– Śpię jak niemowlak i nie boję się, że ktoś zapuka o 6 rano – mówi nam Remigiusz Tytuła, prezes Klastra Rybitwy. Zapewnia, że po tym, jak złożono doniesienie do prokuratury, zrobił rachunek sumienia. – Przeanalizowałem sobie, czy w jakimś ferworze działań czegoś nie pominąłem, przeanalizowałem własną działalność, posprawdzałem komunikatory, przypomniałem sobie rozmowy…
– Sedno problemu z mojego punktu widzenia jest takie, że z normalnej działalności organizacji społecznej, z normalnej działalności przedstawicieli samorządu, próbuje się zrobić jakąś podejrzaną sprawę. Rozmowa przez telefon? Zgroza! Wysłanie wiadomości? Podejrzane! Prośba o informację? Zbrodnia! – mówi prezes Tytuła.
***
Kanał Krakowski: Panie Prezesie, jednak rozmawiamy w Pańskim biurze, a nie w areszcie śledczym.
Remigiusz Tytuła: (śmiech) I zawsze tak będziemy rozmawiać! No chyba, że pan redaktor ma coś na sumieniu?
Żyjemy wciąż w kraju, w którym można rzucać różne oskarżenia, natomiast faktycznie liczy się to, co na koniec dnia jest „zaksięgowane” w aktach sądowych. Co szczególnie przykre i kłopotliwe – choć ja, Klaster i opinia publiczna nie zna treści zawiadomienia, nie zna zawiadamiającego, nie zna zarzutów i nie może ich ocenić – to wytwarza się wrażenie, że „może coś jest na rzeczy”, obciąża reputację.
Najważniejsze jednak, że nic to nie zmienia w naszym modelu działania. W tym, co mówimy, jak mówimy, do kogo mówimy i z pomocy jakich narzędzi komunikacji korzystamy. Zawsze wygląda to dokładnie w ten sposób: komunikujemy się ze wszystkimi, z tymi nam przychylnymi ale również z naszymi przeciwnikami w sferze publicznej.
A kto jest dziś Waszym przeciwnikiem w sferze publicznej?
Naszym przeciwnikiem jest zawsze ten, kto ustawia się naprzeciwko miejscom pracy i podatkom. Naszym przeciwnikiem jest ten, kto chce iść na skróty i osiągać zysk nie wysiłkiem, zaangażowaniem, innowacją; ale prostą spekulacją – jak choćby administracyjną zmianą możliwości zagospodarowania danego gruntu. Naszym przeciwnikiem są też wszyscy Ci, którzy sekundują takim postawom.
Czyli kto? Bo na teraz narrację mamy taką, że może Pan być zamieszany w jakąś gigantyczną aferę. Zacytuję LoveKraków: "Bartłomiej Talaga złożył do Małopolskiego Wydziału Prokuratury Krajowej zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dwóch przedstawicieli Klastra oraz przez radnego miejskiego".
Niech Pan przeczyta ostatni akapit tego materiału.
"Od Redakcji: Podkreślamy, że opisane wyżej zarzuty pochodzą z zawiadomienia Bartłomieja Talagi i na moment publikacji nie zostały potwierdzone przez organy ścigania ani przez CBA. Nie przesądzamy o ich prawdziwości ani o odpowiedzialności konkretnych osób".
No właśnie. To jest dość specyficzne i pokazuje, że ktoś, za tym stoi, ma cel tylko i wyłącznie podkopania naszej pozycji, naszej roli w dialogu społecznym. A redakcja to publikuje, ale jednocześnie wiary chyba brak…
To jaki motyw miał zawiadamiający?
Trudno jest mi się wczuć w rolę pana Bartłomieja Talagi. Powiem tyle: jako przedsiębiorca w Krakowie jest osobą dość anonimową, swoją działalność biznesową prowadzi poza naszym miastem, a Klaster to jest kilkudziesięciu przedsiębiorców zatrudniających tysiące osób, mających swoją markę, mających swój wizerunek. No i de facto mówimy tutaj właśnie o takiej rozbieżności, gdzie następuje uderzenie w naszą organizację, w ludzi, w całe to zaplecze.
Czy przedstawiciele Klastra otrzymywali niejawne materiały planistyczne od radnego Grzegorz Stawowego?
Nie. Z panem Grzegorzem Stawowym, tak samo jak z panem Włodzimierzem Pietrusem, z panem Michałem Starobratem, czy z panami: Łukaszem Gibałą, Aleksandrem Miszalskim, Stanisławem Mazurem, Jerzym Muzykiem, czy Stanisławem Kracikiem, mieliśmy wielokrotnie kontakty, braliśmy udział w różnego rodzaju spotkaniach i przepływ informacji miał charakter jawny. Korzystaliśmy tylko i wyłącznie z oficjalnych kanałów komunikacji i zawsze staraliśmy się robić w ten sposób, żeby nie wyróżniać nikogo w procesie komunikacyjnym.
Sednem całego problemu jest to, że próbuje się wytworzyć wrażenie, jakoby kontakt z radnym czy spotkanie z prezydentem, było czymś obciążającym, jakąś podejrzaną okolicznością. Tymczasem rolą takich organizacji jak nasza, a także rolą samorządu i jego przedstawicieli, jest przecież uczestniczyć w dialogu społecznym, czyli spotykać się z różnymi środowiskami, wysłuchiwać ich głosu, otrzymywać od nich materiały, poddawać je pod analizę i tak dalej. Tak działa społeczeństwo otwarte. To jest też istota naszego działania od początku i my z tego działania absolutnie się nie wycofamy.
Uważa Pan, że cała ta sprawa jest „dęta” i jest zwykłą nagonką?
Może kampania wyborcza jest mało emocjonująca? Może w sezonie ogórkowym ktoś chce jakoś zapunktować? Ja przeanalizowałem sobie, czy w jakimś ferworze działań czegoś nie pominąłem, przeanalizowałem własną działalność, posprawdzałem komunikatory, przypomniałem sobie rozmowy…
Czyli zrobił Pan rachunek sumienia?
No oczywiście, że zrobiłem rachunek sumienia, robię go zresztą codziennie myjąc zęby przed lustrem. Jesteśmy tylko ludźmi i czasami może się zdarzyć jakaś pomyłka.
I co Panu wyszło?
Tak jak mówiłem, sedno problemu z mojego punktu widzenia jest takie, że z normalnej działalności organizacji społecznej, z normalnej działalności przedstawicieli samorządu, próbuje się zrobić jakąś podejrzaną sprawę. Rozmowa przez telefon? Zgroza! Wysłanie wiadomości? Podejrzane! Prośba o informację? Zbrodnia!
Śpi Pan spokojnie? Nie boi się Pan, że o godzinie 6 rano ktoś zapuka do drzwi i nie będą to mili panowie?
Śpię jak niemowlak, ale za to chrapię jak dziadek, taka już jest moja uroda. (śmiech)
Ale jak będą wyważać drzwi, to Pan usłyszy?
Powiem tak: zarówno ja, jak i organizacja, którą reprezentuję, gramy czasem może twardo, ale zawsze staramy się grać fair. Dlatego śpię spokojnie, traktuję tą akcję jako atak typowo wizerunkowy, mający na celu zamrożenie pewnego procesu, w którym Klaster uczestniczy. A procesem tym jest komunikowanie publiczne, edukowanie, rozmowa z przedstawicielami samorządu i opinią publiczną o tym czym są Rybitwy i Płaszów, o pracy i podatkach. Teraz w kampanii tym procesem jest na przykład rozmowa z każdym kandydatem na prezydenta.
Komuś to chyba przeszkadza, że jakoś sobie radzimy, że ludzie zamiast zachwycać się makietami i wizualizacjami, zaczynają rozumieć, że sukcesem Krakowa nie będzie to że będzie miał więcej mieszkań i mieszkańców, tylko to, że będą środki, by tym mieszkańców dostarczyć usługi publiczne na dobrym poziomie, że będą reinwestowane podatki w budowę, a potem utrzymanie infrastruktury, że nie będziemy musieli rokrocznie zastanawiać się z czego zapłacimy motorniczym czy nauczycielom.
Komu najbardziej nie leży narracja, którą promuje Klaster?
Nie będę bawił się w jasnowidza i psychologa. Nie znam zawiadomienia, z oczywistych względów nie mam aktualnie kontaktu z osobą wskazaną przez redakcję Lovekraków jako autora zawiadomienia, nie siedzę w jego głowie ergo nie znam jego motywów, zaplecza i inspiracji. Z logiki postępowania wynika jednak, że teraz takie pytania zadane zostaną mu nie przeze mnie, czy dziennikarzy, ale funkcjonariuszy państwowych weryfikujących to zgłoszenie.

![Brutalna prawda o kulisach kampanii. Na Rybitwach odbywa się „konkurs piękności” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_473.jpg?ed1bed4a0f735eca411462f53b13b868)








![Kracik: „Wspierał mnie Łukasz Gibała, wspierał mnie Jarosław Gowin…” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_520.jpg?40c656b24fa88754b2605296c1e954fd)
