Reklama
Kto jest kim w magistracie i jaki ma wpływ na prezydenta i miasto? Wyjaśniamy
Reklama

– Większość wtajemniczonych twierdzi, że gdy tylko dyrektorka magistratu wręczy wypowiedzenia wszystkim przeznaczonym do zwolnienia, sama otrzyma podobne pismo z rąk prezydenta. Paradoksalnie może to być jedyne zwolnienie, podczas którego Łukasz Gibała nie będzie mógł zasłonić się nikim innym. Będzie musiał po raz pierwszy sam stanąć przed drugim człowiekiem, wziąć odpowiedzialność za swoją decyzję i osobiście przekazać mu informację o zwolnieniu – pisze dla Kanału Krakowskiego Paweł Nowak, który jest bacznym obserwatorem krakowskiego życia publicznego, w tym magistratu.

***

Mija kolejny tydzień, odkąd Łukasz Gibała objął stery w krakowskim magistracie. Już teraz można wyraźnie dostrzec, jak kształtuje się podział władzy i ról w prezydenckim otoczeniu. Zarówno tych oficjalnych, jak i – co ważniejsze – nieoficjalnych. Kto bacznie obserwuje krakowską politykę, ten doskonale wie, że czasami więcej znaczą nie ci, którzy mają piękne wizytówki i wystawne gabinety, lecz ci, którzy wieczorami, w małych pokojach na zapleczu, podejmują najważniejsze strategiczne decyzje.

Postaram się Wam dzisiaj przybliżyć, kto jest kim w otoczeniu nowego prezydenta, jaki ma wpływ na przyszłość naszego miasta i co sądzą o nim ci, którzy mieli okazję z nim współpracować. Nie będzie dzisiaj o samym prezydencie, ale o jego ludziach.

Szara eminencja na wolontariacie

Na pierwszy ogień idzie gwiazda ostatnich dni – Marcin Kędryna. Najbardziej znany z tego, że był dyrektorem biura prasowego prezydenta Andrzeja Dudy. Wcześniej angażował się w prawicowe kampanie wyborcze, a także pracował m.in. w magazynie “Ozon”, gdzie był odpowiedzialny za bardzo kontrowersyjną okładkę. 

Od pierwszych dni urzędowania Łukasza Gibały, Kędryna stał się jednym z jego najbardziej zaufanych współpracowników. Pomagał mu już w trakcie kampanii, ale teraz jest – można powiedzieć – oczami i uszami prezydenta we wszystkich najważniejszych sprawach.

Prezydent zaprasza go do siebie lub wysyła na spotkania dotyczące niemal wszystkich ważnych spraw – od promocji miasta po budowę metra.

Dostał nawet swój gabinet, który do tej pory zajmowała wiceprezydent Maria Klaman, a przed nią wiceprezydent Anna Korfel-Jasińska. Ma więc nieograniczony dostęp do korytarza prezydenckiego i jego lokatorów. Samo to pokazuje jego wpływy.

Marcin Kędryna / fot. wikimedia

Tym większe zaskoczenie przyniosła kontrola radnych w urzędzie, która wykazała, że pan Marcin dopiero od kilku dni ma formalnie zawartą umowę o wolontariat. Czy na tej podstawie wydaje polecenia urzędnikom? Czy na tej podstawie ma dostęp do danych i dokumentów? Radni zapowiedzieli dalszą weryfikację. Czekamy na jej wyniki.

Warto zapytać także, czy pan Marcin nie jest zatrudniony w takim razie poza urzędem, na przykład w stowarzyszeniu Łukasza Gibały? Rodziłoby to bardzo dużo wątpliwości… 

„Mazur junior” bez dorobku i sprawczości

Teraz czas na zastępców prezydenta. Formalnie pierwszym z nich został Karol Wałachowski. Pieszczotliwie nazywany przez pracowników “Mazurem juniorem”. Ten pseudonim wziął się od nazwiska jego poprzednika, który także przychodził do urzędu jako teoretyk miasta, związany z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie. Trudno jednak porównywać dorobek profesora i rektora uczelni wyższej z dorobkiem współautora kilku publikacji czy analiz.

Karol Wałachowski / fot. UMK

Już pierwsze dni pokazały jednak, że pan Karol reprezentuje jeszcze gorszą wersję naukowca, któremu powierzono realną władzę. Duże nadzieje pokładają w nim koledzy m.in. z Klubu Jagiellońskiego, a także przedstawiciele środowisk aktywistycznych. Jednak jego skuteczność na razie wynosi 0%. Próbuje się odnaleźć w nowym środowisku, ale wciąż brakuje mu planu i sprawczości. Już na samym początku przegrał z Janem Hoffmanem batalię o nadzór nad transportem miejskim i inwestycjami, co wzbudziło wyraźne niezadowolenie jego zaplecza.

Najbardziej uśmiechnięty

A skoro już mowa o Janie Hoffmanie, warto przyjrzeć się bliżej drugiemu zastępcy prezydenta Krakowa. Wielu nazywa go “najbardziej uśmiechniętym” w urzędzie. Różnie jednak tłumaczy się przyczyny tego nieustającego uśmiechu.

Jedni mówią, że to wciąż radość z perfekcyjnej realizacji planu odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego przy pomocy Łukasza Gibały i zdobycia w zamian stanowiska wiceprezydenta.

Jan Hoffman i Łukasz Gibała

Drudzy twierdzą, że uśmiech jest jedynie zasłoną dymną, skrywającą brak wiedzy i umiejętności, a przede wszystkim niechęć do podejmowania jakichkolwiek decyzji. Coraz więcej urzędników wie już, że na spotkaniu z panem Janem będzie miło, kulturalnie, może nawet sympatycznie. Problem w tym, że wyjdą z niego z niczym. Jest zaskoczony skalą oraz złożonością zadań i tematów, którymi musi się zajmować.

Cicha woda brzegi rwie

W trio zastępców Łukasza Gibały jedyną gwiazdą jest Elżbieta Kois-Żurek. Chociaż “gwiazda” to chyba nie najlepsze określenie, bo działa raczej według zasady “Ciszej jedziesz, dalej zajedziesz”.

Elżbieta Kois-Żurek / fot. UMK

Ma największe doświadczenie, zna urząd i obyczaje tam panujące, dlatego bardzo szybko odnalazła się w tym chaosie. Dość powiedzieć, że czuje się niemal jak u siebie. Zajęła bowiem gabinet, który przez lata odwiedzała podczas spotkań z wiceprezydentem Andrzejem Kuligiem, jej wielkim poplecznikiem. Ale o nim kiedy indziej.

Pani prezydent wykorzystuje swoje umiejętności i widać wyraźnie, że postawiła przede wszystkim na zbudowanie silnego zespołu. Nie zaprząta sobie głowy konkursami, które jej zwierzchnik obiecywał w kampanii wyborczej, lecz sprawnie przenosi ludzi między stanowiskami. Przechytrzyła tym swoich kolegów z prezydenckiego kolegium. I choć mają jej to za złe, to zapewne gdzieś w głębi duszy jej zazdroszczą. Niezadowolony może być jedynie sam prezydent Gibała, który widzi, jak jego obietnice przejrzystych konkursów na stanowiska dyrektorskie odpływają w siną dal już w pierwszych tygodniach rządzenia. Ale czy jesteśmy tym zaskoczeni?

Pieniądze, władza i... brak trybu

Nie ma oficjalnie czwartego zastępcy prezydenta Krakowa, ale w tę rolę wpisał się nieoficjalnie radny Michał Starobrat. Patrząc jednak na jego wpływy, można odnieść wrażenie, że w rzeczywistości jest pierwszym zastępcą.

Michał Starobrat i Łukasz Gibała

Skupia się przede wszystkim na finansach. Uczestniczy we wszystkich spotkaniach dotyczących tegorocznego budżetu Krakowa i planowania wydatków na kolejne lata. Choć w spotkaniach uczestniczą także skarbnik miasta i inni urzędnicy, wszyscy wiedzą, że liczy się przede wszystkim zdanie radnego Starobrata i często to on pośrednio wydaje polecenia.

Zdobył więc, a właściwie wyszarpał sobie, olbrzymią władzę nad wszystkim, co dzieje się w Krakowie, bo przecież bez pieniędzy nikt niczego nie zrobi. Rodzi się jednak pytanie: na jakiej podstawie uzurpuje sobie prawo do wydawania takich poleceń? Jednocześnie przygotowuje projekt budżetu Krakowa, nad którym później, już jako radny, będzie głosował. Jest więc w końcu członkiem organu wykonawczego czy uchwałodawczego? Takie pomieszanie ról budzi poważne wątpliwości etyczne. Jak radny, który powinien kontrolować wykonanie budżetu, może zachować obiektywizm, skoro sam go przygotowywał? 

Zimna wojna sojuszników

Tej skuteczności zazdrości mu zapewne klubowy kolega, radny Łukasz Maślona. Nie jest tajemnicą, że obecnie relacje między nimi, ale także pomiędzy Łukaszami – Maśloną i Gibałą są dość chłodne.

Łukasz Maślona

Od początku wydawało się, że Jan Hoffman zostanie sekretarzem miasta, a jednym z wiceprezydentów będzie właśnie radny Maślona. Okazało się jednak, że pan Jan nie spełnia wymogów na stanowisko sekretarza, co wywróciło cały plan do góry nogami.

Łukasz Maślona jest bardzo rozczarowany tym, jak potoczyło się personalne rozdanie. Stara się angażować w bliskie mu tematy, ale wyraźnie widać jego dystans do całej prezydentury. Nie staje w pierwszym szeregu do obrony prezydenta, nie komentuje. Jedyny raz zabrał głos w obronie radnych, którzy nie pojawili się na posiedzeniu Komisji Skarg i Petycji, przez co zabrakło kworum.

Wiele osób twierdzi, że obecnie po prostu przygląda się wszystkiemu z dystansu, patrząc, jak rozwija się ta piękna katastrofa. A kiedy niezadowolenie opinii publicznej z działań ludzi Gibały rozgorzeje na dobre, on pojawi się na białym koniu, gotowy odegrać rolę wybawcy.

Kto zwolni „panią od zwalniania”?

W tej całej rozgrywce jest jeszcze jedna niezwykle ważna postać – Justyna Habrajska, dyrektorka magistratu. W skrócie można o niej powiedzieć, że zarządza kadrami i strukturą organizacyjną. O ile decydujący wpływ na strukturę organizacyjną ma prezydent, o tyle w zarządzaniu kadrami, pośród gąszczu przepisów i regulacji, niepodzielnie króluje pani Justyna. To ona w imieniu prezydenta bez mrugnięcia okiem wręcza pracownikom urzędu wypowiedzenia. Choć czasami towarzyszy temu iście hollywoodzki teatr, najczęściej pracownicy nie otrzymują nawet żadnego wyjaśnienia. Sposób, w jaki zwalniani są wieloletni pracownicy – bez podziękowania za lata zaangażowania i osiągnięć – budzi ogromny niesmak wśród pozostałych urzędników.

Justyna Habrajska / fot. UMK

A opinia o pani dyrektor jest wśród nich właściwie jednoznaczna. Pani Justyna nie tylko zwalnia, ale również podsuwa nazwiska osób, które powinny zostać przeniesione na inne stanowiska, najczęściej kierując się po prostu własną wieloletnią sympatią lub antypatią do poszczególnych pracowników. Ponieważ pracowała w urzędzie już za czasów prezydenta Jacka Majchrowskiego, doskonale wie, kto, co, gdzie i z kim.

Większość wtajemniczonych twierdzi jednak, że gdy tylko wręczy wypowiedzenia wszystkim przeznaczonym do zwolnienia, sama otrzyma podobne pismo z rąk prezydenta. Paradoksalnie może to być jedyne zwolnienie, podczas którego Gibała nie będzie mógł zasłonić się nikim innym. Będzie musiał po raz pierwszy sam stanąć przed drugim człowiekiem, wziąć odpowiedzialność za swoją decyzję i osobiście przekazać mu informację o zwolnieniu.

ZOBACZ TAKŻE: Praca szuka Bogdanowskiej! Jako "kolesiówna" może zarobić krocie w urzędzie miasta

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także