„Żenada i obciach”, czyli awantura w Lewicy! Gosek-Popiołek wzywa na pomoc, działacze mówią: NIE!

Puste listy podpisów, krzyki za zamkniętymi drzwiami i zarzuty o zdradę. W krakowskich szeregach Lewicy doszło do potężnej awantury. Walcząca o fotel prezydenta Daria Gosek-Popiołek wpadła w szał, gdy zorientowała się, że bez pomocy działaczy jej start w wyborach jest niemożliwy. Ci jednak zamiast długopisów wyciągnęli ciężkie działa. W kulisach padają oskarżenia o pasożytnictwo na partyjnym majątku i wstydzenie się własnych barw.

Krakowskie piekiełko po lewej stronie sceny politycznej właśnie rozgrzało się do czerwoności. Jak udało nam się ustalić, w lokalnych strukturach Lewicy aż huczy od emocji, a atmosfera jest tak gęsta, że można ją ciąć nożem. W samym centrum tego zamieszania znalazła się posłanka i kandydatka na prezydenta Krakowa, Daria Gosek-Popiołek.

Awantura w weekend

Z naszych informacji wynika, że w miniony weekend doszło do ostrych spięć. Kandydatka na urząd prezydenta miasta ma ogromny problem z zebraniem 3 tysięcy podpisów poparcia, bez których jej start w wyborach stoi pod wielkim znakiem zapytania. Zamiast spokoju i mobilizacji, doszło jednak do karczemnej awantury. Gosek-Popiołek miała wbiec do lokalnych działaczy z pretensjami, wściekła, że ci nie angażują się wystarczająco w jej kampanię i nie zbierają dla niej podpisów na krakowskich ulicach.

Odpowiedź ze strony lokalnych struktur była jednak natychmiastowa i nadzwyczaj chłodna. Działacze mają już serdecznie dosyć postawy swojej kandydatki.

Jest obcym ciałem w naszej partii. Ona nawet nie należy do Lewicy. My nie tolerujemy zdrajców w naszych szeregach

– grzmi w rozmowie z nami jeden z krakowskich działaczy.

Schowała logo i zzieleniała

Lokalne struktury zarzucają posłance hipokryzję i brak szacunku do ludzi, którzy od lat budują partię w Krakowie. Oliwy do ognia dolał fakt, jak wyglądają najnowsze materiały wyborcze Gosek-Popiołek. Czerwono-fioletowe barwy Lewicy nagle wyparowały, a z materiałów promocyjnych zniknęło partyjne logo. Zamiast tego pojawiła się dominująca... zieleń.

Ona schowała logo Lewicy w tej kampanii. Wstydzi się naszej partii, to jak my mamy jej pomóc?

– pyta rozżalony polityk z Krakowa. – To wygląda, jakby robiła kampanię PSL-owi, a nie nam! Jak trzeba, to bierze garściami z naszej partii, wykorzystuje nasze zasoby, ale sama nie chce dać nic od siebie.

„Żenada i obciach”

W krakowskich szeregach Lewicy narasta przekonanie, że kampania Gosek-Popiołek to jedna wielka katastrofa wizerunkowa. Działacze bez ogródek przyznają, że ich zdaniem posłanka kompromituje się na każdym kroku i ciągnie całe ugrupowanie na dno.

Przynosi nam po prostu obciach. Żenada

– podsumowują krótko działacze.

Wniosek z tej awantury jest krótki i wyjątkowo brutalny: nie da się budować poparcia Krakowian, gdy własny dom pali się od środka, a najbliżsi współpracownicy nazywają cię „zdrajcą” i „obciachem”.

Daria Gosek-Popiołek chciała oszukać system, chowając szyld Lewicy i udając polityka bezbarwnego. Dziś ma przeciwko sobie wszystkich. I pytanie nie brzmi już, czy wygra te wybory, ale czy w ogóle zdoła w nich wystartować.

ZOBACZ TAKŻE: Trzy dni i trzy noce na wyborczy cud. Jak Gibała „wyczaruje” tysiące podpisów?

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także