Reklama
Karol Wałachowski / fot. UMK
Reklama

Jeśli myśleliście, że w krakowskim planowaniu przestrzennym pod wodzą Stanisława Mazura osiągnęliśmy już dno, to Karol Wałachowski właśnie zapukał w nie od dołu. Nominacja nowego wiceprezydenta odpowiedzialnego za rozwój miasta to cios w twarz dla każdego Krakowianina, który kiedykolwiek walczył o park pod swoim domem. Wałachowski – publicysta z doktoratem, który życiowe doświadczenie czerpał głównie z pisania artykułów do Internetu – zdołał już obwieścić, że konsultacje społeczne są bezsensowne, bo mieszkańcy i tak się na tym nie znają. Czy Urząd Miasta Krakowa wysyła jasny sygnał: macie płacić podatki i milczeć, kiedy eksperci od siedzenia za biurkiem wylewają beton na Wasze podwórka?

Oto nadeszła wielka chwila krakowskiego planowania przestrzennego. Dziedzina, która od lat wywołuje u mieszkańców skok ciśnienia wyższy niż smog w środku zimy, trafia w nowe ręce. Nowym wiceprezydentem odpowiedzialnym za to, co, gdzie i jak w Krakowie wyrośnie, został Karol Wałachowski.

Karol Wałachowski / fot. UMK

Brzmi jak nowa nadzieja? Żebyśmy się tylko za chwilę nie obudzili z ręką w betonowej konwi.

Kopia gorsza od oryginału

Przyglądając się tej nominacji, trudno oprzeć się wrażeniu, że Kraków wpadł w swoistą pętlę. Wałachowski to bowiem – nie czarujmy się – znacznie uboższa wersja swojego poprzednika, Stanisława Mazura. Obu panów łączy jedno główne środowisko: Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie. Ale na tym podobieństwa w CV się kończą.

Stanisław Mazur, jakkolwiek by go nie oceniać, jest profesorem, był rektorem i czymś w swoim życiu naprawdę zarządzał – chociażby uczelnianą machiną i ogromnym budżetem. Miał jakieś pojęcie o ciężarze decyzji i sprawstwie. A mimo to na stanowisku zastępcy Aleksandra Miszalskiego oceniany był – oględnie mówiąc – raczej słabo.

A co w plecaku ma Karol Wałachowski? Zaledwie doktorat i bogate doświadczenie w zarządzaniu... własną twórczością. Głównym obszarem jego dotychczasowej działalności było pisanie artykułów i przelewanie teoretycznych mądrości na łamy rozmaitych portali. Krótko mówiąc: czysta, niezmącona praktyką teoria. Zamiast doświadczenia w boju – dorobek publicystyczny.

Po co w ogóle pytać ludzi?

I tu dochodzimy do smaczku, który powinien zapalić czerwoną lampkę u każdego Krakowianina.

Wystarczy sięgnąć do jednego z tekstów pana wiceprezydenta, opublikowanego na łamach portalu „Wszystko co Najważniejsze”. Wałachowski popełnił tam tekst, w którym napisał wprost, że planowanie przestrzenne – w tym miejscowe plany zagospodarowania – powinno być powierzone urbanistom, a nie opierać się wyłącznie na konsultacjach z mieszkańcami.

Napisał wprost:

Na pewno urbaniści zrobią to lepiej niż sami mieszkańcy poprzez konsultacje, w zdecydowanej większości nieposiadający wykształcenia w tym kierunku.

Genialne! Po co w ogóle pytać ludzi o zdanie?

Cały tekst macie tutaj: Republikanie, doceńcie rolę miast!

Fikcja za nasze podatki

Idąc tym tokiem myślenia: po co nam konsultacje społeczne w sprawie planów miejscowych? Po co wysłuchiwanie mieszkańców, którzy od lat walczą o skrawki zieleni pod swoimi blokami, protestują przeciwko dogęszczaniu osiedli czy dławieniu się w korkach? Przecież – zdaniem nowego sternika miejskiej przestrzeni – mieszkańcy po prostu się na tym nie znają! Brak dyplomu z urbanistyki automatycznie odbiera im prawo do decydowania o tym, jak ma wyglądać ich własne podwórko, ulica czy dzielnica.

Czy to oznacza formalny koniec demokracji partycypacyjnej w Krakowie? Czy wiceprezydent daje nam do zrozumienia, że konsultacje społeczne będą od teraz jedynie uciążliwą, narzuconą ustawowo fikcją, nad którą urzędnicy pobłażliwie uśmiechną się ze swoich gabinetów?

Wieża z kości słoniowej

Mieszkańcy Krakowa od lat zmagają się z patodeweloperką i decyzjami podejmowanymi ponad ich głowami. Dotąd słyszeli przynajmniej mydlenie oczu o „dialogu społecznym”. Teraz dostają nowy, świeży komunikat wprost z akademickiej wieży z kości słoniowej:

Cicho bądźcie, eksperci wiedzą lepiej, a wy nie macie wykształcenia.

Pytanie tylko, czy Kraków to laboratorium naukowe, w którym teoretyk bez doświadczenia zarządczego może przeprowadzać bezkarne eksperymenty na żywym organizmie miasta? I czy mieszkańcy, którzy codziennie żyją w cieniu tych „genialnych urbanistycznych wizji”, naprawdę dadzą sobie zamknąć usta komuś, kogo jedyną zasługą jest sprawna obsługa edytora tekstu?

Wałachowski spędził dotychczasowe życie na przekonywaniu czytelników, jak powinno wyglądać idealne miasto. Teraz dostaje do ręki żywy organizm Krakowa. Szybko jednak może się okazać, że zarządzanie tkanką miejską to coś więcej niż pisanie felietonów z akademickiej wieży z kości słoniowej. Bo jeśli nowa polityka przestrzenna ma polegać na uciszaniu mieszkańców, to pan wiceprezydent swój najważniejszy tekst napisze szybciej, niż mu się wydaje. I będzie to wniosek o dymisję.

ZOBACZ TAKŻE: Zakaz rozmów „sam na sam”. Radni KO z ograniczeniem osobistych spotkań z prezydentem i jego zastępcami!

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także