Reklama
Łukasz Gibała / fot. UMK
Reklama

Chcecie zobaczyć, jak po bruku turla się głowa Bogusława Kośmidera, szefa Krakowskiego Holdingu Komunalnego? Pewnie, że chcecie! No to zobaczycie. Kupujcie popcorn! – pisze nasz dziennikarz Łukasz Mordarski.

***

Gdyby polityczny PR miał swój własny podręcznik dla początkujących, Łukasz Gibała właśnie pisałby do niego wstęp. Recepta na rządzenie Krakowem okazała się dziecinnie prosta: dać ludowi to, czego naprawdę pożąda. A wbrew pozorom publiczność pod Wawelem nie czeka wcale na skomplikowane wizje czy trudne reformy. Publiczność czeka na głowy. Rolujące się po bruku, pięknie wyreżyserowane i podane na tacy.

Zaczęło się bezobjawowo i nieszkodliwie – od rewolucji, którą kupił każdy, kto kiedykolwiek narzekał na marnowanie publicznych groszy. Zaprzysiężenie bez suchych ciasteczek, a jedynie o wodzie. Symboliczny gest, koszt żaden, a gawiedź bije brawo: „Patrzcie, jaki oszczędny, wreszcie ukrócił rozrzutność!”.

ZOBACZ TAKŻE: Ile naprawdę „zaoszczędził” Gibała? Oto kulisy finansowe zmiany terminu zaprzysiężenia

Kat w spódnicy i gilotyna po L4

Prawdziwe widowisko zaczęło się jednak chwilę później, gdy do gry wszedł topór. Trwa wielkie czyszczenie magistratu. Za co ludzie są zwalniani? Dlaczego? Tego nie wiedzą ani Krakowianie, ani... sami zwalniani. Prezydent przecież nie zniża się do osobistych rozmów – od czarnej roboty i wręczania wypowiedzeń ma wyznaczone ręce, głównie dyrektorkę magistratu, Justynę Habrajską, która na koniec sama zostanie sczyszczona lub – w tym bardziej optymistycznym dla niej scenariuszu – wróci do Wydziału Skarbu.

Justyna Habrajska / fot. UMK

Ale kogo na widowni obchodzą proceduralne detale czy styl rozstań? Gdy leci na przykład głowa dyrektora Zarządu Dróg Miast Krakowa, tłum wie swoje: teraz drogi wreszcie będą proste jak stół, a korki znikną jak ręką odjął. Logika prostoliniowa, ale jakże skuteczna.

A to dopiero pierwszy akt. Widzowie nawet nie zdążą ostygnąć, a dostaną kolejny spektakl: porządki w spółkach miejskich. Tu co prawda konstrukcja prawna wymaga chwili cierpliwości i prezesa nie da się wywalić w pięć minut, ale wasza wytrwałość zostanie nagrodzona za chwilę. Chcecie zobaczyć, jak po bruku turla się głowa Bogusława Kośmidera, szefa Krakowskiego Holdingu Komunalnego? Pewnie, że chcecie! No to zobaczycie. Kupujcie popcorn!

Za pół roku natomiast przyjdzie czas na falę numer trzy: czystkę wśród tych, którzy przed pierwszą gilotyną zdążyli uciec na zwolnienia lekarskie. L4 w końcu się skończą, trzeba będzie wrócić do biura, a tam... „pyk” i gilotyna znów idzie w ruch. Igrzyska trwają, tłum znów klaszcze.

Prokuratorski kapiszon i cud na 400 milionów

W tak zwanym międzyczasie dostaniemy to, co nieuchronne: wielki, zapowiadany z pompą audyt. Po nim nastąpią głośne konferencje prasowe i spektakularne zawiadomienia do prokuratury – obowiązkowo jedno na Aleksandra Miszalskiego, drugie na Jacka Majchrowskiego. Że zarzuty będą uszyte grubymi nićmi? Że prokuratura umorzy śledztwa po trzech, może czterech latach? Kogo to obchodzi! Umorzenie nastąpi cicho, po kolejnych wyborach. Teraz odtrąbi się sukces i wróci do świętowania.

Jacek Majchowski i Aleksander Miszalski . fot UMK

Z finansami też pójdzie jak z płatka. Gibała już ogłosił, że w budżecie na bieżące wydatki brakuje 400 milionów złotych. Brakuje, bo brakowało co roku – taka krakowska tradycja. Ale spokojnie: natychmiast znajdzie się bohater. Radny Michał Starobrat objawi światu, że wie, skąd te pieniądze wziąć, obwieści sukces i ogłosi się zbawcą miejskiej kasy.

ZOBACZ TAKŻE: Prawdziwa władza w rękach szarej eminencji. „Merytoryczny, ale przemądrzały. Smerf Ważniak”

Plan do kosza i chodnik dla pani Krysi

A co z wielkim planowaniem rozwoju miasta? Rozwiązanie jest genialne w swojej prostocie. Plan ogólny, nad którym pracowano, został właśnie zaprezentowany tylko po to, by za moment wyrzucić go do kosza. Prezydent ogłosi, że trzeba stworzyć nowy, lepszy dokument – którego, rzecz jasna, nie zdąży ukończyć do końca kadencji. Brak planu to brak kontrowersji, brak protestów i brak trudnych decyzji. Idealny układ.

Żadna wielka inwestycja nawet nie ruszy, bo przecież najpierw trzeba sprzątać. A przy okazji wyremontuje się chodnik na osiedlu, wyleje nowy asfalt na bocznej uliczce i pani Krysia z panem Mieciem będą zachwyceni.

„Posprzątałem, teraz dajcie mi budować!”

A na koniec tej kadencji prezydent wyciągnie estetyczną infografikę. Pokaże na niej z dumą, że gdy obejmował urząd, w magistracie pracowało równo 3000 urzędników, a gdy kończy – pracuje 2987. Piękny obrazek trafi do mediów społecznościowych, gawiedź znów się ucieszy, a cały ten dwuipółletni teatr okaże się zaledwie misternie przygotowanym preludium do kolejnej batalii o władzę.

Kampania na drugą kadencję ruszy pod chwytliwym, wyreżyserowanym hasłem:

Posprzątałem, teraz dajcie mi wreszcie coś zbudować!

I wtedy dopiero zacznie się wielkie mamienie ludu wizjami Wielkiego Krakowa. Wjadą obietnice tnących miasto nowych linii tramwajowych, cudownie odnalezione fundusze na osiedlowe baseny i jakaś spektakularna inwestycja, którą zręcznie podsunie mu PR-owy sztab. Narracja będzie prosta jak drut: „Skoro tak skutecznie wyczyściłem magistrat i Kraków ze starego układu, to równie skutecznie wybuduję wam nowe miasto”.

Drzwi do gabinetu / fot. UMK

Gawiedź po raz kolejny to kupi, choć czar pierwszej fali nieco pryśnie. Dzisiejsza bezkrytyczna miłość podzieli się po drodze.

Żeby rządzić, Gibała musiał przecież zgromadzić pod swoimi sztandarami skrajności – od prawej do lewej strony, od Konfederacji i PiS-u do Lewicy i Razem. A tu sprawa jest prosta: w ciągu ponad dwóch lat lat któraś z tych stron poczuje się oszukana. Na wynik powyżej 60 procent Gibała nie ma już co liczyć. Wystarczy jednak twardy, wyszarpany wynik, powiedzmy 52 procent. Przewaga skromna, ale wystarczająca, by wziąć pełną pulę.

I tak oto znowu wygra. Wstanie z fotela, uśmiechnie się do kamer i rozpocznie pełne pięć lat błogiego, politycznego piekiełka.

Media przy misce, politycy do korycie

Bo kto właściwie mógłby przeszkodzić Gibale w realizacji tego scenariusza? Kto mógłby mu pokrzyżować te plany? Media, które będą mu patrzeć na ręce, ujawniać patologię i wskazywać błędy? Ale które media? Te, które sam od lat tworzył i w które wpompował masę pieniędzy, czy te lokalne portale i redakcje, które za chwilę będą grzecznie ustawiać się w kolejce po budżety reklamowe z miasta i miejskich spółek? A może te, z którymi silnie związani są lub byli obecni oraz przyszli pracownicy magistratu? Z tej strony zagrożenia nie ma – bat zostanie zastąpiony miską, a krytyka szybko ustąpi miejsca ciepłym materiałom sponsorowanym.

Politycy? Tylko którzy? PiS od dawna je Gibale z ręki, a zaraz po porządkach zacznie jeść z jeszcze większego, miejskiego koryta. Konfederacja zachowa się dokładnie tak samo, zadowalając się ochłapami ze stołu władzy. A reszta? Koalicja Obywatelska, PSL, Lewica? Tam wszyscy bez wyjątku są i będą przez najbliższe kilkanaście miesięcy zajęci wyłącznie układaniem list do Sejmu i Senatu, a potem ruszą w tancerz lokalnej kampanii, skupieni na wbijaniu noża w plecy kolegom z własnej listy. Gibała może więc spać spokojnie. Prawdziwej opozycji w Krakowie po prostu nie ma.

Jeśli więc szukaliście twardego rządzenia i wielkich wizji – pomyliliście adresy. Jeśli natomiast szukaliście dobrze wyreżyserowanego teatru – zapraszamy do pierwszego rzędu.

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: „Należy pochylić głowę i, posypując ją popiołem, skulić się w kącie...”

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także