Reklama
Reklama

– Doszedłem do wniosku, że należy pochylić głowę i, posypując ją popiołem, skulić się w kącie i z tej pozycji postarać się trochę recenzować poczynienia urzędującego prezydenta – pisze dla Kanału Krakowskiego prof. Jacek Majchrowski. Dziś przedstawiamy pierwszy felieton byłego prezydenta Krakowa, który został publicystą naszego portalu.

***

Minął tydzień, gdy prezydent Krakowa objął swój urząd ogłaszając, iż rozpoczyna się nowy rozdział historii naszego miasta. Rozdział tym istotniejszy, gdyż właśnie miasto „zostało odzyskane”. Brak co prawda precyzji przez kogo i od kogo, ale poniekąd zostało to wyjaśnione stwierdzeniem, że to „mieszkańcy odzyskali miasto”.

Gdyby to tak dokładnie policzyć, to biorąc pod uwagę liczbę osób, która to miasto odzyskała, w praktyce wychodzi na to, że ogółem - tych co odzyskali - jest niewiele ponad jedna czwarta liczby wyborców. Z kolei w stosunku do ogółu, a miasto jest ponadmilionowe, tak naprawdę około 16%. Na Gibałę głosowało bowiem 161 tys. osób.

Miasto „odzyskane zostało” - trzymając się tej retoryki nowego prezydenta - z rąk uzurpatorów. Generalnie jest nas, uzurpatorów, dwóch: ja i Aleksander Miszalski. Każdego z nas, a mnie pięciokrotnie, ci sami mieszkańcy na ten urząd wybierali. Ale - jak sądzę - byli to inni mieszkańcy i to z ich rąk należało urząd odbić.

Jacek Majchowski i Aleksander Miszalski . fot UMK

Pokora złośliwego recenzenta

Zostawiając jednak te rozważania na boku, doszedłem do wniosku, że należy pochylić głowę i - posypując ją popiołem - skulić się w kącie i z tej pozycji postarać się trochę recenzować poczynienia urzędującego prezydenta.

A ponieważ mam trochę doświadczenia w zarządzaniu Krakowem, pójdę w ślady obecnego włodarza miasta, który przez ponad 15 lat czynił to, nie mając tego doświadczenia w stosunku do mnie. Czynił to systematycznie na różnych polach, uciekając się do metod sądowych, organizując referendum /nieudane/ i wypowiadając się w różny, czasami ostry, sposób. Jego akolici czynili to w sposób jeszcze ostrzejszy, przekraczając granice dobrego smaku, czy - mogę tu użyć adekwatnego określenia - w sposób chamski. Ja tak czynić nie będę.

Będę natomiast odnosił się, komentując podejmowane przez prezydenta decyzję, do czego - jako mieszkaniec i wyborca - mam prawo. A czynić to będę ze świadomością, że żadne media robić tego nie będą z różnych przyczyn, do których kiedyś wrócę.

„Niezależny” ekspert z politycznym tłem

I tak pierwszą neutralną decyzją podejmowaną przez rozpoczynającego pełnienie urzędu prezydenta jest mianowanie zastępców.

Pierwszym zastępcą został ekonomista doktor Karol Wałachowski, związany z Klubem Jagiellońskim i byłą minister Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Przy okazji wyjaśniło się, co mnie zdumiało, zdjęcie pana prezydenta z tą odchodzącą w niesławie panią minister.

Gibała z Pełczyńską-Nałęcz / źródło: x

Pan wiceprezydent znany był mi jak dotąd z dwóch rzeczy: napisanego przed kilku laty tekstu o płazach trochę w kontekście kulinarnym oraz z udawaniem niezależnego eksperta, będąc cały czas związanym z obecnym szefem. Tego typu działalność absolutnie nie jest dla mnie zaskoczeniem, albowiem już w pierwszej swojej kampanii miałem do czynienia z tego typu „niezależnym ekspertem”, który zapomniał że wcześniej związany był z moim najgroźniejszym konkurentem. Ale cóż, jak się okazuje, jest to w polityce normą.

Dziwi mnie natomiast zakres jego obowiązków. Jest on bowiem odpowiedzialny m.in. za planowanie przestrzenne, a zwłaszcza przygotowanie planu ogólnego, który - co prawda - w pierwszej wersji jest gotowy, ale jak sami włodarze twierdzą wymaga przepracowania i nadania mu biegu /przede wszystkim wyłożenia/. Nie muszę tu wspominać, iż problematyka ta jest nadzwyczaj skomplikowana, a pan wiceprezydent ma identyczne o niej pojęcie jak jego poprzednik.

Karol Wałachowski / fot. UMK

Dziwi mnie, pomijając kwestie merytoryczne, ktoś, kto w ekipie osoby mówiącej o konieczności konsultowania wszystkiego ze wszystkimi stwierdza, że odnośnie planowania przestrzennego „urbaniści zrobią to lepiej niż sami mieszkańcy poprzez konsultacje”. Niewątpliwie uwaga słuszna merytorycznie, ale politycznie w tym zespole chyba nie do przyjęcia.

WIĘCEJ PISZEMY O TYM TUTAJ: Deweloperzy otwierają szampana! Słowa nowego wiceprezydenta Krakowa SZOKUJĄ!

Wypada jeszcze wspomnieć o innym, politycznym tym razem, działaniu doktora. Otóż brał on udział, wraz z prawnikiem pana prezydenta mecenasem Rafałem Zontkiem, w akcji referendalnej w Częstochowie, którą organizował poseł z Polski 2050 Piotr Strach, którego rodzina zajmuje się gospodarką odpadową w aglomeracji Śląskiej. Taka rodzina Gibałów w Częstochowie. To on był organizatorem referendum, a obecnie będzie kandydował na urząd prezydenta Częstochowy. Doświadczenia krakowskie się przydały.

Kolesiostwo czy polityczna nagroda?

Drugim z zastępców mianowany został mecenas Jan Hoffman, dotychczasowy przewodniczący I Dzielnicy. Dobry prawnik, prowadzący swoją kancelarię. Także związany z prezydentem, będący twarzą referendum sfinansowanego kwotą prawie dwóch milionów przez, upraszczając, Łukasza Gibałę.

Ma on w swoim zakresie obowiązków m.in kulturę, z którą prócz rodzinnych powiązań nie miał do czynienia. Życząc mu jak najlepiej, sądzę, że nie ma do końca pojęcia o skomplikowaniu tych kwestii, a zwłaszcza o rozbiciu i roszczeniowości środowiska.

Jan Hoffman i Łukasz Gibała

I tu dochodzimy do pytania, które się samo nasuwa. Jednym z generalnych zarzutów referendalnych było kolesiostwo, czyli to, że prezydent Miszalski otacza się kolesiami. Mam pełną świadomość, że prezydent musi mieć zaufanie do swoich zastępców, ale muszą oni także spełniać kryterium merytoryczności. Ja zawsze starałem się, by moi zastępcy w działach, za które odpowiadają, byli mądrzejsi ode mnie. Tu tego elementu brakuje. Rodzi się więc pytanie, czy mamy tu do czynienia z kolesiostwem, czy też nie.

Najlepszy ruch personalny

Odmiennie od poprzedników wygląda sprawa trzeciej osoby, która objęła urząd zastępcy prezydenta. Otóż odpowiedzialną za sprawy społeczne, szpitale i edukację została Elżbieta Kois-Żurek. Nie jest związana z żadną partią, z żadnym środowiskiem politycznym. Znakomita specjalistka, mająca w jednym palcu sprawy pomocy społecznej. Ma za sobą dyrektorowanie wydziałem polityki społecznej i Domem Pomocy Społecznej.

Elżbieta Kois-Żurek / fot. UMK

Jak sądzę, jej atutem dla obecnego prezydenta jest fakt usunięcia jej z urzędu przez poprzednika. Kierując się nieuzasadnionymi podszeptami, prezydent Miszalski pozbył się jej z magistratu, co było - moim zdaniem - jedną z najgorszych jego decyzji personalnych.

Czekając na kolejne ruchy 

Odnieść się też muszę do kolejnej decyzji nowego prezydenta: zmiany struktury urzędu poprzez likwidacje departamentów. Nie wnikając w kompetencje dyrektorskie i zarządcze dyrektorów tychże departamentów, mogę tylko pochwalić decyzje o ich likwidacji. Departamenty wydłużały bowiem proces decyzyjny, rozmywały odpowiedzialność i dawały zatrudnienie, przynajmniej w części, swoim.

I to by było na tyle w pierwszym odcinku. Dalszych analizy dokonywać będą za kilka dni, po kolejnych decyzjach nowego włodarza.

***

* tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

ZOBACZ TAKŻE: Jacek Majchrowski w Kanale Krakowskim! A to dopiero początek...

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także