– Nie wytrzymywałam psychicznie – mówi nam nauczycielka i radna Magdalena Mazurkiewicz, która ujawnia skalę gróźb śmierci i internetowego hejtu, jaki od miesięcy zalewa jej życie prywatne i zawodowe. Zaczęło się od komentarzy w sieci. Dziś to już seria gróźb, publicznych ataków i sytuacji na ulicy, które przeniosły wirtualną nienawiść do realnego świata.
– Ktoś bardzo agresywnie zareagował na mój widok i zaczął krzyczeć, że mnie wykopie, że to mój koniec i że „pali mi się dupa” – opowiada radna. W rozmowie z Kanałem Krakowskim wskazuje trzy krytyczne momenty, w których zalała ją fala nienawiści.
***
Kanał Krakowski: Policzyła Pani, ile razy grożono Pani śmiercią?
Magdalena Mazurkiewicz: Nie policzyłam. To jest tak duża liczba, że nie jestem w stanie. Tylko pod filmem udostępnionym przez pewien portal grożono mi już kilka razy, a podobne komentarze pojawiały się również pod innymi postami. Co więcej, grożono mi śmiercią na różne sposoby: przez powieszenie czy obcięcie głowy, po różne wymyślne metody. Teraz, gdy o tym mówię, brzmi to wręcz kuriozalnie, ale granica naprawdę została przekroczona.
Co Panią najbardziej zabolało?
Wyzwiska i obelgi pod moim adresem.
Przecież piszą to jakieś randomowe trolle.
Ale czytają to już realni ludzie. Mnie to zabolało głównie ze względu na zawód, który wykonuję, czyli jestem nauczycielką. Te wyzwiska czytają więc także moi uczniowie. Zresztą sama mówię im o hejcie i o tym, że trzeba piętnować takie zachowania. Uczulam ich na to. To też był jeden z powodów, dla których nagrałam ten film. Chciałam pokazać, że nie godzę się na takie traktowanie. Nie zasłużyłam na to. Nikt na to nie zasługuje.
To dość odważne nagranie.
Z racji mojego zawodu ciąży na mnie odpowiedzialność. To mną kierowało. Za chwilę moi uczniowie mogą się znaleźć w takiej sytuacji jak ja. Zresztą już teraz, gdy ich pytam, czy doświadczyli hejtu w internecie, nie ma klasy, w której co najmniej kilka osób nie podniosłoby ręki. A przecież doskonale znamy przykłady, także z życia publicznego, że ktoś popełnił samobójstwo spowodowane właśnie hejtem w internecie. Trzeba o tym mówić głośno i podkreślać, że to nie są normalne zachowania.
Normalne może nie, ale na pewno powszechne.
Na to nie może być zgody. Od 24 lat uczę w szkole i mam porównanie: dziś żyjemy w zupełnie innych czasach. Odkąd pojawiły się telefony komórkowe i media społecznościowe, jest też bardzo duża łatwość robienia krzywdy drugiej osobie bez spotkania z nią twarzą w twarz. Takie negatywne zachowania muszą być piętnowane i trzeba wręcz krzyczeć, że to coś złego i niedopuszczalnego. Nie tak powinien wyglądać ten świat. Należy zgłaszać tego typu hejt, nie pozostawać obojętnym. Ja sama zamierzam zgłosić te groźby pod moim adresem prosto do prokuratury. Na co dzień pracuję w obszarze kultury, dlatego wiem, jak ważna jest odpowiedzialność za słowa i poziom debaty publicznej. Uważam, że na hejt, agresję i groźby nie można pozostawać obojętnym, ponieważ z czasem prowadzi to do eskalacji emocji i pogłębiania podziałów.
Nie przyzwyczaiła się Pani jeszcze do hejtu?
Doświadczałam go odkąd zostałam radną miejską, ale w pewnym momencie bardzo się nasilił. Niekiedy myślałam nawet, że sama sobie z tym wszystkim nie poradzę. Bardzo to przeżywałam, zarówno ja, jak i moja rodzina. Ale teraz już to przepracowałam i mówię o tym głośno.
Co spowodowało tę zmianę?
Ostatni film, który pojawił się o mnie w internecie i nie zawierał żadnego – absolutnie żadnego – odniesienia merytorycznego. Skupiał się jedynie na chamskim hejtowaniu mnie, a przy tym wykorzystywał moje prywatne zdjęcia lub zdjęcia z wycieczek z moimi uczniami. I wie pan, ja po takim filmie musiałam iść do pracy w szkole i spojrzeć moim uczniom w oczy.
Rozmawiali o tym?
Nie przy mnie. Ale dało się wyczuć, że widzieli ten film i o nim dyskutowali. Mnie było zwyczajnie wstyd przed moimi uczniami. Było mi głupio. Zastanawiałam się, co z tym zrobić. Pierwotnie chciałam to przeczekać, ale w pewnym momencie doszłam do granicy wytrzymałości. W końcu przyszedł moment, że wyszłam ze szkoły i po prostu się rozpłakałam. Wtedy postanowiłam nagrać ten film.
Z czym wiąże Pani tę skalę hejtu?
Było kilka takich momentów. Pierwsza fala nastąpiła, gdy dostałam pracę w Teatrze Słowackiego jako koordynatorka do spraw edukacji. Dla moich hejterów z miejsca stałam się „kolesiówą”, która ma załatwioną robotę po tym, jak została radną. A przecież pracuję w edukacji i kulturze, czyli zgodnie z moim wykształceniem i doświadczeniem zawodowym. Zarabiam 6 tysięcy złotych brutto.
Kolejna fala nastąpiła w grudniu, po tym, jak zamieściłam w internecie zdjęcie, do którego byłam „doklejona”. Natychmiast przeprosiłam za ten błąd mojego zespołu, wyjaśniłam sytuację i wzięłam za nią odpowiedzialność.
A ta „najnowsza” fala hejtu związana jest z akcją referendalną. Gdy ruszyła cała ta kampania, hejt się nasilił i widać to wyraźnie pod moimi postami. Albo ktoś grozi mi śmiercią, albo pisze, jak będzie mnie wykopywał z tego miasta i jak daleko będę leciała. I powiem panu więcej – ten hejt zaczyna się przenosić do realnego życia. Już dwa razy spotkałam się z napastliwymi sytuacjami na ulicy, gdy ktoś bardzo agresywnie zareagował na mój widok i zaczął krzyczeć, że mnie wykopie, że to mój koniec i że „pali mi się dupa”.
A pali się Pani?
Nie! Przez całe życie ciężko pracuję na siebie, na mojego syna, a odkąd zostałam radną, także dla mieszkańców Krakowa. Staram się angażować w wiele wartościowych działań – zarówno w Radzie Miasta, jak i w pracy w teatrze oraz w szkole. Nie potrzebuję mandatu radnej, by się utrzymać. Biorąc pod uwagę moją pracę zawodową, referendum nie ma dla mnie żadnego znaczenia, bo nie zajmuję żadnego stanowiska podarowanego mi „przez kolegów”.
Ale już samo bycie radnym kojarzy się niektórym ludziom negatywnie.
Do tego doprowadzili ci, którzy zaczęli wzniecać negatywne emocje i obrzydzać ludziom Kraków. Tymczasem wiem, że będąc w radzie, naprawdę można pomóc drugiemu człowiekowi, zrobić coś dobrego dla krakowian i Krakowa. Sama, nie będąc jeszcze radną, poznałam kilku fantastycznych radnych, którzy byli bardzo zaangażowani w swoją pracę. Ja także jestem. Tymczasem dziś nastąpiła całkowita dehumanizacja pozycji radnego.
Wiąże Pani ten fakt z referendum?
Odkąd zostałam radną, od pierwszych dni kadencji słyszałam o referendum. I wiążę to z przegranymi wyborami przez jedną ze stron.
Łukasza Gibałę?
Tak.
Rozumiem, że na referendum się Pani nie wybiera?
Oczywiście, że nie. I każdy, kto chciałby, by Rada Miasta i prezydent Aleksander Miszalski dokończyli kadencję, także powinien nie iść głosować. Natomiast nie boję się utraty stanowiska, ale chcę po prostu dokończyć swoją pracę. A później, tak jak przewiduje kontrakt z wyborcami, poddać się ich ocenie. Tymczasem dzisiaj referendum jest tak powszechnie używane jako narzędzie do zmiany decyzji wyborców. I tutaj nie mamy limitów finansowych jak w kampaniach wyborczych. Ktoś może wyłożyć wszystkie pieniądze świata, by przejąć władzę.
A czy pani przekona nieprzekonanych do tego, czy iść, czy nie iść?
Wierzę w rozsądek mieszkańców Krakowa, którzy wielokrotnie pokazywali, że potrafią samodzielnie oceniać sytuację i podejmować własne decyzje. Referendum jest szczególnym narzędziem demokracji lokalnej, w którym istotną rolę odgrywa frekwencja, dlatego uważam, że także rezygnacja z udziału w głosowaniu może być świadomym sposobem wyrażenia swojego stanowiska.
ZOBACZ TAKŻE: Referendalna hucpa za gigantyczne pieniądze. Gdzie są faktury i rozliczenia?


![„Doktor” Drewnicki postawi diagnozę i uleczy Kraków. „Jest najlepszy” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_465.png?b018b1317c0833a5f0a3c798f9da5622)
![Miszalski jako obciążenie w kampanii? Padły zaskakujące słowa [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_463.jpg?b018b1317c0833a5f0a3c798f9da5622)
![Sensacyjny powrót Majchrowskiego? „Gibała dostałby swoje paliwo wyborcze” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_459.jpg?b018b1317c0833a5f0a3c798f9da5622)


![Kandydat Konfederacji w II turze?! „Wyborcy nie nabiorą się już na hipokryzję Gibały” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_451.jpg?b018b1317c0833a5f0a3c798f9da5622)
![Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_449.jpg?b018b1317c0833a5f0a3c798f9da5622)





![„To obrzydliwe”. Kulisy politycznego piekła w Krakowie wyszły na jaw! [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_432.jpg?b018b1317c0833a5f0a3c798f9da5622)


![Miał być komisarzem. Teraz ostrzega: „wybory staną się loterią” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_421.png?b018b1317c0833a5f0a3c798f9da5622)





