Reklama polityczna
I Ty możesz zostać wiceprezydentem
Reklama polityczna

O tym, że Łukasz Gibała ma bardzo krótką ławkę kadrową wiadomo powszechnie. Wszak stowarzyszenie „Kraków dla mieszkańców” to przedsięwzięcie niemal rodzinne (wiceliderką jest osobista partnerka Łukasza), a na pewno elitarnie kadrowe. Niestety panowie Jaśko, Borejza czy Krzywak nie załatwią wszystkiego, a stanowisk do objęcia w mieście, po ewentualnie wygranych wyborach, jest sporo. Czy obsadzi się je po koleżeńsku?

Jednym z zarzutów w stosunku do Aleksandra Miszalskiego, powtarzanym jak mantra przez słupy wynajęte za 2 miliony złotych do przeprowadzenia referendum, było „kolesiostwo”. Aleksander Miszalski otoczył się ludźmi, których znał, którym ufał, z którymi już współpracował. A kim otoczy się Łukasz Gibała? Kim są jego koledzy?

Spontaniczny jak mecenas

Maski opadły. Najpierw było hasło o oddolnym, obywatelskim referendum, potem twarz dał temu przewodniczący Rady Dzielnicy I, mecenas Jan Hoffman, nastąpił ogólnokrakowski zryw, w którym za zbieranie podpisów płacono, no i odwołano Miszalskiego ze stanowiska prezydenta. Potem okazało się, że tę spontaniczną akcję kwotą prawie dwóch milionów złotych wsparł Łukasz Gibała. Hoffman niby pokłócił się z Gibałą, wystartował samodzielnie na prezydenta, ale w środę – jakże nieoczekiwanie! – wycofał się z wyścigu i poparł w tej rozgrywce… Łukasza Gibałę!

Jan Hoffman

„Sprzedałeś się!” – pisali Internauci Hoffmanowi – „Wiadomo, ze teraz ciepła posadka w magistracie”, „Stanowisko wiceprezydenta pewnie czeka, co?” – podobnej treści wpisy towarzyszyły temu niespodziewanemu wydarzeniu. Ale to nie ostatni zwrot akcji w tej farsie, bowiem we czwartek nie mógł się nachwalić Jana Hoffmana Gibała podczas rozmowy w Radiu Kraków:  – To człowiek kompetentny. Widzę dla niego miejsce w magistracie po wyborach, ale jeszcze jest za wcześnie na jednoznaczne deklaracje – stwierdził Łukasz Gibała. 

Nie wyszło mu w biznesie? Idealny kandydat!

Wróbelki ćwierkają, że poważnym kandydatem do objęcia teki wiceprezydenta może też być bardzo bliski współpracownik Gibały, wierny żołnierz zaprawiony w bojach, radny Łukasz Maślona. Obserwując działalność pana radnego dochodzę do wniosku, że ten jest wręcz stworzony do bycia wiceprezydentem – zna się na wszystkim, na każdy temat ma coś do powiedzenia, i z reguły są to prawdy objawione, nie podlegające dyskusji. No ideał.

Łukasz Maślona

W rozmowie z Kanałem Krakowskim przyznał również że ma na koncie mniej niż tysiąc złotych, wspomagają go finansowo żona z rodziną, mieszka w mieszkaniu „rodziny”,  ma długi w ZUS-ie i w banku, no generalnie nie wyszło mu w biznesie, żyrował też komuś pożyczkę, no i masz, pech, stało się. Ponoć działał w finansach i prowadził jakąś działalność gospodarczą. Ale zabezpieczył żonę, bo przewidująco, zawczasu, zrobił z nią na tę okoliczność, rozdzielność majątkową. Przecież to oczywiste, że każdy kto zaczyna interes, podpisuje intercyzę, nie? Więc nie wiem jak Wam, ale nam wydaje się, że to rzeczywiście idealny kandydat na zastępcę Łukasza Gibały w urzędzie.

Tak krawiec kraje…

A może miejsce znajdzie się dla Macieja Szczygła, mocno rozpolitykowanego producenta czy tam sprzedawcę spodni męskich? Pisze on o sobie, że „chwilowo, od 20 lat zajmuje się modą. Wie wszystko o konstrukcji i szyciu spodni. Nigdy nie miał jeansów. W wolnym czasie nęka urzędników niewygodnymi pytaniami i nagrywa filmy na youtube”.

W wywiadzie udzielonym kilka lat temu chwalił się, że szyje nie w Chinach, a na miejscu: „Dzięki temu mam pełną kontrolę nad tym, co robią i co dostają klienci. Ale też tworzę w ten sposób miejsca pracy w Krakowie. Moim zdaniem to ważne. Na pewno jest to ważne dla mnie.” W sklepie odwiedzali go z kamerą i propagandyści z „Krowoderskiej”, a nawet  sam Łukasz Gibała, o czym filmiki opublikowało jego stowarzyszenie „Kraków dla mieszkańców”.

grafika: AI

Potem pan Maciej jakby poszedł w politykę, angażował się w referendum, poczuł społeczną misję i przepytywał kandydatów na prezydenta Krakowa. I nie wiemy czy to te działania spowodowały, że w tej chwili cały towar wyprzedaje, i chce pozbyć się swojego biznesu. Co prawda złośliwcy mówią, że interes padł, ale on sam zaprzecza, mówiąc, że ma się świetnie, że polityka nie ma z tym nic wspólnego, a on sam po prostu „ma ochotę na nową drogę życia”. Pal licho 50-letnią tradycję, pal licho miejsca pracy w Krakowie. Nowa droga życia… jakie to współcześnie pożądane zachowanie! Ale aż prosi się, by zadać sobie pytanie: jakaż to przygoda czeka na pana Macieja? A może to będzie jakieś stanowisko u Gibały? Może wiceprezydentura?...

Miejcie oczy naokoło głowy

Rozglądajcie się zatem uważnie. Może bowiem się okazać, że kolega pochylony nad komputerem w sąsiednim boxie, sprzedawczyni z osiedlowego warzywniaka, widziany na klatce monter sieci kablowej, czy producent czegoś mało dochodowego, sam nie wiem… może na przykład filamentu, okaże się być ważną figurą w administracji Gibały. A może i wy się załapiecie? Bo pamiętajcie – kolesiostwa u Gibały nie będzie.

ZOBACZ TAKŻE: „Niezależni” eksperci Gibały. Sprawdziliśmy pierwszego z brzegu. Pracuje dla... deweloper

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także