Ponad dekada. Tyle czasu Łukasz Gibała i jego ekipa szykowali się do przejęcia władzy w Krakowie. Lata pisania interpelacji, krytykowania każdego kroku poprzedników, robienia groźnych min do aparatów i zapewniania Krakowian, że „oni wiedzą lepiej”. Wydawać by się mogło, że w dniu zaprzysiężenia nowy prezydent wejdzie do magistratu z otwartą teczką pełną gotowych decyzji, ułożeń i nominacji.
Minął trzeci dzień po zaprzysiężeniu. Zostali powołani zastępcy prezydenta. I co? I nic.
Struktury urzędu jak nie było, tak nie ma. W Biuletynie Informacji Publicznej próżno szukać jakiegokolwiek zarządzenia Gibały dotyczącego nowej organizacji magistratu. Efekt? Gigantyczny, paraliżujący chaos na urzędniczych korytarzach. Urzędnicy mijają się na schodach, patrzą na siebie z niedowierzaniem i pytają pod nosem: „Kto właściwie jest moim szefem? Kto ma podpisać ten dokument? Kto ma odebrać decyzję?”. Jeśli tak ma wyglądać nowa jakość i profesjonalizm, o którym słuchaliśmy przez całą kampanię, to strach pomyśleć, co będzie za miesiąc.
Wielkie zaskoczenie: W kasie brakuje pieniędzy!
Ale bezkrólewie w urzędzie to zaledwie przystawka. Prawdziwe danie główne ekipa Gibały zaserwowała dwa dni po objęciu urzędu. Łukasz Gibała ramię w ramię z radnym Michałem Starobratem zwołali konferencję i z minami oszołomionych dzieci ogłosili światu straszną nowinę: w kasie miasta brakuje prawie 400 milionów złotych na bieżące wydatki w tym roku!
Obaj panowie udawali głęboko zszokowanych, jakby ktoś przed chwilą podrzucił im ten deficyt w kopercie pod drzwi.
Zapytany o rozwiązanie tego problemu radny Michał Starobrat wypalił bez mrugnięcia okiem:
Pieniądze muszą się znaleźć. Skąd? Nie wiem.
Genialne. Po prostu majstersztyk finansowej rewolucji. Wpiszmy to powiedzenie do herbu miasta!
„Pieniądze muszą się znaleźć. Skąd? Nie wiem” – tak radny Michał Starobrat komentuje gigantyczną dziurę w budżecie Krakowa. Do końca roku miastu brakuje aż 390 MILIONÓW ZŁOTYCH, w tym: ▪️ 220 mln na pensje nauczycieli (zaniżona subwencja oświatowa), ▪️ 80 mln na komunikację miejską, ▪️ 9,5 mln na pomoc społeczną. Władze miasta zapowiadają, że znajdą te środki bez zaciągania nowego długu. Skąd miasto weźmie setki milionów bez kredytu? Kto za to zapłaci? Czekam na Wasze typy w komentarzach! ⬇️
— Konrad Krajewski (@KonradKrajewsk6) October 23, 2026
Eksperci od wszystkiego, zorientowani w niczym
Tylko wiecie, co w tym wszystkim jest najbardziej bezczelne? Ten teatr zaskoczenia w wykonaniu Starobrata i Gibały jest kompletną bzdurą.
Starobrat to nie jest człowiek z łapanki, który wczoraj wszedł do Pałacu Wielopolskich z ulicy. To radny, członek komisji budżetowej, który na jej posiedzeniach regularnie wypytywał o stan miejskiej kasy. W klubie Gibały – a nawet w całej Radzie Miasta – uchodził dotąd za tego jednego z najbardziej „ogarniętych”, zorientowanego w cyferkach i tabelkach.
Pamiętacie nadzwyczajną sesję budżetową rok temu? To przecież Starobrat grał tam pierwsze skrzypce. Wyszedł na mównicę i z chirurgiczną precyzją punktował poprzednie władze Krakowa za każdy grosz. A zaraz po nim na tę samą mównicę wchodził sam Łukasz Gibała. Co miał do powiedzenia przyszły prezydent? Najczęściej ograniczał się do głębokiego stwierdzenia: „Jak już mówił radny Starobrat...”. Gibała budował na Starobracie cały swój finansowy autorytet.
No i jeszcze wyrwało mu się z ust, by go nie pytać, jaką ma receptę na poprawę stanu finansów miasta.
Dajcie nam rządzić, to wam pokażemy
– odgrażał się tylko.
I dzisiaj ci dwaj panowie – „eksperci”, którzy budżet Krakowa powinni znać na pamięć, budzeni o trzeciej w nocy – stają przed kamerami i udają, że 400 milionów złotych dziury spadło im z nieba jak majowy deszcz?
Serio?!
Zderzenie z rzeczywistością
Zaskoczyć to ich mogła jakaś drobna korekta, nieprzewidziany wydatek na parę milionów, mały wycinek tej kwoty. Ale bez przesady! Ludzie, którzy od dekady szykowali się do rządzenia Krakowem, którzy siedzieli w Radzie Miasta i mieli wgląd w dokumenty, nagle rozkładają ręce i mówią: „nie wiedzieliśmy”?
Są tylko dwie możliwości:
- Albo przez ostatnie lata uprawiali tani populizm, doskonale wiedząc, w jakim stanie są finanse miasta, a teraz udają greka, żeby zrzucić całą winę na poprzedników i przygotować nas na cięcia i podwyżki.
- Albo naprawdę nie mieli pojęcia, co oznacza, że ich całe „przygotowanie do władzy” było zwykłą wydmuszką i amatorszczyzną.
Nie wiemy, która opcja jest gorsza dla Krakowa. Wiemy jedno: ekipa Gibały dopiero co weszła do urzędu, a już zdążyła zaserwować nam paraliż decyzyjny i kabaret budżetowy. A odpowiedź na pytanie, z czego zapłacimy za obietnice i bieżące rachunki, brzmi dzisiaj z ust władzy:
Nie wiem.
Kurtyna opadła wyjątkowo szybko.







![Szef sztabu Piątkowskiej: „Gibała będzie gorszy niż Miszalski!” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_689.jpg?e1564a01f4b5f17c7e4acc375e518fa1)
![Gibała chciał to ukryć! Zobacz, kto naprawdę wpłacał na jego komitet [UJAWNIAMY LISTĘ]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_688.jpg?e1564a01f4b5f17c7e4acc375e518fa1)













