Bezczelność czy akt desperacji? Spółka powiązana z rodziną Łukasza Gibały przelała na konto Urzędu Miasta Krakowa 21,5 miliona złotych, próbując przekształcić cenną działkę przy ul. Lea i otworzyć sobie drogę do wielomilionowego biznesu deweloperskiego. Pieniądze przesłano z pominięciem jakichkolwiek ustawowych procedur, zmuszając urzędników do natychmiastowego odesłania środków. Czy była to ordynarna próba wywarcia presji finansowej na miasto przez rodzinny układ Gibałów?
Grudzień 2024 roku. W czasie, gdy krakowianie żyli przygotowaniami do świąt Bożego Narodzenia, w Urzędzie Miasta Krakowa rozegrał się bezprecedensowy spektakl finansowy. Na konto gminy, w odstępie zaledwie czterech dni, wpłynęły dwa zaskakujące przelewy na astronomiczne kwoty – najpierw 16 milionów złotych, a chwilę później prawie 21,5 miliona. Zza tej tajemniczej operacji wyłaniają się powiązania sięgające bezpośrednio najbliższego otoczenia Łukasza Gibały, lidera stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców i kandydata na prezydenta miasta.
W tle tej kontrowersyjnej akcji znajduje się walka o teren o gigantycznej wartości: wyścig z czasem, próba przekształcenia poprzemysłowej działki w sercu Krowodrzy pod zabudowę mieszkaniową oraz kluczowe głosowanie radnych nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego.
Rodzinne imperium i krakowskie układy
Sprawa dotyczy wyjątkowo atrakcyjnej działki położonej przy ul. Lea 116 – terenu po dawnych zakładach chłodniczych. Nieruchomość należy do Skarbu Państwa, ale prawo jej użytkowania wieczystego posiada spółka Centralny Ośrodek Chłodnictwa "COCH".
Wystarczy jednak przeanalizować powiązania osobowe tej spółki, by natrafić na gęstą sieć interesów rodziny Gibałów:
- Prezesem zarządu spółki COCH jest Bogdan Szczepański.
- Ten sam Bogdan Szczepański zasiada w organie nadzoru spółki Alti Plus, której właścicielem jest Leszek Gibała – ojciec Łukasza Gibały.
- Udziały w COCH ma spółka Alti Plus, czyli de facto Leszek Gibała jest użytkownikiem wieczystym opisywanego terenu.
- Szczepański jest również ściśle powiązany ze spółką Ductor – to dawna firma samego Łukasza Gibały, którą ten po latach przekazał swojemu ojcu. Co istotne, to właśnie z dochodów firmy Ductor płynęły gigantyczne środki na finansowanie polityczno-społecznej aktywności Łukasza Gibały, w tym m.in. na referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
Działka przy ul. Lea miała dotychczas formalnie określony cel użytkowania: usługi. Jednak biznesowy klan powiązany z rodziną Gibałów od dawna dążył do zmiany tego statusu, by umożliwić tam budowę osiedla mieszkaniowego. Na tym terenie nie obowiązywał żaden plan miejscowy, a projekt nowego planu dla obszaru „Lea” znajdował się dopiero na ostatniej prostej w krakowskim magistracie.
Finansowa szarża. Dwa przelewy w cztery dni
Kluczowe wypadki rozegrały się na chwilę przed 15 stycznia 2025 roku. To właśnie na ten dzień zaplanowano ostateczne głosowanie Rady Miasta Krakowa nad planem zagospodarowania przestrzennego dla obszaru „Lea”, które miało definitywnie przesądzić o przeznaczeniu gruntów przy ul. Lea 116.
Przedstawiciele spółki powiązanej z rodziną Gibałów postanowili zadziałać z zaskoczenia i spróbować ominąć urzędowe procedury. Powołując się na epizodyczne przepisy ustawy o gospodarce nieruchomościami (art. 198g) – dające użytkownikom roszczenie o nabycie własności – podjęli próbę samowolnego „przekształcenia” gruntu.
Z dokumentacji i oficjalnych informacji Wydziału Skarbu Miasta wynika, że na konto Krakowa wpłynęły dwa ekspresowe, nieskonsultowane przelewy:
- 19 grudnia 2024 r. – kwota 16 000 000 zł tytułem rzekomej zapłaty ceny nabycia,
- 23 grudnia 2024 r. – kwota 21 475 444,93 zł jako kolejna próba natychmiastowego sfinalizowania transakcji.
Urzędnicy magistratu musieli wpłaty zarejestrować, a następnie... niezwłocznie zwrócić całą sumę na konto spółki.
Dlaczego urząd odesłał miliony rodzinie Gibałów?
W obrocie majątkiem publicznym nie ma miejsca na zasady: „płacę, więc wymuszam”. Sama chęć przelania ponad 21,4 mln zł przez spółkę związaną z otoczeniem Gibałów nie mogła zastąpić bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa.
Aby sprzedaż nieruchomości Skarbu Państwa mogła w ogóle legalnie nastąpić, Prezydent Miasta Krakowa musiałby w pierwszej kolejności:
- Wydać formalne zarządzenie o przeznaczeniu nieruchomości do zbycia,
- Wywiesić wykaz o przeznaczeniu nieruchomości na obligatoryjny okres 21 dni (jest to warunek bezwzględny – bez niego każda umowa jest prawnie nieważna),
- Przeprowadzić negocjacje i podpisać z użytkownikiem protokół z rokowań.
W momencie dokonywania przelewów przez firmę COCH żaden z tych kroków nie został wykonany. Samowolne przelewy były więc pozbawione jakiejkolwiek podstawy prawnej na tamtym etapie, a magistrat nie miał innego wyjścia, jak odesłać gigantyczną kwotę z powrotem.
Próba wywarcia wpływu na miasto?
Analitycy rynku nieruchomości oraz urzędnicy nie mają wątpliwości:
Przelewanie dwudziestu kilku milionów złotych na konto miasta bez jakichkolwiek ustaleń, bez wywieszonego wykazu i przed podpisaniem protokołu z rokowań to absolutny ewenement. W praktyce samorządowej takie sytuacje po prostu się nie zdarzają.
W kuluarach mówi się wprost: wrzucenie na konto gminy 21,5 mln zł tuż przed głosowaniem radnych miało znamiona próby postawienia urzędników przed faktem dokonanym oraz wywarcia nieformalnej presji. Przyjęcie i zatrzymanie tych pieniędzy przez miasto dałoby inwestorowi potężną kartę przetargową w walce o zmianę funkcji działki na mieszkaniową.
Rygorystyczne procedury prawne okazały się szczelne, finansowa szarża spółki powiązanej z rodziną Gibałów zakończyła się fiaskiem, a grube miliony musiały wrócić do nadawcy.





![Majchrowski: „Gibała to podpalacz i rozkapryszone dziecko” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_676.jpg?e73c5efdafdee580b4ebb2fa349bde50)
















