– Pierwsze 100 dni pokaże, czy Gibała potrafi wyjść poza logikę wieloletniego konfliktu z kolejnymi władzami miasta. Jego politycznym testem będzie zdolność do współpracy z ludźmi, z którymi jeszcze niedawno ostro rywalizował – mówi nam prof. Łukasz Danel, Dyrektor Instytutu Politologii, Socjologii i Filozofii Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Zdaniem naszego rozmówcy, nowy prezydent powinien jak najszybciej spotkać się ze swoimi byłymi kontrkandydatmi w wyborach, na czele z Moniką Piątkowską, oraz zaprosić do rozmów byłego prezydenta Jacka Majchrowskiego. – Można rozliczać poprzedników, a jednocześnie nie udawać, że wszystko, co robili, należy wyrzucić do kosza – mówi prof. Danel w rozmowie z Łukaszem Mordarskim.
***
Kanał Krakowski: Jakie decyzje nowego prezydenta są najbardziej oczekiwane w pierwszych dniach sprawowania urzędu?
Łukasz Danel: Myślę, że Krakowianie oczekują przede wszystkim, że zmiana prezydenta będzie widoczna w codziennym funkcjonowaniu miasta. Nie chodzi o prostą wymianę ludzi w magistracie, ale o sprawniejszą komunikację miejską, lepszą koordynację remontów, większą dbałość o zieleń i przestrzeń publiczną oraz bardziej przejrzyste wydawanie pieniędzy. Ważne są też oczekiwania dotyczące ograniczenia nepotyzmu i zakończenia wrażenia, że o miejskich decyzjach przesądzają nieformalne układy.
Jeśli chodzi o pierwsze decyzje, najbardziej konkretną zapowiedzią Gibały jest przywrócenie poprzedniej taryfy biletowej komunikacji miejskiej. Równolegle zapowiedział audyt finansów, miejskich jednostek i kadr, a także zmiany personalne na najwyższych stanowiskach. To będzie istotny test: audyt może pokazać, gdzie są problemy, ale mieszkańcy będą chcieli zobaczyć również konkretne działania naprawcze.
Osobnym, politycznie trudnym tematem będzie Strefa Czystego Transportu. Gibała zapowiedział referendum w tej sprawie, ale niezależnie od jego dalszych decyzji miasto musi zapewnić mieszkańcom jasne i stabilne zasady, a zarazem nie rezygnować z działań na rzecz poprawy jakości powietrza. Podobnie z finansami: mieszkańcy chcą oszczędności, ale nie takich, które odbiją się na jakości usług publicznych.
Najważniejsze będzie więc to, czy nowy prezydent potrafi przełożyć hasło zmiany na decyzje, które mieszkańcy rzeczywiście odczują. Ma mocny mandat wyborczy, ale nie oznacza on automatycznie zgody na każde rozwiązanie.
Jakie gesty polityczne prezydent powinien wykonać w pierwszych 100 dniach?
W pierwszych 100 dniach faktycznie oczekiwałbym od Gibały kilku takich politycznych gestów. To choćby spotkanie z Moniką Piątkowską, ale i z pozostałymi kontrkandydatami w wyborach prezydenckich. Celem takich spotkań powinno być sprawdzenie, które propozycje i postulaty można wykorzystać dla miasta. Szczególnie ważna jest tutaj rozmowa z Piątkowską, bo za nią stoi środowisko KO, które ma większość w Radzie Miasta. To byłby wyraźny sygnał, że kampania się skończyła, a zaczyna się współodpowiedzialność za Kraków.
Oczekuję również, że nowy prezydent wyciągnie rękę do Rady Miasta – przede wszystkim do KO, ale także do PiS i pozostałych radnych. Gibała powinien przedstawić kilka priorytetowych projektów i jasno powiedzieć: w tych sprawach szukamy porozumienia, a w innych możemy się spierać. Nie musi przy tym tworzyć żadnej koalicji, powinien natomiast pokazać, że potrafi budować większość wokół konkretnych decyzji. Bez tego nawet dobry program może utknąć w politycznym klinczu.
Kolejnym politycznym gestem będzie nawiązanie roboczych relacji z rządem i parlamentarzystami różnych opcji. Kraków potrzebuje pieniędzy i decyzji dotyczących między innymi transportu, infrastruktury i rozwoju miasta. Gibała zapowiadał, że chciałby wykorzystać kontakty Moniki Piątkowskiej w rządzie, by zabiegała o sprawy Krakowa. To dobry kierunek, ale pod warunkiem że współpraca nie będzie zależała od tego, kto jest politycznie bliższy prezydentowi.
Dodałbym jeszcze jeden gest: zaproszenie byłego prezydenta Jacka Majchrowskiego do rozmowy o najważniejszych problemach miasta. Nie chodzi o polityczne pojednanie ani rozgrzeszenie poprzednich władz, lecz o wykorzystanie wiedzy o funkcjonowaniu krakowskiego samorządu. Można rozliczać poprzedników, a jednocześnie nie udawać, że wszystko, co robili, należy wyrzucić do kosza.
Pierwsze 100 dni pokaże więc, czy Gibała potrafi wyjść poza logikę wieloletniego konfliktu z kolejnymi władzami miasta. Zwycięstwo wyborcze daje mu mandat do rządzenia, ale nie daje większości do samodzielnego podejmowania wszystkich decyzji. Jego politycznym testem będzie zdolność do współpracy z ludźmi, z którymi jeszcze niedawno ostro rywalizował.
Jak politycznie nawigować wokół spraw, które budziły największe emocje w kampanii – takich jak polityka transportowa (np. Strefa Czystego Transportu), zatrudnienie ludzi w UMK i spółkach, czy polityka przestrzenna i mieszkaniowa?
W każdej z tych spraw powinien przyjąć nieco inną strategię. Jeśli chodzi o transport i Strefę Czystego Transportu, Gibała powinien dotrzymać obietnicy konsultacji i referendum, ale nie może sprowadzić całej polityki transportowej do prostego podziału na zwolenników i przeciwników SCT. Musi przedstawić mieszkańcom konkretne warianty, ich konsekwencje i koszty, a także uwzględnić wymogi prawne oraz problem jakości powietrza. Jednocześnie powinien szybko zająć się sprawami, w których decyzje są prostsze – na przykład obiecaną korektą taryfy biletowej. Ważne, żeby mieszkańcy zobaczyli, że za deklaracjami idą działania, ale nie kosztem rzetelnej analizy.
W kwestii zatrudnienia w magistracie i spółkach miejskich najłatwiej jest o polityczny odwet, dlatego Gibała powinien od początku jasno powiedzieć, że nie będzie ani automatycznie bronił wszystkich zastanych kadr, ani wymieniał ludzi tylko dlatego, że pracowali za poprzedniego prezydenta. Zapowiadana weryfikacja powinna opierać się na konkretnych kryteriach: kompetencjach, wynikach pracy, przejrzystości konkursów i zasadności utworzonych stanowisk. Jeżeli audyt ujawni nieprawidłowości, trzeba je wyjaśnić i wyciągnąć konsekwencje. Jeżeli potwierdzi, że ktoś dobrze wykonuje swoją pracę, powinien móc ją kontynuować.
Natomiast w odniesieniu do planowania przestrzennego i mieszkalnictwa, Gibała musi pokazać, że hasło rozwoju miasta w interesie mieszkańców oznacza konkretne reguły, a nie tylko konflikt z deweloperami. Potrzebne są przejrzyste decyzje planistyczne, ochrona terenów zielonych, sensowne dogęszczanie zabudowy i realny program mieszkań na wynajem. W tej dziedzinie nie wystarczy ogłosić, że miasto będzie budować więcej i sprzedawać mniej mieszkań komunalnych. Trzeba wskazać grunty, finansowanie, harmonogram i skalę możliwą do osiągnięcia w pozostałym okresie kadencji.
We wszystkich trzech sprawach obowiązuje ta sama zasada: prezydent Krakowa nie powinien ani wycofywać się z obietnic pod presją, ani realizować ich na skróty tylko po to, żeby udowodnić, że dotrzymuje słowa. Powinien jasno określić, co może zrobić od razu, co wymaga konsultacji, a co zależy od rady miasta, przepisów lub pieniędzy.
W jaki sposób nowa administracja powinna podejść do kwestii budżetu i finansów Krakowa? Jakie są oczekiwania, a na ile zapowiedzi rozbiją się o rzeczywistość?
Nowa administracja powinna zacząć od uczciwego bilansu finansów miasta, a nie od ogłaszania, że wystarczy wyciąć kilka zbędnych wydatków i problem zniknie. Gibała zapowiada audyt, ograniczenie kosztów promocji, wspólne zakupy dla miejskich jednostek i zmniejszenie zarządów spółek. To są działania, które warto sprawdzić, ale trzeba zachować proporcje: nawet istotne oszczędności organizacyjne nie rozwiążą automatycznie problemu wielomiliardowego zadłużenia.
Kluczowe są trzy rzeczy. Po pierwsze, jawny plan finansowy z informacją, gdzie miasto może oszczędzić, jakie inwestycje są priorytetowe i z czego nie wolno rezygnować. Po drugie, kontrola kosztów bez pozornych oszczędności. Cięcie wydatków na promocję może dać realny efekt, ale redukcja zarządów spółek nie oznacza automatycznie oszczędności w budżecie miasta, bo chodzi o wydatki samych spółek. Po trzecie, szukanie dodatkowych dochodów i zabieganie o rozwiązania systemowe na poziomie państwa, zamiast zakładać, że cały problem da się rozwiązać decyzjami prezydenta.
Oczekiwania mieszkańców są zrozumiałe: chcą sprawniejszych usług, niższych lub przynajmniej stabilnych opłat i jednocześnie nie chcą, by miasto dalej się zadłużało. Problem polega na tym, że te cele mogą być ze sobą sprzeczne. Obniżenie cen biletów oznacza mniejsze wpływy albo konieczność zwiększenia dopłat do komunikacji. Rozbudowa transportu, remonty, szkoły i zieleń wymagają pieniędzy. Dlatego każda obietnica powinna mieć wskazane źródło finansowania.
Część zapowiedzi Gibały można zrealizować stosunkowo szybko, jak przegląd wydatków czy przygotowanie audytu. Na wyniki audytu, a tym bardziej na trwałą poprawę sytuacji finansowej, trzeba będzie jednak poczekać. Dodatkowo część rozwiązań – jak opłata turystyczna czy zmiany ustawowe – zależy od rządu i parlamentu, a nie tylko od prezydenta Krakowa.
Nie przesądzałbym więc, że zapowiedzi rozbiją się o rzeczywistość, ale największym ryzykiem jest rozbieżność między skalą obietnic a skalą dostępnych środków. Jeśli nowy prezydent pokaże konkretne liczby, harmonogram i jasno określi, z czego rezygnuje, będzie można rozliczać go z realnego planu. Jeśli ograniczy się do zapowiedzi oszczędności i obwiniania poprzedników, nie będzie to jeszcze polityka finansowa.
W jaki sposób nowy prezydent może zbudować trwały most porozumienia z osobami, które głosowały na jego kontrkandydatów lub zbojkotowały wybory?
Gibała powinien przede wszystkim zrozumieć, że wygrana w drugiej turze nie oznacza, że większość Krakowian popiera wszystkie jego pomysły. Zdobył wyraźną przewagę nad Moniką Piątkowską, ale część mieszkańców głosowała przeciwko niemu, a część w ogóle nie poszła do urn. Nie można ich po prostu uznać za przegranych w tym sporze.
Pierwszym krokiem powinno być pokazanie, że prezydent jest dostępny także dla tych, którzy na niego nie głosowali. Nie wystarczą spotkania z własnymi zwolennikami. Potrzebne są rozmowy w różnych częściach miasta, konsultacje dotyczące konkretnych inwestycji i publiczne wyjaśnianie, dlaczego jedne postulaty zostaną uwzględnione, a inne nie. Konsultacje nie mogą być jednak teatrem, w którym mieszkańcy mówią, a decyzje i tak są już podjęte.
Druga sprawa to sposób traktowania przeciwników politycznych. Gibała nie musi rezygnować z rozliczania poprzednich władz, ale powinien oddzielić kontrolę od odwetu. Jeśli będzie traktował każdego krytyka jak przedstawiciela starego układu, szybko odtworzy podziały, na których sam budował swoją polityczną pozycję. Powinien też umieć przyznać, że niektóre rozwiązania poprzedników były dobre i warto je kontynuować.
Wreszcie, porozumienie buduje się przede wszystkim poprzez decyzje, a nie deklaracje. Jeśli poprawi komunikację miejską, zadba o zieleń, usprawni remonty i pokaże większą przejrzystość wydatków, może zdobywać zaufanie także osób, które wcześniej na niego nie głosowały. Nie przekona wszystkich, ale przecież wcale nie musi tego robić.
Jakie lekcje z krakowskiego kryzysu politycznego i przeprowadzonego referendum płyną dla samorządów w innych dużych miastach w Polsce?
Krakowski kryzys pokazuje przede wszystkim, że wygrane wybory nie dają samorządowcom kilku lat politycznego spokoju. Prezydent może mieć mandat uzyskany przy urnie, a mimo to bardzo szybko utracić zaufanie części mieszkańców. Aleksander Miszalski został odwołany w referendum, w którym za jego odwołaniem zagłosowało ponad 171 tys. osób. Jednocześnie referendum nie odwołało Rady Miasta, ponieważ nie osiągnięto wymaganego progu frekwencji. To ważne rozróżnienie: kryzys prezydenta nie musi automatycznie oznaczać kryzysu całego samorządu.
Widzę tu trzy lekcje dla władz innych dużych miast. Po pierwsze, nie wolno lekceważyć narastającego niezadowolenia. Problemy transportowe, remonty, polityka przestrzenna, zieleń czy sposób obsadzania stanowisk mogą wydawać się odrębnymi sprawami, ale z czasem układają się w szerszą opowieść o jakości zarządzania miastem. Referendum staje się wtedy sposobem wyrażenia sprzeciwu nie tylko wobec pojedynczej decyzji, lecz także wobec stylu sprawowania władzy. Prezydent powinien reagować, zanim niezadowolenie zostanie przejęte i zorganizowane przez politycznych przeciwników.
Po drugie, komunikacja nie może zastępować zarządzania. Władze muszą umieć wyjaśniać trudne decyzje, ale samo tłumaczenie mieszkańcom, dlaczego się mylą, nie wystarczy. Potrzebne są konsultacje, gotowość do korekt i pokazywanie konkretnych rezultatów. Szczególnie ryzykowne jest wrażenie, że magistrat podejmuje decyzje bez odpowiedniego dialogu, a potem próbuje je jedynie uzasadnić.
Po trzecie, referendum może być narzędziem obywatelskiej kontroli, ale również instrumentem walki politycznej. Sukces krakowskiej inicjatywy zachęcił przeciwników włodarzy w innych miastach do rozważania podobnych działań. Nie oznacza to jednak, że w każdym mieście istnieją warunki do powtórzenia krakowskiego scenariusza. Znaczenie mają zarówno rzeczywista skala niezadowolenia, zdolność organizatorów do mobilizacji mieszkańców, jak i ustawowy próg ważności referendum.
Dodałbym jeszcze jeden wniosek: prezydent miasta nie może opierać całej swojej strategii na zapleczu partyjnym. Poparcie partii pomaga wygrać wybory i budować większość w radzie, ale nie zastąpi bezpośredniej relacji z mieszkańcami. Z drugiej strony oddolna inicjatywa referendalna nie musi być wolna od politycznych interesów – te dwa wymiary mogą się wzajemnie przenikać.
Nie sprowadzałbym więc lekcji z Krakowa do ostrzeżenia, że każdy niepopularny prezydent może zostać odwołany. Chodzi raczej o to, że referendum jest często finałem kryzysu, który zaczął się znacznie wcześniej – od utraty zaufania i przekonania mieszkańców, że władza przestała ich słuchać. Dla innych samorządów najważniejsza lekcja brzmi: nie czekać, aż niezadowolenie zamieni się w kampanię odwoławczą, tylko traktować je jako sygnał, że trzeba skorygować sposób rządzenia.
Co wybory w Krakowie oznaczają dla polityki krajowej?
Te wybory będą miały znaczenie dla polityki krajowej, ale nie dlatego, że zwycięstwo Gibały jest zwycięstwem prawicy albo że Kraków nagle zmienił swoje ideowe oblicze. To byłoby zbyt daleko idące uproszczenie – ani jedna z tych rzeczy się nie wydarzyła. Gibała ma liberalno-lewicową przeszłość, a jego zwycięstwo wynika przede wszystkim z lokalnego konfliktu, referendum i wieloletniego budowania własnego zaplecza. Nie można więc traktować tego wyniku jak prognozy wyborów parlamentarnych.
Są jednak pewne istotne konsekwencje. Po pierwsze, to ostrzeżenie dla Koalicji Obywatelskiej. W drugim co do wielkości mieście w Polsce kandydatka popierana przez premiera i partie koalicji rządowej przegrała bardzo wyraźnie. Pokazuje to, że szyld partyjny i zaangażowanie polityków z Warszawy nie gwarantują zwycięstwa, zwłaszcza gdy lokalne władze straciły zaufanie mieszkańców. Dla KO to ważna lekcja przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku, szczególnie w kwestii mobilizacji własnego elektoratu.
Po drugie, zwycięstwo Gibały wzmacnia narrację opozycji, że wyborcy są zmęczeni partyjnym sposobem sprawowania władzy. PiS będzie próbował przedstawiać wynik jako porażkę Donalda Tuska, ale nie może automatycznie uznać Gibały za swojego człowieka. To polityk niezależny, z inną biografią i własnym zapleczem. Prawica może wykorzystać wynik propagandowo, ale nie oznacza to, że przejęła polityczne korzyści z tego zwycięstwa.
Po trzecie, Kraków pokazuje znaczenie lokalnej podmiotowości. Polityk, który przez lata buduje własną rozpoznawalność, organizację i kanały komunikacji, może skutecznie konkurować z kandydatem wspieranym przez duże partie. To sygnał również dla innych samorządowców, że lokalna polityka nie musi być prostym przedłużeniem rywalizacji partyjnej.
Nie przeceniałbym jednak bezpośredniego wpływu tych wyborów na wynik wyborów parlamentarnych. Kraków ma swoją specyfikę, a przedterminowe wybory po referendum były sytuacją wyjątkową. To jednak wyraźne ostrzeżenie, że nawet silna partia rządząca może przegrać lokalnie, jeśli mieszkańcy uznają, że jej przedstawiciel nie spełnił oczekiwań.







![Szef sztabu Piątkowskiej: „Gibała będzie gorszy niż Miszalski!” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_689.jpg?565fe697b4286a2c030480436dfb2af0)
![Gibała chciał to ukryć! Zobacz, kto naprawdę wpłacał na jego komitet [UJAWNIAMY LISTĘ]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_688.jpg?565fe697b4286a2c030480436dfb2af0)










![Majchrowski: „Gibała to podpalacz i rozkapryszone dziecko” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_676.jpg?565fe697b4286a2c030480436dfb2af0)



