Reklama polityczna
Gibała pęka przed debatą z Piątkowską! Dlaczego BOI SIĘ pytań?
Reklama polityczna

Polityczna odwaga Łukasza Gibały kończy się dokładnie tam, gdzie zaczynają się niezależne mikrofony. Kiedy po czasie unikania konfrontacji wreszcie udało się ustalić termin debaty, krakowski radny nagle... po prostu pękł. Nie przed rywalką, ale przed pytaniami dziennikarzy. Człowiek, który chce rządzić miastem, marzy o debacie w sterylnych warunkach, bez dociekliwych redakcji i bez trudnych tematów. Czego tak potwornie boi się milioner pozujący na pogromcę układowości?

To już nie jest polityczna gra ani element wyborczej strategii. To zwyczajna polityczna rejterada, która od dawna staje się znakiem rozpoznawczym Gibały. Krakowski radny po raz kolejny pokazuje mieszkańcom, że do perfekcji opanował tylko jedną dyscyplinę: ucieczkę przed trudnymi pytaniami.

Trudna relacja Gibały z debatami

Historia znów zatacza koło. Zróbmy krótką powtórkę z rozrywki – przecież wszyscy pamiętamy poprzednią kampanię. Gibała debat unikał jak ognia, chował się za wyreżyserowanymi spotami, ładnymi grafikami w mediach społecznościowych i gładkimi frazesami. Kiedy przychodziło do konfrontacji na żywo, nagle pojawiały się „napięte terminy”, „złe formaty” albo milczenie. Dziś, w walce o fotel prezydenta Krakowa, oglądamy dokładnie ten sam żałosny spektakl.

Wydawało się, że tym razem będzie inaczej. Mamy wreszcie konkret – 8 października, godzina 18:00. Oboje kandydaci zgadzają się co do terminu. I w momencie, gdy wydawało się, że Kraków wreszcie zobaczy starcie na żywo, Gibała nagle dostał strachu. A raczej: przestraszył się pytań.

Pod szklanym kloszem

Popatrzmy na genialną w swej naiwności propozycję radnego: spotkajmy się w studiu, sygnał dla wszystkich, ale... pytania zadajemy sobie tylko my sami, a dziennikarz ma być jedynie „panem od stoperka”, który pilnuje czasu. Przecież to jest polityczny absurd! Gibała marzy o debacie w warunkach laboratoryjnych. O bezpiecznej potyczce, w której zada tylko te pytania, na które ma wcześniej przygotowane formułki, i sam dostanie pytania, które da się zbyć wymownym machnięciem ręki.

Rękawicę podniosła Monika Piątkowska i krótko wypunktowała tę ustawkę. Propozycja kontrkandydatki jest prosta i do bólu przejrzysta: wpuszczamy wszystkie zainteresowane redakcje, każdy dziennikarz dostaje prawo do zadania po jednym pytaniu obu kandydatom. Te same warunki, ten sam czas, zero faworyzowania kogokolwiek.

I tu pojawia się kluczowe pytanie, które musimy zadać głośno: Czego radny Gibała tak potwornie się boi?

Ucieczka przed mieszkańcami Krakowa

Dlaczego człowiek, który od lat pozuje na niezależnego szeryfa, pogromcę układowości i jedynego sprawiedliwego w Krakowie, drży na samą myśl o pytaniach od niezależnych dziennikarzy? Dlaczego nie chce odpowiadać na pytania o finanse miasta, transport, mieszkania czy bezpieczeństwo, gdy zadaje je ktoś inny niż jego kontrkandydatka? Czyżby bał się, że dociekliwy dziennikarz zapyta o konkrety, wyciągnie sprzeczności w jego programie albo przyciśnie go do muru w sprawach, o których radny wolałby milczeć?

Prezydent milionowego miasta nie może być człowiekiem, który boi się mikrofonu wolnych mediów. Nie można myśleć o rządzeniu Krakowem, kiedy dostaje się gęsiej skórki na myśl o otwartej konferencji prasowej czy krzyżowym ogniu pytań od lokalnych redakcji. Ucieczka przed dziennikarzami to ucieczka przed mieszkańcami – bo to przecież dziennikarze pytają w imieniu krakowian.

Koniec gry w chowanego

Łukasz Gibała chciał debaty na własnych, bezpiecznych zasadach, pod szklanym kloszem. Dostał propozycję otwartej, uczciwej walki na dojrzałych warunkach. Czas więc zrzucić maskę pogromcy i przestać chować się za stoperem moderatora. Mieszkańcy Krakowa zasługują na prezydenta, który nie pęka przed pierwszym lepszym pytaniem.

Panie radny Gibała, koniec zabawy w chowanego. Proszę wejść do ringu albo otwarcie przyznać przed Krakowianami, że po prostu brakuje Panu odwagi.

ZOBACZ TAKŻE: Gibała ZJADA DZIECI i BIJE ŻONE?! Niesmaczne opowiastki lokalnego krawca

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także