Obejrzałem spoty wyborcze dwóch kandydatek lewicy na urząd prezydenta Krakowa. Najpierw, w ramach eksperymentu, bez głosu. Wyszło mi na to, że jedna jest znerwicowana, a druga jest budynkiem. Potem obejrzałem z głosem. Niewiele się zmieniło. Tylko tyle, że pomyślałem, iż lewica nie dba już o wykluczonych.
W podobnym czasie dwie krakowskie kandydatki na prezydenta miasta: Daria Gosek-Popiołek (Nowa Lewica) i Aleksandra Owca (Partia Razem) wypuściły spoty wyborcze. My musieliśmy je obejrzeć, ale wszystko po to, żebyście Wy nie musieli tego robić.
Późny PRL
Spot pierwszej kandydatki, pani Darii, utrzymany jest w jakimś dziwnym kolorze. Kojarzy mi się ze starymi zdjęciami w albumie rodziców, z pierwszymi kliszami kolorowymi, które były bardziej żółte niż kolorowe. Nałożony jest jakiś filtr, który być może ma albo budzić nostalgię za PRL-em, albo skojarzyć się z dusznym, upalnym, letnim dniem. Mnie nie przekonało ani jedno, ani drugie. Potem występuje kilka młodych osób, które zalotnie się do mnie uśmiechają, ale jedna trzyma nogę w tenisówce na ławce.
Potem akcja przenosi się do pokoju, gdzie panuje modny eklektyzm, czyli inaczej mówiąc zbiór takiego wyposażenia jakie się znajdzie akurat pod ręką: stare biurko, lampa bankierska, obraz w złotej ramie, ale i nowoczesny fotel, niebieski flakon i całkiem współczesny, emanujący szwedzką prostotą regał z metalowymi nóżkami - zresztą ustawiony źle w stosunku do ściany, bo narożne wzmocnienia znajdują się na widoku. No i hasło: Magistrat, któremu możesz ufać.
Prędzej, zanim do nas dotrze…
Druga z pań, pani Aleksandra, postawiła na mocno zdynamizowany przekaz. Oglądam najpierw również bez głosu. Kandydatka zasuwa przez krakowskie ikony (bo wiadomo, walczymy z nadmiernym ruchem turystycznym, dziwimy się, że tyle osób odwiedza to miasto, po czym pokazujemy tylko te znane i odwiedzane przez tłumy miejsca: Sukiennice, Rynek Główny, Kościół Mariacki, Wawel, Aleja Róż, Rynek Podgórski, Muzeum Narodowe, a właściwie to jego schody – więc chyba nie trzeba zadawać sobie pytani, czemu akurat tu koncentruje się turystyfikacja…), bardzo szybko, za szybko, trochę jak królik z „Alicji w krainie czarów”, tak szybko, że aż ciekaw jestem, czy jak on powtarza „O rety, o rety, ależ się spóźnię!”.
Do tego dosyć nerwowo macha rękami, jakby coś obcinała, jak sztandar powiewają poły marynarki, koszula unosi się i opada w rytm kroków, aż wyłazi ze spodni. No jednym słowem pośpiech, wyjątkowy pośpiech. I nagle uspokojenie akcji, grupa młodych ludzi za plecami kandydatki, dwa psy na rękach, i nawet nie hasło wyborcze, a nawołanie do głosowania 27 września.
Człowiek-budynek i ambicje parlamentarne
Dołożenie głosu nie zmienia wiele, jest tylko zabawniej i bardziej zdumiewająco. U Darii Gosek-Popiołek kiedy mowa jest o tym, że to nie może być miasto dla deweloperów, młodzi ludzie dopowiadają „My tu też mieszkamy!” – nie dodają tylko gdzie, być może we własnoręcznie zbudowanej lepiance pośrodku niczego...
Kandydatka przekonuje, że miasto to ludzie, a ludźmi trzeba zarządzać dobrą energią, szczerością i empatią. Wydaje mi się, że miasto to też rury, odpady, inwestycje, woda i drogi, a one jednak na empatię mogą być odporne. A potem wszyscy powtarzają: „Daria. Daria. Daria. Daria Gosek-Popiołek – magistrat któremu możesz ufać”. No więc mili Państwo, wygląda na to, że doczekaliśmy nowoczesnej kandydatki, która chce zostać magistratem.

U konkurentki jest niewiele lepiej. Okazuje się, że pani Aleksandra jednak niczego nie obcina, ona stawia na dychotomię jakichś „onych” i innych ludzi. Wraz ze słowem „oni” jest mowa o systemie, o mieszkaniach, o służbie zdrowia, a przeciwstawia się im biednych rodziców czekających na wizytę u lekarza, 30-latków mieszkających u tychże rodziców, no bo wiadomo, ich system wyciska jak cytrynę. Ale kandydatka ma plan: mieszkania, pewną pracę i nowoczesny transport.
Jednym słowem „Ambitny Kraków dla normalnych ludzi”. Mam wrażenie, że pani Owca, albo nie rozumie zadań samorządu, albo robi pre-kampanię do Sejmu i przestała się już z tym ukrywać. A przecież mówi się o tym, że ambicje Aleksandry Owcy sięgają właśnie Sejmu. Teraz wystarczy zmienić ostatnią planszę, i spot z recyklingu będzie gotowy.
Humus, ramen i latte na owsianym
Dziwi mnie, że Aleksandra Owca nie zdecydowała się na wrzucenie choćby napisów do swojego spotu, że nie wspomnę o tłumaczeniu na język migowy (Daria Gosek-Popiołek lektora migowego ma).
A może właśnie nie powinno mnie to dziwić, skoro w spocie ani jednej, ani drugiej nie ma żadnego starego człowieka. Nie ma seniorów i nie ma niepełnosprawnych. Wszyscy są młodzi i uśmiechnięci. Tak jak same kandydatki. Tak jak lewica chowana na hummusie, ramenie i latte na owsianym.























