– Zaskoczyło mnie ich zdziwienie – tak analityk finansowy dr Bartosz Banduła komentuje konferencję prasową, na której prezydent Łukasz Gibała i jego radny Michał Starobrat ogłosili, że w kasie miasta brakuje blisko 400 mln zł na bieżące wydatki.
– Kraków może stracić samodzielność budżetową na rzecz Regionalnej Izby Obrachunkowej. I to będzie tragedia, bo wtedy dowiemy się, co to znaczy budżet zrównoważony. Wtedy może się okazać, że bilet na komunikację miejską, zamiast 99 zł, będzie kosztował 180 zł – mówi nasz ekspert, dyrektor finansowy w Offroad-Express oraz współpracownik Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości - Akademii Nauk Stosowanych.
***
Kanał Krakowski: Zaskoczyło Pana to, że na konferencji prasowej prezydent Łukasz Gibała i jego radny Michał Starobrat ze zdziwieniem ogłosili, że w miejskiej kasie brakuje blisko 400 milionów złotych na bieżące wydatki?
dr Bartosz Banduła: Zaskoczyło mnie ich zdziwienie. Niestety, w kampanii wyborczej zupełnie nie poruszano problemu wieloletniej prognozy finansowej miasta i zapisów, które się w niej znajdują. Zarządzanie budżetem miasta generalnie nie powinno przynosić bowiem takich zaskoczeń.
Po pierwsze, mamy sformalizowany dokument mówiący w obszarze rocznym o dochodach własnych i wydatkach. Po drugie, koresponduje z nim wieloletnia prognoza finansowa, która planuje prospektywnie kwestie obsługi zadłużenia (np. kiedy i jakie odsetki od długu trzeba zapłacić) oraz przyszłe zadania inwestycyjne. Taka prognoza powinna być wskazówką i kompasem dla osób planujących budżet, pokazującym, co nas czeka w najbliższej przyszłości.
Spotkaliśmy się dokładnie rok temu i poruszaliśmy tematy związane z problemami finansowymi Krakowa. Wskazałem wtedy, że te problemy nie wynikają wyłącznie z błędnej polityki kształtowania budżetu, wydatków bieżących czy inwestycyjnych, lecz także z ogólnej sytuacji w państwie, gdzie na samorządy przerzuca się coraz więcej zadań, które nie korespondują ze źródłami finansowania.
Cała ta rozmowa dostępna jest tutaj: Kraków zbankrutuje?! Oto wszystko, co MUSISZ wiedzieć o budżecie [WYWIAD]
Szczerze mówiąc, dziwię się wszystkim obietnicom wyborczym padającym z każdej strony – z lewicy, prawicy i centrum – że ten budżet jest łatwo naprawialny, a do tego uda się przywrócić wszystkie benefity, które wcześniej zabierano z braku pieniędzy. Sztandarowym przykładem i niekonsekwencją działań prezydenta Aleksandra Miszalskiego była kwestia kształtowania wydatków na komunikację miejską. Wpływy z biletów nie pokrywają kosztów jej funkcjonowania i Kraków do tego dopłaca. Jeżeli prezydent wychodzi i mówi o podwyższeniu cen biletów, mam nadzieję, że wynikało to z kalkulacji ekonomicznej oraz faktu, że strona dochodowa i wydatkowa na ten cel się nie spina. Jeżeli jednak po jakimś larum społecznym dochodzi do wycofania się z tej podwyżki, to gdzie jest racjonalność ekonomiczna?
Ekonomia jest nauką empiryczną i ma swoje prawa. Tak jak w fizyce, jeśli nie wierzymy w prawo ciążenia, możemy upuścić jabłko i zobaczyć, że spadnie na ziemię, tak w ekonomii – jeśli wydajemy więcej niż zarabiamy – w dłuższej lub krótszej perspektywie zderzymy się ze ścianą. Przenosząc to na grunt gospodarstwa domowego: byłoby chyba dziwne, gdyby prezydent z radnym wyszli na konferencję, powiedzieli, że zarabiają w sumie 10 tysięcy złotych, wydają 50 tysięcy, i byli zaskoczeni tym, że brakuje im 40 tysięcy.
Przypomnę jeszcze, że Gibała był radnym od dwóch kadencji, Starobrat nadal nim jest. Co więcej, regularnie chodzi na komisję budżetową i co chwilę pyta, ile pieniędzy brakuje w miejskiej kasie.
Uważam, że żaden polityk nie powinien być zdziwiony stanem finansów miasta. Ale uderzające jest co innego. Mianowicie to, że zarówno pan Gibała, jak i jego kontrkandydaci w wyborach prezydenckich, stawiali tezy przeczące prawom ekonomii, a jednocześnie mieli doskonałą wiedzę na temat tego, skąd bierze się deficyt w budżecie miasta oraz jego dług.
Musimy rozróżnić dwa pojęcia: deficyt, czyli dług powstały w kontekście roku budżetowego, kiedy wydatki przewyższają dochody miasta, oraz dług – czyli skumulowany deficyt budżetowy z kilkunastu lat. Ten drugi bierze się stąd, że – po pierwsze – mamy problem na poziomie mentalności polityków centralnych, którzy nie dostrzegają, że za zadaniami zlecanymi samorządom powinny iść źródła finansowania.
Po drugie, są to eksperymenty typu niepłacenie PIT-u albo zwiększanie kwoty wolnej od podatku. To skomplikowane, ponieważ zwiększając kwotę wolną lub zmieniając stawki PIT, drastycznie redukujemy dochody gmin – zwłaszcza gmin, gdyż około 37% wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych trafia do samorządów, w których ci podatnicy płacą podatki. Jeżeli polityk związany z obozem władzy, były krakowski radny, a obecny poseł Rafał Komarewicz mówi, że sukcesem będzie podwyższenie kwoty wolnej i przesunięcie progów podatkowych, to zgadzam się, że będzie to sukces dla osób, które dostaną mniejsze obciążenia fiskalne.
Jednak jako osoba odpowiedzialna powinienem zapytać: jakie są skutki finansowe tych regulacji i jakie są źródła finansowania tego ubytku? Dla budżetu centralnego może to być opłacalne, bo przy mniejszym PIT-u rośnie dochód rozporządzalny i konsumpcja (zwłaszcza u mniej zarabiających), co zwiększa wpływy z podatku VAT. Samorząd terytorialny nie otrzymuje jednak pieniędzy z VAT-u, więc powstanie ubytek, którego źródła pokrycia musimy znaleźć. No i teraz musimy się zastanowić, w jaki sposób ten ubytek zrekompensować.
To jak w takim razie znaleźć te prawie 400 milionów złotych, których brakuje na dzisiaj w Krakowie?
W tym momencie nie ma łatwej recepty, ponieważ nie jesteśmy w stanie z dnia na dzień zwiększyć bazy podatkowej (osób opłacających podatki w Krakowie) ani pozyskać środków z potencjalnych nowych źródeł, takich jak opłata turystyczna, która dopiero wejdzie i dochody z niej będą w przyszłym roku.
Miszalski, mierząc się z podobnym wyzwaniem rok temu, musiał zaciągnąć 300 milionów złotych dodatkowego długu. Czy Gibała będzie musiał postąpić tak samo?
To jest pytanie do prezydenta. Jeżeli zakłada a priori, że nie dopuszcza możliwości finansowania się długiem, to będzie musiał znaleźć 400 milionów złotych.
Tylko gdzie?
Dobre pytanie. Nie wiem, jak będzie wyglądał wynik finansowy spółek miejskich, które teoretycznie mogłyby wypłacić dywidendę miastu, ale dopiero w przyszłym roku, ponieważ sprawozdania finansowe spółek będą zatwierdzane do czerwca.
Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie odpowiedzieć, w jaki sposób pan prezydent podejdzie do strategii finansowania bieżącego deficytu budżetowego.
Te problemy po prostu musiały się pojawić, ponieważ wynikają z natury funkcjonowania dużych metropolii w Polsce. Kraków jest przy tym metropolią specyficzną. Warszawa jest w komfortowej sytuacji, bo ma bardzo duże dochody z CIT-u z siedzib dużych podmiotów oraz jest podzielona na specyficzne dzielnice/subgminy. W okręgu górnośląskim mamy z kolei dużą kumulację średniej wielkości miast, które radzą sobie z problemami finansowymi i dogadują kwestie komunikacji, odpadów czy gospodarki wodno-ściekowej.
Kraków jest dużym ośrodkiem naukowym i kształcenia (od poziomu podstawowego po wyższy). Przyjeżdża tu bardzo dużo studentów, którzy niekoniecznie płacą tu podatki, a korzystają z infrastruktury (komunikacja miejska, usługi dla mieszkańców), za co płacą lokalni podatnicy dokładający się do budżetu w formie PIT-u, podczas gdy usługi te służą wszystkim.
Stopień skomplikowania jest ogromny i dziwię się politykom, którzy wychodzą ex cathedra i starają się dać bardzo proste odpowiedzi na tak złożone tematy, nieadekwatne do skali problemu.
Nie wyobrażam sobie w tym momencie redukcji kosztów funkcjonowania miasta o 400 milionów złotych w ciągu roku budżetowego, który de facto się kończy.
Czyli nie ma innego wyjścia niż zaciągnięcie kolejnego długu, by zsypać tę dziurę w budżecie?
Moim zdaniem nie ma. Trzeba byłoby się zastanowić, jak ten dług wygląda w skali wieloletniej, pomyśleć nad jego restrukturyzacją, a dopiero potem myśleć o kolejnym budżecie jako o bardziej realistycznym.
Rok temu słyszeliśmy dokładnie to samo, że kolejne budżety będą bardziej realistyczne.
No tak, ale rok temu też rozmawialiśmy o tym i pamiętam jak dziś, że przy „realistycznym budżecie” prezydent Miszalski mówił jednocześnie o pakiecie osiedlowym wartym chyba pół miliarda złotych. Gdzie były źródła finansowania? To kolejna obietnica złożona bez pokazania jasnego źródła, które nie generowałoby deficytu budżetowego.
Ale to by oznaczało, że obecny prezydent Gibała, jeżeli będzie chciał naprawić sytuację finansową gminy, to nie zrobi nic: żadnej inwestycji, żadnego przedsięwzięcia…
W kampanii wyborczej prezydent Gibała jasno komunikował, że według niego należy zatrzymać wszelkie wielkie inwestycje miejskie. Jednocześnie złożył deklarację rozpoczęcia budowy tramwaju na Azory, Złocień i Kliny. Znowu mamy tu niekonsekwencję, bo budowa tej infrastruktury wiąże się z kolejnymi wydatkami – chyba że będziemy to robić tak, jak budowę tramwaju do Mistrzejowic, czyli w partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Wtedy właścicielem infrastruktury jest podmiot prywatny, który w okresie jej funkcjonowania niejako dzierżawi ją miastu.
Pytanie tylko, czy znajdzie się taki podmiot, bo kapitału na rynku pozabankowym w Polsce znowuż tak dużo nie ma. Jaka będzie strategia prezydenta, który dodatkowo musi znaleźć większość w Radzie Miasta? Wiemy z wypowiedzi środowisk lewicowych, że PPP im się z jakiegoś powodu nie podoba. Przy takim zderzeniu różnych konfliktów interesów czarno widzę dojście do jakiegokolwiek konsensusu.
Co więc w pierwszej kolejności powinien zrobić Gibała?
Moim zdaniem na tym etapie zabezpieczyć deficyt, który jest, a później pomyśleć o przyszłorocznym budżecie jako o budżecie w miarę zrównoważonym. W sytuacji, kiedy pętla budżetowa będzie narastała tak jak dotychczas, Kraków może stracić samodzielność budżetową na rzecz Regionalnej Izby Obrachunkowej. I to będzie tragedia, bo wtedy dowiemy się, co to znaczy budżet zrównoważony – tyle, że nie będzie on zaplanowany jako zrównoważony, tylko zostanie narzucony z góry. Wtedy może się okazać, że bilet mieszkańca zamiast 99 zł będzie kosztował 180 zł.
I będzie to narzucone z góry?
Tak. Dziwię się więc populistycznym hasłom padającym ze wszystkich stron. Wrócimy do przywrócenia biletu 15-minutowego. Rozumiem, że to działanie prospołeczne, ale spójrzmy na taryfę biletową – będę się tego czepiał, bo to jasny przykład stosowania antypraw ekonomii. Mieliśmy COVID, drastyczny wzrost kosztów energii elektrycznej, paliw oraz skok związany ze zwiększeniem płacy minimalnej, która pociąga za sobą płace pozostałych pracowników. Ekonomiści są zgodni, że od czasów covidowych do teraz mamy skumulowaną inflację na poziomie 50%. Oznacza to, że ceny dóbr i usług wzrosły w tym czasie o 50%. Jeśli coś kosztowało złotówkę, to teraz powinno kosztować złotówkę i 50 groszy. Koszty wzrosły, ale my nie dostosowaliśmy do nich cen.
Musimy w końcu zdać sobie sprawę, że samorząd terytorialny działa w oparciu o te same prawa ekonomii co przedsiębiorstwo prywatne. Jeżeli zakładamy, że samorząd będzie notorycznie dopłacał do usług publicznych więcej, niż wymaga tego rozsądek, to nie możemy żyć w bańce i fikcji polegającej na tym, że nie dostosowujemy cen usług miejskich do kosztów funkcjonowania miasta. A niestety tak się dzieje. To jedna sprawa.
Druga sprawa to brak rozwiązania centralnego. Nie mówię o wdrażaniu ustaw metropolitalnych dla poszczególnych miast, lecz o centralnie zaplanowanej reformie finansowania samorządu terytorialnego. Być może, jeśli decydujemy się na obniżanie podatków, należałoby się zastanowić, czy gminy nie powinny partycypować w jakimś stopniu w udziale z VAT-u, a może akcyzy – to by było proste, bo wiemy, gdzie są stacje benzynowe i kto sprzedaje napoje alkoholowe i tytoniowe w danym rejonie.
Trzecia sprawa to kwestia obietnic inwestycyjnych, które niestety nie korespondują z zapisami wieloletniej prognozy finansowej, co widać po tym, że budżet nam się nie spina. To wszystko daje nam smutny obraz finansów miasta.






![Kracik: „Wspierał mnie Łukasz Gibała, wspierał mnie Jarosław Gowin…” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_520.jpg?d6a6391f22e7650c539c17afa26d26ea)






![Miał być komisarzem. Teraz ostrzega: „wybory staną się loterią” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_421.png?d6a6391f22e7650c539c17afa26d26ea)








