Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

Nowa partia na prawicy? W tle tajne rozmowy z PSL

Nowa partia na prawicy? W tle tajne rozmowy z PSL

16 kwietnia 2026 | 10:08

Polityczne trzęsienie ziemi w Małopolsce. W Prawie i Sprawiedliwości narasta rozłam, a w tle coraz głośniej mówi się nie tylko o nowym projekcie Mateusza Morawieckiego, ale też o możliwym sojuszu z PSL. Rozłam w małopolskim PiS nabiera tempa. Już pięciu posłów z naszego regionu – Ryszard Terlecki, Łukasz Kmita, Elżbieta Duda, Wiesław Krajewski i Agnieszka Ścigaj – oficjalnie dołączyło do frakcji byłego premiera Mateusza Morawieckiego. W skali całego kraju jego środowisko skupia obecnie 38 parlamentarzystów. Rozbijają partię od środka i udają, że to dla jej dobra. W rzeczywistości chodzi wyłącznie o ambicje i budowanie własnych pozycji przed wyborami. Takie działania osłabiają całą prawicę i mogą ją drogo kosztować. - mówi nam jeden z członków PiS w Małopolsce. Mateusz Morawiecki z Martą Kaczyńską / fot. wikimedia Innego zdania jest jednak Łukasz Kmita. Cytowany przez portal KR24.pl poseł, nowe stowarzyszenie nie ma być zagrożeniem dla partii Jarosława Kaczyńskiego: Stowarzyszenie, które powstało, nie jest żadną konkurencją wobec Prawa i Sprawiedliwości. Wręcz odwrotnie. To próba szukania nowych wyborców centrowych, którzy stawiają na pierwszym miejscu rozwój Polski, silną gospodarkę. To jednak oficjalna narracja. Nieoficjalnie coraz częściej mówi się o wyraźnym pęknięciu wewnątrz partii, które może przełożyć się na osłabienie jej spójności i skuteczności działania – zarówno w Sejmie, jak i w regionach. W Małopolsce może to oznaczać zmianę układu sił, nowe podziały w lokalnych strukturach i zaostrzenie walki o wpływy przed kolejnymi wyborami. Warto też zauważyć, że stowarzyszenie Morawieckiego nie jest jedyną inicjatywą tego typu. Niedawno w Małopolsce powstała Wspólnota Wartości, na czele której stoi były wojewoda Piotr Ćwik, a jednym z członków jest ojciec byłego prezydenta RP Jan Duda. Cieszę się z koleknego stowarzyszenia. Każde poszerzenie oferty na pawicy i pozyskiwania nowych wartościowych osób jest dobre. - uważa Michał Ciechowski, jeden z członków Wspólnoty Wartości i krakowski radny. ZOBACZ TAKŻE: Szokująca deklaracja. "Zagłosuję za odwołaniem Miszalskiego, ale tylko wtedy..." [WYWIAD] Na tym jednak nie koniec spekulacji. Coraz częściej pojawiają się opinie, że środowisko skupione wokół Morawieckiego może być czymś więcej niż tylko wewnętrzną frakcją – może stanowić podwalinę pod nową partię. Formację, która przed kolejnymi wyborami mogłaby szukać współpracy z Polskim Stronnictwem Ludowym. Tajemnicą poliszynela są bowiem rozmowy części ludowców z byłym premierem. ZOBACZ TAKŻE: Burza w krakowskim magistracie. Prezydent rozsierdził radnych! Z perspektywy ogólnopolskiej rosnąca liczba posłów skupionych wokół Morawieckiego może więc oznaczać budowę alternatywnego centrum decyzyjnego w obrębie szeroko rozumianej prawicy, a w dłuższej perspektywie zapowiedź poważniejszych przetasowań na scenie politycznej.

Więcej…

Burza w krakowskim magistracie. Prezydent rozsierdził radnych!

Burza w krakowskim magistracie. Prezydent rozsierdził radnych!

15 kwietnia 2026 | 17:28

Decyzja prezydenta Aleksandra Miszalskiego o likwidacji parkingu przed urzędem miasta na placu Wszystkich Świętych wywołała prawdziwy gniew wśród radnych. Zamiast 19 miejsc parkingowych zostanie tylko 4. Resztę terenu odbetonują i zamienią w zielony skwerek z drzewami, ławkami i trawą. Radni są wściekli. Jedni wyrażają swój gniew głośno i publicznie (jak Grzegorz Stawowy w portalu Lovekraków.pl), inni wolą narzekać anonimowo (tu lista nazwisk jest naprawdę długa). W kuluarach nie zostawiają na prezydencie suchej nitki. Wieszają na nim psy, że „zabiera ostatnie miejsca urzędnikom i radnym”, że „to symboliczny kopniak w stronę tych, którzy muszą być na sesjach i komisjach”. Trzeba przyznać, że "przywracanie" akurat tego miejsca mieszkańcom to mrzonki. W tej części Starego Miasta mieszkańców praktycznie nie ma – to teren urzędów i turystów. Jeśli ktoś realnie będzie korzystał z nowego skweru, to przede wszystkim wycieczki turystów robiące sobie selfie na tle zabytkowego Pałacu Wielopolskich. Plac przed magistratem Dla wielu radnych to decyzja czysto wizerunkowa: „zielono i nowocześnie” na pokaz, kosztem praktyczności. W efekcie cała sprawa staje się symbolem szerszego sporu o to, dla kogo tak naprawdę projektuje się przestrzeń w centrum miasta. Decyzja prezydenta, choć wpisuje się w modny trend „odbetonowywania” przestrzeni, pokazuje też rosnące napięcie między polityką estetyczną a zwykłą, przyziemną wygodą użytkowników. I to właśnie ten konflikt – bardziej niż sam parking – wydaje się dziś najbardziej rozgrzewać lokalną politykę.

Więcej…

Kraków zalewają referendalne śmieci! Gibała szuka frajerów do jeszcze większego zaśmiecania

Kraków zalewają referendalne śmieci! Gibała szuka frajerów do jeszcze większego zaśmiecania

14 kwietnia 2026 | 11:24

Już teraz ulice, klatki i skrzynki pocztowe toną w ulotkach, gazetach i plakatach referendalnych. Ale to dopiero delikatna rozgrzewka. Prawdziwa lawina śmieci dopiero nadchodzi. Główny rozgrywający całej operacji, sterujący wszystkim „z tylnego siedzenia”, pilnie rekrutuje ludzi, którzy masowo będą zalewać Kraków papierowym syfem. Najpierw fala referendalna, a zaraz po niej być może i kampanijna. Im więcej śmieci, tym lepiej. Na popularnym portalu z ofertami pracy właśnie pojawiło się ogłoszenie stowarzyszenia Łukasza Gibały. Szukają roznosicieli ulotek i gazet, którzy „zmienią Kraków na lepszy”. Tak, dobrze czytacie. Śmieci mają zmienić Kraków na lepszy. źródło: OLX Godzina stawka oferowana przez pracodawcę to 34 zł brutto. To nie jedyna perełka z tego stowarzyszenia. Równolegle szukają specjalisty od krótkich form wideo – reelsów, TikToków i innych filmików, które mają wbić się ludziom do głów. I tutaj robi się naprawdę smakowicie. Gibala oferuje wynagrodzenie, którego widełki… nie mieszczą się nawet w minimalnej krajowej! Za pracę na pełny etat stowarzyszenie radnego oferuje widełki: od 4 do 5 tysięcy złotych brutto. A minimalna krajowa w Polsce w tym roku to... 4806 zł brutto. źródło: OLX Nawet jednak zakładając, że Gibała nie będzie płacił poniżej minimalnej krajowej, to jednak niezbyt wysoko ceni sobie kreatywnego specjalistę od kontentu video, będącym zarazem "JEDNOOSOBOWĄ EKIPĄ FILMOWĄ"! źródło: OLX Panie Łukaszu, naprawdę tym chce Pan zachęcić kogoś do zalewania Krakowa jeszcze większą ilością śmieci, tym razem także w formie wideo? Cóż za piękna troska o miasto i jego mieszkańców… ZOBACZ TAKŻE: Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum Najpierw zaśmiecimy ulice i klatki schodowe. Potem głowy mieszkańców. A za to wszysko zapłacimy ludziom na granicy minimalnej krajowej.

Więcej…

Referendum w Krakowie: kiedy się odbędzie, dlaczego, warunki, procedura, kontrowersje, koszty

Referendum w Krakowie: kiedy się odbędzie, dlaczego, warunki, procedura, kontrowersje, koszty

14 kwietnia 2026 | 10:16

Referendum w Krakowie zapowiada się jako jedno z najważniejszych wydarzeń politycznych w mieście od lat. Mieszkańcy staną przed decyzją, która może doprowadzić do odwołania zarówno prezydenta, jak i całej Rady Miasta. Ale o jego wyniku zdecyduje nie tylko liczba głosów „za” lub „przeciw”, lecz przede wszystkim frekwencja. To właśnie ona może przesądzić, czy głos krakowian realnie zmieni władzę, czy całe głosowanie okaże się bezskuteczne. Zakres referendum Głosowanie obejmuje dwa pytania: Czy jesteś za odwołaniem Prezydenta Miasta Krakowa Aleksandra Miszalskiego? Czy jesteś za odwołaniem Rady Miasta Krakowa? Kiedy się odbędzie Data referendum została wyznaczona na niedzielę, 25 maja 2026 roku. Organizacja i inicjatorzy Referendum zostało zainicjowane przez komitet przeciwników obecnych władz miasta, w którym jedną z kluczowych postaci jest Jan Hoffman. Zebrano niemal 134 tysiące podpisów. Aby referendum się odbyło, ważnych musiało być niewiele ponad 58 tysięcy podpisów. Komisarz wyborczy zweryfikował blisko 90 tysięcy złożonych podpisów i - po odrzuceniu tych nieważnych (błędne numery PESEL, nieczytelne dane, osoby spoza Krakowa, osoby zmarłe), ogłosił, że organizatorzy zebrali wymaganą liczbę. Na tej podstawie komisarz wyborczy podjął decyzję o przeprowadzeniu referendum. Inicjatorzy referendum / fot. Kanał Krakowski ZOBACZ TAKŻE: 5 rzeczy, które zmieni referendum (bez względu na wynik) Kto może głosować Uprawnionych do udziału jest około 580 tysięcy mieszkańców Krakowa – wszyscy pełnoletni, posiadający prawa wyborcze w wyborach samorządowych. Warunki ważności – kluczowy element Aby referendum było ważne i wiążące, musi wziąć w nim udział co najmniej 3/5 liczby osób, które głosowały w ostatnich wyborach, w których wybrano obecne władze. Oznacza to: 158 555 osób – dla odwołania prezydenta 179 792 osób – dla odwołania Rady Miasta Jeśli frekwencja będzie niższa – referendum nie wywoła skutków prawnych, niezależnie od wyniku. Apel prezydenta Prezydent Aleksander Miszalski wprost zachęca mieszkańców: „Zostańcie w domu” – co jest strategią nastawioną właśnie na obniżenie frekwencji poniżej progu ważności. Aleksander Miszalski / fot. Łukasz Michalik Kontekst polityczny Referendum ma wyraźny charakter polityczny. Jego inicjatorzy zarzucają władzom miasta niewłaściwe zarządzanie, natomiast przeciwnicy referendum wskazują na motywacje polityczne i powiązania zwolenników referendum z opozycją, która od lat chce przejąć władze w mieście. Na czele tejże stoi Łukasz Gibała, który trzykrotnie przegrał w wyborach na prezydenta Krakowa (dwukrotnie z Jackiem Majchrowskim, nie wchodząc nawet do drugiej tury i raz z Aleksandrem Miszalskim). Gibała zbudował egzotyczną koalicję Ruchu Narodowego, Konfederacji, Razem i Prawa i Sprawiedliwości. ZOBACZ TAKŻE: 12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy Terminy i procedura Referendum lokalne w Polsce przeprowadza się zgodnie z ustawą o referendum lokalnym. Datę głosowania wyznacza komisarz wyborczy, a kampania referendalna kończy się na 24 godziny przed dniem głosowania (tzw. cisza referendalna). W tym czasie obowiązuje zakaz agitacji. Sposób głosowania Głosowanie odbywa się poprzez zaznaczenie odpowiedzi „TAK” lub „NIE” przy każdym z dwóch pytań. Każde pytanie jest rozpatrywane oddzielnie – oznacza to, że możliwa jest sytuacja, w której jedno z rozstrzygnięć będzie ważne i wiążące, a drugie nie (np. z powodu niespełnienia progu frekwencji). Skutki referendum Jeśli referendum będzie ważne i większość głosujących opowie się za odwołaniem: w przypadku prezydenta miasta – jego funkcję tymczasowo przejmuje osoba wyznaczona przez premiera, a następnie organizowane są przedterminowe wybory, w przypadku Rady Miasta – dochodzi do jej rozwiązania i również zarządzane są nowe wybory. Frekwencja jako czynnik decydujący W praktyce referenda lokalne w Polsce często upadają właśnie z powodu zbyt niskiej frekwencji. Strategia zachęcania do bojkotu głosowania (pozostania w domu) była stosowana już wcześniej w innych miastach jako sposób na unieważnienie referendum. Referendum Historia podobnych referendów W Krakowie odbywały się już wcześniej referenda lokalne – np. w 2014 roku dotyczące organizacji zimowych igrzysk olimpijskich, które było ważne i zakończyło się odrzuceniem pomysłu przez mieszkańców. Pokazuje to, że przy odpowiedniej mobilizacji społecznej referendum może mieć realny wpływ na decyzje władz miasta. Koszty organizacji Przeprowadzenie referendum wiąże się z kosztami dla budżetu miasta (organizacja lokali wyborczych, komisji, obsługa administracyjna). W przypadku Krakowa będzie to około 4 miliony złotych. Polaryzacja społeczna Referendum często wzmacnia podziały wśród mieszkańców – tworzy wyraźne obozy „za” i „przeciw”, co może mieć wpływ na dalsze funkcjonowanie samorządu, niezależnie od wyniku głosowania.

Więcej…

Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum

Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum

14 kwietnia 2026 | 08:17

Wielokrotnie skazany przestępca i referendalny błazen właśnie pokazał całą prawdę o tej inicjatywie. Zamiast walczyć z „układem”, jak jeszcze niedawno krzyczał, dziś udaje, że popiera prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Po co? Żeby jak najwięcej krakowian poszło do urn i pomogło obalić tego samego prezydenta. To nie jest polityka. To jest zwykły cyrk z bandytą w roli głównej. I najlepszy dowód, że całe to referendum to nie obywatelska inicjatywa, tylko brudna, cyniczna manipulacja, w której każdy środek – kłamstwo, zmiana frontu i medialny szum – jest dobry. W Krakowie rozpoczął się właśnie kolejny odcinek serialu pod tytułem „ratujemy Kraków przed Miszalskim”. Jedną z najbardziej widocznych twarzy tej akcji jest Mateusz Jaśko – prawomocnie skazany radny dzielnicy Krowodrza, wielokrotnie karany bandyta, który jeszcze niedawno sam chciał zostać prezydentem miasta. Dzisiaj jednak Jaśko zmienił rolę. Z zagorzałego krytyka władzy, który zbierał podpisy pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego, przerzucił się na pajacowanie i udawanie, że nagle „popiera prezydenta”. Po co? Żeby jak najwięcej osób poszło do urn 24 maja. Bo im wyższa frekwencja, tym większa szansa, że referendum będzie ważne i przyniesie zamierzony efekt – polityczne trzęsienie ziemi w Krakowie. ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD] To nie jest żaden przypadek. To klasyczny przykład manipulacji i tworzenia szumu medialnego, którym orędownicy referendum posługują się od samego początku. Kiedy trzeba było zbierać podpisy – Jaśko był „twarzą obywatelskiego gniewu”. Kiedy trzeba podbić frekwencję – nagle staje się „tym, który mówi: idźcie głosować, nawet jeśli popieracie prezydenta”. Błazen w przebraniu aktywisty. Przypomnijmy fakty, które media głównego nurtu często wolą omijać szerokim łukiem: Mateusz Jaśko został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Krakowie za próbę wręczenia miliona złotych łapówki i groźby karalne pod adresem dziennikarza TVN. Sprawa dotyczyła próby przekupstwa w zamian za wyciszenie niewygodnego materiału o giełdzie kryptowalut. Gdy dziennikarz odmówił – padły groźby. Sąd zaostrzył wyrok: zamiast grzywny – cztery miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata plus 10 tysięcy złotych nawiązki. To nie pierwszy konflikt z prawem. Jaśko ma na koncie wcześniejsze, zatarte już wyroki m.in. za czyny przeciwko zdrowiu i nietykalności. Między innymi uderzył pięścią w twarz kobietę. Mimo to zachował mandat radnego dzielnicy i dalej buduje wizerunek „tego wkurzonego chłopaka z osiedla”, który „walczy z układem”. Teraz ten sam człowiek występuje w roli medialnego clowna, który raz atakuje Miszalskiego, a za chwilę udaje, że go „popiera”, byle tylko wyciągnąć ludzi do lokali wyborczych. To pokazuje prawdziwą twarz inicjatorów referendum: nie chodzi o troskę o Kraków, tylko o narzędzie politycznej walki, w której każdy środek jest dobry – manipulacja, szum, zmiana narracji z dnia na dzień. Referendum 24 maja ma być „głosem mieszkańców”. Tymczasem jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych postaci jest człowiek, którego własne życie to ciąg procesów sądowych i kontrowersji. Jeśli tak wygląda „obywatelska inicjatywa”, to Kraków naprawdę ma problem – ale niekoniecznie z prezydentem Miszalskim. Bo prawdziwy problem to właśnie tacy „bojownicy”, którzy w zależności od potrzeby raz są anty-establishmentem, a raz jego pożytecznymi idiotami. Typowe pajacowanie w służbie referendum. *** Jeśli zaś naprawdę popieracie Miszalskiego, on sam apeluje, by w dniu referendum zostać w domu. Tylko brak frekwencji moze spowodować, że obecny prezydent dokończy kadencję.

Więcej…

5 rzeczy, które zmieni referendum (bez względu na wynik)

5 rzeczy, które zmieni referendum (bez względu na wynik)

13 kwietnia 2026 | 18:52

Referendum w Krakowie stało się jednym z najważniejszych momentów lokalnej polityki ostatnich lat. Niezależnie od tego, czy zakończy się zmianą władzy, czy jej utrzymaniem, jego skutki będą odczuwalne jeszcze długo. Oto pięć kluczowych zjawisk, które już teraz widać coraz wyraźniej. 1. Polaryzacja, która upraszcza wszystko do „za albo przeciw” Debata publiczna została sprowadzona do prostego podziału: jesteś po jednej stronie albo po drugiej. Coraz częściej działa to automatycznie – jeśli ktoś ostro krytykuje jednego z głównych aktorów sporu, natychmiast bywa przypisywany do obozu jego przeciwnika. Niuanse przestają mieć znaczenie. Uważasz, że Aleksander Miszalski jest fatalnym prezydentem? Popierasz Łukasz Gibałę. Uważasz, że Gibała to mściwy hucpiarz? Wspierasz Miszalskiego. 2. Etykietowanie zamiast rozmowy Zamiast dyskusji o konkretnych decyzjach czy politykach miejskich, pojawia się szybkie przypinanie łatek. Opinie są interpretowane przez pryzmat „czyj jesteś”, a nie „co mówisz”. To sprawia, że realna rozmowa o mieście schodzi na dalszy plan. 3. Wzrost emocji kosztem argumentów Kampania referendalna podniosła temperaturę sporu. Wiele wypowiedzi ma dziś bardziej emocjonalny niż merytoryczny charakter, a stanowiska się radykalizują. To utrudnia znalezienie wspólnego języka nawet w sprawach, które wcześniej nie budziły kontrowersji. 4. Trwałe pobudzenie aktywności obywatelskiej Jednocześnie referendum uruchomiło dużą energię społeczną. Mieszkańcy częściej śledzą działania władz, angażują się w dyskusje i chcą mieć wpływ na kierunek rozwoju miasta. To może zostać na dłużej – niezależnie od wyniku głosowania. 5. Nowa rzeczywistość polityczna w mieście Bez względu na to, kto wyjdzie z referendum wzmocniony, sposób uprawiania polityki w Krakowie już się zmienił. Decyzje będą podejmowane w warunkach większej presji społecznej, ale też większego napięcia i nieufności między różnymi grupami mieszkańców. *** Tło referendum – kiedy i po co się odbędzie Referendum w Krakowie odbędzie się 24 maja.  Mieszkańcy będą odpowiadać na dwa pytania: Czy jesteś za odwołaniem prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego? Czy jesteś za odwołaniem Rady Miasta Krakowa? Aby referendum było ważne, musi wziąć w nim udział odpowiednia liczba uprawnionych do głosowania – co najmniej 3/5 liczby wyborców, którzy uczestniczyli w wyborach, w których wybrano obecne władze. Oznacza to: 158 555 osób – dla odwołania prezydenta 179 792 osób – dla odwołania Rady Miasta Jeżeli frekwencja będzie niższa, niezależnie od wyników głosowania, jego wynik nie będzie "wiążący", a więc nie dojdzie do przyspieszonych wyborów.  ZOBACZ TAKŻE: 12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy Natomiast samo odwołanie nastąpi wtedy, gdy frekwencja przekroczy wymagany prób, a większość głosujących opowie się „za” odwołaniem. Wówczas władzę w mieście sprawował będzie komisarz wyznaczony przez premiera. Przyspieszone wybory odbędą się najpóźniej w ostatnią niedzielę sierpnia.

Więcej…

12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy

12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy

13 kwietnia 2026 | 14:18

25 maja 2014 roku krakowianie po raz pierwszy na taką skalę sięgnęli po narzędzie demokracji bezpośredniej. Dokładnie 12 lat później – 24 maja 2026 roku – znów pójdą do urn, tym razem nie w sprawie inwestycji czy rozwoju miasta, lecz politycznego rozliczenia władz. To symboliczna klamra: od referendum „programowego” do referendum personalnego. 2014: referendum o przyszłości miasta Referendum w Krakowie w 2014 roku odbyło się 25 maja i dotyczyło czterech kluczowych kwestii: organizacji zimowych igrzysk olimpijskich, budowy metra, monitoringu oraz rozwoju infrastruktury rowerowej. Było to głosowanie o kierunku rozwoju Krakowa – jego ambicjach, inwestycjach i jakości życia mieszkańców. Frekwencja wyniosła 35,96% (210 441 osób), co oznaczało, że referendum było ważne i wiążące. Mieszkańcom zadano cztery pytania: Czy jest Pani/Pan za zorganizowaniem i przeprowadzeniem przez Kraków Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku? (TAK - 30%, NIE - 70%) Czy jest Pani/Pan za budową Metra w Krakowie? (TAK - 55%, NIE - 45%) Czy jest Pani/Pan za stworzeniem w Krakowie systemu monitoringu wizyjnego, którego celem byłaby poprawa bezpieczeństwa w Mieście? (TAK - 70%, NIE - 30%) Czy zdaniem Pani/Pana w Krakowie powinno się budować więcej ścieżek rowerowych? (TAK - 85%, NIE - 15%) Krakowianie zdecydowali w referendum, że nie chcą ZIO w Krakowie 2026: referendum o odwołaniu władz Zaplanowane na 24 maja 2026 roku głosowanie dotyczy odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta. To zasadnicza różnica: nie chodzi już o projekty, lecz o ocenę rządzących. Mieszkańcy będą odpowiadać na dwa pytania: Czy jesteś za odwołaniem prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego? Czy jesteś za odwołaniem Rady Miasta Krakowa? Referendum / fot. Kanał Krakowski Frekwencja – klucz do ważności Najważniejszym elementem obu referendów pozostaje frekwencja – jednak zasady są inne. 2014: próg ważności: 30% uprawnionych osiągnięty: 35,96% → referendum ważne 2026: próg: 3/5 liczby uczestników wyborów danego organu w ostatnich wyborach oznacza to: 158 555 osób – dla odwołania prezydenta 179 792 osób – dla odwołania Rady Miasta fot. Pixabay Porównanie w liczbach (2014 vs 2026) Data: 25 maja 2014 roku → 24 maja 2026 Uprawnieni: 585 140 → ok. 615 000 Udział: 210 441 (35,96%) → 159 000 / 180 000 (progi ważności) Rocznica tych wydarzeń nie jest przypadkowa. Dokładnie po 12 latach Kraków ponownie stanie przed pytaniem o siłę głosu obywateli.

Więcej…

Grzegorz Braun powalczy o fotel prezydenta Krakowa!

Grzegorz Braun powalczy o fotel prezydenta Krakowa!

13 kwietnia 2026 | 09:00

Grzegorz Braun szykuje się do objęcia władzy w Krakowie – dowiedział się Kanał Krakowski. Z naszych źródeł wynika, że polityk Konfederacji Korony Polskiej poważnie rozważa start w ewentualnych przyspieszonych wyborach na prezydenta Krakowa. Warunkiem jest oczywiście odwołanie obecnego prezydenta Aleksandra Miszalskiego w referendum zaplanowanym na 24 maja. – Braun to jedyny kandydat, który ma szansę realnie zmobilizować elektorat narodowy i konserwatywny w Krakowie. Jeśli referendum się uda, to on jest gotowy wejść do gry i skończyć z tym lewicowo-liberalnym cyrkiem w magistracie. Kraków wreszcie mógłby odzyskać polski charakter – mówi nam jeden z przedstawicieli środowiska prawicowego. Sam Grzegorz Braun nie zaprzeczył tej informacji. Zapytany przez dziennikarza Kuriera Krakowskiego o taką ewentualność, przyznał, że nie jest to nierealny scenariusz. Ciekawa koncepcja – przyznał Braun. O jego ewentualnym starcie mówią już coraz głośniej także politycy innych partii. Wspominał o tym choćby szef małopolskiej Nowej Lewicy Ryszard Śmiałek w rozmowie z Radiem Kraków. ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD] Sytuacja jest dynamiczna. Czy Kraków stoi przed prawdziwą polityczną rewolucją? Jeśli referendum się powiedzie i frekwencja będzie wystarczająca, a mieszkańcy powiedzą „dość” obecnemu prezydentowi – Grzegorz Braun może realnie walczyć o fotel w magistracie.

Więcej…

PasjaTYwniej – bo pasje zasługują na więcej niż ekran

PasjaTYwniej – bo pasje zasługują na więcej niż ekran

09 kwietnia 2026 | 20:29

W ostatnich latach coraz częściej można zauważyć niepokojące zjawisko stopniowego zanikania pasji i zainteresowań wśród dzieci, nastolatków, a także młodych dorosłych. Czas, który jeszcze niedawno był przeznaczany na hobby, spotkania z rówieśnikami czy aktywności na świeżym powietrzu, dziś w dużej mierze wypełniają ekrany telefonów, komputerów i innych urządzeń elektronicznych. Technologia stała się nieodłącznym elementem codzienności – i choć sama w sobie nie jest niczym złym, jej nadmierne i niekontrolowane użytkowanie może skutecznie odbierać motywację do działania. To właśnie z tej obserwacji narodził się projekt „PasjaTYwniej”, realizowany w ramach ogólnopolskiej olimpiady „Zwolnieni z Teorii”. Zespół tworzą uczniowie Zespołu Szkół Elektrycznych nr 1 w Krakowie. Projekt powstał z myślą o zachęcaniu dzieci, młodzieży oraz dorosłych do odkrywania, rozwijania i pielęgnowania swoich pasji. Jego twórcy chcą pokazać, że istnieje realna i atrakcyjna alternatywa dla spędzania długich godzin przed ekranem, a także podkreślić, że technologia – mimo swoich zalet – powinna być wykorzystywana w sposób świadomy i odpowiedzialny. Pomysłodawcy projektu zauważają, że wiele osób rezygnuje z własnych zainteresowań z powodu braku motywacji, wsparcia ze strony otoczenia, a czasem także przez krytykę czy poczucie braku czasu. „PasjaTYwniej” odpowiada na te problemy, tworząc przestrzeń pełną inspiracji, wzajemnego wsparcia i praktycznych wskazówek. Pokazuje, jak łatwo zrobić pierwszy krok, podsuwa pomysły na rozwój oraz motywuje do działania. Twórcy inicjatywy podkreślają, że pasja to coś więcej niż hobby. To sposób na wyrażanie siebie, budowanie pewności siebie i poczucia własnej wartości, a także realne wsparcie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Działania realizowane w ramach projektu rozwijają kreatywność, zachęcają do doskonalenia umiejętności oraz wzmacniają relacje międzyludzkie – szczególnie wśród młodych ludzi. „PasjaTYwniej” to również przestrzeń sprzyjająca integracji społecznej. To miejsce, w którym można poznać osoby o podobnych zainteresowaniach, dzielić się doświadczeniami i wspólnie się rozwijać. Projekt kierowany jest przede wszystkim do młodych ludzi – zarówno z dużych miast, jak i mniejszych miejscowości – którzy dużą część dnia spędzają w internecie, często nie mając pomysłu na aktywne i twórcze spędzanie czasu. Wielu z nich poszukuje swojego miejsca, własnej drogi i sposobu na wyrażenie siebie. Choć interesują się różnymi dziedzinami – od sztuki i muzyki, przez sport, aż po technologię – nie zawsze mają możliwość lub odwagę rozwijać te pasje w codziennym życiu. Projekt „PasjaTYwniej” powstał po to, aby to zmienić. Twórcy inicjatywy wierzą, że każdy problem da się rozwiązać, a każdą trudność można pokonać. Ich działania mają przyczynić się do budowania bardziej zaangażowanego, świadomego i twórczego społeczeństwa – takiego, które nie boi się próbować, działać i żyć naprawdę… nie pasywnie, lecz PasjaTYwnie. Więcej informacji o projekcie można znaleźć na stronie: www.pasjatywniej.pl.

Więcej…

Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje

Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje

08 kwietnia 2026 | 09:42

Milion złotych łapówki, groźby „połamania nóg”, uderzenie kobiety pięścią w twarz i wyroki sądów. Dziś ten sam człowiek stoi na czele „obywatelskiej” kampanii referendalnej w Krakowie i mówi mieszkańcom, jak ratować miasto. Historia Mateusza Jaśki pokazuje, jak cienka bywa granica między polityką a czymś znacznie mroczniejszym. Ten prawomocnie skazany członek rady Dzielnicy V Krowodrza w Krakowie, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej polityki lokalnej. Jego nazwisko kojarzone jest jednak z gangsterskimi porachunkami i tajemniczym zniknięciem (rodzina twierdzi, że morderstwem!) Sylwestra Suszka, założyciela pierwszej polskiej giełdy kryptowalut. Mateusz Jaśko współpracował z bandytami i kibolami Kanał Krakowski prześledził tę błyskawiczną karierę na podstawie wyroków sądowych i własnych ustaleń. Siekiera w Ferrari, miliardy w bitcoinach i zlecenie od kryminalistów Historia zaczyna się od Sylwestra Suszka i giełdy BitBay (później ZondaCrypto). W 2014 roku platforma osiągała dzienne obroty rzędu miliarda złotych. Suszek szybko dorobił się luksusowego życia: apartamenty, supersamochody, helikopter. W 2018 roku kontrola KNF i reportaż „Superwizjera” ujawniły powiązania części udziałowców z grupami wyłudzającymi VAT. Doszło do gróźb, prób łapówek i aktu wandalizmu – siekiery wbitej w szybę jednego z Ferrari Suszka. W efekcie przeniósł firmę za granicę. 10 marca 2022 roku Suszek zniknął po spotkaniu na bazie paliwowej w Czeladzi. Samochodu nie odnaleziono, monitoring niczego nie wyjaśnił. Rodzina podejrzewa porwanie lub morderstwo. Sprawa pozostaje nierozwiązana. W tle tej historii pojawia się Mateusz Jaśko. Według ustaleń sądu działał na zlecenie osób z kryminalną przeszłością. Skontaktował się z dziennikarzem TVN Michałem Fują, który przygotowywał materiał o giełdzie kryptowalut. Zaczęło się od propozycji 100 tys. zł, skończyło na milionie – za „odpuszczenie” tematu. Gdy Fuja odmówił, Jaśko groził mu m.in. „połamaniem nóg”. Dziennikarz wraz z rodziną musiał się ukrywać. Sąd Apelacyjny w Krakowie zaostrzył wyrok: zamiast 20 tys. zł grzywny orzekł 4 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata oraz 10 tys. zł grzywny. Sędzia Tomasz Szymański, członek składu orzekającego i rzecznik Sądu Apelacyjnego, w wywiadzie dla Kanału Krakowskiego mówił wprost: Mateusz J. nie ukrywał, że działał na zlecenie innych osób z przeszłością kryminalną. Sąd pierwszej instancji ustalił także, że J. w ramach swojej działalności współpracował także z pseudokibicami Wisły, a to się kojarzy jednoznacznie […]. Poza tym w grę wchodziły też duże pieniądze, bo skończyło się na propozycji miliona złotych za ‘odpuszczenie’ tematu. Mateusz J. mówił też, że są w stanie wszystko zrobić, żeby publikacja się nie ukazała. Sędzia podkreślił realność gróźb: konsekwentne działanie, powiązania z kibolami i kryminalistami oraz ogromne stawki finansowe. Cały wywiad przeczytacie tutaj: Współtwórca Rynku Krowoderskiego współpracował z bandytami [WYWIAD] Chciał zostać prezydentem Krakowa Jak się okazało, nie był to pierwszy kryminalny wybryk naszego lokalnego bohatera. Do zatartych już wyroków Jaśki dotarła Wirtualna Polska. Jej dziennikarze śledczy zrobili to zaraz po tym, gdy Jaśko ogłosił swój start w wyborach na… prezydenta Krakowa. źródło: WP Portal opisuje, jak wiosną 2011 roku niespełna 23-letni wówczas Jaśko zaczepił grupę osób na ul. Kazimierza Wielkiego w Krakowie. Nie skończyło się na słowach – ciosy uzbrojonego w nóż Jaśki poczuły na swojej twarzy trzy osoby, w tym jedna kobieta! Oto zeznania poszkodowanej Aleksandry: Podszedł do nas chłopak. Jakub poprosił, by się od nas odczepił, mężczyzna uderzył go w twarz. Nie wiem, ile razy go uderzył. Wiem natomiast, że Kuba przewrócił się po tym uderzeniu. Do tego mężczyzny podeszła Sabina i zaczęła go szarpać, żeby zostawił Kubę. Mężczyzna, gdy Sabina do niego podeszła, chwycił i położył ją na ziemi. Ja wówczas podbiegłam, mówiąc: „co ty robisz, dlaczego bijesz kobietę”. Wydawało mi się, że uderzył Sabinę w twarz. Mężczyzna nie reagował jednak na moje słowa. Próbowałam go od Sabiny odciągnąć, on mnie jednak uderzył w twarz z pięści w lewy policzek. Do kolejnego incydentu z udziałem Jaśki doszło 21 lipca 2012 r. w Krakowie, gdy on i dwóch znajomych zaatakowali trzech przechodniów, powodując ciężkie obrażenia jednego z nich, w tym złamanie kości udowej wymagające endoprotezy. Następnie, w marcu 2014 r., ponownie naruszył nietykalność cielesną, uderzając głową mężczyznę przed krakowskim klubem, co skutkowało złamaniem nosa i karą pięciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. źródło: WP Cały tekst przeczytacie tutaj: Kryptowaluty, groźby wobec dziennikarza i próba korupcji. Niedoszły prezydent Krakowa skazany Gdy prawda o potencjalnym kandydacie na prezydenta wyszła na jaw, Jaśko ostatecznie wycofał się ze startu w wyborach. Kariery w polityce i medich jednak nie porzucił. Skazany bandyta ratuje Kraków Mimo prawomocnego wyroku Jaśko zachował mandat członka rady dzielnicy. Skazany za groźby i próbę korupcji stał się medialną gwiazdą – pisały o nim m.in.: Wirtualna Polska, TVN24, RMF FM, Onet. Sprawa trafiła nawet na poziom rządowy w kontekście regulacji kryptowalut. Nadal zasiada też w radzie dzielnicy, bo prawo okazało się „elastyczne” – mandat nie wygasł Sędzia Tomasz Szymański w naszym wywiadzie skomentował sytuację z niedowierzaniem: Jeśli osoba, która stara się o funkcję publiczną, nie może być karana, to skazanie za przestępstwo powinno powodować, że ta osoba takiej funkcji nie powinna piastować. Poza swoją działalnością polityczną, Jaśko znany jest też ze swojej działalności medialnej. Na co dzień tworzy profil Co jest nie tak z Krakowem oraz współtworzy Rynek Krowoderski, zbrojne ramię medialne Łukasza Gibały. Mateusz Jaśko jest także współtwórcą Rynku Krowoderskiego / źródło: Rynek Krowoderski Jest też oczywiście jedną z czołowych twarzy krakowskiego referendum przeciwko prezydentowi Miszalskiemu. Zbierał podpisy, montuje filmy, grozi prezydentowi, zalewa media społecznościowe treściami w stylu dramatycznych oskarżeń. To najzwyklejszy cyngiel do wynajęcia – tylko zamiast spluwy ma kamerę i telefon z nielimitowanym internetem. Dostaje robotę, robi robotę. Tyle. Koniec. Gdy zapytano Jaśkę o konkretne rozwiązania problemów Krakowa, odpowiedział szczerze: Teraz ciężko powiedzieć, co trzeba by zrobić. źródło: FB Paradoks tej sytuacji jest uderzający. Człowiek skazany za groźby i próbę korupcji dziś występuje w roli moralnego arbitra i tłumaczy mieszkańcom, czym jest „dobro Krakowa”. Jeszcze niedawno próbował uciszyć dziennikarza milionem złotych, dziś przekonuje, że działa w imię obywatelskiej uczciwości. ZOBACZ TAKŻE: Patologia po krakowsku. Odsłaniamy kulisy referendum i "martwych dusz" Co więcej, udowodnił, że w dzisiejszej Polsce można mieć na koncie prawomocny wyrok, współpracę z kryminalistami oraz pseudokibicami, a jednocześnie zostać ogólnopolską twarzą kampanii referendalnej i „obywatelskiej rewolucji”. Wystarczy kamera, trochę emocji i ktoś, kto pociąga za sznurki.

Więcej…

Podpisy zmarłych i TYSIĄCE błędów! Mamy dokładne dane w sprawie referendum

Podpisy zmarłych i TYSIĄCE błędów! Mamy dokładne dane w sprawie referendum

07 kwietnia 2026 | 13:13

Blisko 30 procent podpisów pod listą referendalną w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i rady miasta zakwestionował komisarz wyborczy. Największe poruszenie budzi fakt, że na listach znalazły się podpisy osób zmarłych – takich przypadków było 48. Sprawa trafiła do krakowskiej prokuratury. Komisarz wyborczy podsumował weryfikację podpisów pod wnioskiem o referendum. Sprawdzono łącznie 84 887 pozycji, z czego 61 146 uznano za prawidłowe – to więcej niż wymagane 58 356 podpisów, więc referendum się odbędzie. Komisarz Wyborczy poinformował, że został skierowany wniosek do Prokuratury Rejonowej w Krakowie o podejrzeniu popełnieniaprzestępstwa w związku z ujawnieniem na listach poparcia pod referendum danych osób nieżyjących (48 pozycji).#referendum #Kraków — Michał Ciechowski (@M_Ciechowski) April 7, 2026 Pozostałych podpisów nie weryfikowano. Organizatorzy twierdzą, że złożyli ich ponad 130 tysięcy, jednak po osiągnięciu wymaganego progu dalsze liczenie nie było konieczne. Jednocześnie aż 27,97% wpisów okazało się nieważnych (23 741 pozycji). Najczęstsze powody odrzucenia to: błędy w adresach i numerach PESEL (m.in. niepełne lub nieczytelne dane), brak wymaganych danych osobowych lub podpisu, brak praw wyborczych lub podpisy osób spoza właściwego okręgu, wielokrotne podpisy tej samej osoby, niezgodności danych z rejestrem. źródło: PKW Mimo dużej liczby błędów liczba ważnych podpisów przekroczyła wymagany próg. Komisarz wyborczy ustalił datę referendum na 24 maja.  

Więcej…

Miszalski przemówił. "Zrozumiałem zawiedzione nadzieje i wyciągnąłem wnioski"

Miszalski przemówił. "Zrozumiałem zawiedzione nadzieje i wyciągnąłem wnioski"

01 kwietnia 2026 | 11:36

– Przeciwnicy są zawsze bardziej zdeterminowani niż cicha, milcząca większość, która jest zadowolona z tego, co w mieście się dzieje. Zawsze są głośniejsi. Dlatego jeśli ktoś chce, żebym dokończył swoją kadencję, w dzień referendum powinien zostać w domu – mówi Aleksander Miszalski. Prezydent Krakowa po raz pierwszy od dłuższego czasu udzielił długiego wywiadu w tradycyjnych mediach. Rozmowa ukazała się w "Rzeczpospolitej". – Od samego początku mówiło się, że są pewne osoby zdeterminowane, żeby w trakcie tej kadencji do referendum doprowadzić. Wszyscy w Krakowie wiedzieli. Ale dziś referendum to bardziej efekt rozczarowania mieszkańców Krakowa i muszę zrobić wszystko, żeby uwierzyli, że usłyszałem ich głos, zrozumiałem ich zawiedzione nadzieje i wyciągnąłem wnioski – stwierdził Miszalski. Aleksander Miszalski udzielił wywiadu Rzeczpospolitej / źródło: regiony.rp.pl Dodał, że jego kadencję uratować może niska frekwencja, która nie pozwoli na to, by wynik referendum był "wiążący". – Prezydenci i burmistrzowie bronią się wtedy, kiedy w referendum nie ma wystarczającej frekwencji. Ta strategia wydaje się najbardziej optymalna. Przeciwnicy są zawsze bardziej zdeterminowani niż cicha, milcząca większość, która jest zadowolona z tego, co w mieście się dzieje. Zawsze są głośniejsi. Dlatego jeśli ktoś chce, żebym dokończył swoją kadencję, w dzień referendum powinien zostać w domu – przyznał prezydent. Zawsze jestem optymistą, ale przyjmuję to z pokorą. Wierzę, że to, co do tej pory zrobiłem – nawet jeśli nie zawsze potrafiliśmy to dobrze zakomunikować – mieszkańcy na końcu wezmą pod uwagę. I stwierdzą, że warto dać mi dokończyć tę kadencję, a po pełnych pięciu latach zweryfikować, czy to, co obiecywałem, broni się czy nie. Ponad półtora roku w skali całej kadencji to moim zdaniem dosyć krótki okres, żeby to oceniać. Cała rozmowa dostępna jest tutaj: Aleksander Miszalski: Mamy pomysł na Kraków przyszłości

Więcej…

Skandal z podpisami pod referendum. Kulisy zbiórki budzą poważne wątpliwości

Skandal z podpisami pod referendum. Kulisy zbiórki budzą poważne wątpliwości

31 marca 2026 | 09:05

Co czwarty podpis pod listą referendalną w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i rady miasta był nieważny – ustalił Kanał Krakowski. Sprawa może mieć dalszy ciąg, bo teraz komisarz wyborczy zdecyduje, czy skala nieprawidłowości jest na tyle poważna, by zawiadomić prokuraturę. W grę wchodzi bowiem nie tylko bałagan organizacyjny, ale potencjalnie również wykorzystanie nielegalnie pozyskanych danych. Krajowe Biuro Wyborcze w Krakowie zweryfikowało 80 tysięcy podpisów złożonych pod wnioskiem referendalnym. Około 60 tysięcy (czyli tyle, ile wymaga prawo, by referendum w ogóle się odbyło) uznano za prawidłowe. Pozostałe 25 procent – czyli co czwarty podpis – zostały odrzucone jako nieważne. Organizatorzy referenum podczas konferencji prasowej / fot. Kanał Krakowski Lista nieprawidłowości jest długa i niepokojąca. Wśród zakwestionowanych podpisów znalazły się m.in. osoby niezamieszkujące w Krakowie, wpisy z nieaktualnymi lub błędnymi numerami PESEL, a także – co szczególnie bulwersujące – tzw. „martwe dusze”, czyli osoby zmarłe. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, część tych przypadków może nie być przypadkowa. Na listach mieli pojawiać się zmarli z tych samych roczników, na przykład osoby, które odeszły w 2015 roku. To rodzi poważne pytania. Taki schemat może sugerować, że ktoś posłużył się gotową bazą danych – być może pozyskaną w sposób nieuprawniony. Jeśli te podejrzenia się potwierdzą, sprawa nabierze zupełnie innego ciężaru gatunkowego. Torby z podpisami / fot. Kanał Krakowski Zawiadomienie do prokuratury złożyli już sami organizatorzy referendum. Teraz komisarz wyborczy analizuje, czy konieczne jest kolejne zgłoszenie – tym razem ze względu na skalę i charakter wykrytych nieprawidłowości. Kluczowe będzie ustalenie, czy mamy do czynienia z incydentalnymi błędami, czy z działaniem systemowym. Jedno jest pewne: zamiast obywatelskiego impulsu do demokratycznej kontroli władzy, wokół referendum narasta atmosfera wątpliwości. A te – niezależnie od dalszych decyzji – już dziś mogą podważać wiarygodność całej inicjatywy. ZOBACZ TAKŻE: Emocjonalny szantaż przed referendum. Oto, jak chcą Cię zagonić do urny W poniedziałek – jako pierwsi – informowaliśmy, że Krajowe Biuro Wyborcze w Krakowie zweryfikowało już wymaganą liczbę podpisów pod wnioskiem referendalnym. Postanowienie o terminie referendum ma zostać wydane po świętach wielkanocnych – najprawdopodobniej we wtorek lub środę. Najbardziej prawdopodobną datą przeprowadzenia plebiscytu jest 24 maja.

Więcej…

Szokujące kulisy zbiórki podpisów: „Najemnicy, akord i martwe dusze”

Szokujące kulisy zbiórki podpisów: „Najemnicy, akord i martwe dusze”

30 marca 2026 | 14:05

– To tradycja Łukasza Gibały. Jak nie wygrywa wyborów, próbuje odwołać prezydenta w referendum – stwierdził poseł Dominik Jaśkowiec. W Radiu Kraków polityk KO odniósł się do informacji, że pod listą referendalną znalazły się podpisy osób zmarłych. – Jest wiele martwych dusz, osób bez prawa wyborczego w Krakowie. To wynika z prostego faktu. Wielkie pieniądze wpompowano w zbieranie podpisów. Wolontariusze to byli najemnicy, którzy szli na akord. Zbierali podpisy od wszystkich. Jest wiele ukraińskich PESEL-i. Nagle jest problem. Co trzeba z tym problemem zrobić? Trzeba zbudować jakąś teorię spiskową – powiedział Jaśkowiec. Jego zdaniem organizatorzy referendum sami złożyli zawiadomienie do prokuratury w sprawie sfałszowanych podpisów, aby wykonać „ruch wyprzedzający”. – Jakby oni tego nie złożyli, pewnie komisarz wyborczy by złożył wniosek o sprawdzenie. To wyprzedzający ruch – powiedział Jaśkowiec. Cała rozmowa dostępna jest tutaj:  źródło: Radio Kraków

Więcej…

Papier droższy niż beton? Biurokracja winduje ceny mieszkań

Papier droższy niż beton? Biurokracja winduje ceny mieszkań

30 marca 2026 | 09:24

66 tysięcy brakujących mieszkań, ceny dobiegające do 18 tys. zł za metr i Plan Ogólny wstrzymany przez referendum. VI Krakowskie Forum Dialogu nie zostawiło złudzeń: problem jest znany, gorzej z jego rozwiązaniem. Kraków się nie zatrzymuje. To chyba najprostszy wniosek z ostatniego Krakowskiego Forum Dialogu. Miasto nie zamierza się wyludniać, tylko dalej rosnąć, a to oznacza jedno: mieszkań potrzeba i będzie potrzeba jeszcze więcej. Dziś brakuje ich około 66 tysięcy. I tu zaczyna się klasyczny krakowski paradoks. Wszyscy wiedzą, że trzeba budować, wszyscy mówią o Planie Ogólnym, który ma to poukładać… ale dokument poczeka. Dlaczego? Bo trwa akcja referendalna. Czyli przyszłość miasta chwilowo została zapauzowana. fot. PZFD Kraków W międzyczasie liczby robią swoje. Średnia cena metra to już około 17 tys. zł, a za chwilę może być bliżej 18. Stabilizacja? Tak. Tylko że na poziomie, który dla wielu jest po prostu poza zasięgiem. Do tego dochodzi stara, dobra biurokracja. Według analiz potrafi podbić cenę mieszkania nawet o 16,5 proc.. Czyli zanim powstanie blok, swoje musi „zarobić” papier. fot. PZFD Kraków Na forum wybrzmiało też coś, co jeszcze kilka lat temu byłoby herezją: Kraków powinien budować wyżej. Nawet powyżej 15 pięter. Bo skoro nie ma gdzie się rozlewać, to trzeba iść w górę. Proste – przynajmniej w teorii. I jeszcze jedno: bez deweloperów tej historii nie będzie. Odpowiadają za prawie całą nową zabudowę w Polsce i – czy się to komuś podoba, czy nie – są jednym z głównych graczy w tej układance.

Więcej…

Referendum to ściema?! Oto konkretne osoby, które stoją za całą akcją

Referendum to ściema?! Oto konkretne osoby, które stoją za całą akcją

27 marca 2026 | 09:57

Każdego dnia pozuje na niezależnego, niezaangażowanego eksperta w dziedzinie polityki. Sam zmieniał partie jak rękawiczki. Chce rozwiązywać problemy zwykłych mieszkańców. Jednak co on może o tym wiedzieć? Jeździ luksusowymi autami i żyje z milionowych pożyczek od swojego ojca – tak Łukasza Gibałę opisują autorzy strony ktostoizareferendum.info. Witryna właśnie pojawiła się w sieci. Jej autorzy deklarują, że chcą pokazać, kto stoi za inicjatywą referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa oraz rady miasta. Jak wskazują twórcy strony, główną postacią stojącą za inicjatywą referendum ma być Łukasz Gibała. źródło: ktostoizareferendum.info Oprócz niego wymieniają także Konrada Berkowicza... źródło: ktostoizareferendum.info ...oraz Ryszarda Terleckiego: źródło: ktostoizareferendum.info Autorzy witryny poświęcają również uwagę działalności samego Gibały. Przypominają m.in., że jego firma miała ponad 234 miliony złotych długu wobec spółki należącej do jego ojca. Wskazują przy tym, że przy pensji prezydenta Krakowa spłata takiego zobowiązania zajęłaby nawet 860 lat. Na stronie pojawia się także bardziej ogólna krytyka dotycząca zmienności poglądów politycznych: Czy chcesz prezydenta, który co chwilę zmienia poglądy? Poglądy Gibały zmieniają się z sondażami. Każdy przystanek jego politycznej podróży koreluje z aktualnym układem sił. Łukasz Gibała to polityczny kameleon – z prawicy przez centrum aż po ruchy miejskie wspierane przez PiS. Stronę znajdziecie po tym linkiem: Kto stoi za referendum?

Więcej…

Kasacja w sprawie Strefy Czystego Transportu. "Narusza zasadę równości obywateli"

Kasacja w sprawie Strefy Czystego Transportu. "Narusza zasadę równości obywateli"

26 marca 2026 | 10:06

Jest kolejny etap sporu o Strefę Czystego Transportu w Krakowie. Wojewoda małopolski złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego na styczniowy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego – ustaliło Radio Kraków. Przypomnijmy: WSA rozpatrywał skargę wojewody na uchwałę Rady Miasta Krakowa wprowadzającą SCT. Sąd w większości ją oddalił, uznając jedynie dwa zapisy za zasadne. Wojewoda od początku zapowiadał jednak dalsze kroki prawne i po zapoznaniu się z uzasadnieniem wyroku zdecydował się na kasację. Jak przekazało biuro wojewody, argumentacja sądu nie przekonała urzędu. Zdaniem wojewody obecne zasady funkcjonowania strefy naruszają konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa. Chodzi przede wszystkim o różnice między ulgami dla mieszkańców Krakowa a bardziej rygorystycznymi przepisami dla osób spoza miasta. W opinii wojewody, Kraków – jako ważny ośrodek z dostępem do szkół, szpitali i urzędów – powinien być równie dostępny dla wszystkich mieszkańców regionu. Sprawą zajmie się teraz Naczelny Sąd Administracyjny, który może albo oddalić kasację, albo skierować uchwałę do ponownego rozpatrzenia. Na rozstrzygnięcie trzeba będzie jednak poczekać – czas oczekiwania na rozprawę to nawet dwa lata. Do tego momentu wyrok WSA pozostaje nieprawomocny, a strefa funkcjonuje na dotychczasowych zasadach. Gdyby jednak Kraków wdrożył zmiany wynikające z wyroku WSA, oznaczałoby to m.in. zwolnienie z opłat za wjazd dla osób płacących podatki w mieście, choć niezameldowanych, a także dla pacjentów dojeżdżających do krakowskich placówek medycznych. Dodatkowe korekty zaproponował prezydent miasta. W planach jest m.in. bezpłatny dojazd do parkingów Park&Ride i wybranych placów targowych, a także ulgi dla mieszkańców Małopolski w trudnej sytuacji materialnej, przedsiębiorców oraz organizacji pożytku publicznego. Utrzymane mają zostać również obecne opłaty za wjazd starszymi samochodami – co najmniej do końca 2028 roku. Zmiany w Strefie Czystego Transportu mogą wejść w życie najwcześniej latem. źródło: Radio Kraków

Więcej…

Kłamstwa i manipulacje Berkowicza i Gibały. Najpierw sensacja, potem kompromitacja

Kłamstwa i manipulacje Berkowicza i Gibały. Najpierw sensacja, potem kompromitacja

22 marca 2026 | 18:45

Katyń wykorzystany do sensacji, wydatki miejskie do politycznego ataku. Różne tematy, ale identyczna metoda. Głośne tezy, brak weryfikacji i cisza, gdy pojawiają się fakty. Przypadki kłamstwa i manipulacji Berkowicza i Gibały coraz częściej zaczynają się ze sobą niepokojąco zazębiać. Kolejna sensacyjna „bomba” posła Konrada Berkowicza okazała się zwykłym fejkiem. W sprawie rzekomej sprzedaży orderu Virtuti Militari związanego z ofiarą Katynia fakty są bezlitosne: nie było kradzieży, nie było skandalu. Była za to dezinformacja, którą rozpowszechnił Berkowicz, znana prorosyjska onuca. A co gorsza, ten styl uprawiania polityki najwyraźniej zaczyna się rozlewać szerzej. Bo po kłamstwo i manipulację coraz śmielej sięga... Łukasz Gibała! Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Wyobraźcie sobie historię, która rozpala internet do czerwoności: Order Virtuti Militari bohatera Katynia, kapitana Juliusza Romana Heinzla (oficera, który walczył z bolszewikami, a potem został zamordowany przez NKWD w Charkowie) rzekomo został wystawiony na sprzedaż przez handlarza z Charkowa. „Z pierwszej ręki”. Bez historii. Bez dowodów. Za to z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Internet wybucha. Pojawiają się głosy o możliwym bezczeszczeniu pamięci, komentarze o międzynarodowym skandalu, wezwania do interwencji państwa. Emocje sięgają zenitu. A kto pierwszy podaje tę informację dalej, nadając jej rozgłos? Poseł Konrad Berkowicz. Wpis Berkowicza na FB Schemat jest znajomy: szybki wpis, mocne oskarżenia, zero weryfikacji. „Patrzcie, Polacy! Nasz order z Katynia na ukraińskiej aukcji!” – przekaz prosty, chwytliwy i idealnie skrojony pod emocje. Bo przecież temat Katynia nie wymaga dodatkowego podkręcania – wystarczy go dotknąć, by wywołać reakcję. Tyle że tym razem rzeczywistość bardzo szybko powiedziała: sprawdzam. Rodzina kapitana Heinzla jednoznacznie oświadczyła, że oryginalny order od lat znajduje się w ich posiadaniu. Potwierdzono również, że przedmiot z aukcji to nie żaden historyczny artefakt, lecz wtórnik – kopia, bez wartości historycznej. Cała historia okazała się albo próbą oszustwa, albo prowokacją żerującą na tragedii. Więcej przeczytacie na stronie Radia Kraków: Pamiątka z Katynia na aukcji w Ukrainie? IPN się oburzył, ale nie sprawdził faktów Prawdziwe były tylko emocje, które ktoś świadomie rozpalił. A co z autorem sensacji? Berkowicz milczy. Jak zawsze, kiedy przyłapie się go na kłamstwie. Nie przeprosił, nie wyjaśnił, nie przyznał błędu. Bo po co? To nie pierwszy raz. To jego standard. Rozpowszechniać fake newsy, budzić emocje, a potem zniknąć, kiedy prawda wychodzi na jaw. Konrad Berkowicz / fot. wikimedia W ogóle ten Berkowicz to dziwny typ. Nie dość, że ruska onuca, to jeszcze kłamca, manipulator i złodziej! (Tak, tak, nie zapominajmy o tym, że pan - tfu - poseł, chciał wynieść patelnię z IKEA!). Niezłe kombo, jak na posła. Reprezentanta krakowian w Sejmie RP.  To nie jest polityk. To jest maszyna do manipulacji. Zakłamany do szpiku kości. Poseł, który traktuje pamięć o Katyniu jak narzędzie do własnych gierek. Kłamca, który udaje patriotę, a w rzeczywistości pluje na groby naszych bohaterów, bo fałszywa sensacja lepiej się klika niż prawda. Co więcej, ten sposób działania zaczyna być powielany. Od Berkowicza manipulacji i perfidnego kłamstwa – jak widać – uczą się inni. Podobny schemat widać w działaniach Łukasza Gibały i jego środowiska. Ostatnio jego stowarzyszenie zostało przyłapane na wprowadzaniu opinii publicznej w błąd w sprawie wydatków na catering w urzędzie miasta. Najpierw mocne oskarżenia, potem zderzenie z faktami. Więcej na ten temat piszemy tutaj: Ohydne kłamstwa Gibały o „cateringowych milionach” Problem polega na czymś więcej niż pojedynczych wpadkach. Chodzi o standard działania: szybciej opublikować niż sprawdzić, mocniej uderzyć niż pomyśleć o konsekwencjach. A gdy w grę wchodzą tematy historyczne czy publiczne pieniądze, skutki są szczególnie poważne. Najgroźniejsze jednak nie jest jedno kłamstwo, tylko system, w którym kłamstwo opłaca się bardziej niż prawda. Bo daje szybkie emocje, kliknięcia i polityczne paliwo, co w przypadku Berkowicza i Gibały widać szczególnie dobrze.

Więcej…

Prorosyjska onuca zbierała podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego

Prorosyjska onuca zbierała podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego

20 marca 2026 | 10:48

Mamy kolejny sygnał, że ktoś bardzo chce destabilizacji stolicy Małopolski. Tym razem w roli głównej nie kryminaliści (dzień dobry, panie Jaśko), nie politycy ogarnięci żądzą władzy (dzień dobry, panie Gibała), nie działacze Konfederacji marzący o „skoku na Kraków” (dzień dobry, panie Berkowicz), lecz Ena Zychowicz – osoba, której profil w mediach społecznościowych wygląda jak podręcznik rosyjskiej propagandy. To ta sama Ena Zychowicz, która jeszcze niedawno pisała, że „ta wojna to wielki biznes i nie w smak Ukraińcom jej zakończenie”. To ona twierdzi, że „Rosja nie jest naszym wrogiem”, broni Władimira Putina i mówi o potrzebie „przyjaźni polsko-rosyjskiej”. źródło: FB Eny Zychowicz To również ta sama osoba, która wzywa do opuszczenia Unii Europejskiej, oskarża Niemcy o planowanie bankructwa Polski, a Izrael  o przygotowywanie wysiedleń. Jednocześnie wychwala Leszka Sykulskiego jako „najwybitniejszego geopolityka kraju” i chyba jest wręcz zakochana w Grzegorzu Braunie. źródło: FB Eny Zychowicz Kim jest Leszek Sykulski? Jego działalność określana jest jako prorosyjska. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Stanisław Żaryn określił tezy Sykulskiego jako „wpisujące się w propagandę Rosji”. Paweł Gotowiecki, rektor Akademii Nauk Stosowanych w Ostrowcu Świętokrzyskim, na której wykładał Sykulski, uważa, że działania Polskiego Ruchu Antywojennego godzą w polską rację stanu. Trudno uznać to za działalność obywatelską. To raczej przykład postawy, której narracja w ogromnej mierze pokrywa się z przekazem rosyjskiej propagandy: „to nie nasza wojna”, „Zełenski to oszust”, „Rosja to partner, a nawet przyjaciel”, „Unia Europejska i Niemcy działają przeciw Polsce”. źródło: FB Eny Zychowicz I właśnie ta osoba osobiście zbierała podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa oraz rady miasta. Wygląda to na kolejny etap działań, które mają prowadzić do chaosu i destabilizacji, a – w dalszej perspektywie – do przejęcia władzy w Krakowie przez środowiska, które każdy, kto śledzi lokalną politykę, potrafi bez problemu zdefiniować.  Gdy bezpośrednia destabilizacja przez partie polityczne i Łukasza Gibałę nie przynosi efektów, pojawiają się osoby i środowiska od lat powielające antyzachodnie, antyżydowskie i prorosyjskie narracje.  źródło: FB Eny Zychowicz Zychowicz jest też protegowaną Adama Hareńczyka, który nie tylko jest zwolennikiem Brauna, ale i nie miał żadnego problemu z tym, by pojawiać się w towarzystwie kryminalisty na politycznym wiecu. Więcej piszemy o tym tutaj: To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty źródło: FB Eny Zychowicz Destabilizacja rzadko zaczyna się od czołgów. Częściej zaczyna się od ludzi, którzy przekonują, że nie ma się czego bać i że to wszystko w naszym „najlepszym interesie”. Jeśli ktoś nadal wierzy, że to wszystko przypadek, to pozostaje tylko jedno pytanie: ile jeszcze „zbiegów okoliczności” potrzeba, żeby zobaczyć schemat? ZOBACZ TAKŻE: Miasto sprząta ulice, a referendalni bohaterowie... płaczą po nielegalnych słupach

Więcej…

Kulisy brudnej gry. Gibała i człowiek Terleckiego razem przy stole

Kulisy brudnej gry. Gibała i człowiek Terleckiego razem przy stole

19 marca 2026 | 20:04

Kiedyś krzyczał, że z PiS-em nie ma o czym rozmawiać, bo to „zaraza” i trzeba ich odciąć od tlenu. Dzisiaj ten sam Łukasz Gibała siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską – żelazną pięścią Ryszarda Terleckiego w Krakowie, zbieraczką podpisów pod obaleniem Aleksandra Miszalskiego. Kobietą, która jeszcze wczoraj była dla Gibały symbolem wszystkiego, co najgorsze w polskiej polityce. I robi to w trakcie sesji rady miasta. Na żywo. Bez wstydu. Z widelcem w jednej ręce i – zapewne – z kalkulatorem w drugiej. Sprawę jako pierwszy opisał i nagłośnił portal kr24.pl. Paparazzi tego portalu jest też autorem powyższego zdjęcia. Cały tekst przeczytacie tutaj: Wybrali kolację zamiast sesji Rady Miasta! Co ustalał Gibała z radną PiS-u? To nie jest wpadka. To nie jest „przypadkowe spotkanie”. To jest klasyczna, cyniczna, krakowska polityka na poziomie kanalizacji. Jak referendum przejdzie – bierzemy miasto.  Jak nie przejdzie – osłabiamy zarówno KO, jak i podzielony już mocno PiS. Jak Paderewska skoczy do klubu Gibały – mamy bombę. Jak nie skoczy – i tak mamy układ o przekazie i cichym niegryzieniu się w kampanii. Łukasz Gibała kiedyś mówił o „kordonie sanitarnym” wokół PiS-u tak, jakby to było jego osobiste przykazanie moralne.  źródło: Gazeta Krakowska Minęło kilka lat, trochę wyborów, trochę porażek, trochę kalkulacji i proszę bardzo: były poseł Ruchu Palikota siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską. Tak, tą Paderewską. Prawą ręką Terleckiego, człowieka od brudnej roboty w małopolskim PiS-ie. Kolekcjonerką podpisów pod wnioskiem o odwołanie Miszalskiego. Radną, która jeszcze niedawno była dla wielu w Krakowie synonimem „twardego pisowskiego betonu”. To nie jest przypadkowe spotkanie przy kawie w lobby. To jest obiad w trakcie sesji rady miasta. W trakcie. Kiedy większość radnych kręci się po sali i udaje, że coś tam dyskutuje lub załatwia w kuluarach. Gibała i Paderewska już załatwiają konkrety. Według dziennikarza kr24.pl, który przyłapał tę parę na wspólnym posiłku, sa trzy opcje: Paderewska naprawdę rozważa skok do łódki Gibały (wtedy gratulacje dla ruchu Kraków Dla Mieszkańców – właśnie zyskaliście bardzo doświadczoną, bezwzględną działaczkę. Oboje uzgadniają, że jak referendum będzie wiążące, to nie będą sobie nawzajem rzucać kłód pod nogi i wystawią jednego silnego kandydata (czytaj: Gibałę), a PiS-owi dadzą coś w zamian – na przykład ciche przyzwolenie na utrzymanie wpływów w kilku kluczowych komisjach. Dogadują szczegóły kampanii referendalnej i ustalają przekaz. I o to właśnie chodzi. Nie o ideę. Nie o wartości. Nie o „kordon sanitarny”. Chodzi o władzę w Krakowie tu i teraz. Gibała nigdy nie był ideowcem. Był zawsze pragmatykiem z dobrym PR-em i wyczuciem chwili. Kiedy opłacało się być anty-PiSem – był anty-PiSem najgłośniejszym w mieście. Kiedy opłacało się zacząć rozmawiać – zaczął rozmawiać. I to nie jest nawet hipokryzja w klasycznym sensie. To jest jawna pogarda dla wyborców. Bo jeśli dziś można jeść obiad z kimś, kogo wczoraj nazywało się polityczną „zarazą”, to znaczy, że jedyną realną wartością w tej grze jest władza. A reszta to tylko dekoracja dla naiwnych.

Więcej…

Strona 5 z 12

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Tajemnicze zatrudnienie, czyli „koleś na swoim”. Kto kryje byłego katechetę?!

    Wydarzenia

    Tajemnicze zatrudnienie, czyli „koleś...

    Informacja
    16 lipca 2026
  • Dziedzictwo Mazura. Dotarliśmy do szokujących danych

    Wydarzenia

    Dziedzictwo Mazura. Dotarliśmy do...

    Informacja
    15 lipca 2026
  • SZOK! Nie uwierzycie, kto chciał startować na prezydenta Krakowa z poparciem PiS!

    Wydarzenia

    SZOK! Nie uwierzycie, kto chciał...

    Informacja
    01 lipca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.