Przeczytasz w 2-3 minuty
Łukasz Giabała

Sprawozdanie finansowe komitetu referendalnego poznamy tuż przed pierwszą turą wyborów na prezydenta Krakowa – dowiedział się nieoficjalnie Kanał Krakowski. Już teraz wiadomo jednak, że światła dziennego nie ujrzą wydatki, jakie na kampanię referendalną poniósł jej główny sponsor, Łukasz Gibała. Polityk milczy jak zaklęty, a prawo wcale nie zobowiązuje go do ujawniania poniesionych kosztów.

Zgodnie z polskimi przepisami organizatorzy referendum mają maksymalnie trzy miesiące od daty głosowania (które odbyło się 24 maja) na złożenie pełnego sprawozdania finansowego. Z naszych informacji wynika, że zrobią to pod koniec dopuszczalnego terminu, czyli w połowie sierpnia.

W sprawozdaniu ujęte zostaną przysporzenia finansowe, które wpływały na konto komitetu, oraz świadczenia rzeczowe, w tym usługi

– mówi nam Rafał Zontek, pełnomocnik finansowy komitetu referendalnego.

Rafał Zontek

W dokumentach zobaczymy więc wyłącznie oficjalne wpłaty, przelewy oraz każde wsparcie, które komitet formalnie przyjął i zaksięgował.

Czego w sprawozdaniu NIE znajdziecie?

Jeśli jednak łudzicie się, że poznacie pełne, rzeczywiste koszty kampanii referendalnej, jesteście w grubym błędzie.

Rafał Zontek wyjaśnia:

Nie wszystkie rzeczy, które pojawiały się w przestrzeni miasta, pochodziły od komitetu referendalnego. W przypadku referendum każdy zainteresowany jego wynikiem może prowadzić własną kampanię i samodzielnie ją finansować.

Komitetowi przypisywano różnego rodzaju gazetki, komiksy czy plakaty, ale jeśli nie zostały one oznaczone jako materiały komitetu, to znaczy, że nie były nasze i nie zostaną ujęte w sprawozdaniu finansowym.

Mówiąc wprost: w Krakowie trwał festiwal wolnej amerykanki. Ktoś drukował złośliwe komiksy, ktoś inny zalewał dzielnice gazetkami i plakatami bez oficjalnego logo komitetu, a jeszcze ktoś inny produkował gadżety i filmy AI. Z perspektywy prawa to po prostu „anonimowi darczyńcy” lub „niezależni obywatele”, którzy wyrazili swoje zdanie za własne pieniądze. Komitet umywa od tego ręce i w papierach tego nie wykaże.

Ile wpompował Gibała?

Oficjalne sprawozdanie dotyczyć będzie wyłącznie formalnych wydatków komitetu. Tymczasem rzeczywistość „na mieście” była o wiele bogatsza. Powszechnie znanym faktem jest to, że głównym sponsorem całej referendalnej zadymy był Łukasz Gibała. Jeśli jednak liczycie na to, że polityk ten zdradzi, ile osobiście wpompował w akcję odwołania prezydenta, bardzo się zawiedziecie.

Nie wiadomo, ile pieniędzy w akcję referendalną wpompował Łukasz Gibała

Gibała nabrał wody w usta, a żadnego sprawozdania składać nie musi, bo polskie prawo zwyczajnie go do tego nie obliguje. Nieoficjalnie w kuluarach padały kwoty od kilkudziesięciu tysięcy do nawet kilkunastu milionów złotych. Jaka suma jest prawdziwa? Tego nie dowiemy się już nigdy, a tajemnica tych milionów na zawsze pozostanie jednym z najbardziej fascynujących, nieoficjalnych mitów lokalnej polityki.

Strategiczny manewr na start

Okazuje się też, że dla samych organizatorów kluczowe momenty kampanii rozegrały się, zanim machina referendalna ruszyła na dobre z urzędowego kopyta.

Dla nas, z formalnego punktu widzenia, najważniejsza była kampania prowadzona jeszcze przed złożeniem wniosku referendalnego, ponieważ w ten sposób ogłosiliśmy zamiar przeprowadzenia referendum, do czego obligowała nas ustawa 

– tłumaczy Rafał Zontek.

To właśnie ten wczesny etap, w którym budowano zasięgi i rozgłos, był dla komitetu fundamentem całego przedsięwzięcia.

Jednak oficjalne cyfry, które poznamy w sierpniu, będą tylko ładną fasadą. Prawdziwa rewolucja finansowa rozegrała się w cieniu, bez logotypów i pieczątek.

ZOBACZ TAKŻE: Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także