Reklama polityczna
Kto naprawdę stoi za zwycięstwem Gibały?
Reklama polityczna

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział Wam, że środowiska Grzegorza Brauna, twardy elektorat PiS-u i aktywiści miejscy połączą siły, by wspólnie wprowadzić Łukasza Gibałę do Pałacu Wielopolskich, uznalibyście to za kiepski żart. Dzisiaj ten żart stał się oficjalną rzeczywistością. Twarde dane IPSOS nie pozostawiają złudzeń – nowy prezydent Krakowa zawdzięcza swój fotel niemal stuprocentowej mobilizacji skrajnej prawicy.

Nowym prezydentem Krakowa został Łukasz Gibała. Człowiek, który przez lata budował swój wizerunek jako niezależny, lokalny społecznik, stający w obronie mieszkańców przed wielkim deweloperskim kapitałem i układał układanki spod znaku ruchów miejskich. Ale powiedzmy sobie prosto w oczy to, co czarno na białym pokazały twarde dane z badania IPSOS po II turze: Łukasz Gibała nie zostałby prezydentem, gdyby nie zorganizowany, niemal stuprocentowy zaciąg elektoratu skrajnej prawicy.

Liczby, które nie kłamią

Spójrzmy na te dane, bo one po prostu odbierają mowę każdemu, kto wierzył w bajkę o „ponadpodziałowym ruchu mieszkańców”:

  • 97% wyborców Prawa i Sprawiedliwości z wyborów parlamentarnych 2023 roku w II turze oddało głos na Łukasza Gibałę.
  • 98% wyborców Konfederacji postawiło krzyżyk przy jego nazwisku.

To nie jest zwykłe przepływanie elektoratu. To jest absolutna, wręcz żołnierska mobilizacja! Prawicowy i radykalnie prawicowy Kraków wziął karty do głosowania i z precyzją chirurga wskazał nowego gospodarza Pałacu Wielopolskich. Wyborcy, którzy na co dzień noszą na sztandarach antyestablishmentowość, walkę z ideologią LGBT czy narodowy konserwatyizm, ramię w ramię z wyborcami PiS-u zanieśli na fotel prezydenta polityka, który jeszcze do niedawna kojarzył się z zupełnie inną stroną barykady.

Pragmatyzm czy polityczny cyrk?

W walce o władzę w Krakowie zadziałała najprostsza i najbardziej bezwzględna zasada polityki: „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Chęć odsunięcia dotychczasowego obozu i zrobienia na przekór liberalnemu centrum okazała się tak silna, że elektorat Grzegorza Brauna, Sławomira Mentzena i Jarosława Kaczyńskiego bez mrugnięcia okiem zagłosował na Gibałę.

I tu pojawia się kluczowe pytanie, na które nowy prezydent będzie musiał odpowiadać każdego dnia swojej kadencji: Jaki jest dług wdzięczności i kto wystawi rachunek?

Czy prezydent Gibała będzie w stanie rządzić miastem według swojej autorskiej wizji, wiedząc, że niemal cały jego twardy mandant wyborczy w II turze został ulepiony z głosów prawicowego żelaznego elektoratu? Czy krakowskie środowiska progresywne i aktywiści miejscy, którzy przez lata stanowili zaplecze Gibały, zdają sobie sprawę, w jakim towarzystwie świętowali ten sukces?

Dziwna nowa rzeczywistość

To polityczny majstersztyk Gibały, ale też ogromny paradoks. Kraków ma dzisiaj prezydenta wybranego rękami skrajnej prawicy. Każda decyzja dotycząca stref czystego transportu, budżetu obywatelskiego, polityki mieszkaniowej czy wydarzeń kulturalnych będzie teraz prześwietlana przez pryzmat tego egzotycznego sojuszu.

Wyborcy PiS i Konfederacji zrobili swoje – wrzucili kartki do urn i dali Gibale klucze do miasta. Teraz czas na drugi akt tej sztuki: zobaczymy, czy nowy prezydent stanie się zakładnikiem swoich nowych „dobrodziejów”, czy uda mu się przekonać resztę Krakowa, że nie jest tylko beneficjentem politycznej zemsty prawicy. Jedno jest pewne – krakowski teatr polityczny właśnie otworzył swój najbardziej zdumiewający sezon.

ZOBACZ TAKŻE: Tajemnicze przelewy na grube miliony. Powiązana z rodziną Gibałów spółka wpłaciła miastu 21,5 mln zł. Po co?

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także