Przeczytasz w 3-5 minuty
Tajna fuzja krakowskich szpitali. Odsłaniamy kulisy

Sześć miesięcy tajnych rozmów i zaledwie pięć dni na załatwienie formalności dotyczących zdrowia tysięcy pacjentów oraz przyszłości setek pracowników. Kulisy planowanego utworzenia Małopolskiego Wojskowego Instytutu Medycznego w Krakowie szokują skalą pośpiechu i brakiem transparentności. Dlaczego kluczowy dla miasta projekt próbowano przeprowadzić w ekspresowym tempie i poza plecami Rady Miasta?

Przez wiele miesięcy mieszkańcy Krakowa nie mieli pojęcia, że w zaciszu gabinetów trwają rozmowy dotyczące jednej z największych zmian w lokalnej ochronie zdrowia od lat. Jak się dowiedzieliśmy w tym tygodniu, negocjacje pomiędzy władzami miasta a stroną wojskową dotyczące utworzenia Małopolskiego Wojskowego Instytutu Medycznego trwały co najmniej od grudnia 2025 roku.

Mowa o projekcie, który zakłada połączenie potencjału 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego oraz Szpitala Miejskiego Specjalistycznego im. Gabriela Narutowicza. Chodzi nie tylko o przyszłość dwóch dużych placówek medycznych, ale również o majątek publiczny, nieruchomości należące do miasta, kontrakty medyczne, projekty unijne i miejsca pracy setek osób.

List intencyjny w cieniu referendum

Przez wiele miesięcy rozmowy były objęte klauzurą najwyższej poufności. Kulminacją tych działań było podpisanie listu intencyjnego, którego sygnatariuszami był prezydent Aleksander Miszalski (jako przedstawiciel Gminy Miejskiej Kraków, czyli właściciela Szpitala Narutowicza) oraz dyrektor Szpitala Wojskowego Bartłomiej Guzik (jako przedstawiciel Ministerstwa Obrony Narodowej, pod które podlega placówka). Dokument podpisano 22 maja 2026 roku. Data ta nie jest bez znaczenia. Był to piątek – ostatni dzień roboczy przed referendum (24 maja) w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i Rady Miasta Krakowa.

Data podpisania listu

Sam utajniony dotąd list ma charakter deklaratywny i formalnie nie przesądza jeszcze o ostatecznym kształcie projektu. Jednak jego treść pokazuje, że strony były już bardzo zaawansowane w przygotowaniach. Dokument przewiduje między innymi przygotowanie podstaw do utworzenia nowego instytutu, przekazanie nieruchomości, przejęcie praw i obowiązków obu szpitali, a także kontynuację ich działalności w nowej formule organizacyjnej.

Ekspresowy harmonogram

Najbardziej zaskakujący jest jednak harmonogram dalszych działań. W liście zapisano, że do 29 maja mają zostać zgromadzone wszelkie niezbędne opinie, rekomendacje, uzgodnienia i dokumenty potrzebne do realizacji przedsięwzięcia. Oznacza to zaledwie pięć dni roboczych od momentu podpisania dokumentu.

Fragment listu

Czyli: pięć dni na przygotowanie dokumentacji dotyczącej przedsięwzięcia obejmującego majątek dwóch dużych szpitali, tysiące pacjentów, setki pracowników, wielomilionowe kontrakty z NFZ, projekty finansowane ze środków unijnych, zobowiązania finansowe oraz kwestie własności nieruchomości.

Trudno uznać taki termin za standardową praktykę administracyjną. Wręcz przeciwnie – wygląda on jak próba przeprowadzenia kluczowych formalności w ekspresowym tempie.

„Wojskowa Rada Ocalenia Narutowicza”

Jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że w okresie pomiędzy podpisaniem listu a wyznaczonym terminem realizacji kolejnych działań nie było nawet planowanego posiedzenia Rady Miasta Krakowa. Radni nie mieli więc możliwości zapoznania się ze sprawą podczas sesji, zadania pytań, przeprowadzenia debaty czy wyrażenia stanowiska, a to przecież oni podejmują ostateczną decyzję.

Zresztą na środowej sesji jeden z radnych nazwał tę decyzję „najważniejszą, jaką rada podejmie w tej kadencji”.

O randze całego posiedzenia chyba najlepiej świadczy fakt, że dyrekcja szpitala wojskowego na sesję przybyła ze wsparciem wysokich rangą wojskowych ubranych w swoje uniformy, z licznymi odznakami na stroju, co wywołało zaskoczenie i poruszenie wśród radnych.

Jeden z nich, mrużąc oczy od blasku bijącego z orderów, doliczył się na sali aż "sześciu generałów", po czym z nieskrywanym podziwem dla tej logistycznej operacji rzucił pod nosem, że oto przed nimi objawiła się nowa „Wojskowa Rada Ocalenia Narutowicza”.

Trzeba przyznać, że widowisko było iście hollywoodzkie. Widok zszokowanych radnych, którzy zamiast urzędników z teczkami zobaczyli kordon generalskich pagonów, był bezcenny. Zabrakło chyba tylko polowego namiotu dowodzenia rozstawionego na środku sali obrad i map sztabowych z zaznaczonymi oddziałami kardiologii czy ortopedii.

Szpital Narutowicza

Skoro już wszyscy wiemy, jak ważna jest to decyzja, pojawiają się naturalne pytania:

  • Dlaczego rozmowy prowadzone od grudnia utrzymywano poza wiedzą radnych, skoro już kilka miesięcy później oczekiwano zebrania wszystkich kluczowych dokumentów w ciągu zaledwie kilku dni? 
  • Dlaczego nie przedstawiono projektu wcześniej?
  • Dlaczego nie skierowano go wcześniej pod obrady komisji?
  • Dlaczego nie rozpoczęto dyskusji na temat przyszłości Szpitala Narutowicza, skoro rozmowy były prowadzone od miesięcy?

Kalendarz polityczny czy zbieg okoliczności?

Nie sposób również nie zauważyć niezwykłego zbiegu okoliczności pomiędzy harmonogramem zapisanym w liście a kalendarzem politycznym. Dokument podpisano na dwa dni przed referendum. Następnie wyznaczono bardzo krótki termin realizacji kolejnych działań. W praktyce cały harmonogram wygląda tak, jakby zakładano możliwość, że po 24 maja obecna Rada Miasta Krakowa może już nie uczestniczyć w dalszym procesie.

24 maja w Krakowie odbyło sie referendum

Oczywiście nie jest to dowód na istnienie takiego założenia. W dniu podpisywania listu nie było przecież wiadomo, jaki będzie wynik referendum. Nie było też wiadomo, czy w ogóle dojdzie do zmian we władzach miasta, a tym bardziej kto ewentualnie miałby pełnić funkcję komisarza.

Jednak właśnie dlatego pytania pozostają zasadne. Czy ktoś zakładał scenariusz, w którym referendum doprowadzi do odwołania zarówno prezydenta miasta, jak i rady, a dalsze decyzje dotyczące projektu podejmowane będą już przez komisarza?

Brak transparentności

Dzisiaj nie znamy odpowiedzi na te pytania. Fakty są jednak bezsporne.

  • Rozmowy trwały od grudnia.
  • Nie wiedzieli o nich mieszkańcy.
  • Nie wiedzieli o nich również radni, którzy odpowiadają za podejmowanie decyzji dotyczących majątku gminnego.
  • List intencyjny podpisano w ostatnim dniu roboczym przed referendum dotyczącym przyszłości władz miasta.
  • Na przygotowanie kluczowej dokumentacji wyznaczono zaledwie pięć dni roboczych.
  • W tym czasie nie planowano nawet sesji Rady Miasta.
Załącznik do listu

W sprawie o tak ogromnym znaczeniu dla przyszłości krakowskiej ochrony zdrowia mieszkańcy mają prawo oczekiwać pełnej transparentności. Mają również prawo wiedzieć, dlaczego przez wiele miesięcy rozmowy prowadzono za zamkniętymi drzwiami, a gdy wreszcie podpisano dokument otwierający drogę do realizacji projektu, wszystko zaczęło dziać się w tempie, które nawet dla doświadczonych samorządowców może wydawać się co najmniej niezwykłe.

ZOBACZ TAKŻE: Ukryte miliony Gibały?! Wiemy, kiedy pęknie referendalna wydmuszka

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także