Duży dekolt, majtki na wierzchu czy fioletowe irokezy na szkolnym korytarzu? Prawnie strój codzienny ucznia to wciąż wielka szara strefa, a walka dyrektorów z absurdalną modą młodzieżową nierzadko kończy się interwencją kuratorium.
Przewodnicząca Komisji Edukacji krakowskiej rady miasta Anna Bałdyga wyjawia, jakimi sprytnymi metodami dyrektorzy radzą sobie z ekstrawagancją uczniów bez wywoływania afer oraz co od 1 stycznia zmieni się w kwestii bezwzględnego zakazu telefonów komórkowych.
***
Kanał Krakowski: Czy uczennica liceum może włożyć do szkoły duży dekolt, a uczeń może mieć na sobie spodnie opuszczone do połowy pośladków?
Anna Bałdyga: Co do zasady: nie. Jednak co rusz słyszymy o takich przypadkach. Moda młodzieżowa zawsze wydaje się ekstrawagancka w oczach dorosłych, nasi rodzice mieli to samo.
Reguluje to jakiś przepis?
Szkoła, poprzez swój regulamin, określa jak wygląda strój, natomiast najczęściej dotyczy to stroju galowego, zarezerwowanego na specjalne uroczystości czy na egzaminy. I tu można wskazać bardzo precyzyjnie, w jaki sposób strojem uczeń podkreśla wagę specjalnej okazji.
Natomiast strój codzienny co do zasady nie jest regulowany prawnie. Można tutaj wskazać pewne preferencje, ale często prowadzi to do dość płonnych dyskusji z NGO-sami, rodzicami czy samymi uczniami. Dopytując o podstawy prawne terminów takich jak „niestosowny ubiór”, starają się wykazać, że w gruncie rzeczy jest to ocena samego dyrektora, a nie powszechnie szanowana zasada współżycia społecznego. Nie tędy droga.
W takich przypadkach bardzo pomocna jest kwestia bezpieczeństwa. Strój do szkoły powinien być przede wszystkim bezpieczny i tego nikt nie zakwestionuje. A bezpieczny to taki, który umożliwia swobodne poruszanie się, wygodę, komfort i zapewnia bezpieczeństwo nie tylko samemu uczniowi, ale także osobom, które wchodzą z nim w interakcję.
Co jest niebezpiecznego w tym, że pełnoletnia dziewczyna w trzeciej klasie liceum przyjdzie w krótkiej spódniczce?
Jeśli mówimy o strojach odsłaniających części ciała, uważane za intymne to dochodzi nam dodatkowo kwestia obyczajowości. Szkoła jest traktowana jako miejsce publiczne, a w kodeksie wykroczeń mamy definicję nieobyczajnego wybryku (art. 140). Mamy w nim także zakaz publicznego używania słów wulgarnych (art. 141). Często wystarczy przejść się po korytarzu szkolnym czy boisku, aby skutecznie zwątpić w skuteczność tych przepisów.
I znów lepiej odwołać się do kwestii bezpieczeństwa. Jeżeli strój odsłania miejsca wrażliwe dla młodych osób i mógłby stać się powodem obśmiewania, zwłaszcza w internecie, to również może i powinien być zabroniony. Szkoła to miejsce wolne od przemocy, także tej cybernetycznej.
W ten sam sposób rozwiązujemy inne kwestie tj. buty na obcasie, piercing twarzy czy zwłaszcza doklejane paznokcie. W takim stroju nie wejdziemy do hali sportowej czy pracowni technicznej na przykład gastronomicznej. A że zajęcia w ciągu tygodnia są przeplatane, często oznacza to całkowitą rezygnację z tego typu dodatków i zostawienie ich na okresy takie jak wakacje czy ferie.
Czyli – zachowując kwestie bezpieczeństwa – można przyjść do szkoły choćby w pidżamie?
Pamiętajmy, że uczniowie zawsze testowali i będą testować granice. Ale nauczyciele też mają swoje sposoby. Regulamin to jedno, ale przede wszystkim chodzi o kwestię tego, jak rozmawiamy z uczniem. Można na ucznia nakrzyczeć i powiedzieć, że ma się więcej tak nie pokazywać. To jest oczywiście najgorsze rozwiązanie i często kończy się nawet artykułami w gazetach czy interwencjami w kuratorium samych rodziców, którzy czują się takim zachowaniem obrażeni.
Ale można też z uczniem rozmawiać. Można dać czas na przystosowanie się. Dobrym przykładem są fryzury wakacyjne. Bywa, że nawet sami nauczyciele zachęcają: jeżeli masz ochotę w czasie wakacyjnym mieć włosy fioletowe, czerwone albo we wszystkich kolorach tęczy, to proszę bardzo. Za zgodą rodziców zrób sobie dready, eksperymentuj, jeśli tak chcesz się wyrażać. Ale zaraz potem dodają: kiedy we wrześniu wracasz do szkoły to jest ten czas, kiedy włosy powinny wrócić do swojego pierwotnego wyglądu. Często dają też okres dwóch, trzech tygodni na to, żeby uczeń na spokojnie sobie tę fryzurę przywrócił do „normalności”, bez robienia z tego afery.
Jeden z dyrektorów w Krakowie wysłał ucznia do fryzjera i wyleciał ze stanowiska.
Zrobił to w sposób nagły i zrobił to w czasie lekcji. Gdyby porozmawiał z tym uczniem i dał mu czas, żeby on sam tę fryzurę przystosował do standardów szkolnych w ciągu kilku dni, pewnie byłoby inaczej.
A jak to wygląda, jeśli chodzi o telefony komórkowe?
W każdej szkole jest coś takiego jak władztwo zakładowe, bo szkoła jest jednostką administracji publicznej, tak jak na przykład szpital. Teoretycznie mogłaby więc w regulaminie zapisać zakaz używania telefonów komórkowych, ale ten zakaz dotyczyłby tylko pracowników szkoły. Uczniowie nie są pracownikami, dlatego ich te regulaminy zakładowe nie dotyczą. I dlatego tak trudno jest egzekwować przepisy o nienoszeniu telefonów komórkowych czy nieużywaniu ich przez uczniów.
W szkołach podstawowych jest trochę łatwiej. Dzieci są młodsze i mniej świadome zagrożeń, wynikających z używania telefonu. Kiedy słyszą, że jest zakaz, że nie wolno, bardziej się temu podporządkowywują. Dlatego wiele szkół podstawowych w Krakowie od lat stosuje w regulaminie zapisy o tym, że telefon musi być przez cały czas wyłączony i schowany w plecaku lub szafce.
Teraz, od 1 września, przedszkola i szkoły będą miały taki obowiązek – placówki będą musiały tak przystosować swój regulamin (jeśli do tej pory tego nie zrobiły), aby tych telefonów komórkowych nie używać. Czas na przeprowadzenie i wdrożenie zmian wyznaczono do końca tego roku.
Nie używać czy nie przynosić?
Pewne jest, że uczniowie nie przestaną nosić telefonów czy innych urządzeń rejestrujących dźwięk i obraz, umożliwiających komunikację na odległość. Co najwyżej ograniczą korzystanie z nich, jeśli to będzie konieczne i będzie na to „przepis”. Natomiast urządzenia te będą w taki lub inny sposób deponowane i często będzie też zastrzeżone, że telefon powinien być wyłączony.
Badania jasno pokazują, że dzieci reagują już nawet na sam fakt, że telefon leży w pobliżu. Nieustanne zerkanie, głaskanie telefonu, przekładanie go z lewej strony ławki na prawą – nawet jeśli jest wyłączony – są już takimi kompulsywnymi zachowaniami, świadczącymi o uzależnieniu. To nieustanne myślenie, o tym, że ten telefon jest blisko, że chciałbym go chociaż dotknąć, jeśli nie mogę go aktualnie używać. To wcale nie pomaga skoncentrować się na zajęciach.
Warto zwrócić uwagę, że nowa ustawa proponuje jeszcze coś w zamian. To nie jest tylko kwestia systemowego podejścia do zakazu, który w podstawówkach i tak często działał, a przedszkoli praktycznie nie dotyczy, bo w tym wieku dzieci (na szczęście!) zwykle nie mają jeszcze telefonów. Tu chodzi o szeroką kampanię profilaktyczną, w tym informowanie o wpływie promieniowania z urządzenia na zdrowie, ale także o działania zastępcze, polegające na organizowaniu aktywności uczniów np. na przerwach. Poprzez wzajemną interakcję dużo łatwiej zbudować relację, a z tym młodzi ludzie mają dziś ogromny problem.
To też zależy od regulaminu szkoły?
Ustawa nie określa wprost, w jaki sposób ma to być przeprowadzone. Jedna szkoła może mieć wykupione półki czy boksy, a druga po prostu powiedzieć, że telefony trzymamy w plecakach. To jest wychodzenie naprzeciw, żeby każda szkoła po swojemu to rozwiązała, uwzględniając lokalną specyfikę i potrzeby. Oczywiście od każdej zasady są wyjątki – wyjątki związane z chorobą, np. ze sprawdzeniem poziomu cukru u diabetyków. Ustawa precyzuje trzy rodzaje wyjątków, uwzględniając także to, że sam nauczyciel może mieć potrzebę wykorzystania telefonów poczas prowadzenia zajęć np. do organizacji wirtualnego quizu czy innych elementów grywalizacji.
Mówimy o podstawówkach.
Tak, szkoły podstawowe i przedszkola mają obowiązek wprowadzenia zakazu i to będzie egzekwowane z całą konsekwencją od 1 stycznia nowego roku. Okres pomiędzy wrześniem a styczniem, jest takim okresem przejściowym. Są szkoły, które będą gotowe nawet 1 września i od razu rozpoczną naukę z zakazem, a są takie, które będą procedować zmiany w regulaminach nawet do końca grudnia. Niemniej jednak od 1 stycznia wszystkie placówki będą już objęte zakazem.
A jak to jest w szkołach ponadpodstawowych?
Na ten moment nie mają takiego obowiązku, ale ustawa zachęca do wprowadzenia pewnych ograniczeń i daje możliwość zmian w statutach tych szkół. Rozmowy z uczniami po podstawówce mają trochę inny kaliber. Są starsi, dojrzalsi, a często nawet pełnoletni. Ustawodawca wyszedł z założenia, że osoby w tym wieku już mają większą świadomość konsekwencji korzystania z telefonów. Jest też większa otwartość, aby ucznia w szkole ponadpodstawowej traktować bardziej partnersko, rozmawiać z nim, a nie stosować prostych zakazów i nakazów. W tej kwestii stawiamy na dialog i współpracę.
Szkoła może zapisać taki zakaz używania telefonów w regulaminie?
Jeżeli dyrektor zdecyduje się iść w tym kierunku, to tak. Natomiast powinien to zrobić po konsultacji choćby z radą rodziców. Grono pedagogiczne też musiałoby się dostosować, dlatego że bardzo często w szkołach podstawowych także nauczyciele nie mogą używać telefonu komórkowego. Tego już ustawa nie zabrania, ale wychodzi się z założenia, że nauczyciel powinien świecić przykładem dla ucznia.
Natomiast pamiętajmy też, że w szkole średniej niektóre zajęcia wymagają pracy z telefonem, choćby z narzędziami sztucznej inteligencji. Wiele szkół średnich ma całe pracownie sztucznej inteligencji. To jest decyzja nauczyciela. Jeżeli wymaga tego przedmiot, to oczywiście uczniowie wyciągają telefony.







![„To obrzydliwe”. Kulisy politycznego piekła w Krakowie wyszły na jaw! [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_432.jpg?e508736f4eb3f4cc83065a6014ddf157)




![Paderewska przerywa milczenie: nocne spotkanie, ostre słowa i plan na odwołanie prezydenta [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_367.jpg?e508736f4eb3f4cc83065a6014ddf157)








![„Dwór kruszył jego zaufanie do mnie”. Kulig o kulisach relacji z Majchrowskim [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_544.jpg?65efe2048599731ae7f752c9c3fccce6)