– O tym, czy ostatecznie wystartuję w wyborach, może zdecydować 20–30 podpisów – mówi nam jeden z potencjalnych kandydatów. Gdy jedni przed kamerami ogłaszają sukces, inni na ulicach Krakowa walczą o przetrwanie. DO CZWARTKU kandydaci na prezydenta miasta muszą przynieść do komisji 3000 ważnych podpisów. Dla części stawki to formalność, ale dla pozostałych prawdziwy koszmar.
Do tej pory podpisy złożyło trzech kandydatów.
Wyścig otworzył reprezentant PiS, Michał Drewnicki, który pojawił się pod drzwiami komisji zaraz po ich otwarciu.
Gdy rano ogłaszał zebranie wymaganej liczby podpisów podczas konferencji prasowej przed magistratem, w tle zdjęcie z rzekomymi podpisami robił sobie Łukasz Gibała, by chwilę później zakomunikować w mediach społecznościowych:
Ja też mam, ja też mam!
Jako trzecia komplet dokumentów złożyła Aleksandra Owca (Partia Razem).
Na dziś (poniedziałek) zdeponowanie podpisów zapowiedział lider akcji referendalnej, Jan Hoffman. Pewne jest też, że wymaganą barierę przekroczą Monika Piątkowska (popierana przez koalicję KO-PSL) oraz Bartosz Bocheńczak z Konfederacji.
Gorąco wśród pozostałych kandydatów
Co z resztą stawki? W wielu komitetach trwa nerwowa walka z czasem i przeliczanie zebranych głosów.
O tym, czy ostatecznie wystartuję w wyborach, może zdecydować 20–30 podpisów
– przyznaje w rozmowie z nami Łukasz Wantuch. W podobnie trudnej sytuacji znajduje się Marta Ratuszyńska:
Zbieram osobiście całymi dniami. Dziś nie wiadomo, czy uda się zebrać wystarczającą liczbę podpisów, ale zbieram do końca. Zobaczymy.
Co stoi na przeszkodzie?
Z samych sztabów płyną niepokojące doniesienia. Wolontariusze skarżą się, że tegoroczne zbieranie podpisów idzie wyjątkowo fatalnie. Problemem okazał się nie tylko termin, ale i rosnąca nieufność mieszkańców.
Ludzie boją się podawać numerów PESEL. Tym bardziej, gdy co chwilę słyszymy o wyciekach danych. A czasem, gdy podchodzimy do ludzi, to oni po prostu przed nami uciekają
– mówi nam jedna z wolontariuszek pracujących na ulicach miasta, którą spotkaliśmy z listą poparcia dla kandydatki Lewicy. Swoje robi też kalendarz.
Są wakacje, w mieście trudniej natknąć się na mieszkańca, a przecież tylko osoby uprawnione do głosowania w Krakowie mogą złożyć podpis.
Czas ucieka nieubłaganie – urzędnicy zakończą przyjmowanie zgłoszeń w czwartek. Wtedy przekonamy się, czyje nazwiska ostatecznie trafią na karty wyborcze, a kto odpadnie z gry już na starcie.
Na ten moment nie wiadomo na przykład, czy ostatecznie swoje kandydatury potwierdzą: Daria Gosek-Popiołek, Marian Banaś czy Marianna Schreiber. Ta ostatnia może nawet nie wiedzieć, że trzeba zebrać jakiekolwiek podpisy, bo już wiele dni temu ogłosiła w internecie, że jest oficjalnie zarejestrowanym kandydatem.











![Zrezygnowała ze startu w wyborach. „To był cyrk! Farsa! Kabaret! Czuję się oszukana!” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_557.jpg?e508736f4eb3f4cc83065a6014ddf157)


![„Nie chcę być takim prezydentem jak Miszalski. On upokarzał różne środowiska” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_553.jpg?e508736f4eb3f4cc83065a6014ddf157)






![„Dwór kruszył jego zaufanie do mnie”. Kulig o kulisach relacji z Majchrowskim [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_544.jpg?65efe2048599731ae7f752c9c3fccce6)