Przeczytasz w 3-5 minuty
Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Czy w Krakowie szykuje się wielka polityczna sensacja? Według informacji do których dotarł Kanał Krakowski, Łukasz Gibała ogłosił najbliższym współpracownikom, że nie planuje startu w przyspieszonych wyborach na prezydenta Krakowa. Planuje przeczekać do 2029 roku i wtedy zagrać o „pełną stawkę” wraz z większością w Radzie Miasta.

Czy Kraków czeka polityczny game-changer? Jak dowiedzieliśmy się z dwóch źródeł związanych ze środowiskiem trzykrotnego przegranego wyborów prezydenckich, Łukasz Gibała nie zdecyduje się na start w przyspieszonych wyborach prezydenckich. Ma też nie poprzeć żadnego kandydata, co jest świadomą strategią.

Pan Pierożek i obawa o paraliż

- Wszystko wskazuje na to, że wybory będą w połowie września. Nowy prezydent wchodzi do urzędu w październiku, tymczasem budżet na 2027 rok będzie już gotowy – można tylko pozmieniać drobne sprawy. Łukasz jest przekonany, że komisarz Kracik przygotuje mu tam sporo politycznych „bomb z opóźnionym zapłonem”

- tłumaczy jeden ze współpracowników Gibały, dodając, że dopiero kolejny budżet – ten na 2028 mógłby być budżetem „autorskim”. Z kolei ten na 2029 rok to budżet wyborczy, który musiałby być populistycznym.

- Plan Gibały się posypał, gdy okazało się, że Rada Miasta została. To oznacza permanentny konflikt z prezydentem z innego obozu, bo Kraków dla Mieszkańców ma 5 radnych, maksymalnie 2-3 jest jeszcze do wyciągnięcia. Rządy z PiS-em nie wchodzą w grę, Koalicja z Lewicą nigdy w alians z „Gibałowcami” nie wejdą, mało tego, zrobią wszystko, by zorganizować mu referendum po roku

- uzupełnia współpracownik radnego, który trzykrotnie przegrał już walkę o najważniejszy fotel w Pałacu Wielopolskich. Jak przekonuje nasze źródło, radni Koalicji, którzy pałają rządzą zemsty za niewyobrażalną kampanię hejtu podczas referendum, będą punktować każdą decyzję potencjalnego prezydenta Gibały już od stycznia, a w czerwcu nie udzielą mu absolutorium i przegłosują wniosek o referendum, które wypadłoby na jesień.

- Łukasz nie umie pracować pod presją, nie podejmuje decyzji bez analizy, sondaży, a to zawsze trwa. Do tego urząd działa jak działa, to jest słabo sterowalna struktura. Urząd to nie firma czy stowarzyszenie, gdzie mnóstwo roboty robią za niego inni, a on głównie nagrywa rolki z barów mlecznych

- stwierdza osoba z otoczenia Gibały, przypominając, że w gronie dziennikarzy Gibała ma ksywę „Pan Pierożek”, co nawiązuje do cyklu odwiedzin barów mlecznych z których rolki nagrywał w ostatnich miesiącach Gibała.

Hoffman sensacją

Jak się okazuje, start Gibały zaczął być coraz mniej prawdopodobny od pierwszych dni czerwca. Jeszcze do Bożego Ciała, gdy szef „Krakowa dla Mieszkańców” przebywał na poreferendalnym urlopie, był przekonany, że Jan Hoffman – lider komitetu referendalnego, nie wystartuje w wyborach na prezydenta Krakowa. Wszystko miało się zmienić w długi czerwcowy weekend, gdy do ekipy referendalnej miał dotrzeć pogłębiony, problemowy sondaż przeprowadzony i opracowany już po referendum, autorstwa naukowców z krakowskich uczelni:

- W części „osobowej” wyszło, że Hoffman, wcześniej w sondażach pomijany, może liczyć na dwucyfrowy wynik. Mało tego, w drugiej turze, gdyby tylko wszedł – a przy „spłaszczonych” wynikach i dobrej kampanii to bardzo możliwe, ma takie przepływy elektoratów, że wygrywa zarówno z kandydatem Koalicji, Gibałą jak i Darią Gosek-Popiołek, bo i ten wariant był sprawdzany

- zdradza nasz rozmówca. Jak twierdzi, obydwaj panowie po referendum nie utrzymywali specjalnego kontaktu, Hoffman w krótkiej rozmowie telefonicznej przekazał tylko Gibale, że chce ogłosić swój start i że go o tym informuje, zanim dowie się z mediów.

- Wysłannicy Gibały do końca próbowali odwieść Hoffmana od tego pomysłu, ale murem stanęli za nim ludzie z komitetu referendalnego, pojawiło się te podobno wielu chętnych do wsparcia kampanii Hoffmana. Widać to zresztą po pierwszych dniach, Hoffman nadaje ton debacie, ewidentnie ma na to pomysł i chce realnie powalczyć

- wyznaje współpracownik Gibały, który w rozmowie z Kanałem Krakowskim nie ukrywa zaskoczenia takim obrotem sprawy.

Piątkowska ostatecznym argumentem

To jednak ogłoszenie kandydatury Moniki Piątkowskiej jako reprezentantki Koalicji Obywatelskiej i PSL miało utwierdzić Gibałę w przekonaniu, że start w przyspieszonych wyborach nie jest dobrym pomysłem. O wiele „groźniejszymi” na dłuższą metę wydawali się profesor Grodzicki i Rafał Sonik, których sondowali działacze KO.

- Łukasz jest przekonany, że gdyby wygrała Piątkowska, będzie jeszcze gorsza niż Miszalski i tak skompromituje ekipę, że wybory w 2029 rok, nie tylko prezydenckie, ale i do rady, będą już dla niego tylko formalnością i zgarnie pełną stawkę. „Krowoderscy” [mowa o tzw. „grupie krowoderskiej”, czyli patomediach słynących z generowania hejtu w krakowskim internecie – dop. red.] tylko na to czekają, choć muszą przebudować strategię, bo kobietę trudniej atakować. Gdyby z kolei wygrał Hoffman, to na niego spadnie odium wszystkich niepopularnych decyzji związanych z oszczędnościami i „bombami” w budżecie. I wtedy na białym koniu wjedzie Gibała, który „uratuje Kraków”, na co będzie miał raczej na pewno dwie kadencje i spokój w radzie

- zdradza kulisy planu ważny członek ekipy Gibały. I dodaje, że Gibała boi się również, że gdyby przegrał z Piątkowską lub Hoffmanem, na stałe wypadłby z życia politycznego Krakowa.

- Czwarta klęska w wyborach prezydenckich byłaby kompletną katastrofą wizerunkową dla Łukasza, eliminującą go z polityki. Ludzie nie głosują na przegranych

- dodaje współpracownik Gibały.

Wybory bez terminu

Przypomnijmy, że na tę chwilę nie jest znana nawet data przyspieszonych wyborów. Choć zgodnie z przepisami powinny one zostać zorganizowane do 90 dni od odwołania prezydenta, co oznaczałoby elekcję najpóźniej 23 sierpnia, to jednak plany pokrzyżowały protesty wyborcze, których rozpatrzenie przez sąd może potrwać nawet kilka miesięcy. Kluczowa będzie pierwsza rozprawa, zaplanowana na najbliższa środę.

Dziś najbardziej prawdopodobnym terminem wyborów wydaje się druga połowa września. Czy do tego czasu Łukasz Gibała jednak zmieni zdanie co do swojego startu i spróbuje po raz czwarty zawalczyć o gabinet w Pałacu Wielopolskich?

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także