Reklama
Kraków to za mało. „Gibała ma dużo większe ambicje”
Reklama

Dwa miliony złotych na krakowskie referendum były tylko opłatą wstępną. Gdy Łukasz Gibała zakłada dziś prezydencki łańcuch, polityczny establishment w Warszawie zaczyna nerwowo spoglądać na Południe. Kraków to dla niego za mało – to zaledwie laboratorium, w którym wyhodował bezlitośnie skuteczną machinę do obalania władzy. Ze sprawdzonym patentem na referenda, prywatnym majątkiem i zwerbowaną armią doradców, Gibała nie zamierza być tylko prezydentem stolicy Małopolski.

Dziś dzień, w którym Łukasz Gibała oficjalnie składa przysięgę i obejmuje fotel prezydenta Krakowa. Dla wielu Krakowian to finał długiej, wyczerpującej i niezwykle kosztownej batalii politycznej. Ale dla osób z bliskiego otoczenia nowego włodarza Miasta Królów to zaledwie… udany pilotaż większego serialu.

Miliony, PR i wrogie przejęcie

Żeby znaleźć się w miejscu, w którym jest dzisiaj, Gibała wyłożył na stół gigantyczne pieniądze. Akcja referendalna i wyautowanie dotychczasowego prezydenta kosztowały go oficjalnie dwa miliony złotych. Wszystkie kampanie kolejne miliony. 

Plakaty referendalne

Jednak pieniądze to nie wszystko – Gibała rzucił na front całe zaplecze: sprawne media, agresywny marketing i potężną machinę PR-ową. Machina zadziałała bez zarzutu, a Kraków stał się podręcznikowym przykładem na to, jak skutecznie przeprowadzić polityczny „hostile takeover” na szczeblu samorządowym.

Efekt? Telefon w sztabie Gibały nie przestaje dzwonić. Do jego ludzi zgłaszają się lokalni działacze i politycy z całej Polski, którzy marzą o powtórzeniu krakowskiego scenariusza w swoich małych ojczyznach. Oficjalnie Gibała umywa ręce i skupia się na pracy dla Krakowa. Nieoficjalnie? Wytworzona przez niego technologia odwoływania władzy zaczyna rosnąć w silny towar eksportowy.

Częstochowa – nowy poligon Gibały

Najlepszym tego dowodem jest Częstochowa, gdzie referendum w sprawie odwołania prezydenta odbędzie się już w tę niedzielę, 25 października. Gibała nie zamierza udawać, że sprawa go nie obchodzi. Już podczas swojego wieczoru wyborczego – w pierwszym odruchu po wygraniu II tury w Krakowie – publicznie poparł częstochowską inicjatywę i nawoływał tamtejszych mieszkańców do „odzyskania swojego miasta”. Wystąpienie w TVN24 wywołało wściekłość politycznego establishmentu, który zarzucił nowemu prezydentowi Krakowa bezczelną ingerencję w sprawy innego samorządu.

Ale za słowami poszły czyny i konkretni ludzie. W akcję w Częstochowie oficjalnie zaangażował się między innymi Karol Wałachowski, jeden z jego najbardziej zaufanych, wieloletnich doradców. 

Do pomocy "referendziarzom" w Częstochowie przyznał się także choćby mec. Rafał Zonek, pełnomocnik finansowy inicjatorów referendum w Krakowie, a obecnie jeden z bliskich współpracowników Gibały. Nieoficjalnie na miejscu pracują też inni ludzie, którzy zdemolowali stary układ w Krakowie.

Prywatna armia

Wszyscy skupiają się na Gibale w kontekście Krakowa. Ale każdy, kto go zna, doskonale wie, że na tym nie poprzestanie. On ma znacznie większe aspiracje. Chce budować projekt ogólnopolski 

– mówi nam osoba z bliskiego środowiska nowego prezydenta. Inny rozmówca idzie jeszcze dalej:

Może stworzyć nową partię, powalczyć o fotel prezydenta Polski albo zrobić jedno i drugie. Ma na to bezprecedensowe zasoby: zaplecze finansowe, gotową infrastrukturę i wypróbowaną w bojach ekipę.

I tu dochodzimy do sedna tej układanki. Częstochowa nie jest dla Gibały przypadkowym przystankiem ani gestem koleżeńskiej solidarności. To poligon doświadczalny.

Jeśli krakowski patent na referenda sprawdzi się w kolejnym mieście, Łukasz udowodni coś, czego na polskiej scenie politycznej nie dokonał dotąd żaden samorządowiec: że potrafi budować ogólnopolski ruch nie wokół zużytych partyjnych szyldów, ale wokół społecznego niezadowolenia i lokalnych rewolucji

– mówi nam jedna z osób z otoczenia Gibały.

Gibała wciska gaz do dechy

Kraków może okazać się więc dla niego nie tyle docelową przystanią, ile doskonale wyposażonym przyczółkiem. Gibała dysponuje czymś, czego brakuje większości wiejskich i miejskich liderów – ma prywatne finanse, własne zaplecze ekspercko-medialne i absolutną niezależność od woli partyjnych baronów z Wiejskiej.

Łukasz Gibała właśnie wsiadł do politycznego bolidu. I na zaprzysiężeniu w Krakowie na pewno nie zamierza wciskać hamulca.

ZOBACZ TAKŻE: Byli prezydenci bojkotują zaprzysiężenie Gibały! Nie wezmą udziału w uroczystości

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także