Brak wjazdówki, zakaz ruchu i wielki partyjny bus zaparkowany w sercu Krakowa. Choć auto z twarzami Adriana Zandberga i Aleksandry Owcy stało na ulicy Grodzkiej przez kilka godzin, patrol Straży Miejskiej „nie ujawnił pojazdu”. Być może dlatego, że interwencję zrealizowano… następnego dnia! Sprawdziliśmy w ZDMK: politycy Razem wjechali do strefy na pełnej samowolce.
W miniony piątek wieczorem na placu Marii Magdaleny odbył się wiec partii Razem oraz kandydatki na prezydenta Krakowa Aleksandry Owcy. Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 20, jednak na długo przed pierwszymi przemówieniami w ścisłym centrum Krakowa – wjeżdżając nielegalnie na ulicę Grodzką i parkując tuż pod kościołem św. Piotra i Pawła – pojawił się pokaźnych rozmiarów bus.
Auto było szczelnie oklejone barwami ugrupowania oraz twarzami jego współprzewodniczących: Zandberga i Owcy. Za przednią szybą pojazdu próżno było szukać jakiegokolwiek identyfikatora czy zezwolenia na wjazd do strefy.
Kilka minut po godzinie 20 Straż Miejska Miasta Krakowa otrzymała oficjalne zgłoszenie o pojeździe zaparkowanym w miejscu niedozwolonym.
Efekt?
Kierowany na miejsce patrol nie ujawnił go
– przekazała nam przedstawicielka SMMK, Edyta Ćwiklik.
Tłumaczenie to wprawia w osłupienie. Oklejony w partyjne barwy bus stał w tym samym miejscu co najmniej do godziny 22. Co więcej, w tym czasie obok pojazdu przejechały co najmniej dwa patrole straży miejskiej, które nie zareagowały na widok auta bez uprawnień.
Gdy dopytaliśmy strażników, o której godzinie faktycznie podjęto interwencję na miejscu zgłoszenia, odpowiedź dosłownie zwaliła nas z nóg. Straż miejska poinformowała, że czynności podjęto… następnego dnia. Dokładnie 20 minut po północy – kiedy bus dawno już odjechał, a po wiecu nie było śladu.
Z uwagi na dużą liczbę zgłoszeń oraz prowadzone tego dnia wzmożone działania ukierunkowane na zapewnienie spokoju i porządku publicznego w centrum miasta oraz na Kazimierzu, interwencje realizowano według kolejności, z uwzględnieniem bieżącej sytuacji i priorytetów
– tłumaczy Edyta Ćwiklik.
Żeby wykluczyć jakąkolwiek pomyłkę, zapytaliśmy również w Zarządzie Dróg Miasta Krakowa, czy na numery rejestracyjne partyjnego busa wydano kiedykolwiek zgodę na wjazd i postój przy ul. Grodzkiej.
Nie wydawaliśmy wjazdówki na taki samochód
– poinformowali krótko przedstawiciele ZDMK.
Pytania w tej sprawie wysłaliśmy wczoraj do sztabu Aleksandry Owcy. Do tej pory nie dostaliśmy odpowiedzi.
Równi i równiejsi w sercu Krakowa
Ta sytuacja to soczewka, w której jak w zwierciadle odbijają się dwa grzechy trawiące nasze miasto: hipokryzja polityków i bezradność miejskich służb.
Z jednej strony mamy polityków partii Razem – Adriana Zandberga i Aleksandrę Owcę. Ludzi, którzy na sztandarach niosą hasła praworządności, szacunku dla przestrzeni miejskiej, ograniczenia ruchu samochodowego w centrach i równości wszystkich wobec prawa.
Owca, jako radna, już współdecyduje o Krakowie, a Zandberg chce stanowić prawo dla całego kraju. Jak jednak wierzyć politykom, którzy bez mrugnięcia oka taranują zakazy wjazdu w zabytkowym sercu Krakowa tylko po to, by wygodnie dowieźć gadżety i zaparkować swój baner pod nosem wyborców? To pokaz podwójnych standardów – zasady i strefy ograniczonego ruchu są dla zwykłych mieszkańców, a dla politycznej elity liczy się wygoda i darmowa reklama.
Z drugiej strony dostajemy bolesną komedię w wykonaniu Straży Miejskiej Miasta Krakowa. Przyjechanie na interwencję po ponad czterech godzinach(!) od zgłoszenia – i to w ścisłym centrum miasta, gdzie patrole rzekomo „prowadzą wzmożone działania” – to ponury żart z Krakowian.
Jeśli oklejony bus Razem stojący na środku ul. Grodzkiej przez kilka godzin jest dla strażników niewidzialny, to czym właściwie są owe „priorytety”? Czy gdyby zwykły Krakowianin wjechał bez identyfikatora pod kościół Piotra i Pawła, również mógłby liczyć na kilka godzin taryfy ulgowej?























