– Do tego, by Monika Piątkowska wygrała wybory zabrakło nam dwóch, trzech miesięcy – uważa szef sztabu kandydatki Piotr Moskała.
W rozmowie z Łukaszem Mordarskim radny rozlicza się z kampanii, mówi o ściętych głowach w krakowskiej KO oraz twierdzi, że Łukasz Gibała na pewno będzie gorszym prezydentem niż Aleksander Miszalski.
***
Kanał Krakowski: Przełknął Pan już gorycz porażki?
Piotr Moskała: Nie traktowałbym tego jako porażki, bo wiemy, z jakiego punktu startowaliśmy…
Ale przegrana to przegrana.
Tak, oczywiście, przegrana to przegrana. Walczyliśmy o zwycięstwo, żeby była jasność, do samego końca. Mamy jednak już pewne doświadczenie polityczne i wiedzieliśmy, że będzie niezwykle trudno. Między innymi ze względu na obciążenie po referendum oraz ogromne środki, które przeznaczono na to, by obrzydzić nie tylko Koalicję Obywatelską, lecz także samorząd, politykę i wszystko, co dzieje się wokół Krakowa.
W którym momencie zorientowaliście się, że nie da się wygrać?
Nie było takiego momentu, w którym uznaliśmy, że nie możemy wygrać. Mam taką mentalność, że walczę do końca i zawsze wierzę w zwycięstwo. Jestem kibicem Wisły. Gdy w latach 2000 grała w europejskich pucharach z największymi zespołami – mam na myśli Barcelonę czy Real Madryt – zawsze szedłem na mecz z nastawieniem, że wygramy.
Ale jeśli do 80. minuty przegrywa się 0:10, trudno chyba wierzyć, że w dziesięć minut uda się strzelić dziesięć albo jedenaście goli.
Zdaję sobie z tego sprawę. Mieliśmy bardzo mało czasu na kampanię. Łukasz Gibała budował rozpoznawalność przez kilkanaście lat. Monika Piątkowska została senatorką zaledwie rok temu, a na typowo wyborcze działania mieliśmy tylko trzy miesiące. Przypomnę, że pierwszy sondaż dawał pani senator dopiero czwarte miejsce, a w drugiej turze uzyskaliśmy niemal 40 procent głosów. Początkowo rozpoznawalność kandydatki była jednocyfrowa, a ostatecznie wzrosła do kilkudziesięciu procent. To pokazuje, że zabrakło nam czasu, by dotrzeć do mieszkańców z naszym przekazem i programem.
Czyli gdyby wybory odbyły się później…
…jestem przekonany, że osiągnęlibyśmy znacznie lepszy wynik.
O ile później?
Myślę, że zabrakło nam dwóch, trzech miesięcy. W tym czasie niektóre zapowiedzi mogłyby się urzeczywistnić. Zarzucano na przykład pani senator, że sprowadza ministrów do Krakowa i obiecuje środki. Tymczasem te pieniądze mogłyby już zacząć napływać. Dobrym przykładem jest działanie ministra sportu, który przywiózł konkretne środki, a te pozostały w Krakowie. Nie było tak, że pani senator obiecywała pieniądze w kampanii, a po przegranych wyborach minister powiedział: „Jednak nie damy ich Krakowowi”. Środki te, między innymi dzięki staraniom pani senator, przyznano na krakowską infrastrukturę i pozostają w mieście. Podobnych przykładów mogłoby być więcej. Pokazałyby sprawczość pani senator, ale zabrakło nam na to czasu.
Monika Piątkowska była dobrą kandydatką?
Była najlepszą kandydatką.
Najlepszą z najgorszych, najlepszą ze średnich czy najlepszą z najlepszych?
Była najlepszą kandydatką, jaką mogliśmy wystawić w tamtym momencie. Proszę pamiętać, że kandydatów na stanowisko prezydenta przygotowuje się znacznie wcześniej – cały proces trwa lata. Przez ten czas buduje się strategię kampanii i zapewnia jej finansowanie.
Andrzej Duda i Karol Nawrocki przeczą tej tezie. Zostali wyciągnięci z kapelusza, a jednak wygrali wybory prezydenckie. Czyli PiS jak zwykle może, a KO już nie?
W praktyce nie wyglądało to w ten sposób. Działania związane zarówno z Andrzejem Dudą, jak i Karolem Nawrockim były planowane dużo wcześniej, podobnie jak strategie. To, że kandydatów przedstawiono w ostatniej chwili, jest inną sprawą. Pamiętajmy jednak, że budowali rozpoznawalność znacznie dłużej niż przez trzy miesiące.
Chciałem zapytać o największe niedociągnięcia kampanii, ale chyba lepiej jeśli zapytam – cytując klasyka – gdzie tu były jakieś dociągnięcia?
Nie dzieliłbym kampanii na same sukcesy i niedociągnięcia. Robiliśmy, co mogliśmy. Działaliśmy z marszu, bez wcześniejszego planu, i na bieżąco musieliśmy dostosowywać kolejne kroki. Nie mieliśmy takiego komfortu jak Łukasz Gibała, który przygotowywał się do kolejnych wyborów właściwie od dnia przegranej z Aleksandrem Miszalskim.
Ma Pan pretensje bardziej do siebie, jako szefa sztabu, czy do kandydatki?
Wszyscy musimy wziąć pełną odpowiedzialność za to, co się stało. Najgorsze, co moglibyśmy teraz zrobić, to szukać osób, które rzekomo nie wywiązały się ze swoich zadań. Byliśmy jedną drużyną.
Nie będzie polowania na czarownice?
To nie do mnie pytanie i trudno mi się na ten temat wypowiadać. Uważam jednak, że wykonana praca nie pójdzie na marne. Podczas kampanii spotkaliśmy się z ogromną liczbą mieszkańców, poznaliśmy wiele problemów, odwiedziliśmy wszystkie dzielnice i rozmawialiśmy z różnymi środowiskami. To doświadczenie będzie procentować w przyszłości i jest dla nas bezcenne.
Zamknijmy więc ten temat, wskazując winnego porażki.
Nie da się wskazać jednej osoby winnej porażki. Złożyło się na nią wiele czynników: mniej lub bardziej trafne decyzje z początku kadencji Aleksandra Miszalskiego, późniejsze „polowanie” na prezydenta, referendum i odwołanie…
Czyli trochę jak w katastrofie lotniczej – nie ma jednej przyczyny, lecz jest cały ciąg zdarzeń.
Nie porównywałbym tego do katastrofy lotniczej. Dojrzałość organizacji poznaje się po tym, czy potrafi wyciągać wnioski z trudnych sytuacji i przekuwać je w działania na przyszłość. Po takich doświadczeniach można wyjść silniejszym i lepiej zorganizowanym. Musimy się przeorganizować i przygotować do kolejnych wyborów.
Będę się jednak upierał przy porównaniu do katastrofy samolotu, która najczęściej kojarzy się ze śmiercią. W krakowskiej KO też poleciało kilka głów.
To była decyzja zarządu krajowego Koalicji Obywatelskiej. Trudno mi oceniać, czy podjęto ją w najlepszym momencie. Zapewne nie, ale musieliśmy ją przyjąć.
Jaki jest najważniejszy wniosek z kampanii, który daje Wam nadzieję na odbudowę krakowskich i małopolskich struktur Koalicji?
Najważniejszy wniosek jest taki, że już teraz musimy stopniowo przygotowywać się do wyborów, które odbędą się za dwa i pół roku.
Piątkowska zapowiedziała w wieczór wyborczy, że będzie patrzeć Gibale na ręce. To jeden z elementów przygotowań?
Wszyscy powinniśmy patrzeć nowemu prezydentowi na ręce, bo przed Krakowem bardzo trudny okres. Wie o tym każdy, kto zna finanse publiczne i sytuację finansową oraz organizacyjną miasta. Trzeba skupić się na naprawie finansów gminy, restrukturyzacji długu i kluczowych sprawach miejskich, a nie na polowaniu na czarownice czy urządzaniu show w postaci publicznego zwalniania i zatrudniania ludzi. Będziemy patrzeć prezydentowi na ręce, ale mogę też obiecać, że będziemy merytoryczną i odpowiedzialną opozycją do prezydenta.
Utrzymacie większość w radzie miasta?
Myślę, że tak.
Ilu Waszych radnych sprzeda się jeszcze przed pierwszą sesją?
Wierzę, że nikt. Ani przed pierwszą sesją, ani po niej.
Jak będzie wyglądało miasto pod rządami Gibały?
Trudno powiedzieć, ale mam duże obawy. Mam też nadzieję, że prezydent okaże się sprawczy, bo trzeba podejmować szybkie i zdecydowane decyzje oraz brać za nie pełną odpowiedzialność. Nie będzie można zrzucać winy na „złą opozycję” ani twierdzić, że ktoś coś blokuje. Trzeba po prostu podejmować decyzje. Mam nadzieję, że prezydent Gibała pozostanie wierny temu, co mówił w kampanii, i nie będzie choćby wydawał pozwoleń na budowę, jeśli uzna, że inwestycje są niekorzystne dla mieszkańców.
Przecież prawo jest prawem. Jeśli ktoś spełnia wymagania, widzimisię prezydenta nie może być wyrocznią.
Oczywiście, sami o tym mówiliśmy wielokrotnie. Łukasz Gibała jeszcze jako radny, czy jego otoczenie, wielokrotnie twierdził jednak, że prezydent ma narzędzia, by odmówić wydania pozwolenia. Teraz mówimy: „Sprawdzam!”. Jestem ciekaw, jak nowy prezydent się w tym odnajdzie, skoro wcześniej krytykował decyzje, dotyczące pozwoleń wydawanych przez Aleksandra Miszalskiego czy Jacka Majchrowskiego.
Mam też nadzieję, że nowy prezydent jak najszybciej przedstawi zaktualizowany plan ogólny i weźmie za niego pełną odpowiedzialność.
Jego radni, między innymi Łukasz Maślona i Michał Starobrat, pracują nad tym planem.
Oczywiście, pracują nad nim od dłuższego czasu. Nie ma więc podstaw, by twierdzić, że nowy prezydent musi tworzyć plan od zera albo dopiero poznaje jego założenia. Jego radni uczestniczą w pracach i dobrze wiedzą, jak plan wygląda. Mogą wprowadzić swoje uwagi – co jest naturalne – a następnie przedstawić projekt radzie do zatwierdzenia. Nie widzę tu problemu. Jak najszybciej powinny zostać przedstawione nie tylko plan ogólny, lecz także strategia i plan restrukturyzacji długu.
Gibała już teraz zaczyna się tłumaczyć stwierdzeniem, że budżet przygotowywał Stanisław Kracik.
Budżet rzeczywiście przygotowywał urząd kierowany przez pełniącego obowiązki prezydenta Stanisława Kracika. Przypomnę jednak, że Łukasz Gibała jako radny miał dostęp do wszystkich dokumentów urzędu i znał zarówno budżet, jak i wieloletnią prognozę finansową. Nie jest więc tak, że ktoś z zewnątrz przyszedł i zaskoczyły go zastane dokumenty. Łukasz Gibała miał i nadal ma do nich dostęp. Poza tym radni otrzymają projekt budżetu dopiero za miesiąc, więc jest jeszcze czas, by się nad nim pochylić i wprowadzić korekty, które nowy prezydent uzna za konieczne.
Gibała będzie lepszym prezydentem niż Miszalski?
Nie.
Na jakiej podstawie wyciąga Pan taki wniosek?
Urząd prezydenta to funkcja, którą trzeba rozumieć i której trzeba się nauczyć. Nie wiem, jakim prezydentem Łukasz Gibała będzie za dwa–trzy lata, ale teraz na pewno będzie gorszy niż Aleksander Miszalski.
Czyli krakowianie wpadli z deszczu pod rynnę?
Krakowianie podjęli taką decyzję. Łukasz Gibała wygrał demokratyczne wybory i musi dostać swoją szansę. Niech działa i udowodni, że potrafi przekuć wieloletnie deklaracje w konkretne działania, zamiast po raz kolejny opowiadać, że czegoś nie da się zrobić.
Przyjdzie Pan we wtorek na zaprzysiężenie nowego prezydenta i będzie bił brawo?
Tak.
Będzie Pan bił brawo, ale – jak niegdyś wujek Gibały, Jarosław Gowin – nie będzie się Pan cieszył?
Proszę mnie nie pytać o takie rzeczy. Jako radny przyjdę na zaprzysiężenie nowego prezydenta, bo uważam to za swój obowiązek.
Na koniec porozmawiajmy jeszcze o strukturach partyjnych. Kiedy odbędą się wybory w krakowskiej i małopolskiej Koalicji?
Nie podjęto jeszcze takiej decyzji. Na razie przygotowujemy tak zwany bilans otwarcia, który pokaże obecną sytuację Koalicji Obywatelskiej: personalną, finansową i organizacyjną. Będzie to dokument wewnętrzny, na podstawie którego zdecydujemy, co dalej. Chcemy podejmować strategiczne decyzje i spróbować odbudować Koalicję Obywatelską w Krakowie.
Jaki jest na to pomysł?
Przede wszystkim krakowska Koalicja potrzebuje dziś zjednoczenia i konsolidacji, a także dopuszczenia do głosu wszystkich osób w naszych strukturach.
Ci, którym ścięto głowy, również będą mogli zabrać głos?
To nie do końca pytanie do mnie, bo nikomu głowy nie ścinałem.
Ale kilku Waszych członków dostało obuchem.
Trzeba wysłuchać absolutnie każdego. Nie wyobrażam sobie, by z góry rozstrzygać, kto ma coś mądrego do powiedzenia, a kto nie. Później trzeba przeanalizować wszystkie głosy, wybrać – naszym zdaniem – najlepsze propozycje i zacząć budować od nowa. Muszą odbyć się nowe wybory, trzeba wyłonić nowy zarząd i nową radę powiatu, a następnie przygotować się do kolejnych wyborów, które odbędą się w październiku przyszłego roku. Chcemy wystartować jako zjednoczona drużyna, która znów uwierzy, że potrafi wygrywać.
Piotr Moskała będzie lepszym szefem krakowskich struktur niż Szczęsny Filipiak?
Nie jestem szefem krakowskich struktur i nie wiem, czy w ogóle będę ubiegał się o to stanowisko.
To chyba naturalna kolej rzeczy, skoro jest Pan komisarzem.
Do takich decyzji podchodzę odpowiedzialnie. Nie rzucam się na stołek tylko dlatego, że jest wolny. Jeśli pojawi się lepszy kandydat, poprę go.
Czy na dziś jest jakiś lepszy kandydat?
W ogóle o tym nie rozmawialiśmy. Na razie nikt nie zgłosił swojej kandydatury.
Jaką rolę w krakowskiej lub małopolskiej Koalicji Obywatelskiej odegra Monika Piątkowska?
Zobaczymy. Obecnie jest senatorką. Mam nadzieję, że odegra rolę również w strukturach, bo ma duże doświadczenie i – jak pokazała kampania – dobre kontakty w Warszawie. To bardzo ważne z punktu widzenia pracy struktur.
Byłaby dobrą szefową małopolskiej Koalicji?
Myślę, że tak, choć na dzień dzisiejszy nie zgłaszała takich aspiracji.

![Gibała chciał to ukryć! Zobacz, kto naprawdę wpłacał na jego komitet [UJAWNIAMY LISTĘ]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_688.jpg?ad6f135bebf127e827eeb38e781c2f32)










![Majchrowski: „Gibała to podpalacz i rozkapryszone dziecko” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_676.jpg?ad6f135bebf127e827eeb38e781c2f32)










