Jeśli sztab polityczny Darii Gosek-Popiołek ma chociaż odrobinę instynktu samozachowawczego, powinien jak najszybciej skonfiskować jej telefon, zaspawać usta i schować w piwnicy pod Sukiennicami. Zaczynała z ambitnym wynikiem 18 procent, ale im częściej otwiera usta, tym bardziej krakowscy wyborcy przecierają uszy i oczy ze zdumienia.
Pamiętacie ten piękny, słoneczny świt kampanii wyborczej? Posłanka Gosek-Popiołek pochwaliła się jakimś kosmicznym wynikiem sondażu w wyborach na prezydenta Krakowa. Wykręciła w nim 18 procent i tym samym wejście do drugiej tury miało być pewniejsze niż to, że na Floriańskiej ktoś zaproponuje Wam noc w klubie ze półnagimi „dziewczynami z sąsiedztwa”.
Razemki, z ich szefową Aleksandrą Owcą na czele, starały się to badanie podważyć, ale sondaż zrobiła renomowana pracownia, na sensownej próbie, więc jakoś się to obroniło. I w świat poszedł przekaz: królowa jest tylko jedna!
A potem... cóż, potem kampania zaczęła się naprawdę.
Zamiast jednak piąć się w górę ku prezydenckiemu fotelowi, poparcie pani Darii zaczęło przypominać wykres rejestrujący wstrząsy sejsmiczne, ze stałą tendencją spadkową. Wczoraj mieliśmy 12, dziś 10, jutro 8, a pojutrze – przy dobrych wiatrach i sprzyjającym układzie gwiazd – może z 6%. Złota zasada prostej matematyki podpowiada jeden, absolutnie fascynujący wniosek: jeśli ten pierwszy, startowy sondaż był prawdziwy, to oznacza, że każde kolejne słowo wypowiedziane przez panią Darię w przestrzeni publicznej kosztuje ją około kilkunastu tysięcy głosów.
To jest fenomen na skalę światową. Wystarczy podstawić pani Darii mikrofon, odbezpieczyć go i po prostu poczekać. Samonapędzające się wotum nieufności.
My oczywiście nie będziemy tutaj małostkowi. Nie będziemy złośliwie wyciągać dawnych wpadek, kiedy okazało się, że liczba posłów w polskim Sejmie to w sumie taka płynna i dość abstrakcyjna dla pani posłanki wartość.
Nie będziemy też przypominać najświeższych popisów z cyklu „Porządki w Krakowie”, gdy pani Daria, jak już zostanie prezydentem miasta, to weźmie się za reorganizację w Operze Krakowskiej, którą (mały detal!) zarządza marszałek województwa małopolskiego. Kto by się przejmował takimi niuansami jak struktura władzy samorządowej, kiedy ma się w sercu tyle zapału?
Nie, my do niczego nie musimy namawiać ani kontrkandydatów, ani złośliwych dziennikarzy.
Nasz apel jest krótki i płynie prosto z serca: Ludzie, dajcie jej mówić!
Dajcie pani Darii debaty, wywiady, setki, podcasty, a najlepiej całodobowy stream z kampanii. Mikrofon dla tej kandydatki to nie narzędzie komunikacji – to polityczny detonator. Im dłużej trwa ta kampania i im więcej usłyszymy genialnych pomysłów na zarządzanie miastem (taki, jak ten z poidełkami dla ptaków), tym szybciej poparcie zjedzie do poziomu błędu statystycznego i tym mniej szkód w mieście i w mózgach odbiorców pani Daria zdąży wyrządzić.











![Zrezygnowała ze startu w wyborach. „To był cyrk! Farsa! Kabaret! Czuję się oszukana!” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_557.jpg?e508736f4eb3f4cc83065a6014ddf157)


![„Nie chcę być takim prezydentem jak Miszalski. On upokarzał różne środowiska” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_553.jpg?e508736f4eb3f4cc83065a6014ddf157)






![„Dwór kruszył jego zaufanie do mnie”. Kulig o kulisach relacji z Majchrowskim [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_544.jpg?65efe2048599731ae7f752c9c3fccce6)