Przeczytasz w 2-4 minuty
Michał Wiśniewski, Łukasz Gibała, Marta Wiśniewska

Świat stanął na głowie: Michał Wiśniewski po 20 latach wraca do Mandaryny, udowadniając, że stara miłość nie rdzewieje. Tymczasem pod Wawelem inny wielki romantyk, Łukasz Gibała, świętuje dokładnie dwudziestolecie odkąd bez pamięci zakochał się w… fotelu prezydenta Krakowa. I choć politycznych partnerów Gibała zmieniał w tym czasie częściej niż lider Ich Troje żony, jego zaloty do krakowskiego magistratu wciąż trwają. Jak zaczęła się ta trwająca od 2006 roku telenowela?

Dokładnie 20 lat temu, w pamiętnym 2006 roku, gdy nad małżeństwem Wiśniewskich zbierały się czarne chmury, młody i obiecujący Łukasz po raz pierwszy został gdzieś wybrany. Padło na sejmik województwa małopolskiego, a mandat zdobył z list – uwaga, niespodzianka dla młodszych czytelników – Platformy Obywatelskiej.

Żeby jednak wejść na tę nową drogę życia z czystym kontem, Gibała musiał dokonać drastycznych cięć, godnych najlepszych odcinków reality show:

  • Koniec z nauką: Pożegnał się z Wydziałem Filozoficznym UJ, gdzie od 2002 roku asystował i uczył studentów, jak żyć (i jak filozoficznie dyskutować o idealnym państwie).
  • Koniec z alkoholem: Wycofał się z alkoholowych biznesów swojego ojca. Uznał, skądinąd słusznie, że branża spirytusowa mogłaby mu nieco „nabroić” wizerunkowo w poważnej polityce.

Polityczny kalejdoskop, czyli jak szukać własnej drogi

Od tamtej pory rozpoczęła się wielka, polityczna podróż Gibały. Żebyście nie pogubili się w tym ideowym labiryncie tak szybko, jak w choreografii do „Ev'ry Night”, przygotowaliśmy dla Was szybką ściągawkę z najciekawszych zakamarków politycznego CV naszego jubilata:

  • 2004 – Wstępuje do Platformy Obywatelskiej. Mam 27 lat. To początek wielkiej miłości.
  • 2006 – Pierwszy sukces! Mandat radnego sejmiku z list PO.
  • 2007 – Awans do Warszawy – zostaje posłem (oczywiście z ramienia PO).
  • 2010–2012 – Szef krakowskich struktur PO. Reelekcja poselska w 2011. Pełnia szczęścia.
  • 2012 (marzec) – Wielki zwrot akcji: Platforma już nie jest cool. Gibała pakuje manatki i przechodzi do Ruchu Palikota.
O Łukaszu Gibale i Januszu Palikocie rozpisywała się wówczas ogólnopolska prasa / źródło: Polityka
  • 2013 – Ruch Palikota zmienia się w Twój Ruch, a Łukasz dumnie zasiada w jego zarządzie.
  • 2014 (lipiec) – Twój Ruch też przestaje być cool. Gibała rzuca partię i zostaje singlem.
  • 2014 (jesień) – Pierwsze podejście do fotela prezydenta Krakowa. Spoiler: Jacek Majchrowski wygrywa, Łukasz dziękuje za uwagę. Gibała organizuje też komitet wyborczy „Kraków miastem dla ludzi”, który wystawił 86 kandydatów do rady miasta, z których żaden nie uzyskał mandatu.
  • 2015 – Zakłada stowarzyszenie Kierunek Zmiana i startuje do Senatu. Zmiana kierunku okazała się na tyle skuteczna, że do Senatu nie wszedł. Zajął trzeci miejsce. Na trzech startujących.
Łukasz Gibałą w 2015 roku / fot. wikimedia
  • 2018 – Drugie podejście do prezydentury. Znów pudło, ale na osłodę zgarnia mandat radnego miejskiego z komitetu "Kraków dla Mieszkańców".
  • 2024 – Trzecie podejście i... spektakularne, potrójne déjà vu. Po morderczym wyścigu i zaciętej dogrywce Łukasz znów musi obejść się smakiem. Tym razem o włos (niecałe 2% głosów!) wyprzedza go Aleksander Miszalski z… Platformy Obywatelskiej.

Do trzech razy sztuka? A gdzie tam!

I tak oto zamykamy tę dwudziestoletnią klamrę. Trzy kampanie prezydenckie, trzy bolesne porażki i to nieodparte wrażenie, że wymarzony gabinet przy placu Wszystkich Świętych znów odjeżdża w siną dal. Przegrać z politycznym hegemonem, jakim był Jacek Majchrowski, to jedno. Ale przegrać dosłownie o włos, na ostatniej prostej z Aleksandrem Miszalskim... to musi boleć bardziej, niż słuchanie słynnego występu Mandaryny w Sopocie bez playbacku.

Ale czy to oznacza, że nasz naczelny krakowski opozycjonista składa broń? Skądże znowu! Zasiada w radzie miasta, regularnie mąci, pokrzykuje, nagrywa filmiki, paraliżuje lokalną politykę i szykuje się do... kolejnego startu w wyborach na prezydenta Krakowa!

Show must go on!

Jeśli nagły powrót Michała i Marty po dwóch dekadach czegoś nas uczy, to tego, że w rodzimym show-biznesie i krakowskiej polityce nie ma rzeczy niemożliwych, a słowo „nigdy” po prostu nie istnieje. Być może Gibała jest jak drogie wino (od którego przecież wizerunkowo uciekł w 2006 roku) – musi po prostu jeszcze trochę odstać w opozycyjnej piwnicy, żeby nabrać pełni smaku.

Łukasz Gibała w 2025 roku / fot. Łukasz Michalik

Zarówno w polskim show-biznesie, jak i w krakowskim samorządzie, najtrudniejsze okazują się natomiast występy na żywo. Mandaryna miała swój legendarny Sopot bez playbacku, Gibała ma swoje wybory prezydenckie w Krakowie.

I choćby wokół tematu odtańczył najbardziej skomplikowaną choreografię, to na końcu i tak ktoś weryfikuje talent przy urnie.

No to co, panie Łukaszu? Od jutra znowu ćwiczymy kroki i „Ev’ry night” od nowa?

ZOBACZ TAKŻE: Myśleli, że to naciągacze na garnki. Prawda okazała się o wiele gorsza

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także