Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, usiądźcie wygodnie i weźmie głęboki oddech. Łukasz Gibała, który jeszcze przed chwilą robił maślane oczy do prawicy, właśnie ogłosił wielki pakt... z krakowską Lewicą! I choć w trakcie ogłaszania tej przełomowej nowiny w Kanale Zero pomylił płeć jej szefa, sygnał poszedł w świat: Gibała buduje w radzie wgzotyczną koalicję. A to dopiero początek tego kabaretu.
Łukasz Gibała osiągnął w Kanale Zero poziom politycznej metafizyki, o jakim krakowskim radnym nawet się nie śniło. Ogłosił z dumą, że dogadał się z „szefem krakowskiej Lewicy” i pozbawił Monikę Piątkowską większości. Problem w tym, że krakowską Lewicą rządzi kobieta. Czy radny Gibała minął się z prawdą, czy rozmawiał z duchami – nie wiemy, ale jedno jest pewne: człowiek może wyjść z Ruchu Palikota, ale Ruch Palikota nie wychodzi z człowieka nigdy.
Rozmowa z urojonym szefem
Lider KdM z dumą ogłosił całemu światu (a przynajmniej tej części świata, która ogląda transmisje ze stolicy), że odbył kluczową rozmowę z „szefem krakowskiej Lewicy”. I tenże szef miał mu zadeklarować gotowość do współpracy w Radzie Miasta! Konkluzja? Monika Piątkowska (jako ewentualna prezydentka) i jej zaplecze tracą większość, w Krakowie idzie nowe, a Gibała już niemal dzieli i rządzi.
Jest tylko jeden mały, wręcz mikroskopijny detal.
Krakowską Lewicą kieruje kobieta. Profesor Joanna Hańderek.
Gibała tymczasem z całą powagą i zaciętością doświadczonego męża stanu opowiadał o mężczyźnie. Czy lider krakowskiej opozycji właśnie minął się z prawdą w ogólnopolskim programie i wymyślił ową rozmowę "z szefem Lewicy"? A może po prostu w ferworze walki politycznej przejęzyczył się i płeć rozmówcy rozmyła mu się w oparach wiecznej kampanii? Nie przypuszczajmy od razu najgorszego. Może Łukasz Gibała rozmawiał z kimś, kto szefem Lewicy dopiero planuje zostać? Albo z kimś, kto szefem Lewicy czuje się wewnętrznie? Wszak w polityce czucie i wiara często wiedzą więcej niż statut partyjny.
Flirt z PiS-em, ślub z Lewicą
Ale zostawmy na chwilę kwestie genderowe i anatomiczne. Znacznie ciekawszy jest sam zwrot akcji.
Jeszcze dosłownie przed chwilą Gibała robił maślane oczy do działaczy i wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Zalecał się, puszczał oko, próbował kupić ich życzliwość, wiedząc doskonale, że bez główki ukłonionej w stronę prawicy o jakiejkolwiek większości w radzie miasta może co najwyżej pomarzyć. Ba, o samej prezydenturze też może pomarzyć i z klasą przegrać po raz czwarty! A tu nagle – bum! Zwrot przez lewe ramię.
Matematyka kontra kabaret
Co na to radny PiS i były już kandydat tej partii na prezydenta Michał Drewnicki? Co na to prawicowy aktyw, który jeszcze wczoraj zastanawiał się, czy Gibała to przypadkiem nie jest ten „racjonalny bezpartyjny”? Czy radni PiS już szykują się na wspólne głosowania nad uchwałami promującymi lewicowe wartości pod czujnym okiem swojego nowego taktycznego partnera?
Zresztą, bądźmy szczerzy: czysto matematycznie sojusz z samą Lewicą i tak Gibale większości nie daje. Ale czy w tej opowieści naprawdę chodzi o cyfry? Chodzi o styl!
Palikot wciąż żywy
I tu docieramy do sedna sprawy. Gibała może zmieniać barwy partyjne, może zakładać lokalne stowarzyszenia, może przekonywać, że jest ponad podziałami i kocha jednocześnie prawicowych tradycjonalistów i lewicowych aktywistów. Ale historia i tak zatacza koło. Przypomina się stare, mądre porzekadło, lekko zmodyfikowane na potrzeby krakowskiej sceny: możesz wyjść z Ruchu Palikota, ale Ruch Palikota nigdy nie wyjdzie z ciebie.
Ten sam spektakl, ten sam talent do tworzenia równoległej rzeczywistości i ta sama lekkość w tworzeniu egzotycznych politycznych bytów. Czekamy na kolejny odcinek. Ciekawe, z kim Łukasz Gibała porozmawia jutro i kogo pozbawi większości przed obiektywem kamer.





![Gibała i Piątkowska zmierzą się w II turze wyborów! [WYNIKI, KOMENTARZE]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_655.jpg?fcd43380450e21125baec1b3e00c6abf)
















