• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 1-2 minuty
Michał Starobrat, Łukasz Gibała i Eliza Dydyńska-Czeska / fot. Łukasz Michalik

To być może największy polityczny paradoks tego referendum. Niektórzy radni sami przekonywali mieszkańców, że Rada Miasta Krakowa nie zasługuje na dalsze rządzenie. Mieszkańcy ich nie odwołali, bo zabrakło frekwencji, by głosowanie było ważne. Ale skoro sami uznali, że rada powinna odejść, czy teraz sami złożą swoje mandaty?

Jeszcze wczoraj przekonywali mieszkańców, że Rada Miasta Krakowa powinna zostać odwołana. Publicznie deklarowali udział w referendum, niektórzy wręcz z dumą zapowiadali, że zagłosują za rozwiązaniem rady. Czyli - mówiąc brutalnie - także przeciwko sobie. I ponoć zagłosowali.

Ba, niektórzy już się nawet pożegnali z radą i wyborcami. Jak choćby Eliza Dydyńska-Czeska z klubu Łukasza Gibały.

źródło: X

Dziś referendum w ich sprawie okazało się nieważne. Frekwencja nie została osiągnięta, mandaty zostały, dieta dalej będzie wpływać na konto, klubowe pokoje przy placu Wszystkich Świętych nadal pozostaną dla nich otwarte. I pojawia się pytanie, którego chyba nikt z zainteresowanych nie chce dziś usłyszeć: skoro sami mówiliście, że ta rada powinna odejść, to czy teraz złożycie mandaty?

Jeśli ktoś publicznie mówi mieszkańcom: „ta rada nie ma już mandatu społecznego”, „powinna zostać odwołana”, „trzeba ją rozwiązać” - to trudno potem udawać, że nic się nie stało tylko dlatego, że zabrakło kilku procent frekwencji.

Łukasz Gibała i Eliza Dydyńska-Czeska / fot. Łukasz Michalik

Oczywiście zaraz usłyszymy klasyczne tłumaczenia. Że referendum było „głosem sprzeciwu”, że chodziło o „symbol”, że „mieszkańcy pokazali żółtą kartkę”. Problem polega na tym, że część radnych nie nawoływała do symboli. Oni nawoływali do własnego odwołania. A skoro tak, to logiczną konsekwencją byłoby dziś powiedzieć: „skoro uważałem, że ta rada powinna odejść, ja również odchodzę”.

Tyle że polityczna odwaga często kończy się tam, gdzie zaczyna się perspektywa utraty mandatu.

Dlatego najbliższe dni będą ciekawym testem wiarygodności. Czy którykolwiek z radnych, którzy aktywnie wspierali referendum przeciwko własnej radzie, zachowa się konsekwentnie? Czy usłyszymy choć jedno: „tak, uważałem, że rada powinna zostać rozwiązana, więc składam mandat”?

ZOBACZ TAKŻE: Krakowianie odwołali prezydenta. Co wydarzy się teraz?

Czy może jednak okaże się, że referendum było świetnym politycznym narzędziem… dopóki nie trzeba ponieść osobistych konsekwencji własnych deklaracji?

ZOBACZ TAKŻE: Referendum. Oto komentarze

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także