Wreszcie! Po tylu latach żywota pod batogiem najeźdźcy Łukasz Gibała odzyskał Kraków dla mieszkańców! Jeszcze dobrze nie rozsiadł się w fotelu, a już obwieścił, że „mieszkańcy odzyskali Kraków”. To urocze, jak w jednym zdaniu można napluć w twarz własnym wyborcom. Bo skoro Kraków trzeba było „odzyskać”, to znaczy, że krakowianie przez dekady nie korzystali z demokracji, tylko cierpieli na syndrom sztokholmski. Aż przyszedł Łukasz Wyzwoliciel i łaskawie otworzył im oczy.
Kurz po wyborczej batalii jeszcze nawet dobrze nie opadł, Państwowa Komisja Wyborcza nie zdążyła przybić pieczęci pod oficjalnymi wynikami, a już unicestwiono 24 lata historii miasta jednym zamaszystym cięciem oratorskiego miecza. Gibała podczas wieczoru wyborczego wznosi triumfalny okrzyk:
Mieszkańcy odzyskali Kraków!
Wyzwoleńczy szał Wybawcy
Aż ciarki przechodzą po plecach od tego patosu. Człowiek od razu czuje dumę, a zarazem chłód przerażenia. Bo jeśli Kraków został właśnie odzyskany, to – przepraszam bardzo – co działo się nad Wisłą przez ostatnie ćwierć wieku?
Czyżbyśmy żyli w państwie podziemnym? Czy przez te wszystkie lata pod Wawelem stacjonowały obce wojska, a prezydencki fotel przy placu Wszystkich Świętych został opanowany przez uzurpatorów, którzy pociągali za sznurki wbrew woli uciemiężonego ludu?
Gibała wyzwolił Kraków. Szkoda tylko, że w tym wyzwoleńczym szale zapomniał o jednym drobnym, acz dość istotnym szczególe: o samych krakowianach.
Wyborcy byli zbyli zbyt głupi. Ale zmądrzeli
Wychodzi bowiem na to, że przez 24 lata mieszkańcy nie brali udziału w żadnych demokratycznych wyborach. Te wszystkie kolejki do lokali wyborczych, te karty wrzucane do urn, te debaty i analizy – to wszystko była bujda, fałsz i mistyfikacja! Bo przecież, gdyby ludzie głosowali mądrze i świadomie, to wybraliby Wybawiciela już dawno temu. A tymczasem – co za bezczelność ze strony wyborców! – krakowianie aż trzy razy z rzędu powiedzieli Gibale krótkie i dosadne:
Dziękujemy, panie Łukaszu, ale pan się po prostu do tego nie nadaje.
Ale skądże! Nowy gospodarz miasta nie wyciąga z tego wniosku, że może musiał dojrzeć, zmienić program, zyskać zaufanie i wydać pierdyliardy złotych na różne kampanie. O nie. Z jego logicznego wywodu płynie wniosek znacznie prostszy, choć bezprzykładnie złośliwy: mieszkańcy byli po prostu zbyt głupi, żeby poznać się na jego geniuszu wcześniej. Dopiero teraz, gdy wreszcie jakimś cudem „dochrapał się” do upragnionego stołka, łaskawie ogłosił koniec mroków okupacji.
Napluł mieszkańcom w twarz
Co za przepiękne plunięcie w twarz własnym wyborcom już na samym progu kadencji! Dzień dobry, Krakowie, oto Wasz wyzwoliciel, który w pierwszym zdaniu dziękczynnym zrobił z Was bezwolną masę, dającą się manipulować przez ponad dwa dziesięciolecia.
Gibała jeszcze na dobre nie rozgościł się w gabinecie, jeszcze nie sprawdził, czy w biurku zostały jakieś spinacze, a już zdążył napisać nową historię miasta. Historię, w której Kraków nie wybierał, tylko był porywany, a mieszkańcy nie decydowali, tylko czekali na swojego zbawcę.
Pozostaje tylko pogratulować wyczucia i klasy. Jeśli tak ma wyglądać ten „odzyskany” Kraków, to aż strach pomyśleć, co będzie, gdy pan prezydent postanowi nas wszystkich ostatecznie uszczęśliwić.








![Majchrowski: „Gibała to podpalacz i rozkapryszone dziecko” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_676.jpg?46133a94816ae1718e87946eaac232bf)














