Kraków topi się w 37 stopniach, więc radna Agnieszka Łętocha (wiem, że nie znacie, ale istnieje naprawdę!) doznała politycznego olśnienia. Nie, nie przyjechała z projektem. Nie znalazła pieniędzy. Nie pokazała harmonogramu. Wpadła na coś znacznie prostszego.
Napisała interpelację.
Bo przecież nic tak nie chłodzi rozgrzanego miasta jak urzędowe pytanie.
"Zapytam o baseny na Wiśle. Zapytam o nowe kąpieliska. Zapytam o całoroczne kompleksy."
No genialne. Jeszcze można zapytać o metro do Tyńca, lotnisko na Bagrach i gondole nad Alejami. Pytanie kosztuje tyle co nic, a na Facebooku wygląda jak wielka walka o mieszkańców.
To jest właśnie najwyższa szkoła politycznej iluzji. Nic nie zbudować, niczego nie załatwić, ale stworzyć wrażenie, że właśnie ruszyła największa inwestycja od czasów Kopca Kościuszki.
Berlin. Kopenhaga. Paryż. Oczywiście. Tam są baseny. Tylko jest jeden drobny szczegół – tam ktoś je po prostu wybudował. Nie ograniczył się do napisania posta z serii: "zapytam, czy może kiedyś ktoś coś."
Interpelacja nie wbija pierwszej łopaty. Nie podpisuje umowy. Nie daje ani złotówki do budżetu. Jest za to świetnym materiałem na Facebooka, bo można sprawić wrażenie, że oto właśnie walczy się o przyszłość Krakowa.
Najlepsze jest jednak to, że każdy, kto choć trochę zna realia miasta, wie, iż od facebookowego wpisu do pierwszej koparki jest mniej więcej taka odległość, jak od Zakrzówka do Malediwów.
Ale nieważne. Liczy się zdjęcie. Liczy się wpis. Liczy się komentarz: "Brawo pani radna!"
Bo może ktoś uwierzy, że skoro pyta o baseny, to już prawie je buduje.
A za kilka miesięcy nikt nie będzie pamiętał, że jedyną rzeczą, która naprawdę powstała, był kolejny post na Facebooku.
I teraz zupełnie serio. Potraficie wymienić choć jedną konkretną rzecz, która powstała dzięki działalności Łętochy? Jedną inwestycję? Jedno rozwiązanie, które realnie poprawiło życie krakowian? Jedno miejsce, które można pokazać i powiedzieć: "to jest jej robota"?
Cisza?
Za to facebookowych wpisów i interpelacji radnych nie brakuje. Co kilka dni kolejna lista życzeń, kolejne "pytam", kolejne "apeluję", kolejne "należy". Problem w tym, że od zadawania pytań nie przybywa ani jednego basenu, ani jednego kąpieliska, ani jednego metra ścieżki rowerowej.
W polityce można być mistrzem pisania postów albo mistrzem dowożenia efektów. Na razie wygląda na to, że Facebook wygrywa z rzeczywistością.
W Krakowie chyba powstała nowa dyscyplina polityczna: budowanie inwestycji z postów na Facebooku. Szkoda tylko, że mieszkańcy nie mogą się wykąpać w interpelacji, schłodzić komentarzami ani popływać w lajkach. Bo z tego wszystkiego właśnie tyle wynika.



![„To obrzydliwe”. Kulisy politycznego piekła w Krakowie wyszły na jaw! [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_432.jpg?4856a65b0501ecd2c20ea85536b3e1ff)




![Paderewska przerywa milczenie: nocne spotkanie, ostre słowa i plan na odwołanie prezydenta [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_367.jpg?4856a65b0501ecd2c20ea85536b3e1ff)













![Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_449.jpg?40c656b24fa88754b2605296c1e954fd)