Trzy dni i trzy noce na wyborczy cud. Jak Gibała „wyczaruje” tysiące podpisów?

Kraków znów czeka noc cudów, bo Łukasz Gibała po raz kolejny wyłożył się na nieważnych podpisach! Miejska Komisja Wyborcza wyrzuciła do kosza ponad 3 tysiące z 5,5 tysiąca przyniesionych przez radnego głosów poparcia i oficjalnie wykreśliła go z listy kandydatów na prezydenta. Dla krakowian to żaden szok, a raczej fatalna powtórka z rozrywki – radny ma już przecież na koncie 40 tysięcy felernych podpisów pod wnioskiem o referendum i wieloletnie śledztwo prokuratorskie. Dziś zegar tyka: zostały mu równe trzy doby, by wyczarować brakujące 1400 ważnych głosów. Zaczyna się nocny maraton paniki.

Kraków przeżywa właśnie swój własny, wyborczy thriller, chociaż z boku wygląda to raczej jak tania komedia pomyłek. Mamy przed sobą pierwszą noc cudów, a później jeszcze dwie kolejne. Bo właśnie tyle czasu, równe trzy dni i trzy noce, ma Łukasz Gibała na dokonanie niemożliwego: zebranie brakujących, prawidłowych podpisów, by w ogóle stanąć do walki o fotel prezydenta Krakowa.

To już oficjalne i potwierdzone czarno na białym: Miejska Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji Gibały. Powód? „Nieuzyskanie ustawowo wymaganego poparcia wyborców”.

W środę radny dumny jak paw deklarował, że przyniósł ponad 5 tysięcy podpisów (dokładnie 5449). Urzędnicy usiedli do weryfikacji i... zderzenie ze ścianą było bolesne. Z 5,5 tysiąca podpisów za ważne uznano zaledwie... 1613! Ponad trzy tysiące trafiło w próżnię. Efekt? Do rejestracji brakuje jeszcze blisko 1400 ważnych głosów poparcia.

Zaraz, zaraz... czy my tego filmu już przypadkiem nie widzieliśmy?

10 lat prokuratorskiego śledztwa

Dla starszych obserwatorów krakowskiej sceny to czysty retromanifest. Przypomnijmy próbę organizacji referendum w sprawie odwołania Jacka Majchrowskiego. Wtedy komitet Gibały przyniósł gigantyczną paczkę z 40 tysiącami(!) błędnych podpisów, a sprawą przez blisko dekadę musiała zajmować się prokuratura. Historia zatacza koło, tylko skala absurdu jakby bardziej zagęszczona w czasie.

Teraz armia pracowników Gibały wyleciała na ulice, by ratować sytuację. Ale twarda matematyka jest nieubłagana. Skoro na 5,5 tysiąca złożonych podpisów aż 3,8 tysiąca okazało się bublem, to żeby mieć gwarancję uzbierania 1400 ważnych głosów, radny musi przynieść w czwartek przynajmniej ze 4 albo 5 tysięcy nowych nazwisk. W trzy dni? Przy obecnym nastroju na ulicach?

Cud wyborczy w Krakowie

Liderzy innych komitetów tylko uśmiechają się pod nosem, bo doskonale wiedzą, jak idzie zbiórka.

LUDZIE NIE CHCĄ SKŁADAĆ PODPISÓW. Idziesz przez Kleparz czy Mogilskie, mówisz o polityce, a mieszkańcy machają ręką albo odwracają się na pięcie. Zbieranie idzie fatalnie wszystkim, ale Gibała twierdzi, że zrobi w 72 godziny to, co innym zajmuje tygodnie?

– słyszymy od wolontariusza konkurencji. Inny działacz dodaje krótko:

Jeśli on to zbierze w trzy dni na ulicy, to będziemy mieli w Krakowie pierwszy udokumentowany cud wyborczy.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli owych słynnych nocy cudów. W polskiej polityce to pojęcie nie jest obce – zazwyczaj oznacza gorączkowe montowanie większości w sejmikach, nagłe zmiany zdania nad ranem albo cudowne odnajdywanie brakujących głosów w opieczętowanych workach.

Ale zbiórka kilku tysięcy podpisów w 72 godziny pod osłoną nocy to zupełnie nowy wymiar politycznej alchemii. Praca na dwie zmiany, latarki, łapanie spóźnionych imprezowiczów i powracających z nocnych zmian i... aż strach pomyśleć co jeszcze. Kiedy zegar tyka, a do progu urzędu daleko, granica między determinacją a desperacją zamazuje się niezwykle szybko.

Przewrócił się o własne nogi

Pointa tej historii jest jednak zaskakująco prosta i gorzka dla samych Krakowian.

Gibała od lat buduje swój wizerunek jako sprawny menedżer, człowiek orkiestra i jedyna profesjonalna alternatywa dla krakowskiego układu. Tymczasem na prostej wyłożonej biurokracją przewraca się o własne nogi. Jeśli nie potrafisz zorganizować rzetelnego zbierania PESEL-i i weryfikacji adresów we własnym komitecie, to jak chcesz zarządzać budżetem miastem, spółkami komunalnymi i wielkimi inwestycjami?

ZOBACZ TAKŻE: Fatalne wieści dla kandydatów na prezydenta Krakowa. „Ludzie po prostu uciekają”

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także