– Z jednej strony mamy do czynienia z chęcią zostania prezydentem ze strony rozkapryszonego dziecka, które za wszelką cenę chce przejść do historii. Z drugiej strony dochodzi załatwianie spraw rodzinnych (...). W sytuacji, gdyby weszła w życie ustawa metropolitalna, ewentualny prezydent Gibała, miałby poważny konflikt interesów – mówi nam Jacek Majchrowski.
Były prezydent Krakowa uważa, że Gibała to "podpalacz, któremu zależy tylko na tym, by zniszczyć to, co do tej pory udało się nam w Krakowie zbudować". – Aż prosiłoby się, żeby spotkał się z panią Moniką Piątkowską i porozmawiał merytorycznie o Krakowie. Unika tego, ponieważ tak naprawdę nie ma świadomości, czym jest miasto i jak funkcjonuje. On nigdy miastem nie żył – dodaje prof. Majchowski.
***
Kanał Krakowski: Dlaczego przestrzega Pan mieszkańców Krakowa przed Łukaszem Gibałą?
Jacek Majchrowski: Uważam, że należy ostrzec mieszkańców przed Łukaszem Gibałą i uświadomić im, co w praktyce oznacza bycie prezydentem oraz jak ten urząd naprawdę działa. Jeżeli ktoś publicznie twierdzi, że przez dwa lata nic się nie da zrobić i planuje jedynie „rozliczać”, to znaczy, że zamierza kontynuować dotychczasowy kurs robienia polityki. A ten kurs oznacza chaos, krytykę i wyłącznie kampanię negatywną, bez robienia czegokolwiek konstruktywnego.
Gibała to podpalacz, któremu zależy tylko na tym, by zniszczyć to, co do tej pory udało się nam w Krakowie zbudować. Proszę zobaczyć, że jego przekaz opiera się głównie na ciągłym powtarzaniu o wielkim zadłużeniu miasta i zasłanianiu się brakiem możliwości działania. Skoro ktoś twierdzi, że nic nie można zrobić, to po co w ogóle zostaje prezydentem?
No właśnie być może po to, by – jak sam mówi – rozliczać.
Od rozliczeń są odpowiednie instytucje. Są służby, jest prokuratura, a nie prezydent miasta. Rola prezydenta polega na czymś zupełnie innym – polega na tworzeniu, a nie na niszczeniu.
Chciałbym tu przypomnieć sytuację, która miała miejsce na wniosek pana Łukasza Gibały. Prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie rzekomego celowego przedłużania procedur przez urząd, aby ludzie mogli zasiedzieć określone tereny i je przejąć. Sprawę prowadził prokurator mający pełną świadomość prawa administracyjnego. Śledztwo trwało dwa lata, przesłuchano kilkadziesiąt osób z urzędu, zbadano setki dokumentów i okazało się, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Sądzę, że większość takich zarzutów formułowanych przez Gibałę funkcjonuje dokładnie na tej samej zasadzie.
Kolejna sprawą jest to, że Gibała jako prezydent, nie będzie miał z kim podjąć dialogu. Nie sądzę, aby – poza wąskim gronem jego akolitów – wiele osób na różnych szczeblach chciało z nim w ogóle rozmawiać, bo sukcesywnie zrażał do siebie ludzi. Do tego dochodzi też kwestia władz centralnych; również nie sądzę, aby Warszawie specjalnie paliło się do załatwiania spraw Krakowa na jego wniosek.
Skoro jednak jego głównym celem ma być rozliczanie i nie składa wygórowanych obietnic, to może do realizacji tego planu nie jest mu potrzebne dogadywanie się z kimkolwiek? Będzie po prostu składał kolejne wnioski do prokuratury czy służb.
No tak, tylko jak już mówiłem – nie na tym polega rola prezydenta. Bardzo mnie ciekawi, jak w takiej sytuacji będą załatwiane konkretne sprawy. Na przykład sprawa działek przy ulicy Lea, kwestia wału strzelniczego przy ulicy Królowej Jadwigi oraz kilku innych spraw, w których rodzina Gibałów ma konkretne interesy. Interesy te nie były dotąd realizowane ze względu na protesty mieszkańców albo brak możliwości z punktu widzenia prawnego.
Uważa Pan, że dążenie Gibały do objęcia urzędu prezydenta ma drugie dno, czyli ewentualne „odblokowanie” spraw związanych z rodzinnymi interesami?
Moim zdaniem te elementy ściśle się ze sobą wiążą. Z jednej strony mamy do czynienia z chęcią zostania prezydentem ze strony rozkapryszonego dziecka, które za wszelką cenę chce przejść do historii. Z drugiej strony dochodzi załatwianie spraw rodzinnych. To nie jest nowość. Zresztą nawet Polityka opisywała niedawno sprawę około 300 działek powiązanych z rodziną Gibałów.
Ale to głównie tereny poza miastem.
Owszem, ale w bardzo bliskim sąsiedztwie, a część z nich niemal graniczących z Krakowem. W sytuacji, gdyby weszła w życie ustawa metropolitalna, ewentualny prezydent Gibała, miałby poważny konflikt interesów.
Może po prostu demonizuje Pan Gibałę z powodu osobistego konfliktu?
Przed Łukaszem Gibałą przestrzegam nie tylko ja – robią to także byli prezydenci. W żadnym wypadku nie jest to kwestia osobista! To jest kwestia poglądu ludzi, którzy doskonale wiedzą, na czym polega zarządzanie miastem i sprawowanie funkcji prezydenta.
Martwi mnie, że niektórzy wyborcy nie mają świadomości, na czym polega pełnienie tego urzędu. Niestety serwowana przez Gibałę narracja i silny przekaz medialny są bardzo głośne i sączone od lat. Robią to zazwyczaj ci sami ludzie, niektórzy podający się nawet za dziennikarzy: Wojciech Mucha, Tomasz Borejza, Grzegorz Krzywak czy Mateusz Jaśko, który to wielokrotnie miał nie tylko problemy z prawem, ale i został prawomocnie skazany. Do tego dochodzi kilku innych redaktorów, związanych niegdyś z Polska Press. Szkoda, że nie wszyscy odbiorcy zastanawiają się, co naprawdę kryje się za treściami serwowanymi przez te osoby.
Przecież sam Gibała niekoniecznie chce przekazywać mieszkańcom swoją wizję miasta. Jego program wyborczy jest bardzo ubogi, został przedstawiony kilka dni przed wyborami i skupia się na rozliczeniach i burzeniu. Jak dodamy do tego, że pan Gibała konsekwentnie unika debat merytorycznych, to wyłania się z tego naprawdę smutny obraz człowieka, który za wszelką cenę chce być prezydentem, a jednocześnie nie ma pomysłu na miasto. Aż prosiłoby się, żeby spotkał się z panią Moniką Piątkowską i porozmawiał merytorycznie o Krakowie. Unika tego, ponieważ tak naprawdę nie ma świadomości, czym jest miasto i jak funkcjonuje. On nigdy miastem nie żył – wszystko robili za niego ludzie, którym to po prostu zlecał.
Przecież zasiada już drugą kadencję w Radzie Miasta Krakowa.
No tak, ale samo bycie w Radzie Miasta o niczym jeszcze nie świadczy. Mógłbym Panu wymienić kilkudziesięciu radnych, którzy spędzili w radzie więcej niż dwie kadencje, a nadal niewiele wiedzą o funkcjonowaniu miasta. Radnych z prawdziwego zdarzenia mogę wyliczyć na palcach jednej ręki – to byli pan Bednarz, pan Pietrzyk, pan Chrzanowski, pani Fijałkowska czy pani Maliszewska. Oni naprawdę żyli sprawami swoich dzielnic i dbali o interesy mieszkańców. A Gibała jest radnym wyłącznie po to, żeby robić sobie PR i przygotowywać własną kampanię wyborczą.
Ale to on uzyskał mniej lub bardziej formalne poparcie bardzo różnych środowisk: od lewa do prawa.
Mnie to ogromnie dziwi! Słyszałem, że ma poparcie Prawa i Sprawiedliwości. A pamiętam przecież, jak apelował do mnie, jako prezydenta, bym podpisał deklaracje o otoczeniu PiS-u kordonem sanitarnym. Był też w Ruchu Palikota, przez całe lata krytykował prezydenta Lecha Kaczyńskiego… I teraz ten człowiek jest promowany przez PiS? Ja tego zupełnie nie rozumiem.
Tak samo nie rozumiem postawy Nowej Lewicy. Przedstawicielka tej formacji, pani Daria Gosek-Popiołek, mówi teraz, że nie będzie wskazywać, na kogo głosować. Zapomniała chyba, że jest częścią określonej koalicji i wypadałoby zabrać w tej sprawie jednoznaczny, odpowiedzialny głos. Wierzę jednak, że wyborcy Lewicy są ludźmi świadomymi – wiedzą, kto reprezentuje jakie wartości i na kogo należy oddać głos. To są światli ludzie. Nie chcę tu wchodzić w ideologiczne spory z Partią Razem, bo na ich temat zawsze miałem wyrobione zdanie. Apeluję jednak do wyborców Nowej Lewicy, aby zmobilizowali się, poszli na wybory i zagłosowali na Monikę Piątkowską.
Jest Pan zdziwiony, że Gosek-Popiołek nie poparła Piątkowskiej?
Jak słyszę niektóre wypowiedzi pani poseł, to raczej nie powinienem być zdziwiony jej zachowaniem. Przed I turą mówiła na przykład w Radiu TOK FM:
Pani senator Piątkowska jest kandydatką, którą tak naprawdę wskazał prezydent Majchrowski. Była wieloletnią dyrektorką Wydziału Strategii w Urzędzie Miasta i ona, razem z wieloma współpracownikami Majchrowskiego, zaprogramowała miasto, które było dla mieszkańców bardzo często wrogie. Miasto, które nie dostrzegało ich potrzeb. Potrzebujemy już jednak zupełnie innego modelu zarządzania miastem niż to, co funkcjonowało w Krakowie 10 czy 15 lat temu.
Z tej wypowiedzi wynika, że niemal wszystko robiono w mieści bez udziału mieszkańców, a nawet wbrew mieszkańcom. Czyli rozumiem, że budowanie nowych szkół, przedszkoli, parków, dróg czy nowych linii tramwajowych odbywało się rzekomo wbrew ludziom? Albo że z ogromnym oburzeniem mieszkańców spotkało się wyposażenie krakowskich szpitali w najnowocześniejszą aparaturę medyczną? To są po prostu idiotyzmy, których aż nie wypada powtarzać.
Czy nadchodząca II tura wyborów będzie głosowaniem „za” konkretnym kandydatem, czy raczej głosowaniem „przeciwko”?
Sądzę, że będą różne motywacje. Ja zagłosuję „za”. Uważam, że osoba, na którą oddam swój głos, posiada pełne kompetencje do tego, by zarządzać miastem.
Zdecydowanie większe niż Gibała?
O tak, i to znacznie większe.
Na czym opiera Pan to przekonanie?
Opieram je na konkretnych faktach. Pani senator Monika Piątkowska przez wiele lat pracowała w urzędzie miasta, i to w Wydziale Strategii i Rozwoju, więc doskonale wie, jak funkcjonuje Kraków. Ma ponadto bogate doświadczenie w pracy w rządzie oraz w spółkach. Po prostu wie od podszewki, jak to wszystko działa i na pewno wykorzysta to doświadczenie do sprawnego zarządzania Krakowem.
















![Gibała i Piątkowska zmierzą się w II turze wyborów! [WYNIKI, KOMENTARZE]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_655.jpg?e73c5efdafdee580b4ebb2fa349bde50)





