Przeczytasz w 2-3 minuty
Aleksandra Owca / fot. Aleksander Jura, materiały prasowe

Kandydatka Partii Razem na prezydentkę Krakowa, Aleksandra Owca, wreszcie poszła po rozum do głowy i prosto z mostu przyznała to, co mieszkańcy wiedzą od lat: obietnice wyborcze i polityczne deklaracje są nic nie warte, bo bez decyzji z Warszawy nikt w Krakowie sam niczego nie wskóra. – Żaden wynik wyborów, żadna obietnica i żadna pojedyncza deklaracja tutaj w Krakowie tej opłaty nie wprowadzi – wypaliła bez ogródek Owca. Brawo za odrobinę realizmu w tym politycznym cyrku!

Zamiast dalej mamić wyborców gruszkami na wierzbie, polityczka złożyła komitetom propozycję podpisania wspólnego listu „Jednym Głosem dla Krakowa” do premiera Donalda Tuska. Chodzi o wywarcie presji na rząd, by w końcu zmienił przepisy i dał miastu zielone światło na wprowadzenie opłaty turystycznej.

Koniec z obietnicami bez pokrycia

Wszyscy kandydaci od tygodni ścigają się na deklaracje, jak to pięknie opodatkują ruch turystyczny, który demoluje miejski budżet, rozjeżdża ulice i zostawia po sobie tony śmieci. Owca przebiła ten balon hipokryzji, przypominając, że bez łaski centrali Kraków może sobie co najwyżej porozmawiać.

Aleksandra Owca / fot. Aleksander Jura, materiały prasowe

Ponad partyjnymi podziałami, mimo wszelkich różnic, wydaje się, że zgadzamy się w jednej kwestii: konieczności wprowadzenia w Krakowie opłaty turystycznej. Ruch turystyczny generuje dla Krakowa koszty, a opłata turystyczna to narzędzie, które pomogłoby te koszty częściowo sfinansować.

Ale bez zmiany ustawy na szczeblu krajowym, lokalne obietnice można włożyć między bajki.

Bezczynność rządów kosztuje nas setki milionów

Owca ostrzega, że polityczne gierki i udawanie, że lokalny prezydent sam rozwiąże problem, uszczuplą kasę miasta o gigantyczne kwoty.

Jeśli nic nie zrobimy, jeśli nie przekonamy większości rządowej do zmiany zdania, to Kraków kolejny już sezon straci nawet setki milionów złotych do budżetu. I żaden wynik wyborów, żadna obietnica i żadna pojedyncza deklaracja tutaj w Krakowie tej opłaty nie wprowadzi.

Wspólna wyprawa do premiera

Kandydatka Razem przestała bawić się w polityczne podchody i zaapelowała do pozostałych sztabów o zrzucenie masek i wspólne działanie. Pismo trafiło już na skrzynki mailowe konkurencji.

Widziałam w tej sprawie wypowiedzi i konferencje panów Drewnickiego i Bocheńczaka, pań Gosek-Popiołek i Piątkowskiej, głosowałam nieraz za rezolucjami Rady Miasta w tej sprawie wraz z panem Gibałą. Nie mam wątpliwości, że więcej zdziałamy razem, niż licytując się, kto bardziej popiera opłatę turystyczną.

– Kraków zobaczył już w ostatnich kampaniach wiele nienawiści, pogardy, wiele podziałów. Czas, żeby zobaczył, że proces demokratyczny może też przynieść coś dobrego dla mieszkańców i dla naszego miasta: pracę ponad podziałami dla Krakowa, wspólny front w konkretnej sprawie – podkreślała.

Aleksandra Owca / fot. Aleksander Jura, materiały prasowe

Plan jest jasny: zanieść podpisany apel prosto na biurko Donalda Tuska i uświadomić mu, ile kosztuje jego bezczynność.

Chcemy zebrać podpisy kandydatów i kandydatek, spotkać się z panem premierem i przekonać go, że nie może już dłużej ignorować głosu naszego miasta. Pokazać, jaki jest koszt bezczynności rządu w tej sprawie. Czas poprawić sytuację miasta i pomóc Krakowowi ruszyć do przodu – bez względu na to, kto jesienią obejmie stery.

Pointa całej tej szopki jest wyjątkowo ponura. Skoro nawet sami kandydaci bez ogródek przyznają, że ich własne obietnice są bezsilne wobec widzimisię warszawskich urzędników, to po co nam właściwie ten cały kosztowny wyścig do prezydenckiego fotela?

Jeśli krakowska polityka polega już tylko na wysyłaniu błagalnych listów do stolicy, to zamiast wyborów taniej i prościej byłoby po prostu kupić wszystkim kandydatom bilet w jedną stronę na Dworzec Centralny.

ZOBACZ TAKŻE: Gibała obiecuje nieśmiertelność i truskawkowe cukierki na raka. Wystarczy Karta Krakowska!

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także