Gibała oddaje stołki partyjnym wyjadaczom! Oto jego potencjalni zastępcy

Mieli być apolityczni eksperci, będą partyjni wyjadacze. Wiemy, kto ma zająć fotele wiceprezydentów Krakowa, jeśli nadchodzące wybory wygra Łukasz Gibała. (Nie)będziecie zaskoczeni.

Przez lata fundamentem narracji Gibały była niezależność i otaczanie się fachowcami z konkretnych branż, a nie partyjnymi nominatami. Sęk w tym, że apolityczna fasada zaczęła pękać, a sami eksperci ewakuują się z tego projektu.

Klęska eksperckiego zaplecza

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Gibała dwukrotnie publicznie wyznaczył na swojego zastępcę doktora Jacka Mosakowskiego – twórcę profilu Platforma Komunikacyjna Krakowa. Najpierw obwieścił to na konferencji prasowej inaugurującej start kampanii, a potem powtórzył w rozmowie na antenie RMF FM. Problem w tym, że zrobił to chyba bez zgody samego zainteresowanego. Samowolka Gibały tak mocno wzburzyła Mosakowskiego, że ten całkowicie stracił ochotę na wchodzenie do magistratu u jego boku.

Jeszcze poważniej wygląda przypadek Tomasza Brzostowskiego – wybitnego specjalisty od biznesu, który od dwóch dekad piastuje kierownicze stanowiska w międzynarodowych korporacjach. On również przymierzany był do fotela wiceprezydenta, ale z naszych informacji wynika, że ma już dosyć politycznych gier i po prostu chce się z tego układu wypisać.

Gibała prezentuje tak zwanych ekspertów na swojej stronie internetowej. Najnowsze wpisy pochodzą z lutego 2024 roku

Lista uciekinierów jest jednak dłuższa. Gibała od lat na swojej stronie internetowej chwali się tymi samymi nazwiskami w zakładce „Eksperci”. Gdy okazało się, jak naprawdę wygląda zaplecze polityka, wielu z nich zaczęło po cichu wycofywać swoje poparcie.

Partyjny handel żywym towarem

Tymczasem topniejące poparcie w sondażach nie pozostawia Gibale złudzeń – z dawnej ogromnej przewagi nie zostało wiele. Aby marzyć o władzy, kandydat musi szukać poparcia u partyjnych aparatczyków i handlować wpływami. A cena za głosy ich elektoratu jest wysoka: twarda polityczna waluta w postaci wiceprezydenckich stanowisk.

Tak wyglądać ma nowy podział ról w Urzędzie Miasta Krakowa:

I zastępca prezydenta: Michał Starobrat lub Łukasz Maślona 

Pierwsza posada przypadnie komuś z bezpośredniego zaplecza Gibały. Do wyścigu staje dwóch miejskich radnych.

Michał Starobrat i Łukasz Gibała
  • Michał Starobrat – w klubie Gibały uchodzi za „tego najmądrzejszego”. Lubi brylować na sesjach Rady Miasta, wymądrzać się i kreować na jedynego merytorycznego. Przedsiębiorca, radzący sobie w biznesie, dla którego wiceprezydencka pensja byłaby finansowaną degradacją. Czemu więc prze do urzędu? Jeden ze współpracowników Gibały nie ma złudzeń:

Ma wybujałe ego. Schlebia mu bycie KIMŚ. Już teraz, jako radny, lubi pokazywać się w mediach i na konferencjach. Bycie wiceprezydentem doda mu – przynajmniej w jego mniemaniu – +50 do "zajebistości". Sąsiedzi będą mu się niżej kłaniali, a on jest wyjątkowo łasy na tego typu komplementy.

Łukasz Maślona
  • Łukasz Maślona – radny, do którego Gibała ma ograniczone zaufanie, ale ceni go z innego powodu: to człowiek od czarnej roboty. Bez zbędnych pytań wykonuje polecenia szefa, za co lider jest mu po prostu wdzięczny. Maślona znajduje się na drugim biegunie życiowym niż Starobrat – nie zarabia na wolnym rynku i zmaga się ze sporymi długami, więc stały urzędowy etat to dla niego kwestia przetrwania.

II zastępca prezydenta: Michał Drewnicki

Obecny kandydat PiS na prezydenta Krakowa. Z Gibałą zna się od lat i prywatnie panowie bardzo się lubią. W II turze wygrana Gibały bez głosów Prawa i Sprawiedliwości jest niemożliwa. Kandydat PiS nie poprze przecież Moniki Piątkowskiej, więc w zamian za wiceprezydencki stołek przekaże swoje poparcie Gibale. Ewentualnie wskaże kogoś innego z partii, gdyby sam uznał, że to jest dla niego bardziej opłacane na przyszłość.

Michał Drewnicki

Nieformalnie Drewnicki wspiera Gibałę de facto już teraz – podczas debat i wystąpień medialnych bezpardonowo atakuje Piątkowską, narzucając czysto polityczną narrację w kluczu PiS vs. KO. Drewnicki dogada się więc z Gibałą wbrew partyjnym jastrzębiom, takim jak Małgorzata Wassermann czy Barbara Nowak.

Plan jest prosty: fotel wiceprezydenta posłuży mu do budowania rozpoznawalności, dzięki której szybko przeskoczy na listę do Sejmu i zdobędzie mandat poselski. Jego miejsce w urzędzie natychmiast zajmie inny działacz PiS, bo radni tej partii i tak będą Gibale niezbędni do stworzenia ewentualnej większości w radzie.

III zastępca prezydenta: Aleksandra Owca

Układ bliźniaczy do tego z Drewnickim. Radna i wiceprzewodnicząca partyjnych struktur Razem sprawia wrażenie w stu procentach dogadanej z Gibałą. Zresztą to z jego listy w ogóle weszła do rady, a późniejsze wystąpienie z jego klubu były pozorne i na chłodno przekalkulowane. Obecność działaczki skrajnej lewicy ma posłużyć Gibale do budowania wizerunku „prezydenta wszystkich krakowian” – łączącego ogień z wodą, od zwolenników PiS po Razem.

Aleksandra Owca i Łukasz Gibała

Już teraz w debatach Owca bierze na siebie brudną robotę. Atakuje Piątkowską nie na argumenty merytoryczne, lecz za pomocą przedszkolnych pyskówek w stylu „bo jesteś głupia”, na które trudno nawet jakkolwiek odpowiedzieć. Podobnie jak Drewnicki, Owca za rok ma wylądować w Sejmie, zwalniając miejsce w magistracie dla kolejnego partyjnego nominata.

IV zastępca prezydenta: Rafał Komarewicz 

Polityczny wyrzutek, który choć zdobył mandat poselski, wciąż nerwowo szuka dla siebie stałego miejsca. Próbuje porozumieć się z ugrupowaniem Rozwój Plus (wspieranym przez ludzi Mateusza Morawieckiego, które ustami Łukasz Kmity wyraziło już poparcie dla Gibały).

Rafał Komarewicz

Komarewicz wie, że przy kolejnych wyborach może nie dostać biorącego miejsca na listach sejmowych, dlatego bez reszty próbuje przykleić się do Gibały. Panowie byli zresztą dogadani już przy poprzednich wyborach, ale Komarewicz wykręcił wtedy kompromitujący wynik i nikt nie traktował go poważnie. Teraz nadrabia gorliwością: atakuje Piątkowską w internecie i w parlamencie. Dzięki temu Gibała może zachować czyste rączki i udawać, że nie prowadzi agresywnej kampanii, bo brudną robotę odwalają za niego inni.

Dla mniej dociekliwych wyborców, awans Komarewicza – wywodzącego się ze środowiska Jacka Majchrowskiego (które ostatecznie zdradził, ale o tym wie już garstka mieszkańców) – ma być też sygnałem, że Gibała potrafi zjednać sobie nawet dawny układ prezydencki, który przez lata bezlitośnie krytykował.

Co z Lewicą?

Skoro o zdradach i politycznych woltach mowa – w odwodzie pozostaje jeszcze Daria Gosek-Popiołek oraz jej pseudo-zaplecze w postaci kilku młodych działaczy aspirujących do miana polityków. Tutaj jednak układanka jest znacznie bardziej skomplikowana.

Na poziomie lokalnym radni Nowej Lewicy tworzą w radzie miasta oficjalną koalicję z Koalicją Obywatelską, więc teoretycznie do żadnego rozłamu dojść nie powinno. Powszechnie oczekuje się zresztą, że Lewica w II turze ostatecznie poprze Monikę Piątkowską – gwarantem tego porozumienia ma być bezpośrednia polityczna umowa na szczycie między Włodzimierzem Czarzastym a Donaldem Tuskiem.

Donald Tusk i Monika Piątkowska

Krakowscy działacze Lewicy w kuluarowych rozmowach już teraz jednoznacznie stawiają na Piątkowską, traktując Gosek-Popiołek jako „obce ciało”, a wręcz polityczną „zdrajczynię”. Choć posłanka startuje na prezydenta z komitetu Nowej Lewicy, formalnie nie jest nawet członkinią tej partii. W kampanii konsekwentnie chowa partyjne logo, odcina się od lewicowych barw, a z jej materiałów zniknęła nawet sama nazwa ugrupowania.

I o ile oficjalne struktury partyjne bez problemu dogadają się z KO – zarówno na szczeblu krajowym, jak i lokalnym – o tyle sama Gosek-Popiołek w każdej chwili może wywinąć numer i wyłamać się z szeregu, udzielając poparcia Gibale. Zrobiła to już zresztą przed poprzednimi wyborami, gdy Gibała przegrał starcie z Aleksandrem Miszalskim. Później co prawda przepraszała byłego już prezydenta za swój krok, ale niesmak w środowisku pozostał na dobre.

Daria Gosek-Popiołek

O specyficznie pojmowanej „lojalności” byłej kierowniczki oddziału domu kultury doskonale wiedzą również politycy Partii Razem. To właśnie to ugrupowanie dało jej przepustkę do wielkiej polityki i pozwoliło zaistnieć, jednak Gosek-Popiołek bardzo szybko ich porzuciła w imię własnego interesu. Jeśli więc po wyborczych roszadach okaże się, że posłanka nie wywalczy dla siebie pewnego miejsca na listach do parlamentu, najpewniej znów z podkulonym ogonem wróci pod skrzydła Gibały.

Brutalna weryfikacja

Cała ta skomplikowana układanka obnaża bezlitosną prawdę o obietnicach bezpartyjnej i merytorycznej władzy w Krakowie. Gibała przez lata budował wizerunek antysystemowego reformatora, który ma wprowadzić do magistratu powiew świeżości, a kluczowe stanowiska powierzyć fachowcom z dala od politycznych powiązań. Gdy jednak przyszedł sprawdzian w postaci twardej kampanii, eksperci odwrócili się na pięcie, a na placu boju zostali wyłącznie polityczni gracze, cyniczni kalkulatorzy i partyjni nominaci szukający miękkiego lądowania.

Zamiast zapowiadanego „rządu fachowców” otrzymujemy polityczny handel obwoźny, w którym walutą są fotele wiceprezydentów, a głównym celem zaspokojenie wybujałych ambicji ludzi gotowych na każdą woltę, byle tylko zdobyć władzę.

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski szczerze o Piątkowskiej: „Moim zdaniem robi błąd” [ROZMOWA]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także