniowym opóźnieniem. Coś jak transmisja na żywo, tylko że puszczana z kasety VHS znalezionej w szufladzie. Miasto publikuje plan sprzątania ulic, media to podają, mieszkańcy widzą już pracowników MPO w akcji, a… on w tym czasie najwyraźniej przechodzi fazę „zbierania materiału dowodowego”, żeby po kilku dniach uroczyście odkryć internet. Czy to nie jest „rżnięcie głupa”? A teraz konkret: 12 marca 2026 – MPO oraz urząd miasta na swoich oficjalnych stronach publikują harmonogram mycia ulic i chodników. Lista, szacunkowe daty (bo wiele zależy od pogody), wszystko podane jak na tacy. Te same informacje powielają krakowskie media: radio, telewizja, gazety i portale. Czyli plan jest publiczny. Każdy może sobie sprawdzić, gdzie i kiedy poleci woda z myjki. źródło: krakow.pl Mija pięć dni. 17 marca 2026 – Gibała (w duecie z Elizą Dydyńską-Czesak) z dumą ogłasza w swoich social mediach: „ZŁOŻYLIŚMY INTERPELACJĘ DO PREZYDENTA! Pytamy o… plan sprzątania ulic i chodników po zimie!”. źródło: FB Gibały Naprawdę trzeba mieć wyjątkowy talent, żeby przez pięć dni ignorować coś, co widzieli wszyscy, a potem zrobić z tego dramatyczny temat interwencyjny. Co on robił w tym czasie? Ćwiczył minę zatroskanego radnego do zdjęcia? Czekał, aż informacja wystygnie, żeby łatwiej ją odgrzać jako własne „działanie”? To jest ten poziom absurdu, w którym strażacy kończą gasić pożar, zwijają węże, a ktoś wchodzi i pyta: „Przepraszam, a czy macie plan gaszenia i czy można go dostać na piśmie?” Łukasz Gibała i Eliza Dydyńska-Czeska / fot. Łukasz Michalik Już wiemy, dlaczego Gibała od lat przoduje w rankingach radnych piszących najwięcej interpelacji. Bo jeśli każdą publiczną informację trzeba najpierw zignorować, a potem uroczyście „odkryć” jako pytanie do prezydenta, to licznik leci jak szalony. To nie jest aktywność. To jest hurtowe nabijanie statystyk metodą „kopiuj–wklej z opóźnieniem i dorzuć znak zapytania”. WIĘCEJ NA TEN TEMAT PRZECZYTACIE TUTAJ: Gibała pobił kolejny rekord! Czy ktoś jeszcze sprawdza efekty? To już nawet nie jest kabaret. To jest performance art pod tytułem: „Jak sprawiać wrażenie zapracowanego, nie robiąc absolutnie nic”. Idąc tym tropem, czekamy na kolejne przełomowe interpelacje. Podrzucamy kilka tematów: „Czy potwierdza się, że po zachodzie słońca robi się ciemno? Proszę o szczegółowy harmonogram nocy na najbliższe 12 miesięcy.” „Czy zimą faktycznie występują niskie temperatury, czy to tylko narracja mediów? Proszę o audyt mrozów.” „Czy autobusy jeżdżą według rozkładów dostępnych na przystankach, czy to jedynie sugestia dla pasażerów?” „Czy deszcz pada z góry, czy rozważane są inne kierunki opadu w ramach innowacji miejskich?” „Czy wiosną pojawiają się liście na drzewach, czy to projekt pilotażowy wymagający konsultacji społecznych?” Gdyby od liczby interpelacji zależała jakość pracy, mielibyśmy geniusza. Niestety, w praktyce wychodzi coś odwrotnego. Mamy mistrza w rżnięciu głupa.

Więcej…

Radny od Gibały: "Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą"

Radny od Gibały: "Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą"

18 marca 2026 | 18:56

– Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą firmy NextBike ani żadnej innej – zapewnia Michał Starobrat. Tak radny z klubu Łukasza Gibały odpowiada na sugestię, że jego argumenty mogłyby sugerować, że jest jakkolwiek powiązany z tą firmą.   Radny Starobrat jest bardzo aktywny jesli chodzi o system miejskich rowerów. W swoich wpisach krytykuje władze Krakowa za stawianie wyboru między rozwojem infrastruktury rowerowej a systemem roweru miejskiego, twierdząc, że oba cele można finansować równolegle. Podkreśla, że koszt utrzymania systemu (ok. 8–9 mln zł rocznie) jest niewielki względem budżetu miasta i mógłby zostać pokryty z ograniczenia innych wydatków. Zarzuca władzom zawyżanie kosztów oraz niewykorzystanie wniosków z analizy, która według niego rekomenduje wdrożenie systemu krótkoterminowego wynajmu rowerów. Wskazuje na przykłady innych miast, gdzie takie systemy działają skutecznie i taniej, oraz na rosnącą popularność rowerów miejskich. Michał Starobrat i Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Konkluduje, że mieszkańcy Krakowa powinni mieć dostęp do nowoczesnego, zintegrowanego z transportem publicznym systemu roweru miejskiego. (Cały wpis zamieszczamy poniżej, zachowując oryginalną pisownię). Do komenatrza Starobrata odniósł się jeden z internautów.  Czy jesteś jawnym czy tajnym lobbystą NextBike? Ile wziąłeś od nich kasy za lobbing? Radny od razu uznał, że już samo pytanie go obraża. Albo wycofa Pan te słowa, albo składam na Pana doniesienie do odpowiednich służb, za szkalowanie, hejt i kłamstwa w stosunku do osoby publicznej. Później jednak napisał: Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą firmy NextBike ani żadnej innej. Nie byłem również lobbystą firmy, która odpowiadała za Wavelo jak wypowiadałem się publicznie za utrzymaniem tego systemu w Krakowie mówiąc, że miasto powinno renegocjować umowę i zwiększyć dopłaty z budżetu miasta dla operatora. A poniżej cały wpis radnego Michała Starobrata i jego stanowisko w sprawie miejskich rowerów, które pojawiło się pod postem wiceprezydenta Stanisława Mazura: Jako zastępca Prezydenta Aleksander Miszalski może odpowie Pan Stanisław Mazur na podstawowe pytanie: KTO W MIEŚCIE PODJĄŁ DECYZJĘ, ŻE MAMY WYBÓR, ALBO INFRASTRUKTURA ROWEROWA, ALBO ROWER MIEJSKI W TYM NA KRÓTKI WYNAJEM? W tym tkwi cały problem, bo koszt ok 8-9mln zł rocznie na sprawnie działający system roweru miejskiego na krótki wynajem w Krakowie powinien pochodzić z innych źródeł tak, aby infrastruktura rozwijana była wg ambitnych planów. Skąd te środki? Może, a nawet na pewno warto ograniczyć 2,5mln wydatki na catering w urzędzie, ostatnio głośno było o 2mln premiach w spółkach miejskich, 2,5mlz zł zwiększony nakład gazetki miejskiej, wydatków z których miasto powinno zrezygnować w mieście niestety jest bardzo dużo, a 8mln zł, przy wydatkach miasta przekraczających 11,4mld zł to uwaga 0,07%, czy warto je przeznaczyć dla ok 100tys użytkowników? Pan jako były rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, wie na pewno, że wydatki na szeroko rozumiany rower w miecie to tylko okruszki całego tortu, który DA SIĘ podzielić tak, aby LEPSZY KRAKÓW był realizowany. W czym mieszkańcy Krakowa, są gorsi od mieszkańców Warszawy, Wrocławia, Katowic, Gdańska, Gdyni, Sopotu, Katowic, Kielc, Chorzowa, Gliwic itd, że nie mogą korzystać z systemu roweru miejskiego na krótki wynajem? Aby Prezydent Aleksander Miszalski miał podkładkę z rezygnacji, ze swojej kluczowej obietnicy wyborczej przywrócenia roweru miejskiego na krótki wynajem do wiosny 2025 roku, miasto Kraków zleciło, za publiczne środki, w sierpniu 2025 roku profesjonalną kompleksową analizę ekonomiczno-funkcjonalno-społeczną podmiotowi zewnętrznemu. Niestety mało kto wypowiadający się w tym temacie zgłębił dokładnie finalną zawartość i wynik tej analizy. Czy Pan Panie Prezydencie przeczytał ten dokument? Ciekawe dlaczego do tej pory analiza nie ujrzała światła dziennego. Może dlatego, że mimo kliku błędów (szczególnie w analizie finansowej i zawyżenia znacząco ewentualnych kosztów wdrożenia systemu w Krakowie) główną rekomendacją zleconej przez Prezydenta Miszalskiego analizy jest uwaga:"W OPARCIU O WYKONANĄ ANALIZĘ UZNANO, ŻE WARTO PODJĄĆ WYSIŁEK WDROŻENIA SYSTEMU KRÓTKOTERMINOWEGO NAJMU ROWERU PUBLICZNEGO W KRAKOWIE" !!! 166 stron analizy to dokument, który miał posłużyć Prezydentowi Miszalskiemu jako podkładka pod niespełnioną obietnicę, a dowodzi, że system roweru miejskiego na krótki wynajem powinien być wdrożony i jak wnioskuje Klub Radnych Kraków dla Mieszkańców powinien być zintegrowany z biletem okresowym. Ile tak naprawdę kosztowałby nas rower miejski na krótki wynajem w Krakowie? Służby prezydenta Aleksander Miszalski podają celowo zawyżone koszty. Bo jak wytłumaczyć, że Kraków musiałby zapłacić od 102,5 do 195mln zł za 4lata (od 25 do 49mln zł rocznie), kiedy w rzeczywistości, nie na papierze, w Warszawie to koszt ok 105mln zł na 6 lat, a we Wrocławiu, gdzie miejski system został rozszerzony do aglomeracyjnego systemu i zawiera gminy sąsiednie to koszt 55mln zł na 5lat. Wrocławska umowa zawiera w 100% nowe rowery i została podpisana w sierpniu 2025 roku. Finalnie Warszawa dopłaca do systemu ok 14mln zł rocznie, a Wrocław ok 9mln zł. Żadne polskie miasto nie wpadło na to, na co zwracają uwagę eksperci tworzący analizę dla Krakowa, że ograniczenie kosztów systemu może nastąpić wzorem największych metropoli, takich jak Londyn (Santander), Nowy Jork (Citibank) czy Budapeszt (MOL), gdzie pozyskano strategicznego partnera tytularnego dla całego systemu.Niestety w dyskusji na temat roweru miejskiego używane są prawdziwe, ale nie trafione argumenty. Podawane są dane, że w lach 2020-2022 nastąpił duży spadek użytkowników roweru miejskiego - tylko nikt przy tym nie mówi, że to okres pandemii, gdzie przemieszczanie było mocno ograniczone. Podawane są dane, o kolejnych miastach które zrezygnowały z systemu jak Poznań, Rzeszów itd - tylko w głównych komunikatach Poznań i Rzeszów podawał trudną sytuację finansową, a nie brak zasadności utrzymania systemu (wystarczy spojrzeć do zleconej przez miasto analizy).Podawane są dane, że mimo, iż w wielu miastach w Polsce rower miejski istnieje, to coraz mniej osób z niego korzysta - przeczą temu dane największego operatora firmy Nextbike obecnego w 80 miastach w Polsce. Firma pochwaliła się liczbami - rowery wypożyczono 8,62mln razy, co stanowi wzrost o 8% rok do roku. Średnio każdego dnia było to ponad 31tyś przejazdów. Z rowerów Nextbike przynajmniej raz skorzystało niemal pół miliona Polków. To wzrost o prawie jedną trzecią (29%) względem zeszłego roku. Po sezonie letnim 2024 r. Nextbike odnotował, że warszawski system Veturilo osiągnął wynik niemal 4,8mln wypożyczeń. Był to najlepszy rezultat spośród wszystkich systemów rowerowych Nextbike w Europie, które znajdują się n.in. w Kolonii, Berlinie do 2025r., Budapeszcie czy Dreznie. Średnio każdy rower był wypożyczony 5,59 razy dziennie, a przeciętna przejażdżka trwała 24 minuty i obejmowała dystans ok 3,5km. We Wrocławiu w ciągu zaledwie dwóch i pół miesiąca od uruchomienia systemu w 2025r., rowery WRM wypożyczono 429 tysięcy razy. W całym 2025 roku liczba wypożyczeń przekroczyła już 1,1 miliona. To niemal dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Natomiast przez cały rok 2024 wypożyczeń było 1,007mln, a w roku 2025 1,173mln - 17% wzrost.

Więcej…

Ohydne kłamstwa Gibały o „cateringowych milionach”

Ohydne kłamstwa Gibały o „cateringowych milionach”

18 marca 2026 | 16:02

Haniebne, ohydne, świadome kłamstwo i manipulacja najniższego sortu – to sposób Gibały i spółki na obrzydzenie krakowianom życia. Ich narracja rozleciała się w pył, gdy zaglądnęliśmy do liczb. Prawda jest prosta, brutalna i miażdżąca: Gibała i jego stowarzyszenie kłamią! To nie opinia, to fakt! Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, którego liderem jest Łukasz Gibała, opublikowało kłamliwe informacje na temat rzekomego "trzykrotnego wzrostu" wydatków na catering w urzędzie miasta. Rzucili liczbami jak granatem, sugerując rozrzutność i bizancjum, a wszystko po to, by uderzyć w prezydenta i podsycić nienawiść. A jaka jest prawda? Prawdziwe dane rozwalają w pył całą tę obrzydliwą narrację. W samym Urzędzie Miasta Krakowa w 2025 roku na catering poszło 1,1 mln zł. Rok wcześniej – 830 tys., w 2023 – 793 tys., a w 2019, przed pandemią – prawie milion. Czyli przez sześć lat wzrost… o całe 100 tysięcy złotych. Przy inflacji, przy drożyźnie, przy wszystkim – to jest realny spadek nakładów. Ale po co fakty, kiedy można wrzeszczeć „miliony!”? Aha, i ta słynna „kwota 2,7 mln zł”, którą rzucają jak granat? To nie Urząd Miasta. To cała Gmina Miejska Kraków: z jednostkami, z MOPS-em, z Zarządem Infrastruktury Sportowej. Manipulacja numer jeden: celowe mieszanie jabłek z kamieniami, żeby zrobić z Krakowa „rozrzutnika”. Manipulacja numer dwa? Porównywanie 2025 roku do… 2020 i 2021! Do lockdownu, kiedy konferencje, biegi, wizyty delegacji – wszystko stało. Jak można porównywać miasto, które wróciło do życia, z miastem, które leżało sparaliżowane? Tylko skończony cynik albo kompletny ignorant. źródło: UMK Ale najohydniejsza jest manipulacja numer trzy – ta, która uderza prosto w serce. Bo pod hasłem „catering” kryją się ciepłe posiłki dla bezdomnych w Street Busie MOPS-u. 130 tysięcy złotych – cztery zimowe miesiące, schronienie i jedzenie dla ludzi, którzy nie mają dachu nad głową. Kryją się też świąteczne spotkania dla seniorów, dla osób z niepełnosprawnościami, dla rodzin zastępczych. Kryją się tysiące biegaczy na Królewskiej Triadzie Biegowej – 35 tysięcy uczestników (rok wcześniej 30 tysięcy), ponad 4 tysiące wolontariuszy. Koszt jednego posiłku? Z 18,29 zł wzrósł na… 20,52 zł. Dwa złote więcej. Dwa. Złote. I to właśnie te pieniądze chcą zdyskredytować? Te, które ratują ludzi przed śmiercią z zimna? Te, które integrują seniorów, którzy inaczej siedzieliby sami w czterech ścianach? Te, które przyciągają tysiące krakowian na imprezy, które przynoszą miastu zyski większe niż koszty? To nie jest krytyka. To jest moralne świństwo. Ktoś świadomie wyrywa z kontekstu liczby, miesza instytucje, ignoruje pandemię, a przede wszystkim celowo opluwa pomoc najsłabszym, żeby uderzyć w prezydenta i w miasto. To nie jest „opinia publiczna”. To jest zorganizowana kampania kłamstwa! Pod tymi „milionami” są konkretni ludzie i realna pomoc. Uderzanie w to, żeby zrobić polityczny hałas, pokazuje wszystko o intencjach.

Więcej…

Liczby przerażają. Zobacz, co opozycja chce zrobić z kasą Krakowa

Liczby przerażają. Zobacz, co opozycja chce zrobić z kasą Krakowa

16 marca 2026 | 15:52

Kraków tonie w długach? Gdyby odpalić Exela i spojrzeć w liczby – tak. Na koniec 2025 roku wyniósł około 7,8 miliarda złotych. Rekord Polski. Brawo. Stoimy na podium niechlubnego rankingu zadłużenia. Ale spokojnie, to jeszcze nie dramat. Dramat zaczyna się, kiedy ktoś policzy, co by było, gdyby Łukasz Gibała i Prawo i Sprawiedliwość dostali w swoje ręce kasę miasta na pełen etat. Gdyby zrealizować wszystkie te śliczne pomysły opozycji, dług skoczyłby do 9,466975 miliarda złotych. Już sama analiza zaledwie kilku projektów uchwał i rezolucji przygotowanych przez radnych tych klubów wskazuje, że ich realizacja wiązałaby się z dodatkowymi kosztami dla budżetu miasta na poziomie około 1,3 miliarda złotych. Wśród tych propozycji znalazły się między innymi: Zwiększenie wydatków Miasta na dotacje dla przedszkoli ponad wymogi ustawowe – szacowany koszt około 130 mln zł. Przebudowa dróg w rejonie Mistrzejowic i Bieńczyc – inwestycja o wartości około 290 mln zł. Zwiększenie wydatków Miasta na utworzenie Parku XXL Dolina Prądnika – około 138 mln zł. Rozbudowa Szkoły Podstawowej nr 14 – koszt około 60 mln zł Dodatkowe bezpłatne zajęcia z pływania dla uczniów – całkowity koszt około 250 mln zł, przy czym roczny koszt funkcjonowania programu wynosiłby około 16 mln zł. Instalacja automatów gotówkowych w pojazdach komunikacji miejskiej – około 49 mln zł. Pilotażowy program budowy mieszkań dla seniorów – około 21 mln zł. Utworzenie parku w Nowej Hucie – około 24 mln zł. Program walki z odorem w Krakowie – około 36 mln zł (uchwała została przyjęta). Działania przeciwpowodziowe na terenie Dzielnicy XII – około 350 mln zł Są to jedynie wybrane projekty, a ich łączny koszt już przekracza 1,3 miliarda złotych. Radni opozycyjni / fot. Łukasz Michalik Kolejną kategorią są poprawki do budżetu miasta na 2025 rok. W trakcie prac nad budżetem radni klubów Kraków dla Mieszkańców oraz Prawo i Sprawiedliwość zgłosili łącznie 183 poprawki, które zakładały zwiększenie wydatków miasta. Wartość tych poprawek przedstawiała się następująco: poprawki klubu Prawo i Sprawiedliwość – 132 780 000 zł, poprawki klubu Kraków dla Mieszkańców – 45 040 000 zł, poprawki indywidualne radnych z klubu KdM – 36 155 000 zł. Łącznie oznacza to, że gdyby wszystkie poprawki zostały przyjęte i wprowadzone do budżetu miasta, wydatki wzrosłyby o 213 975 000 zł. Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Dodatkowym źródłem potencjalnych wydatków są interpelacje radnych składane do prezydent. Od 1 stycznia 2025 roku do 17 października 2025 roku kluby KdM i PiS złożyły łącznie 85 interpelacji o charakterze wydatkowym, czyli takich, których realizacja wiązałaby się z dodatkowymi kosztami dla budżetu miasta. Przykładowe interpelacje obejmowały m.in.: Łukasz Gibała – remont schodów przy ul. Wańkowicza (około 600 tys. zł), budowa poidełek na wybiegach dla psów (koszt projektu 20 tys. zł, koszt budowy 140 tys. zł), a także działania ograniczające hałas w rejonie ul. Lipskiej (62 tys. zł). Maciej Michałowski – remont estakady im. Generała Tadeusza Rozwadowskiego, którego koszt oszacowano na około 40 mln zł. Renata Kucharska – działania mające zniwelować utrudnienia związane z remontem ul. Kocmyrzowskiej oraz budowa parkingu typu P&R, o łącznym koszcie około 7 mln zł. Renata Kucharska i Michał Drewnicki – renowacja pomnika Solidarności w Nowej Hucie (około 350 tys. zł). Rafał Zawiślak – ujednolicenie i poprawa niezawodności systemu obsługi parkingów P&R (około 1 mln zł). Aleksandra Owca – propozycja wypowiedzenia umowy z firmą Mobilis Sp. z o.o., co mogłoby generować koszty na poziomie około 100 mln zł, choć w praktyce kwota ta mogłaby być jeszcze wyższa i trudna do dokładnego oszacowania. Agnieszka Paderewska – budowa rozjazdu na Rondzie Piastowskim, której koszt szacowany jest na około 3,5 mln zł. Już suma kosztów wynikających jedynie z powyższych interpelacji wynosi około 153 mln zł.' Co by było z długiem, gdyby wszystkie wydatki weszły w życie? Według dostępnych danych, zadłużenie Krakowa na koniec 2025 roku wyniosło około 7,8 miliarda złotych. Gdyby jednak uwzględnić wszystkie wymienione wyżej dodatkowe wydatki wynikające z projektów uchwał i rezolucji (około 1,3 mld zł), poprawek budżetowych (213 975 000 zł) oraz wybranych interpelacji (153 mln zł), oznaczałoby to konieczność zwiększenia zadłużenia miasta o co najmniej 1 666 975 000 zł. W takim scenariuszu całkowite zadłużenie Krakowa mogłoby wzrosnąć do poziomu około 9 466 975 000 zł, czyli blisko 9,4 miliarda złotych. Jacek Majchrowski i Aleksander Miszalski / fot. UMK I tu właśnie widać, czym naprawdę jest populizm w miejskiej polityce. Każdy chce być „dla mieszkańców”, każdy chce zostawić po sobie wspaniały ślad. Ale zapomina, że te pomysły kosztują, i to słono. Dziś opozycja krzyczy, że „Kraków tonie w długach”, a jednocześnie dorzuca kolejne miliardy do tej samej sadzawki. Hipokryzja w czystej postaci. Nie jest też tak, że to nowe zjawisko. Gdy prezydentem był Jacek Majchrowski, politycy (także Platformy, a jakże!) robili dokładnie to samo. Alarmowali o zadłużeniu miasta, a równocześnie wrzucali do budżetu nierzeczywiste inwestycje, które miały wyglądać efektownie w mediach, a w praktyce pogrążały finanse jeszcze bardziej. Pokazuje to jedną, smutną prawdę: niezależnie od opcji politycznej, populizm kusi obietnicami, a za kulisami doprowadza do rosnącego długu. ZOBACZ TAKŻE: Polityczny pojedynek na ławce w centrum Krakowa. Jeden chce dialogu, drugi odwołania Opozycja od lat ma więc tę samą strategię: najpierw opluwała Majchrowskiego, dziś opluwa Miszalskiego. Tyle że krytyka wygląda na szczery alarm tylko wtedy, gdy patrzymy na liczby. Bo gdyby sami dorwali się do władzy, biorąc pod uwagę ich obecne pomysły, zadłużyliby Kraków jeszcze szybciej i jeszcze mocniej niż ktokolwiek przed nimi.

Więcej…

Polityczny pojedynek na ławce w centrum Krakowa. Jeden chce dialogu, drugi odwołania

Polityczny pojedynek na ławce w centrum Krakowa. Jeden chce dialogu, drugi odwołania

16 marca 2026 | 10:54

Aleksander Miszalski znowu wyciąga swoją magiczną ławkę. Tym razem ustawi ją w Dzielnicy I Stare Miasto w Krakowie. Tej samej, której przewodniczącym jest Jan Hoffman. Ten sam Hoffman, który właśnie zebrał podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego. Brzmi to trochę jak scenariusz z kiepskiej komedii romantycznej. Tyle że zamiast klasycznego „on ją kocha, ona go nienawidzi”, mamy raczej układ: „on chce z nią rozmawiać, a ona chce go wywalić z urzędu”. Spotkanie czy przesłuchanie? Wyobraźmy sobie tę scenę. Prezydent siada na ławce, uśmiecha się szeroko, rozkłada ręce jak papież na balkonie i mówi: „Witajcie, mieszkańcy! Dialogujemy!”. A obok stoi Hoffman z miną człowieka, który właśnie przelicza podpisy i myśli: „No dobrze, pogadajmy… o tym, jak szybko się pakujesz”. Albo bardziej proceduralnie: „Wszystko, co teraz powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie w referendum”. Prezydent Aleksander Miszalski i jego z-ca Łukasz Sęk podczas Ławki Dialogu / fot. UMK Miszalski będzie zapewne opowiadał o zielonych skwerach, nowych latarniach i o tym, jak Kraków kwitnie. Hoffman o tym, że za jego kadencji w dzielnicy kwitnie głównie niechęć do prezydenta. A mieszkańcy? Jedni przyjdą z pretensjami o dziury w bruku. Inni z pretensją, że prezydent w ogóle jeszcze oddycha krakowskim powietrzem. Demokracja na ławce „Ławki Dialogu” w założeniu mają być prostym narzędziem kontaktu władzy z mieszkańcami. Bez sal konferencyjnych, bez mównic, bez dystansu. Po prostu ławka. Symbol zwykłej rozmowy. Pomysł wpisuje się zresztą w modny dziś trend polityki miejskiej: mniej oficjalnych przemówień, więcej bezpośredniego kontaktu. Jan Hoffman (z prawej) / fot. Kanał Krakowski Tyle że polityka rzadko pozostaje na poziomie symboli. Gdy prezydent siada na ławce w dzielnicy, której lider polityczny zbiera podpisy pod referendum przeciwko niemu, rozmowa automatycznie nabiera dodatkowego znaczenia. Nie chodzi już tylko o ścieżki rowerowe, remonty kamienic czy ruch turystyczny na Rynku. Chodzi o władzę. Spotkanie dwóch narracji Z jednej strony mamy narrację dialogu. Prezydent pokazuje, że chce słuchać mieszkańców nawet tam, gdzie jego polityczni przeciwnicy są szczególnie aktywni. To gest otwartości. A być może także i pewności siebie. Ławka Dialogu / fot.UMK Z drugiej strony jest narracja konfliktu. Inicjatywa referendalna nie jest przecież drobną krytyką, lecz próbą politycznego przesilenia. Jeśli ktoś zbiera podpisy pod odwołaniem prezydenta miasta, trudno udawać, że wszystko odbywa się w atmosferze spokojnej rozmowy na ławce. I właśnie dlatego to spotkanie będzie tak interesujące. Symboliczna przestrzeń Nie bez znaczenia jest też sama lokalizacja. Stare Miasto w Krakowie to przestrzeń najbardziej reprezentacyjna, ale jednocześnie obciążona wieloma problemami: masową turystyką, hałasem czy najmem krótkoterminowym. To dzielnica, w której lokalna polityka zawsze jest szczególnie intensywna. grafika: UMK Dlatego „Ławka Dialogu” w tym miejscu nie jest tylko kolejnym punktem w kalendarzu prezydenta. To symboliczna próba wejścia na teren politycznego przeciwnika. Przedstawienie zaczyna się za chwilę: Wtorek, 17 marca, godz. 18:00 II Liceum Ogólnokształcące im. Króla Jana III Sobieskiego

Więcej…

Kolejne zakłady związane z referendum. Bukmacherzy nie zwalniają tempa

Kolejne zakłady związane z referendum. Bukmacherzy nie zwalniają tempa

10 marca 2026 | 15:25

Można już stawiać kolejne zakłady związane z akcją referendalną w Krakowie! Tym razem jeden z bukmacherów dodał dwa nowe typy: ile podpisów zostanie uznanych za ważne oraz w którym terminie odbędzie się referendum. Na czym polega gra? Kursy pokazują, jak bukmacherzy oceniają prawdopodobieństwo różnych scenariuszy. Oto szczegóły: Ile podpisów zostanie uznanych za ważne? Poniżej 80 000 – kurs 3,00 80 000–99 999 – kurs 2,40 100 000–114 999 – kurs 1,85 115 000 lub więcej – kurs 2,60 Najniższy kurs przy kwocie 100–115 tys. podpisów sugeruje, że bukmacherzy spodziewają się właśnie takiej liczby, choć nie wykluczają większej lub mniejszej. W którym terminie odbędzie się referendum? Do końca marca – 25,00 Do końca kwietnia – 10,00 Do 16 maja – 5,50 17–23 maja – 1,85 24–31 maja – 1,85 1–15 czerwca – 2,59 Po 15 czerwca – 3,50 Patrząc na kursy, bukmacherzy najwyżej oceniają możliwość przeprowadzenia referendum w drugiej połowie maja. ZOBACZ TAKŻE: Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera Co z samą dymisją prezydenta? Znacząco zmienił się też kurs na to, czy Aleksander Miszalski sam poda się do dymisji. Jeszcze kilka dni temu bukmacher płacił 10 złotych za każdą postawioną złotówkę, jeśli do tego doszłoby. Teraz kurs spadł do 8 złotych, co oznacza, że szansa na samodzielną rezygnację prezydenta wzrosła w oczach rynku. Oczywiście nadal można stawiać również na to, czy Miszalski zostanie odwołany w referendum. źródło: BetFan W praktyce oznacza to, że bukmacherzy bardziej niż tydzień temu wierzą w scenariusz, w którym prezydent sam rezygnuje. Jednocześnie pokazują, że najbardziej prawdopodobny termin referendum to druga połowa maja, a liczba ważnych podpisów powinna oscylować wokół 100–115 tysięcy.

Więcej…

Krakowskie kobiety u władzy. Polityczne bestie czy anielskie twarze?

Krakowskie kobiety u władzy. Polityczne bestie czy anielskie twarze?

08 marca 2026 | 10:53

Jedna potrafi zrobić w Sejmie polityczną burzę w obronie lokatorów. Druga nie odpuszcza w żadnej debacie, a trzecia spokojnie robi swoje w komisjach, kiedy inni właśnie organizują konferencję prasową. Krakowskie parlamentarzystki to mieszanka temperamentów, ambicji i politycznych stylów. Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet przedstawiamy wam panie posłanki i panią senator z naszego miasta! Polityka w Warszawie to nie tylko partyjne szyldy i sejmowe głosowania. To także bardzo różne charaktery i style uprawiania polityki. Jedne działają głównie w gabinetach i na zapleczu władzy, inne wolą sejmową mównicę i ostrą debatę, a jeszcze inne skupiają się na pracy w komisjach i sprawach mieszkańców. Zaczynamy od jedynej krakowskiej reprezentantki w Senacie: Monika Piątkowska (KO) Typ: dyplomatka. W świecie polityki, w którym wiele rzeczy odbywa się przez konferencje prasowe i wpisy w mediach społecznościowych, Piątkowska reprezentuje bardziej klasyczny styl. Spokojny, gabinetowy, oparty na rozmowach i kontaktach. W krakowskiej reprezentacji uchodzi za osobę bardzo skuteczną. W kuluarach mówi się, że potrafi „dowieźć temat” – czyli nie tylko o czymś mówić, ale też doprowadzić sprawę do końca. A w polskiej, a szczególnie krakowskiej polityce to wcale nie jest oczywistość. Monika Piątkowska Czym się zajmuje: W Senacie Rzeczypospolitej Polskiej koncentruje się głównie na sprawach gospodarki, przedsiębiorczości i relacji państwo–biznes. Interesują ją także kwestie rynku pracy i rozwoju gospodarczego. To ta część polityki, gdzie zamiast wielkich sporów ideologicznych pojawiają się liczby, wskaźniki i pytanie: czy to się w ogóle spina finansowo. Doświadczony samorządowiec i polityczka z długim stażem. W magistracie zajmowała się promocją i strategiami rozwoju miasta. Angażowała się w projekty na rzecz rozwoju lotniska w Balicach, działa na rzecz równouprawnienia, rozmawia z przedsiębiorcami, ma świetne kontakty z krakowskim środowiskiem naukowy, a także zdecydowanie sprzeciwia się propozycji przebiegu S7 przez miasto. Obecnie współtworzy parlamentarny zespół ds. wandalizmu i nielegalnego graffiti. Razem z byłym ministrem sprawiedliwości pracuje w parlamentarnym zespole ds. bezpieczeństwa medyków. Zdecydowana liderka wśród parlamentarzystów z Krakowa jeżeli chodzi o aktywność. A oto krakowskie posłanki: Daria Gosek-Popiołek  (Lewica) Typ: aktywistka z sejmową legitymacją. Kiedyś była jedną z najmniej wyrazistych postaci krakowskiej reprezentacji. Jeszcze jako „aktywistka” zasłynęła, gdy do pleców przyczepiała sobie niebieskie skrzydełka i stawała w obronie jakiegoś motylka. Na tej aktywistycznej fali weszła do Sejmu. Tam nabrała charakteru. Dziś jest styl jest bezpośredni, momentami ostry, ale konsekwentny. Jej polityczny radar jest ustawiony na sprawy społeczne. I reaguje na nie szybciej niż niejedna instytucja państwowa. Kiedy w polityce zaczyna dominować język inwestycji, wzrostu i wykresów, Gosek-Popiołek przypomina, że oprócz gospodarki istnieją jeszcze ludzie, którzy w tej gospodarce próbują po prostu normalnie żyć. Jej olbrzymim minusem jest to, że nie zawsze wiadomo, w której akurat gra drużynie. Szczególnie, jeśli chodzi o nasze, krakowskie podwórko. Daria Gosek-Popiołek Czym się zajmuje: Posłanka Lewica działa głównie przy sprawach mieszkalnictwa, praw pracowniczych, kultury i ochrony środowiska. W Krakowie często angażuje się w lokalne konflikty: od sporów o zabudowę miasta po problemy lokatorów i kwestie zieleni. Aleksandra Kot (KO) Typ: młoda energia polityki. Złośliwi mówią, że reprezentuje nas w Sejmie tylko dlatego, że… nazywa się tak samo, jak popularna prezenterka Radia ESKA i ESKA TV! My jednak w to nie wierzymy, bo tego typu stwierdzenia świadczą o głupocie wyborców, którzy rzekomo nie wiedzą, na kogo głosują. A Państwo głupi nie są, prawda? PRAWDA?! Kot reprezentuje pokolenie polityków, którzy nie wyobrażają sobie pracy bez ciągłego kontaktu z mieszkańcami i obecności w sieci. Sporo spotkań, dużo wydarzeń w terenie, jeszcze więcej zdjęć i relacji z tych wydarzeń. W skrócie: polityka w wersji mobilnej. Na tle bardziej doświadczonych parlamentarzystów wygląda trochę jak ktoś, kto wszedł do polityki z przekonaniem, że tempo można jeszcze podkręcić. Aleksandra Kot Czym się zajmuje: W Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej zajmuje się tematami społecznymi, edukacją oraz sprawami mieszkańców regionu. Sporo uwagi poświęca też problemom młodszych pokoleń i lokalnym inicjatywom. Katarzyna Matusik-Lipiec (KO) Typ: parlamentarzystka od realnych problemów. Nie jest najbardziej medialną postacią tej ekipy, ale… bardzo o to zabiega. Lubi lans, co niekoniecznie jest zarzutem. Chętnie „cyka” sobie zdjęcia ze spotkań, nawet tych kuluarowych. Tu odwiedzi jakiegoś ministra, tam pojedzie do prezydenta, a za chwilę znów się ustawi tak, by złapały ją kamery. Sprawdza się zarówno w opozycji, jak i obozie rządzącym. W sejmowej drużynie można ją porównać do tej osoby w projekcie, która pilnuje szczegółów, sprawdza dokumenty i dopytuje o rzeczy, które inni woleliby pominąć. Katarzyna Matusik-Lipiec Czym się zajmuje: Koncentruje się na polityce społecznej, zdrowiu i współpracy z organizacjami pozarządowymi. Sporo jej pracy dotyczy pomocy społecznej i wsparcia dla mieszkańców. Dorota Marek (KO) Typ: samorządowiec w Warszawie. Jej styl przypomina bardziej pracę w samorządzie niż klasyczną politykę parlamentarną. Mniej ideologicznych sporów, więcej konkretów. To podejście w stylu: „dobrze, ale co z tego wynika dla mieszkańców?”. Czyli polityka, która zamiast wielkich debat o przyszłości świata często sprowadza się do bardzo przyziemnych pytań o drogi, transport czy inwestycje. W Krakowie mniej znana, bo reprezentuje krakowski obwarzanek. Dorota Marek Czym się zajmuje: Interesują ją przede wszystkim sprawy infrastruktury, transportu i rozwoju regionu. Sporo uwagi poświęca też problemom Małopolski. Małgorzata Wassermann (PiS) Typ: polityczna fighterka. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy krakowskiej polityki. Styl zdecydowany, momentami bardzo konfrontacyjny. W sejmowych debatach raczej nie szuka kompromisu w połowie zdania – jeśli pojawia się spór, wchodzi w niego z pełną energią. Jej przeciwnicy mówią, że jest zbyt ostra. Jej sympatycy, że po prostu mówi to, co myślą. Małgorzata Wassermann Czym się zajmuje: Posłanka Prawa i Sprawiedliwości (choć do partii formalnie nie należy) koncentruje się na sprawach prawa, funkcjonowania państwa i kontroli instytucji publicznych. Z wykształcenia prawniczka, więc naturalnie ciągnie ją do tematów związanych z wymiarem sprawiedliwości. Jest skuteczna. W czasach, gdy u władzy była jej formacja, władze Krakowa bardzo ją chwaliły. Jej wsparcie, skuteczność i pomoc bardzo doceniał ówczesny prezydent Jacek Majchowski. Twierdził, że jako posłanka, zrobiła dla Krakowa najwięcej spośród wszystkich parlamantarzystów. Agnieszka Ścigaj (PiS) Typ: polityk po wzlotach i politycznej grawitacji. Jej droga polityczna była jedną z bardziej krętych w tej ekipie. Był moment, kiedy w rządzie naprawdę coś znaczyła i była jedną z ważniejszych postaci politycznych nie tylko naszego regionu, ale i kraju! Dziś sytuacja wygląda już inaczej. W dużym klubie parlamentarnym stała się jedną z wielu posłanek. Polityka bywa bezlitosna – raz jest się w centrum wydarzeń, a innym razem siedzi się kilka rzędów dalej. Agnieszka Ścigaj Czym się zajmuje: Skupia się na sprawach społecznych, samorządowych i problemach regionów. Interesują ją głównie kwestie polityki społecznej i wsparcia dla mieszkańców. Elżbieta Duda (PiS) Typ: parlamentarzystka starej szkoły. Bez wielkich medialnych fajerwerków, za to z dużym doświadczeniem. W polityce reprezentuje styl pracy, który powoli wychodzi z mody: dużo dokumentów i pracy „na zapleczu”, mało medialnych pojedynków. W skrócie: ktoś musi robić robotę, gdy inni robią konferencje prasowe. Elżbieta Duda Czym się zajmuje: W Sejmie pracuje przede wszystkim przy tematach polityki społecznej i wsparcia osób z niepełnosprawnościami. To jeden z głównych obszarów jej działalności parlamentarnej. ZOBACZ TAKŻE: Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera Patrząc na ten zestaw, Kraków wysłał do Warszawy naprawdę ciekawą mieszankę charakterów: dyplomatkę z dostępem do premiera, aktywistkę społeczną, młodą energię polityki, samorządowy pragmatyzm i kilka politycznych fighterek. Jedno jest pewne: gdyby posadzić je wszystkie przy jednym stole, rozmowa trwałaby dłużej niż remont Zakopianki. Ale dzięki temu krakowska reprezentacja kobiet w polskim parlamencie ma coś, czego w polityce bardzo potrzeba – charakter.  

Więcej…

Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera

Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera

07 marca 2026 | 12:24

Demokracja demokracją, ale skoro już ma być referendum, to czemu by na nim nie zarobić? Jeden z bukmacherów właśnie wystawił trzy smakowite zakłady dotyczące krakowskiego referendum.  Bukmacherzy patrzą po prostu na to, czym żyje dziś Kraków: podpisy pod referendum, polityczne nerwy w magistracie i coraz głośniejsze spekulacje, jak to wszystko się skończy. Zakład pierwszy: podpisy źródło: BetFan „Czy organizatorzy referendum zbiorą minimum 120 tysięcy podpisów?” Tak – 1.30 | Nie – 3.10 Tu bukmacher zachowuje się jak nauczyciel, który już widzi, że uczeń zda egzamin, ale jeszcze nie chce wpisać piątki do dziennika. Bo z jednej strony licznik podpisów rośnie bardzo szybko i wszystko wskazuje na to, że próg zostanie przekroczony. Z drugiej, w takich akcjach zawsze pojawia się element chaosu... Dlatego kurs 1.30 mówi: raczej się uda. Ale 3.10 na „Nie” to klasyczna bukmacherska zachęta dla tych, którzy wierzą, że w polskiej rzeczywistości zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Zakład drugi: odwołanie prezydenta źródło: BetFan „Czy Aleksander Miszalski zostanie odwołany w referendum?” Tak – 1.65 | Nie – 2.05 Tutaj bukmacher wyraźnie mówi: sprawa jest otwarta. Bo referendum to nie jest zwykłe głosowanie „czy ktoś jest lubiany”. Tu liczy się przede wszystkim mobilizacja. Jedni pójdą głosować z przekonaniem, że trzeba „coś zmienić”, inni z myślą, że „trzeba zatrzymać polityczną awanturę”. Dlatego kursy są tak blisko siebie. Bukmacher zakłada, że emocje są duże, ale wynik wcale nie musi być oczywisty. Zakład trzeci: scenariusz science fiction źródło: BetFan „Czy Aleksander Miszalski sam zrezygnuje ze stanowiska prezydenta Krakowa?” Tak – 10.00 | Nie – 1.02 Tu bukmacher nie owija w bawełnę. Kurs 10.00 na „Tak” oznacza, że traktuje tę opcję mniej więcej tak poważnie, jak ja traktuję szansę na metro w Krakowie przed 3040 rokiem. Ale uwaga, bo tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Bukmacher pozwala postawić na ten zakład maksymalnie 500 tysięcy złotych. Gdyby więc – czysto hipotetycznie – ktoś z bardzo dobrym dostępem do informacji postawił pół miliona na „Tak”, a potem rzeczywiście doszłoby do rezygnacji… wygrana wyniosłaby 5 milionów złotych. Po odliczeniu podatków zostaje około 4 miliony. Czyli – mówiąc brutalnie – całkiem sensowna odprawa polityczna. Taka, która potrafi ustawić człowieka do końca życia dużo skuteczniej niż kolejna konferencja o partycypacji społecznej. źródło: BetFan Referendum dopiero przed nami, ale jedno już wiadomo: emocji nie zabraknie. A jeśli bukmacherzy mają rację, to może się okazać, że największym zwycięzcą całej historii będzie… ktoś, kto dobrze postawił pięć złotych. Albo 500 tysięcy.

Więcej…

Gibała finansuje akcję przeciwko Miszalskiemu, czyli jak radny kupuje sobie Kraków

Gibała finansuje akcję przeciwko Miszalskiemu, czyli jak radny kupuje sobie Kraków

06 marca 2026 | 15:40

Wiemy już na pewno, kto stoi w centrum tej śmierdzącej na kilometr politycznej intrygi, jaką jest referendum! Samozwańczy zbawca mieszkańców, Łukasz Gibała, najwyraźniej uznał, że najlepszym sposobem na dojście do wymarzonego stanowiska jest wysypanie worka pieniędzy na ulice. Bo tak, drodzy Państwo, to już pewne: Gibała finansuje akcję referendalną przeciwko prezydentowi Aleksandrowi Miszalskiemu. I nie, to nie są plotki z Rynku Głownego. To fakty, potwierdzone przez samego zainteresowanego i jego kumpli. Możecie nam zarzucać, że bredzimy, bo nie lubimy Gibały. Fakt, uważamy go za szkodnika, który od lat miesza w krakowskiej polityce jak w bigosie, zawsze z myślą o własnych ambicjach. Ale tu nie chodzi o sympatię. Chodzi o twarde dowody. Najpierw sam Gibała przyznał, że płaci zbierającym podpisy pod referendum. – Tak, płacimy ankieterom – brzmiało to jak wyznanie grzesznika, ale bez skruchy. źródło: Radio Kraków   A dziś? Dziś zaangażowanie finansowe Gibały potwierdził... Jan Hoffman, szef komitetu organizacyjnego tej całej szopki referendalnej. Przyznał wprost, że między innymi za słupy reklamowe płaci stowarzyszenie Gibały. Jeśli jeszcze ktoś miał wątpliwości, kto tu pociąga za sznurki i kto najwięcej zyskuje na tym cyrku – nawet zwolennicy referendum właśnie te wątpliwości rozwiali. Jan Hoffman: Zwrócił się do nas jeden z partnerów, pewnie się państwo domyślacie. Jest mocno zaangażowany w Stowarzyszeniu Kraków dla Mieszkańców. Sam Gibała powiedział dziś w Lovekraków, że stowarzyszenie włączyło się w zbiórkę podpisów, a także zaplanowało i sfinansowało kampanię outdoorową promującą referendum. źródło: Lovekraków Cały tekst możecie przeczytać tutaj: Kto finansuje referendum w Krakowie? W tle środowisko Gibały Wyobraźcie sobie: Miszalski rządzi Krakowem od niespełna dwóch lat, po 22-letniej epoce Majchrowskiego, a tu nagle wyskakuje referendum z hasłami o zadłużeniu, kolesiostwie i "błazeństwach". Brzmi szlachetnie? Jasne, dopóki nie zajrzymy za kulisy. Gibała, który przegrał z Miszalskim w wyborach w 2024 roku (dostał 49% w drugiej turze, ale to wciąż przegrana), teraz gra va banque. Jego stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców ruszyło z plakatami, banerami i płatnymi zbieraczami podpisów. A ile to kosztuje? "Pierdyliardy złotych", jak ktoś mógłby powiedzieć, choć Gibała woli nie podawać szczegółów. Ale wiemy, że na akcję poszły już zawrotne kwoty. ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną? To nie jest "obywatelska" inicjatywa. To polityczna zemsta. Gibała zbiera koalicję od lewa do prawa: PiS, Konfederacja, Razem, a nawet narodowcy – wszyscy nagle zjednoczeni przeciwko Miszalskiemu. A sam Gibała? Ten "niezależny" radny, który w 2024 roku spłacił pożyczkę ojcu, by "uciąć spekulacje", teraz wydaje kasę na obalenie rywala. Hipokryzja level master. Długi Gibały Referendum to nie jest dziś "głos mieszkańców". To precyzyjnie opłacona operacja polityczna. To nie jest walka o lepsze miasto. To walka o fotel. Gibała chce go kupić referendum, podpisami, banerami i kasą. My mamy zapłacić cenę: destabilizacją, nowymi wyborami i człowiekiem, który traktuje Kraków jak prywatny projekt polityczny.  Czy Kraków zasługuje na stabilność, czy na marionetkowego kupca z ambicjami prezydenckimi?

Więcej…

Strona 5 z 11

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Polityczne samobójstwo czy brutalny sabotaż? Zastępca Miszalskiego odpalił protokół zniszczenia

    Opinie

    Polityczne samobójstwo czy brutalny...

    Informacja
    15 czerwca 2026
  • Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

    Wydarzenia

    Znamy plan Gibały: nie wystartuje,...

    Informacja
    15 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.