Jeśli planujecie przestępstwo doskonałe, nie musicie zatrudniać gangu z Hollywood – wystarczy założyć komitet wyborczy w Krakowie. Przekręt ze sfałszowanych podpisami i „martwymi duszami” na listach Bartosza Bocheńczaka i Mariana Banasia kończy się dokładnie tak, jak wszyscy się spodziewali: wielkim prokuratorskim umorzeniem. Śledczy wprawdzie przyznali, że podpisy zmarłych podrobiono, ale bezczelnie rozłożyli ręce, bo fałszerze nie zostawili im wizytówek. Witamy w państwie z kartonu, gdzie zmarli głosują, a żywi śledczy udają, że pracują.
Pamiętacie głośną aferę z martwymi duszami na listach poparcia Bartosza Bocheńczaka z Konfederacji oraz Mariana Banasia? Obaj chcieli startować na prezydenta Krakowa, ale nie zebrali wymaganej liczby podpisów.
Komisarz wyborczy złożył zawiadomienie do prokuratury, bo na listach obu panów zakwestionowano po kilka tysięcy podpisów. Wśród nich znalazły się nazwiska osób, które od jakiegoś czasu – mówiąc delikatnie – nie śledzą już bieżącej polityki, gdyż spoczywają na cmentarzu. Świeć Panie nad ich duszami!
I co? I nic! Prokuratura zakasała rękawy, wzięła lupę i... właśnie ogłosiła spektakularny sukces polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Śledztwo doskonałe, czyli sprawca N.N.
W sprawie komitetu Bocheńczaka śledczy ustalili ponad wszelką wątpliwość: tak, podpisy zmarłych zostały podrobione. Brawo! Eureka! Tutaj jednak detektywistyczny zapał prokuratury napotkał ścianę nie do przebycia. Śledczy za nic w świecie nie byli w stanie ustalić, kto te listy do komitetu przyniósł.
Powód? Trzymajcie się mocno: zbieraniem podpisów zajmowało się kilkadziesiąt osób, a ci, co przynosili formularze, nie podpisywali ich swoim nazwiskiem. Genialne w swojej prostocie! System przechytrzony, szach-mat, sprawa umorzona z powodu „niewykrycia sprawców”. Dziękujemy, można się rozejść.
A co z Marianem Banasiem? Śledztwo formalnie ruszyło 13 października, zaczęły się przesłuchania, a rzecznik prokuratury zapowiada „kolejne czynności”. Ale my tu w Kanale Krakowskim wyciągamy naszą niezawodną, krakowską szklaną kulę i obwieszczamy Wam przyszłość już dziś: sprawę Banasia też umorzą.
Dlaczego? Bo prawo w tym kraju przypomina durszlak, a procedury zostały napisane tak, jakby tworzyli je sami fałszerze. Prokuratura w zderzeniu z prostym mechanizmem „nie wiem, ktoś przyniósł, nie pytałem” staje się bezradna jak dziecko we mgle.
Krótki poradnik dla młodych polityków
Jeśli w przyszłości zechcecie wystartować w jakichkolwiek wyborach, oto sprawdzony krakowski przepis na bezkarność:
- Zlećcie zbieranie podpisów „komukolwiek”.
- Wyciągnijcie starą książkę telefoniczną lub lokalny rejestr zmarłych.
- Przepiszcie dane, podpiszcie się lewą ręką.
- Na pytania prokuratora odpowiadajcie z maślanymi oczami: „Panie prokuratorze, przyniósł to jakiś pan w czapce, nie przedstawiał się, my tylko wzięliśmy i zanieśliśmy do urzędu!”.
I gotowe! Jesteście czystki jak łza, a prokuratura z ulgą przybije pieczątkę z napisem „UMORZONE”.
Dzisiejsza Polska to kraj wielkich możliwości. Tutaj nawet zmarli mają prawo głosu, a żywi śledczy mają prawo niczego nie ustalić. Gratulujemy komitetom kreatywności, a prokuraturze życzymy smacznej kawusi na zasłużonym spoczynku po tak wycieńczających śledztwach!


![Szef sztabu Piątkowskiej: „Gibała będzie gorszy niż Miszalski!” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_689.jpg?565fe697b4286a2c030480436dfb2af0)
![Gibała chciał to ukryć! Zobacz, kto naprawdę wpłacał na jego komitet [UJAWNIAMY LISTĘ]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_688.jpg?565fe697b4286a2c030480436dfb2af0)








![Majchrowski: „Gibała to podpalacz i rozkapryszone dziecko” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_676.jpg?565fe697b4286a2c030480436dfb2af0)










