Przeczytasz w 5-10 minuty
Przedsiębiorcy z Rybitw ostro o wiceprezydencie! „Gdyby nie jego arogancja...”

– Na czyje zlecenie w ciemno drukowano ulotki na targi w Cannes reklamujące międzynarodowym handlarzom i różnej maści deweloperom 700 h gruntów pod inwestycje na Rybitwach? Kto w końcu z publicznego niebytu jest przyzywany, by powiedzieć tylko jedno, jedyne zaklęcie? – pyta retorycznie Remigiusz Tytuła, prezes Klastra Rybitwy.

W bardzo mocnym stanowisku przesyłanym do naszej redakcji, prezes odnosi się do ostatnich wywiadów byłego zastępcy Jacka Majchrowskiego, Jerzego Muzyka.

Jedno Panu prezydentowi musimy oddać, gdyby nie jego arogancja i dezawuowanie nas przedsiębiorców, pomijanie w całym procesie planistycznym, podburzanie przeciw nam mieszkańców, to… Klaster nigdy by nie powstał. Jest Pan naszym ojcem chrzestnym i być może kiedyś doczeka się pomnika ufundowanego przez Klaster.

Poniżej przeczytacie cały tekst Remigiusza Tytuły. 

***

Liga Mistrzów Chaosu

W ostatnich dniach pojawiły się dwie prasowe rozmowy z długo uśpionym publicznie byłym zastępcą prezydenta Krakowa, panem Jerzym Muzykiem. Tylko niektórych mógł zaskoczyć ten powrót z zaświatów. Dla bacznych i wytrawnych obserwatorów sprawa jest oczywista – wszak teraz decydują się sprawy przyszłego gospodarza miasta i zapisów planu ogólnego. Wobec tego nieubłaganego kalendarza właśnie teraz musiało paść hasło: wszystkie ręce na pokład.

Remigiusz Tytuła podczas protestu przed magistratem

Jerzy Muzyk w swych medialnych wypowiedziach wraca do tego, jak komunikował się w sprawie Rybitw w trakcie sprawowania funkcji zastępcy prezydenta ds. zrównoważonego rozwoju, operując dwoma wizjami: planistycznego chaosu i Krakowa stojącego u progu „Ligi Mistrzów”.  Z oboma tymi wizjami wypada się rozprawić.

Kreowanie chaosu pod hasłem zmian 

Czym jest urbanistyczny chaos na krakowskim Płaszowie i Rybitwach? To z jednej strony dopuszczenie bliskiego sąsiedztwa strefy gospodarczej i zabudowy mieszkaniowej wielorodzinnej, a z drugiej wstrzymanie lub znaczące spowolnienie zarówno inwestycji miejskich, jak i przemysłowych.

Planistyczny chaos rozpoczął się ponad dekadę temu, kiedy ten sam prezydent miasta, ten sam wydział planowania i ta sama rada przyjęły rok po roku dwa całkowicie sprzeczne ze sobą dokumenty: MPZP Płaszów-Rybitwy (2013), mówiący o kontynuacji realizowanej na tym obszarze konsekwentnie od II wojny światowej funkcji przemysłowo-usługowej oraz Studium Zagospodarowania (2014), które całość tego obszaru przeznaczało pod zabudowę mieszkaniową. I pewnie nic takiego by się nie stało, gdybyśmy mówili o pustej, niezagospodarowanej przestrzeni.

Mamy jednak na miejscu działający i wciąż przekształcający się organizm gospodarczy, który daje zatrudnienie 20 tysiącom osób generującym zarówno solidne przychody dla właścicieli, jak i wpływy do budżetu miasta – organizm, którego nie da się przemilczeć czy wygumkować. Zbliżające się dzięki chaosowi planistycznemu od strony Złocienia i Małego Płaszowa bloki mieszkalne były przepisem na gotowy konflikt na linii mieszkańcy-przedsiębiorcy. I dziś kreatorzy tego chaosu wystawiają diagnozę, chcą wypisać receptę, ale już o decyzjach, przyczynach i ludziach, którzy do tego doprowadzili, mówić za bardzo nie chcą.   

Co więcej, ówczesne władze miasta, których twarzami w kontekście planistycznym byli Elżbieta Koterba i następnie Jerzy Muzyk, dość konsekwentnie prowadziły politykę pogłębiania klinczu na terenie Płaszowa i Rybitw. Jak inaczej nazwać wycofanie się z gotowego projektu na budowę wiaduktu nad torami w ciągu ul. Półłanki, na które można było uzyskać środki z PKP PLK (rok 2018)? Jak postrzegać unieważnienie rozstrzygniętego przetargu na przebudowę kluczowej dla dzielnicy ulicy Półłanki (kanalizacja, chodniki, przejścia!) w 2021 r.? No i co oznaczało dla tego obszaru podpisanie umowy na dokończenie ul. Domagały, z inwestorem zastępczym, w której nie zawarto terminu realizacji tego kluczowego dla Złocienia ciągu komunikacyjnego (2022)?

Jerzy Muzyk został zastępcą Jacka Majchrowskiego w sierpniu 2018 roku / fot. UMK

Nałóżmy na to jeszcze poczucie niepewności wśród przedsiębiorców, którzy od kilku lat nie wiedzą, czy mogą bezpiecznie inwestować w swoje grunty, czy jednak za chwilę ktoś nie zmieni ich przeznaczenia lub pozwoli na budowę osiedla mieszkaniowego n a sąsiedniej działce. Do tego dochodzą inwestorzy przemysłowi, którzy zmagają się z urzędniczą obstrukcją i przewlekłością postępowań dotyczących pozwoleń na budowę, gdzie jako bezpieczniki używane są hasła „procedowanie mpzp Nowe Miasto”, „prace nad masterplanem”, czy „nowy plan ogólny”.

To wszystko znacząco spowalnia lub na stałe powstrzymuje proces realizacji inwestycji przemysłowych na tym obszarze. W tym czasie znacząca część nieruchomości mogła być zainwestowana od zera lub gruntowanie zmodernizowana, co ograniczałoby chaos przestrzenny i – co dla zadłużonego miasta niebagatelne – zwiększyłoby wpływy budżetowe z podatków.

Europejska liga kompleksów

Były zastępca prezydenta uporczywie wraca do porównań Krakowa jako miasta stojącego u wrót jakiejś „Ligi Mistrzów”, „Ligi Europejskiej Miast”. Wystarczy jeden mały kroczek tu na Rybitwach, wystarczy poświęcić kilku przedsiębiorców i już awansujemy, już posypią się profity, już będziemy mogli jeszcze wyżej zadrzeć głowę, już nikt nas nie zatrzyma.

Ale czym właściwie jest ta „Liga Mistrzów” w zarządzaniu miastem? Czy miasto jest lepiej zarządzane dlatego, że ma więcej mieszkańców? Czy dlatego, że na hektarze można upchnąć więcej bloków? Czy może dlatego, że ma więcej samochodów stojących w korkach, więcej mieszkańców domagających się szkół, tramwajów, dróg i przychodni, których wcześniej nie zapewniono? Ta Liga to nie jest żadna kategoria urbanistyczna ani ekonomiczna, to tylko efektowny slogan. A zarządzanie miastem nie polega na tym, żeby sypać bon mottami albo leczyć swoje metropolitalne kompleksy, tylko na tym, żeby mieszkańcom żyło się dobrze.

A o tym, że wywrócić się można już na progu europejskich salonów, przekonał nas ostatnio Lech Poznań. Wcześniej, przed trzema laty, pokazał to również Jerzy Muzyk. Dziś opowiada, że tylko odziedziczył koncepcję mieszkaniówki na Rybitwach, że tylko realizował zapisane przez kogoś innego plany, że to nie jego projekt i nie jego obsesja.  Ale zastanówmy się, kto wyprodukował makietę tzw. Nowego Miasta, w której blasku ogrzewał się codziennie przyjmując gości w swym gabinecie? Na czyje zlecenie w ciemno drukowano ulotki na targi w Cannes reklamujące międzynarodowym handlarzom i różnej maści deweloperom 700 h gruntów pod inwestycje na Rybitwach (nieważne jakim i czyim kosztem zdobywane)? Kto w końcu z publicznego niebytu jest przyzywany, by powiedzieć tylko jedno, jedyne zaklęcie? Tak, to Jerzy Muzyk, postać znana, znana z bajki o Nowym Mieście.

Wizualizacja Nowego Miasta

Pan Muzyk mówi dziś, że nie wymyślił Nowego Miasta, bo jego zdaniem wynikało ono z wcześniejszych dokumentów. Jednocześnie w tym samym wywiadzie mówi, że był do tego projektu przekonany i że jako wiceprezydent próbował go urzeczywistnić.

To jak właściwie było? Jeżeli był to tylko odziedziczony dokument, który urzędnicy musieli po prostu procedować, to dlaczego dziś broni go Pan z takim przekonaniem? A jeżeli był to rzeczywiście słuszny kierunek rozwoju miasta, który Pan jako wiceprezydent świadomie realizował, to trudno jednocześnie przedstawiać się jako osobę, która jedynie „wykonywała rozkazy” zapisane w urzędowych drukach.

Dokumenty nie zarządzają miastem. Zarządzają nim konkretni ludzie. I właśnie dlatego osoby odpowiedzialne za politykę miasta muszą brać odpowiedzialność za jej skutki, a nie chować się za tym, że „taki dokument zastali w urzędzie”. Bo przecież każdy dokument planistyczny można zmienić, jeżeli okazuje się, że jego założenia są błędne albo nie odpowiadają aktualnej sytuacji. Tak było z Nowym Miastem, którego pomysł był kulminacją wizji Krakowa żyjącego wyłącznie z turystyki i centrów usług dla biznesu. To koncepcja, która zaczęła się rozsypywać już w drugiej dekadzie XXI wieku, kiedy państwa Zachodu zdały sobie sprawę, że gospodarka oparta na usługach to droga donikąd, której skutkiem jest m.in. spadek znaczenia gospodarki Unii Europejskiej w globalnej ekonomii.    

Czas pogrzebać Nowe Miasto 

Ale czy Kraków w ogóle potrzebuje tego projektu? Chyba nie! Pokazał to jasno obdarzając Pana prezydenta Muzyka śladowym zainteresowaniem wyborców w trakcie kampanii samorządowej w 2024 r., kiedy naszemu bohaterowi wydawało się, że mocno już przeterminowana europejska wizja pociągnie go aż do gabinetu prezydenta, a skończyło się na pośpiesznej ucieczce z placu boju i przekazaniu promilowego poparcia Andrzejowi Kuligowi.

Kraków nie potrzebuje wygrania wyścigu na liczbę mieszkańców. Krakowianie nie potrzebują pucharu za wysoką zabudowę, nie łakną orderu za budowę swojskiego Manhattanu czy La Défense. Potrzebują miasta, w którym dobrze się żyje. Takiego, które potrafi utrzymać równowagę między rozwojem mieszkalnictwa i tworzeniem warunków przyjaznych dla biznesu oraz między wydatkami i przychodami budżetowymi. Krakowa mogącego finansować transport publiczny i infrastrukturę, zapewnić mieszkańcom odpowiednią jakość życia i tworzyć klimat sprzyjający wzrostowi wpływów podatkowych poprzez rozwój przedsiębiorczość i nowe miejsca pracy. Miasta, które dotrzymuje umów i szanuje wszystkich interesariuszy danego procesu. Krakowa, który w imię partykularnych interesów nie doprowadza do konfliktu funkcji poprzez budowę mieszkań na aktywnych terenach gospodarczych, by potem udawać zdziwienie, że powstał jakiś konflikt i presja. Taką próbę podjął w 2023 r. Jerzy Muzyk, a dwa lata później jego następca Stanisław Mazur. Oboje ponieśli porażkę, bo w swoim myśleniu o zmianach nie uwzględnili tych 20 tysięcy ludzi, którzy codziennie pracują dla naszego miasta.

Protest przedsiębiorców z Rybitw

W sytuacji, gdy Kraków mierzy się z bardzo trudną sytuacją finansową, naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego strategiczną wizją rozwoju miasta ma być przede wszystkim dalsze zwiększanie liczby mieszkańców i zabudowywanie blokami terenów, które już dziś pełnią ważne funkcje gospodarcze. Tym bardziej że zabudowa mieszkaniowa nie rozwiązuje problemu niskiej dostępności mieszkań bo w Krakowie w znacznej części kupowane są one pod lokatę kapitału lub najem krótkoterminowy. Wiecej! Każdy nowy blok to dla miasta długofalowy koszt: dróg, transportu publicznego, szkół, żłobków, przedszkoli, usług komunalnych i całej miejskiej infrastruktury. Firma produkcyjna i usługowa tworzy miejsca pracy, generuje podatki i buduje gospodarczy potencjał miasta. To wiedza podstawowa, z bazowej rozgrywki w Sim City.

To jest właśnie moment, w którym trzeba przestać myśleć kategoriami „Ligi Mistrzów”, a zacząć kategoriami interesu mieszkańców.  Mieszkańcy nie potrzebują kolejnych wielkich wizji i efektownych nazw. Potrzebują normalnych dróg, sprawnego transportu, szkół, żłobków, zieleni, miejsc pracy i miasta, które jest w stanie finansować swoje podstawowe zadania. Nie potrzebujemy snucia wizji, że sfinansuje to czarodziejskie ZPI – co akurat próbował zaprezentować następca Jerzego Muzyka, Stanisław Mazur i ugrzązł w swoich wizjach jak poprzednik.  I warto wreszcie przypomnieć, że krakowianie już bardzo wyraźnie powiedzieli, czego oczekują od władz miasta. W referendum 24 maja 2026 roku za odwołaniem prezydenta Krakowa zagłosowało 171 581 osób, przy zaledwie 3 631 głosach przeciwnych. Referendum było ważne i zakończyło się odwołaniem prezydenta. To jest bardzo mocny sygnał. Kolejny kandydat na prezydenta Krakowa, który chciałby wrócić do wizji miasta opartej na masowym dogęszczaniu i przekształcaniu terenów gospodarczych w kolejne osiedla, musiałby być politycznym samobójcą. Bo Kraków nie potrzebuje leczenia czyichś kompleksów,  by raz zagrać w Lidze Mistrzów a potem upaść. Potrzebuje dobrego zarządzania, którego nie mierzy się liczbą mieszkańców przypadających na kilometr kwadratowy ani liczbą wybudowanych bloków, ani wysokością tychże. Mierzy się tym, czy mieszkańcy mogą normalnie żyć, pracować, poruszać się po mieście i korzystać z infrastruktury, którą miasto jest w stanie utrzymać, nie przerzucając nań nadmiernych kosztów utrzymania. I właśnie o tym powinna być dziś rozmowa o gospodarce Krakowa a zwłaszcza o Płaszowie i Rybitwach.

Remigiusz Tytuła, Prezes Zarządu Klaster Rybitwy

PS. Niezmiernie miło jest usłyszeć dobre słowo od swojego przeciwnika. W ostatnich wypowiedziach Jerzego Muzyka czytamy, że my przedsiębiorcy, jego oponenci, byliśmy dobrze zorganizowani. Tylko że tu także Pan Jerzy Muzyk się myli. Działaliśmy z marszu, często po omacku i reaktywnie. Próbowaliśmy budować sojusze, ucząc się osób i spraw publicznych poprzez rozpoznanie bojem.

Zdradzę Panu Prezydentowi i tym z „nowomiejskiego kościółka” tajemnicę. Przewaga nie tkwi w organizacji i zasobach, tkwi w głębokim przekonaniu, że walczy się o słuszną sprawę, że broni się interesu wielu ludzi przedsiębiorców, pracowników i ich rodzin. Wtedy nawet potknięcia i lapsusy nie są straszne, po każdym ciosie wstajemy mocniejsi, bo jest zapał i wola mocy. A najemnicy, walczący za żołd, w nie swojej wojnie, nawet gdy wykupią walec lokalnych mediów i zaplecze organizacyjne w urzędzie miasta, muszą przegrać.

Jedno Panu prezydentowi musimy oddać, gdyby nie jego arogancja i dezawuowanie nas przedsiębiorców, pomijanie w całym procesie planistycznym, podburzanie przeciw nam mieszkańców, to… Klaster nigdy by nie powstał. Jest Pan naszym ojcem chrzestnym i być może kiedyś doczeka się pomnika ufundowanego przez Klaster, ale póki ta organizacja istnieje nie doczeka się Nowego Miasta.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także