Reklama polityczna
Totalna demolka kijami bejsbolowymi! Plan na Kraków? Podpalić i zatańczyć na zgliszczach
Reklama polityczna

– Nie będę grać w szachy, kiedy ktoś podchodzi do mnie z bejsbolem – rzucił wczoraj na spotkaniu w Nowej Hucie Donald Tusk, który przyjechał do Krakowa, by wspierać Monikę Piątkowską w walce o fotel prezydenta miasta.

Trafione w punkt. Prawdziwy problem polega na tym, że Tusk w kilku słowach opisał stan, w którym Kraków utknął nie na jedną kampanię, ale na całe lata.

Przez ten czas byliśmy świadkami tego samego teatru osobliwości: „polityczne gangusy” przebrane za społeczników i tak zwanych ekspertów, opłacane przez przegrywa z wybujałym ego, rozstawiały po kątach każdego, kto miał czelność myśleć inaczej i nie zgadzał się z polityką podpalania miasta.

Dwa miliony na podpalenie Krakowa

Głównym architektem tego chaosu stał się kandydat, który chyba nigdy nie przyjął do wiadomości rzeczywistości. Przegrał wybory raz, drugi i trzeci i nigdy z tą porażką się nie pogodził. Co więc zrobił? Podpalił miasto, wydając na samo referendum dwa miliony złotych. Zamiast wyciągnąć wnioski z potrójnej przegranej, zaoferował Krakowianom strategię ciągłej zadymy i polaryzacji. Bo kiedy nie ma się do zaproponowania spójnej wizji rozwoju, najłatwiej jest podsycać pożar.

ZOBACZ TAKŻE: Demolka miasta na zlecenie. Kto naprawdę stoi za niszczeniem Krakowa?

Jego kariera polityczna opiera się głównie na totalnej negacji – krytykowaniu wszystkich i wszystkiego wokół. Gdy przychodziło do bezpardonowego atakowania innych, niegdyś zawsze był w pierwszej linii. Później natomiast kierował z tylnego siedzenia, a rolę „liderów” przejmowali inni.

Podejście do polityki miejskiej było bezwzględnie tratowane przez krzykaczy z bejsbolami, którzy do walki o przyszłość Krakowa nie wchodzili z podręcznikiem otwarć szachowych, lecz używali argumentu siły i taniej prowokacji.

Bezwzględna demolka

Gibała wraz ze swoimi wiernymi giermkami demolowali wszysko, co się da, a jednocześnie dziś – gdy w oczy zagląda widmo zwycięstwa w wyborach – ten sam Gibała mówi, że przez dwa lata to w sumie nic się nie da zrobić. Weźmy choćby cytat z dzisiejszego wywiadu dla Zero.pl:

Mówię uczciwie Krakowianom: Przez te dwa lata cudów nie będzie, nie będzie wielkich inwestycji, możemy tylko posprzątać po poprzednikach.

„Przez dwa lata nie da się wiele zrobić”. No tak, trudno się dziwić. Kijem bejsbolowym nie buduje się mostów, nie planuje siatki połączeń MPK ani nie wycina biurokracji. Kijem bejsbolowym można jedynie coś rozpieprzyć.

Sianie destrukcji idzie szybko, zniechęcanie ludzi do miasta trwa chwilę, ale odbudowa zaufania i normalnego dialogu wymaga czasu. Narzędzia, którymi operowano przez lata – wieczna zadyma, nieskuteczna próba zorganizowana jednego referendum, skuteczna próba zorganizowania kolejnego referendum za miliony i bezpardonowa nagonka – po prostu nie nadają się do rządzenia. One służą wyłącznie do demolki.

Czas wyrzucić bejsbole

Dlatego Kraków nie potrzebuje dziś ani totalnej demolki, ani prezydenta na okres próbny, który z góry pisze dla siebie usprawiedliwienia i rozkłada ręce, mówiąc, że „dwa lata to za mało, by cokolwiek zmienić”. Kraków potrzebuje lidera, który wchodzi do urzędu nie po to, by rozliczać swoje prywatne kompleksy i kontynuować wojnę, ale po to, by wyczyścić ten plac budowy ze zgliszcz i zacząć wreszcie tworzyć stabilną przyszłość.

Czas odłożyć bejsbole i skończyć ten groteskowy teatr. Krakowianie po prostu zasłużyli na święty spokój i miasto, które działa.

ZOBACZ TAKŻE: Piątkowska w ostatnim dniu kampanii: „Nogi nie cofnę. Do ostatniej godziny będę walczyła o nasze miasto”

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także