Reklama polityczna
Czy Kościół zdecyduje o tym, kto wygra wybory w Krakowie?
Reklama polityczna

Choć z ambon w Krakowie nie padają dziś konkretne nazwiska, głos konserwatywnego elektoratu i ciche poparcie kurii mogą przesądzić o tym, kto zasiądzie w fotelu prezydenta. Dla lokalnego kleru idealnym kandydatem byłby… Stanisław Kracik, jednak wobec jego braku na karcie do głosowania duchowni skłaniają się ku opcji umiarkowanej. Szukając gwarancji spokoju i pragmatycznej współpracy w stylu ery Majchrowskiego, krakowski Kościół stawia cichą kreskę na Łukaszu Gibale, któremu wciąż pamięta się współpracę m.in. z Januszem Palikotem.

Trwa zacięta walka o to, kto zostanie nowym prezydentem miasta. Choć na afiszach dominują hasła dotyczące transportu, zieleni czy miejsc w przedszkolach, w kuluarach powraca pytanie o podskórny puls miejskiej polityki: kogo poprze bardziej konserwatywny elektorat?

I choć z ambon w krakowskich kościołach coraz rzadziej zdarza się otwarta agitacja polityczna, popytaliśmy duchownych oraz osób blisko związanych z kurią, co naprawdę myślą o nadchodzącym głosowaniu.

W krakowskich zakrystiach nie rozmawia się o programach wyborczych, ale o tym, kto gwarantuje normalność. Nikt z nas nie oczekuje od prezydenta, że będzie siedział w pierwszej ławce na Mszach Świętych. Chodzi o to, by urzędnik nie traktował Kościoła jak wroga, lecz jak naturalnego partnera społecznego.

– przyznaje jeden z księży pracujący w krakowskiej kurii.

Oto kandydat idealny

Wnioski? Gdyby Kościół – stosując pewien skrót myślny – mógł wskazać idealnego kandydata, odpowiedź byłaby prosta.

Dla Kościoła w Krakowie najlepiej byłoby, gdyby prezydentem został Stanisław Kracik. Nie jest tajemnicą, że ma znakomite relacje z kardynałem Grzegorzem Rysiem i ogromne doświadczenie w budowaniu mostów

– mówi nam jeden z krakowskich duchownych.

Kardynał Grzegorz Ryś

Problem polega na tym, że takiego wyboru w finałowej rozgrywce mieszkańcy po prostu nie mają. Do kogo zatem duchownym i konserwatywnym wyborcom jest dziś bliżej?

Piątkowska – przestrzeń do współpracy 

Wśród duchownych dominuje pogląd, że kandydatura reprezentująca obóz umiarkowany (reprezentowany m.in. przez środowisko związane z Moniką Piątkowską) nie stanowi zagrożenia dla przyszłych relacji. W rozmowach z hierarchami powraca porównanie do ery Jacka Majchrowskiego.

Jestem przekonany, że Piątkowska czy ludzie z tego obozu prowadziliby miasto w relacjach z Kościołem podobnie do tego, jak robił to Jacek Majchrowski. Jak wiadomo, nie był on żarliwym katolikiem, ale miał szacunek do kościelnych instytucji i potrafił współpracować dla dobra mieszkańców

– zauważa wyższy rangą duchowny z Krakowa.

Monika Piątkowska

Wskazuje przy tym na brak ideologicznej zaciekłości po tej stronie sceny politycznej:

Tak naprawdę nie znamy głębokich poglądów Piątkowskiej na te kwestie. Widywałem ją - jak parlamentarzystkę - na różnych oficjalnych uroczystościach kościelnych. Nigdy nie widziałem u niej twardych przejawów wrogości czy negatywnego nastawienia w stosunku do Kościoła. To daje przestrzeń do normalnej, urzędowej współpracy.

Gibała – trudna przeszłość i brak zaufania

Zdecydowanie chłodniej w krakowskich parafiach i kurii patrzy się na Łukasza Gibałę. Mimo że w ostatnich latach stara się on trafiać do szerokiego przekroju mieszkańców, duchowni nie zapominają o jego politycznym życiorysie.

Trudno zapomnieć dawne działania Łukasza Gibały, które były jednak w kontrze nie tylko do nauki Kościoła, ale i do samej instytucji. Dawna współpraca z Januszem Palikotem także jest w tych kręgach nie do przyjęcia i nie do zaakceptowania

– ocenia wprost nasz rozmówca z krakowskiego kleru. 

Inny duchowny dodaje, że w przypadku Gibały nie chodzi jedynie o dawną przynależność partyjną, ale o przewidywalność:

Ludzie mogą się zmieniać i łagodzić retorykę, ale w polityce liczą się gesty i ciągłość. Próby wypatroszenia tradycji z miejskiej przestrzeni czy nagłe zwroty akcji to coś, czego w krakowskich realiach bardziej tradycyjny elektorat po prostu się obawia. Stąd ten duży dystans.

Łukasz Gibała / źródło: RMF FM

Sam Gibała bardzo niechętnie mówi o swoim podejściu do Kościoła. Nie chciał o tym rozmawiać choćby w niedawnym wywiadzie z red. Tomaszem Terlikowskim w RMF FM.

Odłożyłbym kwestie światopoglądowe

 – próbował zbyć temat. Dociskany jednak przez Terlikowskigo, w końcu dopowiedział:

Nie chciałbym ani pomagać ani przeszkadzać czy to Kościołowi katolickiemu czy innym wyznaniom. 

Pamiętam jak były głosowania, żeby sprzedać Kościołowi katolickiemu terenu z dużą bonifikatą i ja głosowałem przeciwko. Miasto nie jest od tego, żeby pomagać instytucjom religijnym, instytucjom kościelnym.

Czy głos z ambony przesądzi o wyniku?

Epoka bezpośredniego dyktowania z ambon, na kogo stawiać krzyżyk na karcie do głosowania, w Krakowie chyba już minęła. Jednak w mieście, gdzie głos konserwatywnego i tradycyjnego wyborcy wciąż waży nadzwyczaj dużo, stosunek kandydatów do relacji z Kościołem może okazać się języczkiem u wagi.

Nikt dzisiaj nie będzie w ogłoszeniach parafialnych instruował, na kogo głosować. Ale ludzie i tak rozmawiają po mszach pod kościołem. A tam przekaz jest jasny: szukamy spokojnego sternika, a nie rewolucjonisty

– mówi nam na koniec pracownik jednej z krakowskich instytucji kościelnych. Dodaje, że wyborcy szukający stabilności i przewidywalności w relacjach z instytucjami kościelnymi mogą skłonić się ku opcji umiarkowanej – "nie z powodu wielkiego entuzjazmu, lecz z braku chęci wchodzenia w ideologiczny spór".

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: „Gibała to podpalacz i rozkapryszone dziecko” [ROZMOWA]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także