– Problem z panią Darią Gosek-Popiołek jest taki, że ona jest bardzo sympatyczną osobą, ale to nie są wybory na „Najlepszą sąsiadkę”, ale na prezydenta Krakowa, który czasami musi być twardym draniem – mówi nam Łukasz Wantuch.
Były radny zbiera podpisy pod swoją kandydaturą oraz bez ogródek mówi, za co "się sprzeda" jeszcze przed wyborami. – Gdyby w tym momencie tutaj, na środku Plant, wylądował statek kosmiczny, a w środku był diabeł, to za te dwie rzeczy oddałbym duszę i cały majątek – zapewnia Wantuch.
***
Kanał Krakowski: Czy to koniec Pańskiej przygody z wyborami w Krakowie?
Łukasz Wantuch: Nie wiem, dlatego że dla mnie wybory nie są celem samym w sobie. Każdy, kto mnie obserwuje od ponad dekady, wie doskonale, że są pewne rzeczy, na których mi zależy…
Są też rzeczy, które trzeba zrobić, np. zebrać trzy tysiące podpisów.
Mam w tym momencie ponad tysiąc podpisów, więc to idzie całkiem dobrze, mimo że jest trudno.
Kto zbiera te podpisy?
Znajomi, osoby z Facebooka, rodzina, przyjaciele…
Robią to za darmo czy za 50 złotych netto za godzinę, bo tyle Pan oferował?
Część osób robi za darmo, ale część to tak zwani „płatni wolontariusze”.
To pojęcie, które weszło do języka dzięki Łukaszowi Gibale. Opłacał ludzi, jednocześnie nazywając ich wolontariuszami.
No jest to sprzeczność sama w sobie. To tak jakby mówić, "sucha woda".
Albo "merytoryczna kandydatka lewicy".
(śmiech) To prawda, ale to się wytnie przy autoryzacji.
To jaka jest największa trudność w tym zbieraniu podpisów?
Po pierwsze, mamy okres wakacyjny, bardzo wielu Krakowian wyjechało z miasto. Po drugie, wielu ludzi nawet nie wie, kiedy są wybory. Po trzecie problemem jest podanie numeru PESEL. Większość ludzi ma zastrzeżony PESEL i myśli, że to w jakiś sposób przeszkadza. A po czwarte, moim największym problemem jest to, że jestem niezależny. Ta niezależność ma swoje zalety, ale ma też gigantyczną wadę, że w postaci tego, że nie jestem częścią żadnej struktury partyjnej, która może mi zebrać podpisy.
Próbował się Pan dogadać m.in. z Joanną Senyszyn, ale ona stwierdziła, że jest Pan bezczelny, bo od razu zobowiązał ją Pan do zebrania trzech tysięcy podpisów dla Pana.
To było bardzo miłe spotkanie, ale jestem osobą, która mówi rzeczy prostu z mostu. Jeżeli coś daję, a to też oczekuję.
Co jej Pan zaoferował?
Jeżeli jest partia myśli poważnie o wyborach parlamentarnych w przyszłym roku, to mogę jej pomóc w budowaniu struktur w Krakowie i pomogę w promocji ugrupowania.
ZOBACZ TAKŻE: Senyszyn: „Gibała może wygrać już w pierwszej turze” [WYWIAD]
A za co – poza podpisami – Pan mógłby się sprzedać innym kandydatom?
Są dwie takie rzeczy, na punkcie których mam obsesję: wymiana opraw sodowych na ledowe i montaż kamer bezprzewodowych. Rozpocząłem sześć lat temu program wymiany opraw sodowe na ledowe, który daje miastu 20 milionów w oszczędności. Gdyby było to zrobione tak, jak ja proponowałem, a nie tak, jak wymyśliło to ZDMK, to już dzisiaj wszystkie lampy w Krakowie byłyby ledowe.
Jeśli chodzi o kamery bezprzewodowe, dam banalny przykład. To, że udało się złapać sprawców ostatnich głośnych ataków, wynika z tego, że ktoś posłużył się telefonem komórkowym i nagrywał zdarzenie. Gdybyśmy w mieście mieli kamery instalowane tam, gdzie chce rada dzielnicy, to byłoby bezpieczniej. Siedzimy tutaj teraz w Bunkrze Sztuki. Jeśli w tym momencie ktoś upadnie na ulicy, to AI, które obserwuje te kamery, zauważa, że ktoś upada i przesyła informację do operatora. Operator decyduje, czy ktoś się po prostu potknął czy to jest np. zawał serca.
I za te dwie rzeczy sprzeda Pan swoje 0,3% poparcia?
To jest tak bardzo dobry wynik, jak na początek.
0,3% poparcia to jest kilkaset głosów przy niskiej frekwencji. Nie obawia się Pan, że stanie się kandydatem-memem?
Jeżeli ktoś nie ryzykuje, to bez próby nie ma sukcesu. Lepiej żałować, że coś się zrobiło i to się nie udało, niż żałować, że się nie próbowało w ogóle.
Będzie Pan większym memem niż Daria Gosek-Popiołek, a to spore osiągnięcie przebić ją akurat w tej kategorii.
Jeżeli chodzi o znajomość tego miasta, jestem najbardziej merytorycznym kandydatem, bo mam ponad 10-letnie doświadczenie samorządowe. Od rady dzielnicy po Radę Miasta Krakowa.
A problem z panią Darią Gosek-Popiołek jest taki, że ona jest bardzo sympatyczną osobą, ale to nie są wybory na „Najlepszą sąsiadkę”, ale na prezydenta Krakowa, który czasami musi być twardym draniem. I nie wyobrażam sobie pani Darii Gosek-Popiołek mówiącej do mieszkańców: słuchajcie, niestety zrobimy tak, jak jest dobrze dla miasta, a nie tak, jak wy chcecie. Pani Daria będzie chciała zrobić tak, żeby zadowolić i tych, którzy coś chcą i tych, którzy chcą coś innego. To jest przekleństwo w ogóle wszystkich polityków, którzy boją się ludziom powiedzieć prawdę. Ja nie będę miał z tym problemu.
Gosek-Popiołek powinna wystartować na „najsympatyczniejszą kandydatkę roku 2026”, ale to jest wszystko. Jest to ciepła, urocza osoba. Wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie pod względem takim ludzkim. Ale jak patrzę na jej program wyborczy, to widzę, że proponuje rzeczy, których nie da się załatwić na podstawie prawa lokalnego i muszą być załatwione ustawami. Przypominam, że ona jest posłanką…
Może ona tego po prostu nie wie?
Tego się obawiam.
Albo nie wie, albo jest niezwykle wyrachowana.
Jeżeli nie wiedziała, ilu jest posłów w Sejmie i jakie jest budżet Krakowa, to obawiam się, że to pierwsze. Ale ona ma taki typ osobowości, że próbuje być panną młodą na każdym ślubie. Chce, żeby wszyscy byli szczęśliwi. To jest bardzo mądra taktyka, bo mówi ludziom to, co chcą usłyszeć, na zasadzie: „idą wybory, więc wam to obiecam, a co będzie po wyborach, to jest inna życie”. Problem jednak polega na tym, że ona nie ma kompletnie wiedzy o naszym mieście ii widać to już na samym starcie kampanii. Obawiam się, że z każdym dniem będzie coraz gorzej. Jak zaczniemy ją pytań o konkretne rzeczy, o Zakrzówek, o Wesołą, o komunikację miejską, to ona nie będzie znała odpowiedzi.
Może ludzie chcą, żeby politycy byli infantylni, głupkowaci?
Tak się robi kampanię. Jeżeli popatrzymy na postulaty niektórych kandydatów, to na przykład Michał Drewnicki obiecał już chyba wszystko. Na przykład nowe miejsca pracy. To bardzo dobry postulat, ale gdzie będą te miejsca pracy i kto je stworzy?
Mój program jest konkretny. Mówię konkretnie, co chcę zrobić, gdzie chcę zrobić, w jaki sposób chcę co zrobić. I o tym chcę robić tę kampanię. Nie będę się posuwał do obrzydliwych rzeczy, personalnych wycieczek typu, że Gibała jest synem przedsiębiorcy i bratem dewelopera, a Miszalski miał dyskotekę w budynku, gdzie była siedziba Gestapo. To obrzydliwe!
W swojej analizie napisał Pan, że dobrze ocenia Bartosza Bocheńczka z Konfederacji.
Spotkałem się z nim tylko raz i zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Do tej pory Konfederacja kojarzyła mi się tylko z Konradem Berkowiczem, z którym miałem nieprzyjemność kiedyś się spotkać. Zrobił na mnie straszne wrażenie. Straszne.
Czyli jakie?
Prymitywne. Prymitywny człowiek. Jakbym miał określić go jednym przymiotnikiem, to jest po prostu prymitywny. A jeśli chodzi o Bocheńczaka, ma bardzo logiczny, analityczny i chłodny umysł. Wiadomo, że prezydentem Krakowa nie będzie, ale zrobi dobry wynik, ponieważ on ma podejście, które lubię: problem, analiza, rozwiązanie.
Jest w Krakowie polityk, który przed drugą turą wyborów prezydenckich Gibała-Miszalski mówił, że dla niego nie ma różnicy, u kogo będzie wiceprezydentem. Dla Pana też?
Jak wspomniałem o tych dwóch obsesjach, gdyby w tym momencie tutaj, na środku Plant, wylądował statek kosmiczny, a w środku był diabeł, to za te dwie rzeczy oddałbym duszę i cały majątek. To są rzeczy, które wiem, że są dobre dla miasta. Ale nie startuję po to, by się sprzedawać, ale by zostać prezydentem!
Odważne słowa, jak na kogoś, kto ma 0,3% poparcia.
Zohran Mamdani miał jeszcze mniej, a trzy miesiące później został burmistrzem Nowego Jorku.
Zabawne, bo Pan ani nie jest Mamdanim, ani nie ma trzech miesięcy.
Liczę na mądrość mieszkańców Krakowa. Liczę na to, że mój program, który daje konkretne rozwiązania problemów, będzie na tyle atrakcyjny dla mieszkańców, że na mnie zagłosują. Nie jestem pozbawiony wad, ale po erze polityków, którzy są infantylni i obiecują wszystko, może ludzie w końcu zaczną doceniać tych, którzy potrafią przedstawić konkretny program i potrafią czasem powiedzieć: nie.
A jeśli Pan nie zbierze podpisów i jednak nie wystartuje?
Wtedy najlepszą kandydatką będzie Monika Piątkowska. Biorąc pod uwagę cały jej dorobek i znajomość naszego miasta, jestem przekonany, że jest w stanie zrobić najwięcej dla Krakowa.




![„Start Gibały to połączenie ambicji, ego i żądzy władzy. W końcu się dodrapie” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_523.jpg?ed1bed4a0f735eca411462f53b13b868)
![W czym Piątkowska jest lepsza od Miszalskiego? Odpowiada szef jej sztabu [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_522.jpg?ed1bed4a0f735eca411462f53b13b868)

![Kracik: „Wspierał mnie Łukasz Gibała, wspierał mnie Jarosław Gowin…” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_520.jpg?ed1bed4a0f735eca411462f53b13b868)


![Senyszyn: „Gibała może wygrać już w pierwszej turze” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_511.jpg?ed1bed4a0f735eca411462f53b13b868)

![„Po Klaman odetchnąłem z ulgą, a za Gosek-Popiołek nie będę się wstydził” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_507.jpg?ed1bed4a0f735eca411462f53b13b868)





![Hoffman wbił nóż w plecy Gibały?! „Nie byliśmy jego pacynkami” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_500.jpg?ed1bed4a0f735eca411462f53b13b868)



![Kracik: „Wspierał mnie Łukasz Gibała, wspierał mnie Jarosław Gowin…” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_520.jpg?40c656b24fa88754b2605296c1e954fd)
