Przeczytasz w 3-5 minuty
Jakub Kosek / fot. Łukasz Michalik

– My niczego nie wygraliśmy, my tylko nie przegraliśmy – przyznaje Jakub Kosek po tym, jak krakowska rada miasta uniknęła odwołania. W kuluarach jednak wrze. Czy Łukasz Gibała rozbije klub Koalicji Obywatelskiej przed przyspieszonymi wyborami?

W rozmowie o nadchodzącej, brutalnej walce o Kraków, lojalności wewnątrz KO i politycznych podchodach Łukasza Gibały, Kosek stawia odważną tezę: kandydat Koalicji ma pewne miejsce w drugiej turze wyborów prezydenckich. Gibała? – Niekoniecznie – mówi przewodniczący Rady Miasta Krakowa.

***

Kanał Krakowski: Odetchnął Pan z ulgą, że rada miasta nie została odwołana?

Jakub Kosek: To chyba nie jest dobre określenie moich odczuć. Rozumiem ludzi, którzy gratulowali nam, że zostaliśmy, ale sam nie wiedziałem, jak na to odpowiadać, bo tu nie było czego gratulować. Przecież my niczego nie wygraliśmy, my tylko nie przegraliśmy. Nie powiedziałbym więc, że odetchnąłem z ulgą.

Jakub Kosek

Z pierwszych badań sondażowych wynikało, że rada się jednak nie utrzyma. Był Pan pogodzony z tym, że trzeba będzie robić kolejną kampanię wyborczą?

Jasne. Ja bardzo szybko przyjmuję nową rzeczywistość i próbuję się w niej odnaleźć. Chociaż w tym przypadku wiedziałem, że wyniki sondażowe mogą być obarczone sporym błędem i rzeczywistość ten błąd potwierdziła.

Natomiast nie potrafiłem się cieszyć z tego, że rada zostaje, bo przecież odwołano prezydenta. Choć oczywiście dobrze się stało, że nadal możemy pełnić swoje funkcje, bo będziemy istotnym ogniwem tego, co się wydarzy po wyborach na początku września. 

Zawsze można jednak znaleźć plusy i minusy. Z jednej strony, gdybyśmy zostali odwołani, kandydaci na radnych mocno wspieraliby naszego kandydata w wyborach na prezydenta. A z drugiej strony moglibyśmy nie utrzymać większości w radzie...

A propos, Łukasz Gibała mówi, że rozmawia z ekspertami i przygotowuje się do startu w wyborach. A czy nie jest tak, że rozmawia głównie z radnymi, których może ewentualnie „wyciągnąć” z klubu KO?

Ze mną nie rozmawia, więc nie wiem. (uśmiech)

Ale jest wielu innych, zawiedzionych rządami Aleksandra Miszalskiego i partią radnych.

To trzeba ich pytać. Osobiście jestem twardo osadzony w realiach, w których funkcjonuję – jestem w Koalicji Obywatelskiej i nie zamierzam tego zmieniać.

A ilu radnych z klubu KO jest „do wyciągnięcia”?

Nie wiem, czy ktoś jest do wyciągnięcia. Tak się zawsze mówi. O radnych Łukasza Gibały w pierwszej kadencji też tak mówiono. Efekt końcowy był taki, że nikt nikogo nie wyciągnął, a jego klub opuściła lub została z niego wypchnięta tylko Alicja Szczepańska. Teraz też można opowiadać, że klub KO lub Lewicy zostanie rozebrany, ale ja uważam, że w pełnym składzie będziemy wspierać naszego nowego prezydenta.

Jakub Kosek

To najgorsza Rada Miasta Krakowa od dekad. Zgadza się Pan z tą tezą?

Jeszcze w ostatnich kadencjach był taki radny, który po każdych wyborach powtarzał: „To jest najgorszy klub, w jakim byłem, odkąd jestem radnym”. I naprawdę mówił to co kadencję. Być może jest więc to stwierdzenie tego typu, że ktoś sobie palnął, że to najgorsza rada i to się roznosi. Ale jakimi miernikami mielibyśmy to mierzyć? To bardzo subiektywne, pewnie stronnicze i emocjonalne.

Bardzo często pojawia się jednak argument z ust radnych opozycji – który wcześniej się nie pojawiał – że są tylko statystami, bo tak bardzo ich ignorujecie, że w sumie mogliby nie brać udziału w sesjach.

To jest oczywiście nieprawda. Zresztą nawet te słowa pokazują, że to wybieg polityczny, podjęty po to, żeby znowu coś ugrać. Wiadomo, że jak się jest w opozycji, to nie ma się głosu decydującego i trzeba szukać innych rozwiązań. Jednym z takich rozwiązań jest właśnie tego typu narzekanie, ale ma to niewiele wspólnego z prawdą.

To jaką ocenę wystawiłby Pan radzie miasta za te dwa lata? Przyjmijmy skalę od 0 do 10.

Ciężko byłoby to zrobić, będąc radnym, a będąc przewodniczącym, wręcz chyba nie wypada.

Z perspektywy przewodniczącego widać lepiej.

Ale kto chciałby słuchać takiej oceny? Przecież to nie byłoby obiektywne.

Obiektywnie można za to ocenić prezydenta, bo ten już zakończył swoje urzędowanie.

Cokolwiek dzisiaj powiem, zostanie wykorzystane w kampanii wyborczej. Jeśli stwierdzę, że był dobry, to odpowiedzą: „O, widzicie, chcą tego samego”. Jeśli ocenię, że był w czymś słaby, to druga strona stwierdzi: „Nawet jego ludzie narzekają na tę prezydenturę”. Każde słowo można obrócić przeciwko osobie, która je wypowiada.

Jakub Kosek prowadzi obrady RMK. Na pierwszym planie opozycyjny radny / fot. Łukasz Michalik

Czy to jest zapowiedź bardzo brutalnej, bezwzględnej kampanii wyborczej o fotel prezydenta Krakowa?

Obawiam się, że może tak być. Kampanie w Krakowie zrobiły się ostatnio takie, że nawet osoby interesujące się polityką czują już do tego obrzydzenie. Gdy oglądam pewne materiały, słyszę manipulacje i widzę paskudne metody, to mam wątpliwości, czy to jest normalne, czy tak powinno być i czy chciałbym w tym uczestniczyć.

Element hejtu w tej brudnej kampanii referendalnej był przerażający. Groźby, które wielu radnych zgłosiło na policję (te sprawy trwają), preparowanie nagich zdjęć jednej z radnych i wysyłanie ich w różne miejsca, kłamstwa, zmanipulowane czy wygenerowane przez sztuczną inteligencję materiały... To jest przerażające. Mam nadzieję, że pojawią się jakieś regulacje europejskie w zakresie cyberbezpieczeństwa, bo to już zaczyna się wymykać spod kontroli.

Tymczasem Wasz kandydat – ktokolwiek nim zostanie – będzie musiał się z tym zmierzyć.

Na pewno będzie musiał się w tym jakoś odnaleźć.

Wejdzie do drugiej tury razem z Gibałą?

Na pewno w drugiej turze znajdzie się kandydat Koalicji. Co do Gibały nie mam takiej pewności.

ZOBACZ TAKŻE: Proszą, błagają, zagadują: „Łukasz, musisz!”. A on milczy

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także