• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 4-8 minuty
Miał być komisarzem. Teraz ostrzega: „wybory staną się loterią”

- Gdybym został komisarzem, pierwszą decyzją byłoby ograniczenie SCT - mówi nam Piotr Kempf, lider Polskiego Stronnictwa Ludowego w Krakowie. Dodaje, że mieszkańcy odwołali w referendum prezydenta, ale prawdziwa wojna dopiero się zaczyna. 

- Jeśli koalicja się podzieli, Kraków może wpaść w permanentny konflikt z nowym prezydentem... Łukaszem Gibałą - mówi Kempf w rozmowie z Łukaszem Modarskim. Padają też mocne słowa o politycznych układach, kulisach nominacji Stanisława Kracika i możliwym „zjedzeniu” komisarza przez Radę Miasta już na pierwszej, środowej sesji.

***

Kanał Kakowski: Miał być komisarz Piotr Kempf, jest komisarz Stanisław Kracik. Odebrał Pan to jak pstryczek w nos?

Piotr Kempf: Na pewno nie jest to pstryczek w nos. Gdyby człowiek każdą plotkę brał głęboko do serca, szczególnie w polityce, to chyba by oszalał. Tym bardziej, że ja naprawdę nie narzekam na brak zajęć i zdecydowanie mam co robić.

Krzysztof Jan Klęczar i Piotr Kempf

Nie żałuje Pan, że to nie Pan jest komisarzem?

Nie. To bardzo trudne wyzwanie. I moment też jest trudny. Komisarz wchodzi na zupełnie nieznaną ścieżkę, którą Kraków nigdy nie podążał, nie licząc czasów wojennych. Tak naprawdę w ogóle nie wiemy, z czym to się je. Jakie będą kompetencje komisarza? Co będzie mógł zrobić? Jak daleko idące zmiany będzie mógł wprowadzić przez te trzy miesiące? Czy będzie tylko administratorem, który ma doprowadzić do wyborów, czy jednak przez te trzy miesiące będzie realnie zarządzał miastem? A pamiętajmy, że to są gorące trzy miesiące.

Jak to logicznie wytłumaczyć, że wojewoda z PSL-u wskazuje Kracika, który z PSL-em związany nie jest, a nie Pana, czyli czołowego polityka PSL-u w Krakowie?

Myślę, że trzeba spojrzeć na roztropność wojewody. Przy tak trudnej decyzji nie chodziło o to, żeby politycznie coś ugrać na tym, że przez chwilę można mieć polityka PSL-u w magistracie.

Ale nie byłaby to nobilitacja dla PSL-u?

Na pewno byłaby. Ale równie dużym brakiem roztropności byłoby wykorzystywanie tej sytuacji politycznie. Bo jednak mamy do czynienia z dużą polityczną tragedią, która wydarzyła się w Krakowie. I robienie z tego okazji do realizowania ambicji własnej partii byłoby po prostu zbyt daleko idące.

Spójrzmy zresztą niedaleko, na Nowy Sącz. Tam, kiedy prezydent nie mógł sprawować urzędu, osobą pełniącą funkcję komisarza została jego bliska współpracowniczka, wiceprezydentka miasta. To pokazuje, że wojewoda stara się zachować ciągłość. Bo chyba przede wszystkim chodzi tutaj o administrowanie.

I wydaje mi się, że właśnie tu trzeba szukać przyczyny tej decyzji. To też pokazuje pewien kierunek. Ja tak odbieram decyzję wojewody.

Stanisław Kracik / fot. UMK

Jaki kierunek?

Taki, że komisarz, który będzie teraz zarządzał Krakowem, nie będzie podejmował gwałtownych ruchów i wywracał wszystkiego do góry nogami. Weźmy Strefę Czystego Transportu. Przecież wiemy, że odpowiadał za nią między innymi wiceprezydent Kracik.

Więc trudno się spodziewać, że pierwszą decyzją komisarza będzie nagłe ograniczenie strefy do pierwszej czy drugiej obwodnicy. Rozumiem tę decyzję wojewody właśnie tak: trzeba dowieźć to, co było realizowane przez obecny zarząd miasta. A dopiero nowy prezydent, wybrany we wrześniu, będzie podejmował nowe kroki.

To jest po prostu bezpieczna droga. Wojewoda zdecydował się na spokojne przejście między prezydentem Miszalskim a kolejnym prezydentem.

Trudno uznać to za roztropne, skoro de facto komisarzem została osoba, którą krakowianie pośrednio odwołali w referendum.

Myślę, że trzeba wrócić do punktu wyjścia. W mojej ocenie wojewoda uznał, że przez te trzy miesiące komisarz nie ma zmieniać funkcjonowania miasta, tylko w bezpieczny sposób doprowadzić Kraków do wyborów.

Ale komisarz ma wszystkie uprawnienia prezydenta.

Teoretycznie tak. Ale praktycznie rozumiem to tak, że wojewoda wychodzi z założenia, iż Stanisław Kracik będzie przez te trzy miesiące zastępował Aleksandra Miszalskiego, a nie wywracał stolik.

Zresztą prezydent Kracik jest znany z takiej stabilności i podejmowania raczej roztropnych decyzji. I chyba właśnie tego Kraków teraz potrzebuje - dowiezienia tego, co już jest rozpoczęte, a nie rewolucji w środku wakacji.

Bo pewnie gdyby to mnie przypadł zaszczyt bycia komisarzem, to pierwszą decyzją byłoby ograniczenie SCT. I być może właśnie dlatego wojewoda zdecydował się na kogoś takiego jak Kracik - żeby mieszkańcy wiedzieli, że większe zmiany przyjdą dopiero po wyborze nowego prezydenta.

Piotr Kempf i Aleksander Miszalski

Ale czy Stanisław Kracik nie zostanie po prostu „zjedzony” już na środowej sesji Rady Miasta? To wtedy będzie dyskusja między innymi o planie ogólnym i strategii rozwoju miasta, a radni opozycyjni będą krzyczeć, że to jego wina.

Możemy zakładać, że zostanie zjedzony. Ale możemy też spojrzeć na drugą stronę medalu i zapytać: kto miałby lepiej odpowiedzieć na pytania radnych niż ktoś, kto był najbliżej tych wszystkich spraw?

Kracik wie, na jakim etapie jest plan ogólny. Wie, co można jeszcze zrobić. Wie, co dzieje się z linią do Mistrzejowic. Być może potrafi też wytłumaczyć mieszkańcom, dlaczego nagle wraca temat toru wyścigowego dla samochodów.

I myślę, że znacznie lepiej odpowie na pytania radnych niż ktoś z zewnątrz, kto dopiero uczyłby się Krakowa.

Temat toru wraca, bo Łukasz Gibała od lat interpelował w tej sprawie. W końcu Miszalski uległ.

Może tak. Trudno powiedzieć, co dokładnie zdecydowało, bo sam jestem jedną z osób, które tej decyzji prezydenta Miszalskiego do końca nie rozumieją.

Ale przecież ten projekt wygrał budżet obywatelski.

Zgadza się. Tylko przypomnę, że kiedyś wygrały też „Skrzydła Krakowa” i jakoś ich nie zrealizowano. Ja akurat rozumiem potrzebę konsekwencji urzędu. Zawsze uważałem, że miasto powinno być konsekwentne. Ale sytuacja się zmieniła. Kraków wprowadza SCT, mówi o ekologii, ogranicza ruch samochodowy, a jednocześnie buduje tor wyścigowy? To jest trochę niespójne.

ZOBACZ TAKŻE: Kraków buduje tor po latach nacisków. Nagle wybucha polityczna histeria

I można się zastanawiać, czy akurat teraz to jest priorytet. Miasto ma problemy z zadłużeniem, z bieżącymi wydatkami, z wieloma inwestycjami. Czy naprawdę to jest moment na tor wyścigowy? Nie mówię, że taki tor nigdy nie powinien powstać. Ale czy właśnie teraz jest na to czas? Mam wątpliwości.

Czy decyzja wojewody o wskazaniu Kracika jest częścią jakiegoś politycznego dealu?

Trudno mi tu dostrzec polityczny deal. Przecież Stanisław Kracik jest związany z Platformą Obywatelską, a mimo to wojewoda z PSL-u wskazuje właśnie jego. Gdyby chodziło o polityczny układ, wojewoda próbowałby raczej wykorzystać sytuację do realizacji własnych pomysłów. Tymczasem wiemy przecież, że wojewoda i Kracik mieli zupełnie inne zdanie choćby w sprawie SCT.

Dlatego wydaje mi się, że jest w tym więcej odpowiedzialności i troski o stabilność miasta niż politycznej gry. Chociaż oczywiście na pierwszy rzut oka ta decyzja może budzić emocje.

Czy będzie więc polityczny deal PSL-u z Koalicją Obywatelską przed wyborami?

Ja osobiście życzyłbym Krakowowi, żeby takie polityczne porozumienie jednak się pojawiło.

Czyli wspólny kandydat na prezydenta?

Tak. Uważam, że obecna koalicja rządząca powinna próbować się konsolidować. Tymczasem Lewica już zapowiada własną kandydatkę. Słyszymy też o kandydacie Polski 2050. I to wszystko rozbija wspólny front. A pamiętajmy, że po drugiej stronie jest bardzo silny kandydat, czyli Łukasz Gibała. Jeśli głosy obecnej koalicji rozłożą się na kilku kandydatów, to wejście do drugiej tury stanie się loterią. I wtedy Kraków może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji. Bo jeśli wygra Gibała, to będzie prezydentem przeciwko Radzie Miasta, którą sam wcześniej próbował odwoływać.

To byłby układ dużo trudniejszy niż relacje między rządem a prezydentem kraju. Miasto mogłoby wejść w permanentny konflikt.

Gdyby PSL miał poprzeć kandydata KO, to kto byłby akceptowalny?

Najczęściej pada nazwisko Moniki Piątkowskiej. Ona ma tę zaletę, że współpracowała zarówno ze środowiskiem Jacka Majchrowskiego, jak i z PSL-em czy Koalicją Obywatelską. To osoba, która mogłaby łączyć różne środowiska.

Ale jest też Ireneusz Raś - polityk wywodzący się z Platformy, dziś bardzo blisko PSL-u. To też mogłaby być kandydatura akceptowalna.

Monika Piątkowska

To tylko te dwa nazwiska?

Na dziś przede wszystkim o nich się mówi. Ale po tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach, naprawdę trudno cokolwiek przewidzieć.

Mieliśmy wysyp nazwisk: od influencerów, przez Mariana Banasia, po Łukasza Wantucha czy Małgorzatę Jantos. Nie wiemy też, co zrobi PiS. Czy postawi na Małgorzatę Wassermann? Michała Drewnickiego? A może wróci temat ministra Andrzeja Adamczyka albo byłego wojewody Łukasza Kmity?

To pokazuje, że jesteśmy dopiero na początku bardzo skomplikowanej gry politycznej. I szczerze mówiąc, bardziej niż samej kampanii obawiam się tego, co będzie po wyborach. Kto zostanie prezydentem i czy będzie umiał współpracować z obecną Radą Miasta, która jest dziś mocno podrażniona. Bo pamiętajmy: rada ledwo przetrwała referendum. Trzy tysiące głosów różnicy to naprawdę niewiele.

Może więc wojewoda ma rację, że właśnie Kracik najlepiej opanuje te emocje? Ma doświadczenie, zna miasto, zna bieżące procesy i ma w sobie spokój, który teraz może być potrzebny. Miasto musi normalnie funkcjonować. Śmieci muszą być odbierane, woda dostarczana, komunikacja działać. Kraków nie może przez trzy miesiące żyć wyłącznie kampanią i polityczną wojną.

Piotr Kempf

Czy przyłożył Pan rękę, i to dosłownie, do odwołania Aleksandra Miszalskiego?

Zdecydowanie jestem po stronie tych, którzy uważali, że należało poczekać z ostateczną oceną prezydenta. Współpracuję na co dzień z wieloma samorządowcami i naprawdę wielu z nich przecierało oczy ze zdumienia, że po dwóch latach postanowiono oceniać prezydenta miasta. To bardzo mało czasu. Oczywiście można krytykować Aleksandra Miszalskiego za wiele rzeczy. Ale ja powiem tylko tyle: dziękuję mu za te dwa lata współpracy. Miał bardzo trudny start, spadła na niego ogromna fala hejtu, a mimo to podjął wiele trudnych tematów. Choćby metro - temat niezwykle trudny i często wyśmiewany, ale jednak podjęty.

Mam nadzieję, że kolejny prezydent zrozumie, że samorząd polega też na kontynuacji projektów poprzedników. Bo to był jeden z zarzutów wobec Miszalskiego, że rezygnował z części inwestycji poprzedniej ekipy, jak choćby z 50-metrowego basenu, a dziś nadal nie mamy nawet nowej lokalizacji.

To pokazuje, jak trudne jest zarządzanie miastem i jak ważna jest ciągłość. Dlatego życzę Krakowowi, żeby kolejny prezydent potrafił kontynuować dobre projekty. I żeby z perspektywy czasu Aleksander Miszalski był oceniany lepiej niż dziś w internecie.

ZOBACZ TAKŻE: To ONI są największymi przegranymi krakowskiego referendum!

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także