Reklama
Oszczędny jak Gibała. Czy prezydent będzie zarabiał 3300 na rękę?!
Oszczędny jak Gibała. Czy prezydent będzie zarabiał 3300 na rękę?!
Reklama

Sytuacja finansowa miasta jest ciężka. Goście nadzwyczajnej sesji rady miasta, podczas której Łukasz Gibała składał uroczyste ślubowanie, dostali tylko wodę, nawet bez zapowiadanej cytryny i mięty. Zapowiedzianym i jednym z pierwszych ruchów nowego prezydenta miasta ma być z kolei likwidacja departamentów, cięcia we władzach spółek i palenie czarownic na stosie... wróć!… poszukiwanie i zwalnianie działaczy partyjnych w urzędzie i jednostkach. Ale kiedy władza zacznie zaciskanie pasa od siebie? Kiedy Łukasz Gibała zrealizuje swoją obietnicę i obniży swoją pensję do 3300 złotych?

Pierwsze ważne życzenie nowego prezydenta zostało ściśle zrealizowane – zaproszeni na jego ślubowanie goście zostali podjęci gościnnie i bogato, tak serdecznie i po staropolsku: wodą mineralną. Niestety, na zdjęciach z uroczystości nie widziałem nawet zapowiadanych dodatków w postaci cytryny i mięty.

Muszę jednak zarzucić prezydentowi Gibale, że gest z wodą mineralną szedł w dobrym kierunku, ale zabrakło kilku centymetrów, by osiągnąć pełny sukces. Na stołach powinny stać bowiem szklanki i nalana do dzbanków woda z kranu, co od dawna promują Wodociągi Krakowskie. Nie po to krakowska kranówka otrzymuje nagrody za swoją jakość, nie po to chwalimy się tym na lewo i prawo, nie po to wodociągi zrobiły dzbanki ze swoim logo, żeby kupować średniozmineralizowaną pienińską i karmić przy tym międzynarodowy kapitał. Trochę wstyd. Oczekuję, że pan prezydent weźmie pod uwagę tę niedoróbkę i przy okazji następnych uroczystości zaniedbanie zostanie naprawione.

Kranowianka

Chciałbym również przypomnieć obietnicę składaną przez Łukasza Gibałę podczas kampanii w 2018 roku, podczas drugiego, czy trzeciego ubiegania się przez niego o urząd prezydenta miasta. Otóż Łukasz Gibała ogłosił wtedy, że jak zostanie prezydentem, to jego pensja wynosić będzie 3300 złotych, tyle ile pensja przeciętnego Krakowianina. Natomiast całą nadwyżkę – odda na cele charytatywne. Cóż to byłby za wspaniały gest!

ZOBACZ TAKŻE: Łukasz Gibała: jako prezydent będę zarabiał 3300 złotych

źródło: Gazeta Wyborcza

Ale tu kilka zastrzeżeń w stosunku do tej obietnicy.

Po pierwsze w 2026 roku zapewne nie możemy mówić o 3300 złotych, bo minęło kilka lat i mediana zarobków w Krakowie na pewno podskoczyła (to powinno cieszyć Łukasza Gibałę, wszak będzie z czego spłacać pożyczkę ojcu, a może i na czynsz w skromnych trzech mieszkankach zostanie). 

Po drugie jest w tej chwili wspaniały cel charytatywny, który pan prezydent może wspomóc – dramatycznie zła sytuacja finansowa miasta, które obiecał ratować. Nie widzę bowiem na horyzoncie bardziej szczytnego celu, niż zwykłe obcięcie sobie pensji, by ratować budżet miasta, dla którego – jak twierdzi partnerka Gibały – gotów był przez wszystkie lata inwestować grube miliony w referenda, czy kampanie wyborcze. Raczej trudno mi sobie wyobrazić by teraz wpłacał do kasy miasta po kilka milionów rocznie, ale przecież po prostu może z niej więcej nie wyjmować. I po trzecie – ponieważ, jak słyszeliśmy w kampanii wyborczej, ta sytuacja jest naprawdę skrajnie zła – postuluję, by Gibała zarobki obciął nie tylko sobie, ale i swoim nominowanym zastępcom, dyrektorom wydziałów i jednostek, prezesom spółek i radom nadzorczym.

Akurat teraz na to jest czas, ten moment, kiedy będzie wskazywał nowych nominatów. No a przede wszystkim, korzyść z takiej decyzji dla biednego budżetu na pewno będzie większa niż 10 tys. za niezorganizowany na zaprzysiężeniu catering. Poza wszystkim, jak tłumaczył kandydujący Gibała:

Można odnieść wrażenie, że ludzie pchają się do polityki wyłącznie dla kasy. Osoby na ważnych stanowiskach same sobie wypłacają pensje. Należy udowodnić ludziom, że można iść do polityki dla idei, nie dla pieniędzy. Jeśli ktoś chce pracować wyłącznie dla dobra mieszkańców, niech zrobi to samo. Tak będzie uczciwie.

I chyba też pierwszy raz zgodzę się z Łukaszem Gibałą, który twierdził wtedy, że w sposobie wynagradzania, mechanizm powinien być prosty: jeśli prezydent zapewni wzrost przeciętnej płacy w Krakowie, spowoduje także wzrost swojego uposażenia. I ja się po prostu podpisuję pod tym pomysłem obiema rękami. A póki co, apeluję do prezydenta Gibały, i do wszystkich nowych prominentów jego słowami: jeśli chcecie pracować wyłącznie dla dobra mieszkańców, obetnijcie sobie pensję! Ratujcie budżet!

źródło: Interia

No chyba że będzie jak w dowcipie o kolektywizacji wsi, kiedy komisja pytała chłopa czy odda krowę do PGR-u, to chłop się zgodził, czy odda świnię, chłop się zgodził, ale na pytanie czy odda kozę – odpowiedział, że nie. Czemu? – zapytała komisja. Bo mam!

I teraz już tak chętnie obietnic ani Łukasz Gibała, ani jego otoczenie nie spełnią.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także