Gibała i Dydyńska-Czesak / fot. Łukasz Michalik

Społeczna praca na rzecz sąsiadów z własnego podwórka? A po co to komu, skoro nie idzie za tym przelew na konto. Miejska radna z klubu Łukasza Gibały, Eliza Dydyńska-Czesak, pokazała właśnie, gdzie ma lokalne sprawy mieszkańców. Dostała szansę na objęcie mandatu w Radzie Dzielnicy V Krowodrza, ale go nie przyjęła. Powodu nie podała. Ale nietrudno się domyślić, o co tak naprawdę chodzi.

Sytuacja w Krowodrzy ułożyła się tak, że z zasiadania w radzie dzielnicy zrezygnowała Joanna Wendorff. Zgodnie z procedurą i wynikiem wyborczym, mandat po niej powinnam objąć właśnie Dydyńska-Czesak. Odpowiedź radnej była jednak krótka.

Poinformowała mnie, że nie zamierza przyjmować mandatu 

– przekazał w rozmowie z nami przewodniczący zarządu Rady Dzielnicy V Krowodrza, Maciej Żmuda.

Dlaczego? Radna nie uznała za stosowne czegokolwiek tłumaczyć. Żadnych wyjaśnień, żadnego "przepraszam, mam za dużo obowiązków". Po prostu: nie i koniec.

W radzie miasta przelew jest, w dzielnicy brak 

Żeby dobrze zrozumieć ten ruch, trzeba spojrzeć na krakowskie realia samorządowe. Łączenie mandatu radnego miejskiego z pracą w radzie dzielnicy to w Krakowie żadna nowość. Robi to wielu samorządowców, bo to właśnie na szczeblu dzielnicowym rozwiązuje się najbardziej palące, codzienne problemy mieszkańców – od dziury w jezdni, przez ławki w parku, aż po lokalne remonty.

Starobrat, Gibała, Dydyńska-Czesak / fot. Łukasz Michalik

Jest tylko jeden, dość istotny "szczegół".

W Radzie Miasta Krakowa za "podnoszenie ręki" i zasiadanie na sesjach czy w komisjach spływa co miesiąc na konto całkiem przyzwoita dieta – około 4 tysięcy złotych. Tam praca za pieniądze jest jak najbardziej spoko. Problem w tym, że prawo zabrania pobierania dwóch diet samorządowych jednocześnie. Oznacza to, że jeśli miejski radny wchodzi do rady dzielnicy, musi pracować w niej... całkowicie społecznie, bez ani grosza wynagrodzenia.

I tu najwyraźniej pojawiają się schody. Gdy trzeba zakasać rękawy, chodzić na spotkania i harować na rzecz sąsiadów za darmo, zapał do prospołecznej działalności radnej od Gibały nagle wyparowuje. Inni radni potrafią godzić te funkcje i działać dla ludzi bez dodatkowej kasy. Jak widać, w klubie "Kraków dla Mieszkańców" zasada "dla mieszkańców" ma swoje wyraźne finansowe granice.

Skąd właściwie jest ta radna? 

Cała ta sprawa ma jeszcze jeden, mocno kabaretowy wątek. Dydyńska-Czesak jest miejską radną wybraną z listy Łukasza Gibały... z okręgu obejmującego Nową Hutę! Jakie są jej realne, głębokie związki z Nową Hutą? Nie wiemy, choć kampanię robiła tam z rozmachem.

Znacznie lepiej znane są za to jej codzienne adresy. Na co dzień radna mieszka bowiem w Dzielnicy V Krowodrza. Dokładniej w okolicach Biprostalu. Czyli w miejscu, w którym właśnie wypięła się na mandat radnej dzielnicowej!

Gibała zagląda Dydyńskiej-Czesak w ekran / fot. Łukasz Michalik

Mamy więc do czynienia z absolutnym kuriozum: reprezentuje w mieście Nową Hutę, chociaż mieszka na Krowodrzy. A kiedy pojawia się okazja, by bezinteresownie zrobić coś dla swojej własnej dzielnicy – w której żyje na co dzień i wychodzi po bułki – radna po prostu macha ręką. Bo przecież w dzielnicy nikt za to nie zapłaci.

Pytanie tylko, jak na takie podejście do "służby mieszkańcom" patrzą wyborcy z Nowej Huty i sąsiedzi z Biprostalu.

Kim jest Dydyńska-Czesak?

Radna ma 35 lat. Jak wynika z jej oświadczenia majątkowego nigdzie nie pracuje. Jej jedyne dochody to te z diety radnej (prawie 51 tys. zł rocznie) oraz z wynajmu mieszkania (blisko 22 tys. zł rocznie).

źródło: BIP

W Radzie Miasta Krakowa zasiada pierwszą kadencję. W wyborach w 2024 roku otrzymała 1 397 głosów.

***

Dydyńska-Czesak dostała od nas pytania w spawie nieprzyjęcia mandatu. Gdy tylko dostaniemy odpowiedź, niezwłocznie ją opublikujemy.

ZOBACZ TAKŻE: Wydatki na referendum pod lupą. Finansowa kpina inicjatorów odwołania prezydenta

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także